Białowłosa
kobieta wyszła dumnie z pomiędzy drzew na spotkanie z demonicą, która luźno
opierała się o latarnię. Obdarzyła ją wyzywającym spojrzeniem gotowa w każdej
chwili ruszyć do walki.
- Tak to ja. – skrzydlata postać odezwała się pierwsza. Najwidoczniej uznała, że bojowe nastawienie nowoprzybyłej, jest spowodowane niepewnością. – Niberta. Młodsza siostra Naomi. Zdrajczyni narodu. Demoniczny pomiot piekieł.
- Dopadły cię wyrzuty sumienia czy co? – prychnęła wilczyca podchodząc trochę bliżej. Podniosła do góry dwa palce między którymi znajdowała się koperta. – Co to jest?
- Powinnaś przeczytać. – Nib przeciągnęła się i popatrzyła teraz bardziej przytomnie na koleżankę.
- Ups. – w jednej chwili papier spłonął, a resztki pofrunęły z wiatrem, w kierunku zartezjanki.
- Nie powinnaś tego robić.
- Nie jesteś moją szefową, jasne? – wybuchła wilczyca.
- A kto ci powiedział, że tam były jakieś polecenia?
- Nie obchodzi mnie co tam było. Chciałam tylko odzyskać wspomnienia i usunąć klątwę. Dziękuję bardzo. – ukłoniła się. – Dzięki temu teraz pamiętam kim jesteś i wiem co mam robić. Na pewno nie będę ci służyć demonie.
- Daj spokój, dopiero od nie dawna nim jestem. Chcesz ze mną walczyć? – prychnęła z pogardą. - Max jest już mój. Reszta stada też niedługo do mnie dołączy.
- Nie pozwolę na to. Chcę walczyć.
- Tutaj? – zamiast odpowiadać białowłosa dziewczyna runęła do przodu, a jej czarna peleryna załopotała na wietrze, kiedy zadawała pierwszy cios długim mieczem. Ten pojawił się w jej prawej ręce w sekundę, a chwilę potem w lewej ręce zalśnił mały sztylet. Niberta z łatwością uniknęła ciosu i wykorzystując rozpęd przeciwniczki położyła ją na ziemi. W tym samym momencie poczuła ból w kostce. Wilczyca wbiła tam swój nóż, a gdy Nib odsunęła się trochę jęcząc z bólu, ona podniosła się płynnie i ukucnęła gotowa do dalszej walki. Podniosła swój miecz i przystawiła go do oczu, a drugą rękę wyciągnęła do tyłu. Wyczekała odpowiedni moment i wybiła się z ziemi, by zaatakować. Zartezjanka leczyła nogę, ale uniknęła pierwszego ciosu który nadszedł od góry. Drugi cios, wyprowadzony był z lewej ręki i gdyby dziewczyna nie wyczarowała swojej katany jej głowa leżałaby już na rozgrzanym asfalcie. Ostrze swojej broni trzymała nad głową, po przekątnej i dzięki temu miecz zsunął się wypadając z dłoni białowłosej. Wilczyca korzystając z rozpędu kopnęła Nibertę w głowę. Uderzenie spowodowało, że dziewczyna zatoczyła się i straciwszy równowagę upadła na ziemię. Jednak była na tyle wyćwiczona że niemal natychmiast wykonała przewrót w tył i stanęła na nogi, mimo że rwący ból przeszywał jej ciało. Długim rękawem swojej turkusowej tuniki wytarła krew z wargi i przyjęła pozycję do walki. Białowłosa strzepnęła włosy z ramienia i uczyniła to samo. Nib rozłożyła skrzydła rzucając cień na pole bitwy, chciała udowodnić, że wciąż jest w pełni zdolna do walki. Znów pierwsza zaatakowała wilczyca. Runęła do przodu trzymając miecze za sobą. Zartezjanka schyliła się i podłożyła jej nogę. Jednak przeciwniczka przewidziała to i skoczyła, a w locie ukazały się jej skrzydła. Wzniosła się wyżej, a po chwili dołączyła do niej przeciwniczka.
- Nie chcę z tobą walczyć. – warknęła Niberta zawisając naprzeciw wilczycy, która zaciskała mocno swoją broń.
- Ale ja chcę. - odpowiedziała wściekła dziewczyna i zamachnęła skrzydłami, by wykonać szybki atak. Jednak nie była tak dobra w lataniu jak Nib, która zrobiła zgrabny unik i kataną ucięła końcówki skrzydeł wilczycy. Ta krzyknęła z bólu nie bardzo rozumiejąc co się właśnie stało. Upadła na ziemię i próbowała zobaczyć co się dzieje. Iskrzące się strzępki piór porwał nagły podmuch wiatru, który spowodowała Niberta lądując. Wytarła ostrze katany i zerknęła na białowłosą ze znudzonym wyrazem twarzy, jakby nie była bardziej interesująca niż kamień, który właśnie kopnęła w jej stronę. Za to tamta była jeszcze bardziej wściekła niż przed chwilą. Podniosła się i przeczesała włosy ręką.
- Okey, wygrałaś. – uśmiechnęła się podle i zmieniła się w wilka. Następnie wskoczyła między drzewa i zniknęła z pola widzenia zartezjanki. Ta wpatrywała się chwilę w las, aż ciszę przerwało głośne chrząknięcie. Wysoki czarnoskrzydły anioł dołączył do Niberty.
- Nie idziesz jej wykończyć? – zapytał. Demonica otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała na niego.
- A po co? – uklękła, żeby skończyć leczyć kostkę.
- Ona jest dla ciebie zagrożeniem. Po co ci więcej wrogów?
- Jeśli bym ją zabiła straciłabym znaczną grupę sojuszników.
- Martin? – dziewczyna przytaknęła. – W sumie racja. Mógłby się za to wściec.
- Nie chcę do tego dopuścić. Będzie mi potrzebny.
- Wiem, wiem. Ale przecież się nie będzie wiedział kto zabił wilczycę.
- Ale dowie się, że zaginęła. Nie chcę go denerwować. Ma się skupić na współpracy ze mną.
- Nie można by go zastraszyć?
- Nie. Chcę to zrobić pokojowo i pójść na ugodę. Zastraszenie nic mi nie da. Może tylko spowodować bunt, czego wynikiem może być utrata sojuszników. A każdy dodatkowy mózg będzie pomocny. Manipulowaniem swoich ludzi nie poprowadzisz ich na wojnę, bo będzie to samobójstwo.
- Tak wiem. – mruknął chłopak i nie wiedząc co zrobić z rękami włożył je do tylnych kieszeni czarnych rurek. – Tylko jeśli ona…
- Jeśli będzie pierwsza to wszystko na nic. Tak. – uśmiechnęła się do niego jak do idioty. – Tylko, że ja będę pierwsza i mu o wszystkim opowiem, wtedy biała wilczyca będzie tylko paranoiczką, która nie chce mi zaufać. – spojrzał na nią niepewnie.
- To się nie uda.
- Więcej optymizmu, kochanie. – uniosła się na skrzydłach i pocałowała go w czoło. – Leć za nią i kup mi trochę czasu. – puściła mu oczko i wzbiła się wyżej.
- Pff… Ja jej dam „kochanie”. – prychnął z irytacją podwijając rękawy szarej bluzy. Następnie machnął skrzydłami i też zniknął między drzewami. Zostawili za sobą cichą pustą ulicę. Nie został nawet ślad po walce jaka tam miała miejsce przed chwilą.
~*~*~*~
Zgrabnie wskoczyła w zakręt i wpadła na znajomego blondyna. Nie udało się jej wyhamować. Podparła się o jego brzuch, a gdy upewniła się, że to na pewno Łuki przytuliła się.
- Tak to ja. – skrzydlata postać odezwała się pierwsza. Najwidoczniej uznała, że bojowe nastawienie nowoprzybyłej, jest spowodowane niepewnością. – Niberta. Młodsza siostra Naomi. Zdrajczyni narodu. Demoniczny pomiot piekieł.
- Dopadły cię wyrzuty sumienia czy co? – prychnęła wilczyca podchodząc trochę bliżej. Podniosła do góry dwa palce między którymi znajdowała się koperta. – Co to jest?
- Powinnaś przeczytać. – Nib przeciągnęła się i popatrzyła teraz bardziej przytomnie na koleżankę.
- Ups. – w jednej chwili papier spłonął, a resztki pofrunęły z wiatrem, w kierunku zartezjanki.
- Nie powinnaś tego robić.
- Nie jesteś moją szefową, jasne? – wybuchła wilczyca.
- A kto ci powiedział, że tam były jakieś polecenia?
- Nie obchodzi mnie co tam było. Chciałam tylko odzyskać wspomnienia i usunąć klątwę. Dziękuję bardzo. – ukłoniła się. – Dzięki temu teraz pamiętam kim jesteś i wiem co mam robić. Na pewno nie będę ci służyć demonie.
- Daj spokój, dopiero od nie dawna nim jestem. Chcesz ze mną walczyć? – prychnęła z pogardą. - Max jest już mój. Reszta stada też niedługo do mnie dołączy.
- Nie pozwolę na to. Chcę walczyć.
- Tutaj? – zamiast odpowiadać białowłosa dziewczyna runęła do przodu, a jej czarna peleryna załopotała na wietrze, kiedy zadawała pierwszy cios długim mieczem. Ten pojawił się w jej prawej ręce w sekundę, a chwilę potem w lewej ręce zalśnił mały sztylet. Niberta z łatwością uniknęła ciosu i wykorzystując rozpęd przeciwniczki położyła ją na ziemi. W tym samym momencie poczuła ból w kostce. Wilczyca wbiła tam swój nóż, a gdy Nib odsunęła się trochę jęcząc z bólu, ona podniosła się płynnie i ukucnęła gotowa do dalszej walki. Podniosła swój miecz i przystawiła go do oczu, a drugą rękę wyciągnęła do tyłu. Wyczekała odpowiedni moment i wybiła się z ziemi, by zaatakować. Zartezjanka leczyła nogę, ale uniknęła pierwszego ciosu który nadszedł od góry. Drugi cios, wyprowadzony był z lewej ręki i gdyby dziewczyna nie wyczarowała swojej katany jej głowa leżałaby już na rozgrzanym asfalcie. Ostrze swojej broni trzymała nad głową, po przekątnej i dzięki temu miecz zsunął się wypadając z dłoni białowłosej. Wilczyca korzystając z rozpędu kopnęła Nibertę w głowę. Uderzenie spowodowało, że dziewczyna zatoczyła się i straciwszy równowagę upadła na ziemię. Jednak była na tyle wyćwiczona że niemal natychmiast wykonała przewrót w tył i stanęła na nogi, mimo że rwący ból przeszywał jej ciało. Długim rękawem swojej turkusowej tuniki wytarła krew z wargi i przyjęła pozycję do walki. Białowłosa strzepnęła włosy z ramienia i uczyniła to samo. Nib rozłożyła skrzydła rzucając cień na pole bitwy, chciała udowodnić, że wciąż jest w pełni zdolna do walki. Znów pierwsza zaatakowała wilczyca. Runęła do przodu trzymając miecze za sobą. Zartezjanka schyliła się i podłożyła jej nogę. Jednak przeciwniczka przewidziała to i skoczyła, a w locie ukazały się jej skrzydła. Wzniosła się wyżej, a po chwili dołączyła do niej przeciwniczka.
- Nie chcę z tobą walczyć. – warknęła Niberta zawisając naprzeciw wilczycy, która zaciskała mocno swoją broń.
- Ale ja chcę. - odpowiedziała wściekła dziewczyna i zamachnęła skrzydłami, by wykonać szybki atak. Jednak nie była tak dobra w lataniu jak Nib, która zrobiła zgrabny unik i kataną ucięła końcówki skrzydeł wilczycy. Ta krzyknęła z bólu nie bardzo rozumiejąc co się właśnie stało. Upadła na ziemię i próbowała zobaczyć co się dzieje. Iskrzące się strzępki piór porwał nagły podmuch wiatru, który spowodowała Niberta lądując. Wytarła ostrze katany i zerknęła na białowłosą ze znudzonym wyrazem twarzy, jakby nie była bardziej interesująca niż kamień, który właśnie kopnęła w jej stronę. Za to tamta była jeszcze bardziej wściekła niż przed chwilą. Podniosła się i przeczesała włosy ręką.
- Okey, wygrałaś. – uśmiechnęła się podle i zmieniła się w wilka. Następnie wskoczyła między drzewa i zniknęła z pola widzenia zartezjanki. Ta wpatrywała się chwilę w las, aż ciszę przerwało głośne chrząknięcie. Wysoki czarnoskrzydły anioł dołączył do Niberty.
- Nie idziesz jej wykończyć? – zapytał. Demonica otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała na niego.
- A po co? – uklękła, żeby skończyć leczyć kostkę.
- Ona jest dla ciebie zagrożeniem. Po co ci więcej wrogów?
- Jeśli bym ją zabiła straciłabym znaczną grupę sojuszników.
- Martin? – dziewczyna przytaknęła. – W sumie racja. Mógłby się za to wściec.
- Nie chcę do tego dopuścić. Będzie mi potrzebny.
- Wiem, wiem. Ale przecież się nie będzie wiedział kto zabił wilczycę.
- Ale dowie się, że zaginęła. Nie chcę go denerwować. Ma się skupić na współpracy ze mną.
- Nie można by go zastraszyć?
- Nie. Chcę to zrobić pokojowo i pójść na ugodę. Zastraszenie nic mi nie da. Może tylko spowodować bunt, czego wynikiem może być utrata sojuszników. A każdy dodatkowy mózg będzie pomocny. Manipulowaniem swoich ludzi nie poprowadzisz ich na wojnę, bo będzie to samobójstwo.
- Tak wiem. – mruknął chłopak i nie wiedząc co zrobić z rękami włożył je do tylnych kieszeni czarnych rurek. – Tylko jeśli ona…
- Jeśli będzie pierwsza to wszystko na nic. Tak. – uśmiechnęła się do niego jak do idioty. – Tylko, że ja będę pierwsza i mu o wszystkim opowiem, wtedy biała wilczyca będzie tylko paranoiczką, która nie chce mi zaufać. – spojrzał na nią niepewnie.
- To się nie uda.
- Więcej optymizmu, kochanie. – uniosła się na skrzydłach i pocałowała go w czoło. – Leć za nią i kup mi trochę czasu. – puściła mu oczko i wzbiła się wyżej.
- Pff… Ja jej dam „kochanie”. – prychnął z irytacją podwijając rękawy szarej bluzy. Następnie machnął skrzydłami i też zniknął między drzewami. Zostawili za sobą cichą pustą ulicę. Nie został nawet ślad po walce jaka tam miała miejsce przed chwilą.
~*~*~*~
Zgrabnie wskoczyła w zakręt i wpadła na znajomego blondyna. Nie udało się jej wyhamować. Podparła się o jego brzuch, a gdy upewniła się, że to na pewno Łuki przytuliła się.
Mężczyzna pogładził ją po głowie i odsunął, by móc
zobaczyć jej buzię.
- Wiesz gdzie moja mama? - zapytała przecierając wilgotne oczy.
- Właśnie miałem cię o to zapytać.
- Jak to?! To ty nie wiesz?
- Niestety. - mruknął i rozejrzał się po korytarzu. - Nie możemy tu zostać.
- Wiesz gdzie moja mama? - zapytała przecierając wilgotne oczy.
- Właśnie miałem cię o to zapytać.
- Jak to?! To ty nie wiesz?
- Niestety. - mruknął i rozejrzał się po korytarzu. - Nie możemy tu zostać.
- Wiesz co się dzieje?
- Nie teraz. - mruknął z zaniepokojeniem i wziął ją na ręce. Zaplotła rączki za jego szyja, a on ruszył w kierunku wyjścia.
- Czemu sama biegasz po korytarzu? - zapytał przerywając ciszę.
- Biegłam do ciebie.
- W jakimś celu? - rozmawiał z nią tylko, żeby coś mówić, nie po to żeby się czegoś dowiedzieć.
- Nie teraz. - mruknął z zaniepokojeniem i wziął ją na ręce. Zaplotła rączki za jego szyja, a on ruszył w kierunku wyjścia.
- Czemu sama biegasz po korytarzu? - zapytał przerywając ciszę.
- Biegłam do ciebie.
- W jakimś celu? - rozmawiał z nią tylko, żeby coś mówić, nie po to żeby się czegoś dowiedzieć.
- Trochę się przestraszyłam. - zawiesiła głos, przez
chwilę było słychać tylko jego kroki. - Marcin zemdlał.
- To nie powód do paniki. Czasem się tak dzieje.
- Chwilę później Kacprowi przytrafiło się to samo. Zastanawiam się co z innymi.
- To nie powód do paniki. Czasem się tak dzieje.
- Chwilę później Kacprowi przytrafiło się to samo. Zastanawiam się co z innymi.
- To tylko zbieg okoliczności. - uspakajał ją.
- Nie kłam! Wiem, że coś wiesz! - wrzasnęła i wyrwała się z jego objęć
- Nie kłam! Wiem, że coś wiesz! - wrzasnęła i wyrwała się z jego objęć
- Nie czas na kłótnie. Idziemy. - złapał ją w pasie i
przerzucił przez ramię. Walnęła go pięściami w plecy ze złości. Nagle poczuła,
że trzyma coś w dłoni. Ze strachem patrzyła jak koszula Łukasza barwi się na
czerwono. Chłopak krzyknął, ale ona usłyszała to jak przez mgłę. Czemu w ogóle
pomyślała o swoim nożyku? Łuki ją puścił przez co upadła na ziemię, ale nie
czuła bólu.
Złapała się za głowę nie mogąc uwierzyć w to co zrobiła.
Łukasz popatrzył na nią ze złością. Wymamrotała ciche przepraszam i podreptała
dalej za nim. Mężczyzna trzymał ranę i przestał zwracać
uwagę na dziewczynkę. Zdjął przemokniętą koszulkę i przewiązał się nią. Plamy
krwi na wykładzinie nie są mile widziane w takiej sytuacji.
- W jakiej sytuacji? - zapytała nieśmiało Ania.
- Słucham? - odwrócił się do niej.
- Przepraszam. - znowu szepnęła.
- Umiesz czytać w myślach?
- Tylko czasem. Ty masz bardzo silne emocje, dzięki temu nie kryjesz umysłu, a ja mogę się do niego wślizgnąć.
- W jakiej sytuacji? - zapytała nieśmiało Ania.
- Słucham? - odwrócił się do niej.
- Przepraszam. - znowu szepnęła.
- Umiesz czytać w myślach?
- Tylko czasem. Ty masz bardzo silne emocje, dzięki temu nie kryjesz umysłu, a ja mogę się do niego wślizgnąć.
- Ty już to umiesz?
- Jestem zartezjanką...
- Nie wszystkie zartezjanki to umieją.
- Jak to nie? - zdziwiła się, chłopak nie odpowiedział, bo przed jego oczami pojawiła się czarna linia. Po chwili zza zakrętu wybiegł mężczyzna w śnieżnobiałym kitlu i z teczką wypełnioną drukami.
- Nataniel! - zawołał do niego Łuki i podszedł bliżej. - Coś się stało?
- Dobre wieści dotyczące twojej choroby. - mała początkowo niezainteresowana od razu podchwyciła temat.
- Jesteś chory? - spytała sięgając do jego głowy, by dowiedzieć się prawdy.
- Nawet się nie waż. – ostrzegł ją pukając palcem w swoją skroń. Uśmiechnęła się smutno i już nic więcej nie mówiła.
- Później o tym porozmawiamy. - oznajmił Łukasz. - Zrobisz coś z tym? - odwrócił się ukazując ranę.
- My Goodness. Kto cie zaatakował? - prychnął lekarz wyjmując z kieszeni chusteczkę.
- To był tylko mały wypadek. - spojrzał znacząco na Anię, tak by Natan tego nie zauważył.
- Nic poważnego, ale blizna zostanie. Wypadałoby to zszyć.
- Jestem zartezjanką...
- Nie wszystkie zartezjanki to umieją.
- Jak to nie? - zdziwiła się, chłopak nie odpowiedział, bo przed jego oczami pojawiła się czarna linia. Po chwili zza zakrętu wybiegł mężczyzna w śnieżnobiałym kitlu i z teczką wypełnioną drukami.
- Nataniel! - zawołał do niego Łuki i podszedł bliżej. - Coś się stało?
- Dobre wieści dotyczące twojej choroby. - mała początkowo niezainteresowana od razu podchwyciła temat.
- Jesteś chory? - spytała sięgając do jego głowy, by dowiedzieć się prawdy.
- Nawet się nie waż. – ostrzegł ją pukając palcem w swoją skroń. Uśmiechnęła się smutno i już nic więcej nie mówiła.
- Później o tym porozmawiamy. - oznajmił Łukasz. - Zrobisz coś z tym? - odwrócił się ukazując ranę.
- My Goodness. Kto cie zaatakował? - prychnął lekarz wyjmując z kieszeni chusteczkę.
- To był tylko mały wypadek. - spojrzał znacząco na Anię, tak by Natan tego nie zauważył.
- Nic poważnego, ale blizna zostanie. Wypadałoby to zszyć.
- Myślę że to nie będzie konieczne. Śpieszy mi się. –
zaznaczył Łuki.
- Jasne. - mruknął wymownie Nataniel.
- Jasne. - mruknął wymownie Nataniel.
- Ale daj mi to chociaż opatrzyć.
- Dobra, dobra, ale nie tutaj.
- Wykrwawisz się chłopaku... - popatrzył na niego z politowaniem.
- Nie traćmy czasu. - warknął i zaczął rozplątywać koszulkę.
- Muszę iść najpierw po rzeczy. – powiedział lekko zmieszanym tonem, Anżelika od razu to zauważyła, ale nie odzywała się. Luki jeszcze bardziej się zdenerwował.
- Idę do sali ćwiczeń. Tam się spotkamy. – odparł z rozdrażnieniem i złapał Anię za rękę. Dziewczynka przyglądała się lekarzowi, a on odprowadził ich wzrokiem, po czym rozejrzał się nerwowo wokół. Drżącą ręką nacisnął klamkę swojego gabinetu i wszedł do środka. Wyprostował się, zaraz po zamknięciu drzwi. Z powagą podszedł do śpiącej na łóżku lekarskim kobiety. Dwoma palcami sprawdził jej puls na szyi. Zadowolony wynikiem przysiadł na skraju swojego biurka i położył na nim teczkę.
- Nie myśl sobie, że jestem dumny z mojego zachowania. - odezwał się do nieprzytomnej. - Nie miałem wyboru, Mery.
Równomierne oddechy dziewczyny były jedyną odpowiedzią. Mężczyzna westchnął i podniósł się.
- Wykrwawisz się chłopaku... - popatrzył na niego z politowaniem.
- Nie traćmy czasu. - warknął i zaczął rozplątywać koszulkę.
- Muszę iść najpierw po rzeczy. – powiedział lekko zmieszanym tonem, Anżelika od razu to zauważyła, ale nie odzywała się. Luki jeszcze bardziej się zdenerwował.
- Idę do sali ćwiczeń. Tam się spotkamy. – odparł z rozdrażnieniem i złapał Anię za rękę. Dziewczynka przyglądała się lekarzowi, a on odprowadził ich wzrokiem, po czym rozejrzał się nerwowo wokół. Drżącą ręką nacisnął klamkę swojego gabinetu i wszedł do środka. Wyprostował się, zaraz po zamknięciu drzwi. Z powagą podszedł do śpiącej na łóżku lekarskim kobiety. Dwoma palcami sprawdził jej puls na szyi. Zadowolony wynikiem przysiadł na skraju swojego biurka i położył na nim teczkę.
- Nie myśl sobie, że jestem dumny z mojego zachowania. - odezwał się do nieprzytomnej. - Nie miałem wyboru, Mery.
Równomierne oddechy dziewczyny były jedyną odpowiedzią. Mężczyzna westchnął i podniósł się.
Wyciągnął z teczki czystą kartkę i nabazgrał na niej
kilka słów. Potem złożył na pół i włożył do kieszeni kurtki, która wisiała na
wieszaku tuż przy wyjściu.
- Do zobaczenia w piekle. - prychnął lekarz, wziął czerwone plastikowe pudełko z wielkim białym plusem na zakrywce i wyszedł kierując się do sali ćwiczeń. Nagle poczuł dziwne wibracje.
- Do zobaczenia w piekle. - prychnął lekarz, wziął czerwone plastikowe pudełko z wielkim białym plusem na zakrywce i wyszedł kierując się do sali ćwiczeń. Nagle poczuł dziwne wibracje.
Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyjął z niej czarną,
płaską płytkę. Była kwadratowa i idealnie mieściła mu się w dłoni. W jej rogu
migała niebieska dioda. Nacisnął ją i przesunął palcem do przeciwnego rogu.
- Jak sytuacja? - odezwała się kobieta, która ukazała się nad płytką. Niebieskawe widmo patrzyło prosto na lekarza.
- Nie mogę teraz rozmawiać. - mruknął i ruszył w dalszą drogę.
- Odpowiedz. - rozkazała, a jej hologram zamigotał.
- Wszystko przebiega według planu. - odrzekł i nakrył dłonią płytkę. Hologram zniknął a dioda zmieniła kolor na czerwony. Ponownie na nią kliknął. W jednej chwili w przestrzeń nad urządzeniem wyskoczyło kilkanaście błyszczących ikonek, także w postaci hologramowej. Wszystkie były jednego koloru, ale jedna się wyróżniała, bo co chwilę gasła. Złapał ją dwoma palcami i rozłożył. Ikonki zniknęły a na powierzchni płytki pojawiła się klawiatura. Wstukał kod i przeczytał wiadomość która się pokazała zaraz potem. Westchnął z irytacją i zawrócił. Schował płytkę i już po kilku minutach był w swoim gabinecie. To co w nim zobaczył dosłownie zbiło go z nóg. Podniósł głowę i pół przytomnie przyjrzał się Andżelice.
- To za moją mamę. - kopnęła go z całej siły w czułe miejsce. Wyrzuciła deskę, którą uprzednio go ogłuszyła i wymierzyła mu solidnego plaskacza. - A to za zdradę.
Zgrabnie przeskoczyła nad nim, a zaraz za nią wyszedł Łukasz z Marie na rękach.
- Jak sytuacja? - odezwała się kobieta, która ukazała się nad płytką. Niebieskawe widmo patrzyło prosto na lekarza.
- Nie mogę teraz rozmawiać. - mruknął i ruszył w dalszą drogę.
- Odpowiedz. - rozkazała, a jej hologram zamigotał.
- Wszystko przebiega według planu. - odrzekł i nakrył dłonią płytkę. Hologram zniknął a dioda zmieniła kolor na czerwony. Ponownie na nią kliknął. W jednej chwili w przestrzeń nad urządzeniem wyskoczyło kilkanaście błyszczących ikonek, także w postaci hologramowej. Wszystkie były jednego koloru, ale jedna się wyróżniała, bo co chwilę gasła. Złapał ją dwoma palcami i rozłożył. Ikonki zniknęły a na powierzchni płytki pojawiła się klawiatura. Wstukał kod i przeczytał wiadomość która się pokazała zaraz potem. Westchnął z irytacją i zawrócił. Schował płytkę i już po kilku minutach był w swoim gabinecie. To co w nim zobaczył dosłownie zbiło go z nóg. Podniósł głowę i pół przytomnie przyjrzał się Andżelice.
- To za moją mamę. - kopnęła go z całej siły w czułe miejsce. Wyrzuciła deskę, którą uprzednio go ogłuszyła i wymierzyła mu solidnego plaskacza. - A to za zdradę.
Zgrabnie przeskoczyła nad nim, a zaraz za nią wyszedł Łukasz z Marie na rękach.
- Przeszukasz go? - zapytał. Ania przytaknęła i szybko
sprawdziła kieszenie nieprzytomnego już lekarza. Znalazła tylko kilka
plasterków, dwa małe plastikowe pojemniczki: jeden był pusty, a drugi zawierał, jak wskazywała nalepka, roztwór
cyjanku sodu, i dziwną czarną płytkę. Dwie ostatnie rzeczy schowała do kieszeni
sukienki, korzystając z chwili gdy Łukasz był zajęty jej mamą.
Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńCyjanek sodu?
Nie ma to jak pożądna trucizna, nie? :)
Czekam na następny rozdział z (nie) cierpliwością!
I wybacz, że zawsze zostawiam takie krótkie komentarze, no ale cuż :)
Całkiem ciekawie piszesz :)
OdpowiedzUsuńMasz coś jeszcze oprócz tego bloga?