wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 29



 
Max stanął przed betonowym murem nad którym przymocowany był zakręcony drut kolczasty. Nie miał pojęcia jak głęboko w las się ciągnie i nie zamierzał tego sprawdzać. Najgorszy moment, żeby się zgubić. Jego ojciec na pewno już kogoś wysłał, żeby sprawdzić co się dzieje na wybrzeżu. Jeśli się dowiedział o wilkołaku z plaży, o którym pewnie już piszą w gazetach, to możliwe, że sam pobiegł go szukać. Stracił drugie dziecko, takiej wściekłej rozpaczy nawet biała wilczyca nie ujarzmi. Warknął głośno, wściekły na przeciwności losu i ruszył biegiem w głąb lasu. Wreszcie wypatrzył idealne drzewo na które wskoczył bez problemu. Rozejrzał się wokół, ale nic nadzwyczajnego nie przykuło jego uwagi. Cisza wisiała w powietrzu, i nawet wiatr nie zakłócał spokoju. Zeskoczył po drugiej stronie muru i biegł z powrotem w kierunku morza. Chciał zrobić wszystko, żeby nikt nie mógł go wytropić. Nagle stanął jak wryty.
- Albert - szepnął. - Jeśli się wygadał to wiedzą gdzie mnie szukać. - walnął pięścią w mur. Nieważne. I tak pójdzie do tej dziewczyny, tylko teraz musi się pospieszyć. Po co on w ogóle mu to mówił? Dobiegł do metalowej siatki odgradzającej wydmy od plaży i zastanawiał się jak przez nią przejść gdy nagle usłyszał cichutki szmer w trawie. Był na tyle czuły na dźwięki, że od razu wiedział jakie zwierzę je wydało. Oczywiście nie umiał dokładnie tego stwierdzić, jednakże teraz wiedział że to człowiek. Niemal od razu przywołał wilcze zmysły, to nie było trudne, gorzej się ich pozbywało. Wyczuł męskie perfumy i mokrą sierść, zapewne psa. Niedobrze. Jeszcze ten drut. To jakaś baza wojskowa czy co? Wiedział, że nie ma najmniejszych szans na ucieczkę. Potrząsną siatką sfrustrowany i rozejrzał się wokół. Miał wątłą nadzieję, że uda mu się wydostać. Sam sobie stwarzam problemy, mruknął w myślach. Gdy zza drzew wyszło trzech facetów, stał zawiedziony i czekał aż do niego podejdą. Nie miał siły walczyć kiedy mocne ręce
chwyciły za jego nadgarstki i wygięły je pod nienaturalnym kątem. Musiał oszczędzać energię, więc ani nie krzyczał, ani się nie wyrywał. Nie było po co. Przecież i tak nie ma gdzie uciekać. Faceci nie byli rozmowni. W ciszy prowadzili Maxa przez rzednący las. Po jakimś czasie z między drzew wyłonił się stary betonowy bunkier. Wszyscy weszli do środka. Wnętrze oświetlone było przez białe jarzeniówki. Niektóre z nich otoczone były pajęczynami, niektóre z niewiadomych przyczyn gasły, by sekundę później znów się zapalić. W pomieszczeniu do którego go wprowadzili unosiła się ponura aura. Bladozielona farba odpadała ze ścian do których żelaznymi drutami poprzyczepiane były grube matowe rury. Wystrój wnętrza nie napawał optymizmem, a mimo to Max zachował zimną krew i zdrowy rozsądek. Cierpliwie czekał, aż do pokoju ( jeśli można to tak nazwać ) wszedł rosły mężczyzna w towarzystwie młodej kobiety. On ubrany w czarny płaszcz do kolan, z postawionym wysokim kołnierzem i ona w krótkiej spódniczce przytrzymywanej szelkami które kontrastowały z białą obcisłą bluzką. Na ramiona miała zarzucony taki sam płaszcz jaki miał facet, i mimo że była od niego mniejsza zdawało się że nakrycia miały ten sam rozmiar. Jeden ze stojących pod ścianą, na lewo od Maxa, mężczyzn podszedł do biurka i złapał za oparcie krzesła, ale kobieta machnęła na niego ręką odganiając z powrotem pod ścianę. Usiadła na biurku zakładając nogę na nogę i przyglądała się chłopakowi z uwagą, a on patrzył oniemiały głębią jej błękitnych oczu. Nagle zorientował się, że ma wilcze tęczówki. Nie będzie mógł stać się w pełni człowiekiem, bo zauważy zmianę. Ogólnie wpakował się w niezłe bagno.
- Co robiłeś na naszym terenie? - powiedziała cichutko, jakby się czegoś bała. Max nie odpowiedział, więc zeskoczyła na ziemię i podeszła do niego. Nie był związany i nikt go nie trzymał, mógłby bez trudu obezwładnić ją i użyć jej smukłego ciała jako tarczy. Jednak nie był pewien czy mógłby posunąć się do takiego czynu. Nieśmiało wyciągnęła do niego rękę i przesunęła paznokciem po jego szyi powtarzając pytanie.
- Chciałem się schować. - mruknął i sięgnął do jej dłoni która teraz spoczywała na jego policzku. Dotyk spłoszył dziewczynę. Gwałtownie cofnęła dłoń przyglądając się jej z zaciekawieniem. Mężczyzna za jej plecami odchrząknął. Spojrzała na niego szybko odwracając głowę, co wprawiło lśniące brązowe włosy w ruch. Gdy znów spojrzała na wilka na twarz przybrała maskę obojętności.

- Mhm. - zamruczała zakładając rękę na rękę. - A przed czym?
- Nie wasz intetes. - intrygował go jej wzrok. Było w nim coś znajomego. - Ty jesteś Rijeka? - rzucił niespodziewanie. Chwilę zaskoczenia ukryła nerwowym śmiechem. Rozejrzała się po kolegach.
- Zostawcie nas samych. - warknęła do nich. Wszyscy, oprócz tego w płaszczu, wyszli. Nachyliła się więc do niego i szepnęła coś. Oczywiście wilk wszystko słyszał, ale powiedziała to tak nie wyraźnie ‑lub w innym języku?- że nic nie zrozumiał.
Potem on wyszedł, a kobieta spojrzała na Maxa wyzywająco. - Skąd wiesz?
- Co wiem? - wyglądał na zmieszanego.
- Rijeka. Tak mam na imię. Skąd wiesz?!
- Nie wiem. - Przetarła oczy rękami.
- Dobra, słuchaj
. Nie zamierzam się z tobą cackać. Albo powiesz mi, albo mojej szefowej, a ona nie jest tak delikatna.
- Nie zastraszysz mnie.
- I nie chcę tego robić. Ale nie pozostawiasz mi wyboru.
- Czemu się tak wkurzasz? - zerknął na jej zaciśnięte pięści

- Jedyną osobą która wie jak mam na imię i jeszcze żyje jest moja szefowa. I najwyraźniej ty.
- Może mamy tą samą szefową. - zaryzykował skłamać.
- Musiałbyś być. .. - urwała nagle i przyjrzała mu się baczniej, a potem zaczęła się śmiać. - Jak mogłam nie zauważyć?! - Max zastanawiał się o co jej chodzi, czy wie kim on jest? I kim jest ona?
- Jak ma na imię twoja szefowa? - zapytała już trochę spokojniejsza.
- Jestem samotnym wilkiem. Tak naprawdę nie mam szefowej. - nie było sensu dalej kłamać, bo najwyraźniej już sobie jaki scenariusz w głowie ułożyła.
- Wilkiem! HA. To już wiem co z tobą zrobić. - uśmiechnęła się tajemniczo. I wyszła. Chłopak zbaraniał. O co, do cholery, jej chodziło?!
Ignorował facetów którzy znów złapali go za nadgarstki. Starał się usłyszeć o czym rozmawia Rijeka, ale teraz też nie zrozumiał. Zanim zniknęła mu z oczu złapali wzrokowy kontakt, uśmiechnęła się, ale on tego nie odwzajemnił, próbował wyczytać z jej twarzy jakieś wyjaśnienie. Chciał zapytać czy jeszcze się spotkają, ale mogłoby to dziwnie zabrzmieć, a poza tym metalowe drzwi zatrzasnęły się i stracił ją z oczu.
- Głodny jestem. - szepnął lekko nieprzytomnie. Dwóch facetów którzy go prowadzili spojrzeli po sobie.
- Nie jesteśmy sadystami i chętnie dalibyśmy ci coś. - powiedział jeden z nich.
- Ale nie możemy. - dokończył drugi.
- Rozumiem. - odparł Max. Trzymał się ostatków sił. Nie wiedział jak długo jeszcze wytrzyma. Na szczęście nie szli długo. Pomieszczenie w którym go umieścili było ciasne i duszne. Kazali usiąść mu na worku wypełnionym słomą, który leżał w przeciwnym kącie, i czekać.
Tyle, że oczywiście nie powiedzieli ile i na co. Ułożył się na słomie, nie była jakoś super wygodna, ale nie narzekał. W grocie sypiał na gorszych legowiskach. Nagle zatęsknił za domem. Przymknął oczy wspominając rodzinę, a chwilę później chyba zasnął, bo gdy otworzył oczy stała nad nim uśmiechnięta postać. Zatrzepotała długimi rzęsami wyraźnie zadowolona, że wreszcie się obudził. Przetarł twarz siadając.
- Zepsułeś mi plany. - rzuciła na wstępie.
- Nie kazałem ci tu przyłazić. - warknął ze zmęczeniem. Zignorowała jego niemiły ton.
- Zmień się. Poczujesz się lepiej.
- To znaczy? - dopiero teraz spojrzał na nią i aż go cofnęło ze zdziwienia. - Ty... - wychrypiał. - Ty masz skrzydła! - wstał jak porażony piorunem. - Prawdziwe?! - Skoro są wilkołaki, to czemu miałoby nie być aniołów itp.?
- Jasne, że prawdziwe. Też chcesz takie mieć?
- Zbijasz się ze mnie. - stwierdził gdy już trochę ochłonął z zaskoczenia.
- Takich jak ty jest dużo więcej.
- Takich jak ja to znaczy?
- Zmień się. - zignorowała pytanie, bo widziała że Max już ledwo trzyma się na nogach. - Wszystko ci wyjaśnię, spokojnie. Teraz się zmień, bo mi tu zaraz zemdlejesz. Jak wrócisz do siebie to pogadamy. Rijeka dopilnuje, żeby wszystko było dobrze.
- Nie. O co tu chodzi?!
- Wyluzuj, młody. - uspokoiła go ruchem ręki. - Wszystko w swoim czasie. Jak mówiłam mam plany. Do zobaczenia. - posłała mu miły uśmiech. - Zmień się. - szepnęła zamykając drzwi.

- Nie wiem o czym mówisz! - krzyknął za nią. Wyglądała dość wiarygodnie, ale wolał utrzymywać kłamstwo gdyby miałyby to być jakieś omamy ze zmęczenia.



                                                                  ~*~*~*~




~ Possan. Chodź jak najszybciej pod Wrota…
 Głos Naomi rozległ się w umyśle dziewczyny i nie dawał jej spokoju. Siedziała jednak u Amelii, nie mogła tak po prostu wyjść. Odchrząknęła przerywając dość długi monolog na temat potęgi osoby, która zdołała przebić osłony.
- Jesteś w stanie zrobić coś z tym portalem? – Amelia się naburmuszyła i zadzierając brodę odwróciła się do jednej z wielu półek z książkami.
- Oczywiście, że tak.
- No to super. – odparła od niechcenia i szybko wyszła z dusznego pomieszczenia. Można się tam nabawić klaustrofobii, pomyślała lecąc, w postaci kruka, wąskim tunelem ku wyjściu. Nudna podróż w kierunku Wrót była męcząca i dłużyła się niemiłosiernie. Dlatego kiedy ujrzała Nan z ulgą zmieniła się i podeszła, nie zważając na nóż zaciśnięty w dłoni koleżanki.
- Tak to ja. – uśmiechnęła się. Naomi wciąż była niepewna. Spojrzała na nieprzytomne dziewczyny, a potem podeszła do Possan.
- Powiedzmy, że wierzę. – mruknęła. – Pamiętasz wymazywanie pamięci?
- Dawno tego nie robiłam. – westchnęła i uklękła przy Elizie.
- Mam dla ciebie trudne zadanie. – Poss wstała z pytającym wyrazem twarzy.
- Wymaż z niej wszystkie wspomnienia o Alicji.
- Będzie ciężko… Bo jest ich sporo.
- Podstaw jej tam jakąś inną dziewczynę.
- Żartujesz sobie? Tak się nie da!
- Dasz radę.
- Po co mam to robić?
- Nie może wiedzieć o Zartezie.
- Bo?!
- Bo nie może!
- Czemu ty o wszystkim decydujesz? – fuknęła Poss.
- Jestem najstarsza.
- No i?
- Bardziej doświadczona.
- Niby w czym? W rasizmie? Przecież pamiętam jaka byłaś przed wojną. Starucha z wielkiej willi. Gardząca wszystkim i wszystkimi, bo uważała się za lepszą.
- Wcale nie byłam taka stara i zarozumiała.
- Wcale… - rzuciła z sarkazmem i założyła rękę na rękę.
- Do rzeczy. Usuń im z pamięci Zartez.
- Czemu nie możemy się ujawnić ludziom?
- Głupie pytanie.
- Na które oczekuję odpowiedzi.
- Ludzie będą zazdrośni. Będą chcieli nam ją ukraść. Tak jak anioły.
- A może nie?
- Raczej tak. Zrób to, albo poproszę Amelię.
- Już. – rzuciła po kilku minutach wpatrywania się w dwie leżące postacie. – Wiesz, że traktuję cię jak siostrę, jednakże tego nie popieram. Zrobiłam to wbrew sobie. – odparła i zmieniła się w kruka, po czym poleciała z powrotem do pałacu.
- Dziękuję! – krzyknęła za nią. – No dobra dziewczyny, czas wracać do domu. 

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział!!!
    Z każdą chwila coraz bardziej wciąga!!
    Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału!
    Życzę weny! :)

    OdpowiedzUsuń