niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 37

 Uwaga Uwaga :D Oto przedpremierowe wydanie rozdziału numer 37! 
Ze specjalną dedykacją dla wiernych fanów <3


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


Pędziły przez las w kruczych postaciach bez chwili wytchnienia. Alicja zgrabnie manewrowała między drzewami wyznaczając trasę. Mniejszy ptak próbował ją gonić z całych sił, ale wciąż zostawał w tyle. W pewnym momencie Ali przysiadła na gałęzi, a kilka machnięć skrzydłami później dołączyła do niej Andżelika. Było jej wstyd, że nie daje rady przelecieć takiego kawałka drogi. Niestety Ametystoria to bardzo niestabilne serum. Jeśli będzie się na niej za bardzo polegać, skończy się to nieprzyjemnie. Nagle przez ciało Ani przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Kruk zachwiał się na gałęzi i straciwszy siłę w kończynach upadł twardo na ściółkę, ale w przelocie zdążył zauważyć ogromnego wilka, który przyglądał się im. Chciała zakrakać, by poinformować o tym Alicję, ale struny głosowe odmówiły jej posłuszeństwa.
~ Nic ci nie jest? – w głowie Andżeliki rozbrzmiał głos Ali. Nie umiała jej odpowiedzieć. Patrzyła na nią z dołu bezradnie. Ametystoria zaczęła działać na nowo i dziewczynka zaczęła powoli wygrzebywać się z liści. ~ Nie ruszaj się! – krzyk Ali zadudnił jej boleśnie w głowie i zlał się z ostrzegającym kruczym skrzekiem. Zerknęła na nią i podążyła za jej wzrokiem do rdzawo-brązowego wilka. Szedł w ich kierunku i był już bardzo blisko. Mała nie odważyła się poruszyć. W jednej chwili Alicja wystrzeliła z gałęzi jak torpeda. Zrobiła szybki zwrot i obrót. Potem chmura dymu zasłoniła wszystko. Ania usłyszała jak coś upada na ziemię. Gdy dym zniknął Alicja stała dzierżąc dumnie swoją zdobioną katanę i patrzyła władczo na wilka. Błysnęła mu światłem po oczach i robiąc wyskok w przód przecięła powietrze tuż nad jego głową. Zwierzę, które położyło się na ziemi by zrobić unik nagle wyskoczyło do przodu szczerząc kły.
~ Znikamy. – zakomunikowała Alicja prostując się. Miecz zniknął i chwilę potem oba kruki leciały już w stronę Zartezu zostawiając zdziwionego wilka za sobą.
~ Widzę, że nie umiesz gadać telepatycznie. – mruknęła Alicja. ~ W każdym razie już nie daleko. Wytrzymasz?  – kruk przyspieszył demonstrując swoją siłę. ~ To dobrze. – odparła Ali.
 Dalej leciały w milczeniu mijając kolejne sosny. Gdy doleciały do Wrót Alicja odmierzyła trzy machnięcia i wskoczyła na drugą stronę portalu. Czekała chwilę na Anię, ale ta chyba nie zamierzała wlatywać w ścianę. Wróciła po nią. Jak wreszcie obie znalazły się w Zartezie Ali pozwoliła rudowłosej zmienić się z powrotem w człowieka. Potem ona zrobiła to samo.
– Co się stało wtedy w lesie? – zapytała Alicja na wstępie.
– Ametystoria czasem przestaje działać. Już kilka razy tak miałam. Nagle wszystko mi drętwieje, ale po paru sekundach przechodzi. – dziewczynka wzruszyła ramionami. – Za dużo mocy zużyłam.
– I dopiero teraz mi o tym mówisz? – westchnęła Ali i zaczęła zmierzać w kierunku pierwszej bramy. Ośmiolatka potruchtała za nią.
– Dlaczego Niberta chciała, żebym poleciała do Naomi?
– Nie mam pojęcia. Kazała mi cię tu przyprowadzić i mało mnie interesuje co będzie dalej.
– Chcesz mnie tu zostawić? – oburzona Andżelika zatrzymała się i spojrzała na Alicję wzrokiem spłoszonej sarenki. Była jednocześnie zła i przerażona. – Ufałam, że zostaniesz tu ze mną!
– Nie miałam nawet takiego zamiaru. – Ali przyspieszyła.
 Nastała nieprzyjemna cisza. Słychać było tylko kroki bosych stóp na wysuszonej popękanej ziemi. Najwyraźniej jednak Ania nie zamierzała iść dalej.  Obróciła się na pięcie i zaczęła biec z powrotem do Wrót. Alicja od niechcenia odwróciła się w jej kierunku. Okrężnym ruchem dwóch palców zaczęła tworzyć linę. Zwykły kawałek niezbyt grubego, za to mocnego sznurka wił się w powietrzu goniąc młodą zartezjankę. Oplótł ją w pasie i wtedy Ali mocno pociągnęła ją do siebie. Rudowłosa poleciała do tyłu zdzierając sobie skórę z odkrytych ramion. Fuknęła wkurzona i wstała ze złością w oczach.
– Wracam do domu! – krzyknęła rozplątując linę, która z każdym jej ruchem zaciskała się coraz mocniej. Widać było, że mała jest bliska płaczu.
– Przepraszam, ale nie ma innego wyjścia. Idziesz ze mną. – odparła Alicja i przyklękła przed nią.
 Przyłożyła dłoń do ust, a następnie dmuchnęła Andżelice w twarz jakimś proszkiem. Ta popatrzyła na nią nieobecnym wzrokiem, a potem opadła bezwładnie w jej ramiona. Alicja dźwignęła się do góry z nieprzytomną dziewczynką na rękach i kontynuowała swoją podróż.
 Do Zaranu dostała się przez anielski portal, który nadal nie został zamknięty. Od razu zobaczyła Possan , która samotnie spacerowała wzdłuż stawu. Zawołała do niej kładąc Andżelikę na równo skoszonej trawie. Poss rozpromieniła się na widok swojej byłej uczennicy.
– Nareszcie wróciłaś. –  skwitowała przytulając ją na przywitanie.
– Nie zostaję na długo. – odparła Alicja zasmucając koleżankę.
– A gdzie się wybierasz? – zapytała, a zaraz potem zawołała Naomi telepatycznie.
– Jeszcze nie wiem. Ale tu na pewno nie zostanę.
– Tutaj jest twój dom. – żachnęła się Poss z udawaną złością.
– Tutaj? – Ali zaśmiała się ironicznie. – Tutaj wszystkie mieszkamy razem. Dom publiczny. – Possan mlasnęła z niezadowoleniem, ale nie przerywała. – Ja wolę żyć na własną rękę. Chcę sobie sama dyktować co muszę, a czego nie muszę robić. Za kogo wy się uważacie?! – warknęła widząc zbliżającą się Naomi. – Co możecie mi zaproponować w zamian za moją pomoc? Początkowo czułam się nieswojo w nowej sytuacji, ale wyszło na dobre. Nie potrzebuję was, a to, że wy mnie potrzebujecie mało mnie interesuje. Przyleciałam tu tylko, żeby zabrać moje wspomnienia i odstawić Andżelikę, ponieważ poprosiła mnie o to Loreen, która zginęła wypełniając twoje rozkazy. – spojrzała znacząco na Naomi.
– Nie denerwuj się tak. – Nan wystawiła ręce w uspokajającym geście patrząc niepewnym wzrokiem na skrzydła wyrastające z pleców Alicji. Ta nawet nie zauważyła kiedy zawładnęło nią Alami. Zatrzepała skrzydłami unosząc się nad ziemię. Rzuciła szybkie spojrzenie dziewczynom i odleciała w kierunku zamku.
– Co chcesz z nią zrobić? – zapytała Poss przenosząc wzrok na rówieśniczkę.
– Skoro nie chce zostać po dobroci to zatrzymamy ją siłą. – odparła tajemniczo podnosząc Anię. – Zajmiesz się małą? Jesteś dobra w matkowaniu. – odparła półżartem oddając dziewczynkę w ręce Possan.  – A ja lecę za Alicją.



                                                                  ~*~*~*~




Młoda kobieta zerknęła w swoje notatki.
– W ostatnim miesiącu zaginęło, aż piętnaście osób. Policja robi wszystko co w ich mocy by odnaleźć zaginione osoby. Z informacji zgromadzonych przez naszą reporterkę wynika, iż część z zaginionych osób była w pewien sposób wyizolowana od środowiska publicznego, dlatego ich zaginięcie zauważono dopiero po jakimś czasie. Dochodzenie w spawie owych zaginięć trwa. A teraz Monika opowie nam o niezwykłym zdarzeniu jakie miało miejsce na wybrzeżu… – w tym momencie Eliza wyłączyła telewizor i ze znudzeniem zsunęła się z kanapy.
– Jejku dziewczyno. W ogóle nie ma w tobie życia. – odparła Marta z frustracją. Błękitnooka spojrzała na współlokatorkę wzrokiem zabójcy, dając jej tym samym do zrozumienia, że nie ma ochoty rozmawiać. – Nie patrz tak na mnie. Dzisiaj jest pożegnalna impreza u Agaty. Pójdziemy razem. Nie ma „nie chcę mi się”. Wychodzimy o ósmej, więc szykuj się szybko. – powiedziawszy to odepchnęła się od blatu kuchennego i zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Eliza westchnęła, bo dobrze wiedziała, że z Martą nie da się dyskutować. Tylko wzruszyła ramionami i faktycznie poszła przebrać się na imprezę. Ubrała łososiowo-czarną sukienkę, a potem zawiązała na plecach pasek w kokardę. Potem zajęła się makijażem.
– Nadal jesteś zła na Alicję? – zapytała niespodziewanie Marta, gdy były już prawie pod domem Agi.
– Nie znam, żadnej Alicji! – warknęła Eli zdenerwowana. To już kolejny raz gdy jej współlokatorka ją o to pyta. Najgorsze, że Eliza nie wie o co jej chodzi, a gdzieś w głębi siebie czuje, że powinna wiedzieć.
– Dobrze nie będę wnikać. – podniosła ręce w obronnym geście. – Znowu ta dziwna staruszka. – szepnęła wskazując głową niebieską willę. Eliza zerknęła na koronkowe firanki w oknach, jedna z nich była odchylona do połowy a zza okna patrzyła na nie starsza pani. Monotonnie głaskała swojego rudego kocura i nie odrywała wzroku od Elizy. Blondynka poczuła się trochę nieswojo, ale postanowiła to zignorować. Wbiła więc wzrok w czubki swoich czarnych baletek.
 Impreza nie była jedną z tych zwariowanych. Było mnóstwo ludzi jak zwykle, ale całe towarzystwo zebrało się na podwórku. Wszyscy dobrze się bawili, ale Elizę po pewnym czasie dopadły dziwne wizje, które pamiętała jak przez mgłę. Czuła, że to już się kiedyś działo. Kiedy według jej przewidywań ludzie zaczęli szaleć też w domu poczuła mocny ból w głowie. Czuła się jakby miała jedno wielkie deja vu i za nic nie mogła się go pozbyć. W pewnym momencie nie mogła już wytrzymać. Wyszła przed dom z niepewnym zamiarem powrotu do swojego mieszkania. Wtedy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Podskoczyła odwracając się gwałtownie i omal nie przewracając się na krawężniku.
– Niech mnie pani nie straszy! – krzyknęła zrozpaczonym tonem, który miał zabrzmieć groźnie. Zmierzyła staruszkę wzrokiem po czym zaczęła biec do swojego domu.
– Czuć od niej moc Blackbird na kilometr. – cmoknęła staruszka do swojego kota. Ten przeciągnął się na murowanym ogrodzeniu, po czym usiadł i śledził uciekającą blondynkę wzrokiem zielonych oczu.



                                                                  ~*~*~*~




– To było konieczne? – zapytała Mery pakując ostatnie rzeczy do walizki.
– Oczywiście, że nie. – Adrian wzruszył ramionami. – Niberta tak wymyśliła, to tak musi być i tyle. Moim zdaniem lepiej nie mieszać w tą walkę dzieci.
– Odezwał się dorosły. – zarzuciła rosyjskim akcentem. – Możemy jechać. – odparła zamknąwszy walizkę. – Tak właściwie to czemu nie mogę zostać tutaj? – przepuścił ją w drzwiach zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
– Nie znam wszystkich planów szefowej, ale co to za różnica? Pewnie chce cię przenieść, żeby cię Naomi nie znalazła.
– Jakby chciała to by to zrobiła.
– Ale nie ma na to czasu. Nie będzie cię przecież szukać jeśli cię tu nie będzie. A ty jesteś dość ważną figurą na naszej planszy. Wolimy cię mieć cały czas na oku.
– Rozumiem, że Nibetra po prostu boi się, że ją zdradzę.

– Jest taka możliwość. – chłopak znów wzruszył ramionami, na co Marie przewróciła oczami i wsiadła do samochodu. 

1 komentarz:

  1. będę miał co czytać w pracy, jestem pare rozdziałów do tyłu
    ─────────────────────────────────────
    ───▐▀▄───────▄▀▌───▄▄▄▄▄▄▄─────────────
    ───▌▒▒▀▄▄▄▄▄▀▒▒▐▄▀▀▒██▒██▒▀▀▄──────────
    ──▐▒▒▒▒▀▒▀▒▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▀▄────────
    ──▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▄▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▀▄──────
    ▀█▒▒▒█▌▒▒█▒▒▐█▒▒▒▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌─────
    ▀▌▒▒▒▒▒▒▀▒▀▒▒▒▒▒▒▀▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐───▄▄
    ▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌▄█▒█
    ▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒█▒█▀─
    ▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒█▀───
    ▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌────
    ─▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐─────
    ─▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌─────
    ──▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐──────
    ──▐▄▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▄▌──────
    ────▀▄▄▀▀▀▀▀▄▄▀▀▀▀▀▀▀▄▄▀▀▀▀▀▄▄▀────────

    OdpowiedzUsuń