Uwaga Uwaga :D Oto przedpremierowe wydanie rozdziału numer 37!
Ze specjalną dedykacją dla wiernych fanów <3
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Pędziły
przez las w kruczych postaciach bez chwili wytchnienia. Alicja zgrabnie
manewrowała między drzewami wyznaczając trasę. Mniejszy ptak próbował ją gonić
z całych sił, ale wciąż zostawał w tyle. W pewnym momencie Ali przysiadła na
gałęzi, a kilka machnięć skrzydłami później dołączyła do niej Andżelika. Było
jej wstyd, że nie daje rady przelecieć takiego kawałka drogi. Niestety Ametystoria
to bardzo niestabilne serum. Jeśli będzie się na niej za bardzo polegać,
skończy się to nieprzyjemnie. Nagle przez ciało Ani przebiegł nieprzyjemny
dreszcz. Kruk zachwiał się na gałęzi i straciwszy siłę w kończynach upadł
twardo na ściółkę, ale w przelocie zdążył zauważyć ogromnego wilka, który
przyglądał się im. Chciała zakrakać, by poinformować o tym Alicję, ale struny
głosowe odmówiły jej posłuszeństwa.
~
Nic ci nie jest? – w głowie Andżeliki rozbrzmiał głos Ali. Nie umiała jej
odpowiedzieć. Patrzyła na nią z dołu bezradnie. Ametystoria zaczęła działać na
nowo i dziewczynka zaczęła powoli wygrzebywać się z liści. ~ Nie ruszaj się! –
krzyk Ali zadudnił jej boleśnie w głowie i zlał się z ostrzegającym kruczym
skrzekiem. Zerknęła na nią i podążyła za jej wzrokiem do rdzawo-brązowego
wilka. Szedł w ich kierunku i był już bardzo blisko. Mała nie odważyła się
poruszyć. W jednej chwili Alicja wystrzeliła z gałęzi jak torpeda. Zrobiła
szybki zwrot i obrót. Potem chmura dymu zasłoniła wszystko. Ania usłyszała jak
coś upada na ziemię. Gdy dym zniknął Alicja stała dzierżąc dumnie swoją
zdobioną katanę i patrzyła władczo na wilka. Błysnęła mu światłem po oczach i
robiąc wyskok w przód przecięła powietrze tuż nad jego głową. Zwierzę, które
położyło się na ziemi by zrobić unik nagle wyskoczyło do przodu szczerząc kły.
~
Znikamy. – zakomunikowała Alicja prostując się. Miecz zniknął i chwilę potem
oba kruki leciały już w stronę Zartezu zostawiając zdziwionego wilka za sobą.
~
Widzę, że nie umiesz gadać telepatycznie. – mruknęła Alicja. ~ W każdym razie
już nie daleko. Wytrzymasz? – kruk
przyspieszył demonstrując swoją siłę. ~ To dobrze. – odparła Ali.
Dalej leciały w milczeniu mijając kolejne
sosny. Gdy doleciały do Wrót Alicja odmierzyła trzy machnięcia i wskoczyła na
drugą stronę portalu. Czekała chwilę na Anię, ale ta chyba nie zamierzała
wlatywać w ścianę. Wróciła po nią. Jak wreszcie obie znalazły się w Zartezie
Ali pozwoliła rudowłosej zmienić się z powrotem w człowieka. Potem ona zrobiła
to samo.
– Co
się stało wtedy w lesie? – zapytała Alicja na wstępie.
– Ametystoria
czasem przestaje działać. Już kilka razy tak miałam. Nagle wszystko mi
drętwieje, ale po paru sekundach przechodzi. – dziewczynka wzruszyła ramionami.
– Za dużo mocy zużyłam.
– I
dopiero teraz mi o tym mówisz? – westchnęła Ali i zaczęła zmierzać w kierunku
pierwszej bramy. Ośmiolatka potruchtała za nią.
–
Dlaczego Niberta chciała, żebym poleciała do Naomi?
– Nie
mam pojęcia. Kazała mi cię tu przyprowadzić i mało mnie interesuje co będzie
dalej.
–
Chcesz mnie tu zostawić? – oburzona Andżelika zatrzymała się i spojrzała na
Alicję wzrokiem spłoszonej sarenki. Była jednocześnie zła i przerażona. –
Ufałam, że zostaniesz tu ze mną!
– Nie
miałam nawet takiego zamiaru. – Ali przyspieszyła.
Nastała nieprzyjemna cisza. Słychać było tylko
kroki bosych stóp na wysuszonej popękanej ziemi. Najwyraźniej jednak Ania nie
zamierzała iść dalej. Obróciła się na
pięcie i zaczęła biec z powrotem do Wrót. Alicja od niechcenia odwróciła się w
jej kierunku. Okrężnym ruchem dwóch palców zaczęła tworzyć linę. Zwykły kawałek
niezbyt grubego, za to mocnego sznurka wił się w powietrzu goniąc młodą
zartezjankę. Oplótł ją w pasie i wtedy Ali mocno pociągnęła ją do siebie.
Rudowłosa poleciała do tyłu zdzierając sobie skórę z odkrytych ramion. Fuknęła
wkurzona i wstała ze złością w oczach.
–
Wracam do domu! – krzyknęła rozplątując linę, która z każdym jej ruchem zaciskała
się coraz mocniej. Widać było, że mała jest bliska płaczu.
–
Przepraszam, ale nie ma innego wyjścia. Idziesz ze mną. – odparła Alicja i
przyklękła przed nią.
Przyłożyła dłoń do ust, a następnie dmuchnęła
Andżelice w twarz jakimś proszkiem. Ta popatrzyła na nią nieobecnym wzrokiem, a
potem opadła bezwładnie w jej ramiona. Alicja dźwignęła się do góry z
nieprzytomną dziewczynką na rękach i kontynuowała swoją podróż.
Do Zaranu dostała się przez anielski portal,
który nadal nie został zamknięty. Od razu zobaczyła Possan , która samotnie
spacerowała wzdłuż stawu. Zawołała do niej kładąc Andżelikę na równo skoszonej
trawie. Poss rozpromieniła się na widok swojej byłej uczennicy.
–
Nareszcie wróciłaś. – skwitowała
przytulając ją na przywitanie.
– Nie
zostaję na długo. – odparła Alicja zasmucając koleżankę.
– A
gdzie się wybierasz? – zapytała, a zaraz potem zawołała Naomi telepatycznie.
–
Jeszcze nie wiem. Ale tu na pewno nie zostanę.
–
Tutaj jest twój dom. – żachnęła się Poss z udawaną złością.
–
Tutaj? – Ali zaśmiała się ironicznie. – Tutaj wszystkie mieszkamy razem. Dom
publiczny. – Possan mlasnęła z niezadowoleniem, ale nie przerywała. – Ja wolę
żyć na własną rękę. Chcę sobie sama dyktować co muszę, a czego nie muszę robić.
Za kogo wy się uważacie?! – warknęła widząc zbliżającą się Naomi. – Co możecie
mi zaproponować w zamian za moją pomoc? Początkowo czułam się nieswojo w nowej
sytuacji, ale wyszło na dobre. Nie potrzebuję was, a to, że wy mnie
potrzebujecie mało mnie interesuje. Przyleciałam tu tylko, żeby zabrać moje
wspomnienia i odstawić Andżelikę, ponieważ poprosiła mnie o to Loreen, która
zginęła wypełniając twoje rozkazy. – spojrzała znacząco na Naomi.
– Nie
denerwuj się tak. – Nan wystawiła ręce w uspokajającym geście patrząc niepewnym
wzrokiem na skrzydła wyrastające z pleców Alicji. Ta nawet nie zauważyła kiedy
zawładnęło nią Alami. Zatrzepała skrzydłami unosząc się nad ziemię. Rzuciła
szybkie spojrzenie dziewczynom i odleciała w kierunku zamku.
– Co
chcesz z nią zrobić? – zapytała Poss przenosząc wzrok na rówieśniczkę.
–
Skoro nie chce zostać po dobroci to zatrzymamy ją siłą. – odparła tajemniczo
podnosząc Anię. – Zajmiesz się małą? Jesteś dobra w matkowaniu. – odparła
półżartem oddając dziewczynkę w ręce Possan. – A ja lecę za Alicją.
~*~*~*~
Młoda
kobieta zerknęła w swoje notatki.
– W ostatnim miesiącu zaginęło, aż piętnaście osób. Policja robi wszystko co w ich mocy by odnaleźć zaginione osoby. Z informacji zgromadzonych przez naszą reporterkę wynika, iż część z zaginionych osób była w pewien sposób wyizolowana od środowiska publicznego, dlatego ich zaginięcie zauważono dopiero po jakimś czasie. Dochodzenie w spawie owych zaginięć trwa. A teraz Monika opowie nam o niezwykłym zdarzeniu jakie miało miejsce na wybrzeżu… – w tym momencie Eliza wyłączyła telewizor i ze znudzeniem zsunęła się z kanapy.
– W ostatnim miesiącu zaginęło, aż piętnaście osób. Policja robi wszystko co w ich mocy by odnaleźć zaginione osoby. Z informacji zgromadzonych przez naszą reporterkę wynika, iż część z zaginionych osób była w pewien sposób wyizolowana od środowiska publicznego, dlatego ich zaginięcie zauważono dopiero po jakimś czasie. Dochodzenie w spawie owych zaginięć trwa. A teraz Monika opowie nam o niezwykłym zdarzeniu jakie miało miejsce na wybrzeżu… – w tym momencie Eliza wyłączyła telewizor i ze znudzeniem zsunęła się z kanapy.
–
Jejku dziewczyno. W ogóle nie ma w tobie życia. – odparła Marta z frustracją. Błękitnooka
spojrzała na współlokatorkę wzrokiem zabójcy, dając jej tym samym do
zrozumienia, że nie ma ochoty rozmawiać. – Nie patrz tak na mnie. Dzisiaj jest
pożegnalna impreza u Agaty. Pójdziemy razem. Nie ma „nie chcę mi się”.
Wychodzimy o ósmej, więc szykuj się szybko. – powiedziawszy to odepchnęła się od
blatu kuchennego i zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Eliza westchnęła, bo
dobrze wiedziała, że z Martą nie da się dyskutować. Tylko wzruszyła ramionami i
faktycznie poszła przebrać się na imprezę. Ubrała łososiowo-czarną sukienkę, a potem
zawiązała na plecach pasek w kokardę. Potem zajęła się makijażem.
–
Nadal jesteś zła na Alicję? – zapytała niespodziewanie Marta, gdy były już
prawie pod domem Agi.
–
Nie znam, żadnej Alicji! – warknęła Eli zdenerwowana. To już kolejny raz gdy
jej współlokatorka ją o to pyta. Najgorsze, że Eliza nie wie o co jej chodzi, a
gdzieś w głębi siebie czuje, że powinna wiedzieć.
–
Dobrze nie będę wnikać. – podniosła ręce w obronnym geście. – Znowu ta dziwna
staruszka. – szepnęła wskazując głową niebieską willę. Eliza zerknęła na
koronkowe firanki w oknach, jedna z nich była odchylona do połowy a zza okna
patrzyła na nie starsza pani. Monotonnie głaskała swojego rudego kocura i nie
odrywała wzroku od Elizy. Blondynka poczuła się trochę nieswojo, ale
postanowiła to zignorować. Wbiła więc wzrok w czubki swoich czarnych baletek.
Impreza nie była jedną z tych zwariowanych. Było
mnóstwo ludzi jak zwykle, ale całe towarzystwo zebrało się na podwórku. Wszyscy
dobrze się bawili, ale Elizę po pewnym czasie dopadły dziwne wizje, które
pamiętała jak przez mgłę. Czuła, że to już się kiedyś działo. Kiedy według jej
przewidywań ludzie zaczęli szaleć też w domu poczuła mocny ból w głowie. Czuła się
jakby miała jedno wielkie deja vu i
za nic nie mogła się go pozbyć. W pewnym momencie nie mogła już wytrzymać.
Wyszła przed dom z niepewnym zamiarem powrotu do swojego mieszkania. Wtedy poczuła
czyjąś dłoń na ramieniu. Podskoczyła odwracając się gwałtownie i omal nie
przewracając się na krawężniku.
–
Niech mnie pani nie straszy! – krzyknęła zrozpaczonym tonem, który miał
zabrzmieć groźnie. Zmierzyła staruszkę wzrokiem po czym zaczęła biec do swojego
domu.
–
Czuć od niej moc Blackbird na kilometr. – cmoknęła staruszka do swojego kota.
Ten przeciągnął się na murowanym ogrodzeniu, po czym usiadł i śledził
uciekającą blondynkę wzrokiem zielonych oczu.
~*~*~*~
–
To było konieczne? – zapytała Mery pakując ostatnie rzeczy do walizki.
–
Oczywiście, że nie. – Adrian wzruszył ramionami. – Niberta tak wymyśliła, to
tak musi być i tyle. Moim zdaniem lepiej nie mieszać w tą walkę dzieci.
–
Odezwał się dorosły. – zarzuciła rosyjskim akcentem. – Możemy jechać. – odparła
zamknąwszy walizkę. – Tak właściwie to czemu nie mogę zostać tutaj? –
przepuścił ją w drzwiach zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
–
Nie znam wszystkich planów szefowej, ale co to za różnica? Pewnie chce cię
przenieść, żeby cię Naomi nie znalazła.
–
Jakby chciała to by to zrobiła.
–
Ale nie ma na to czasu. Nie będzie cię przecież szukać jeśli cię tu nie będzie.
A ty jesteś dość ważną figurą na naszej planszy. Wolimy cię mieć cały czas na
oku.
–
Rozumiem, że Nibetra po prostu boi się, że ją zdradzę.
–
Jest taka możliwość. – chłopak znów wzruszył ramionami, na co Marie przewróciła
oczami i wsiadła do samochodu.
będę miał co czytać w pracy, jestem pare rozdziałów do tyłu
OdpowiedzUsuń─────────────────────────────────────
───▐▀▄───────▄▀▌───▄▄▄▄▄▄▄─────────────
───▌▒▒▀▄▄▄▄▄▀▒▒▐▄▀▀▒██▒██▒▀▀▄──────────
──▐▒▒▒▒▀▒▀▒▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▀▄────────
──▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▄▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▀▄──────
▀█▒▒▒█▌▒▒█▒▒▐█▒▒▒▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌─────
▀▌▒▒▒▒▒▒▀▒▀▒▒▒▒▒▒▀▀▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐───▄▄
▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌▄█▒█
▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒█▒█▀─
▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒█▀───
▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌────
─▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐─────
─▐▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▌─────
──▌▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▐──────
──▐▄▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▒▄▌──────
────▀▄▄▀▀▀▀▀▄▄▀▀▀▀▀▀▀▄▄▀▀▀▀▀▄▄▀────────