środa, 30 lipca 2014

Rozdział 28

Hej, jeszcze żyję xD i mam dla was nowy rozdział (byłby wcześniej ale nie miałam kompa) jest dość krótki, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale nie chcę przedłużać :)
 Miłego czytania ;3




                                                                  ~*~*~*~





 

 Wystarczyło, żeby zapukał a drzwi same się otworzyły. Andżelika wbiegła do pomieszczenia schylając się pod jego ręką. Zatrzymała się przed oknem i popatrzyła na Łukasza zadzierając brodę do góry. Uśmiech nie schodził z jej piegowatej buzi, Łukasz też się uśmiechnął. A Marcin stał przed biurkiem wyczekując jakie rozkazy da mu szef.
- Cały czas się na mnie patrzyłeś? – pierwsza odezwała się dziewczynka i zerknęła przez okno na swoje ulubione drzewo.
- Jak cię tam zobaczyłem, to się przestraszyłem, że mogłabyś sobie coś zrobić.
- Często tam chodzę i jakoś wcześniej się nie martwiłeś. – fuknęła i przystawiła nos do szyby. Łukasz odwrócił się do Marcina.
- A jak ci się podoba nowy kolega?
- Jest miły. – też spojrzała na chłopaka przed biurkiem i posłała mu radosny uśmiech, a ten go odwzajemnił.
- Chciałabyś spędzać z nim więcej czasu? – przykucnął i poprawił jej kołnierzyk kremowej bluzki.
- Umówiliśmy się już na zabawę dzisiaj. – pochwaliła się.
- To świetnie. Możesz już iść. – wstał i włożył rękę do kieszeni. – Ja muszę chwilkę pogadać z Marcinem, dobrze?
- Okey. – podskoczyła radośnie, a zanim jeszcze wyszła zwróciła się do Marcina. – Razem z Emilly będziemy na ciebie czekać przy wierzbie. – drzwi zatrzasnęły się za nią, a chłopak odwrócił się do Łukiego.
- Masz jej pilnować. – rzucił i usiadł na fotelu.
- Mogę zapytać, dlaczego ja?
- Nie możesz. – Marcin westchnął i podciągnął spodnie, które okazały się na niego za duże i wciąż mu się zsuwały.
- Coś jeszcze mam zrobić?
- Uważaj na nią tylko. Niedługo ma tu przylecieć Naomi. Mery boi się chyba, że ona może jej zabrać Andżelikę.
- Naomi… - powtórzył próbując sobie przypomnieć kto to jest. – To ta zartezjanka czy coś?
- Mhm. – Łuki przytaknął.
- Czemu miałaby zabierać córkę Marie?
- Ania to też zartezjanka, tak samo jak Alicja.
- Aha. – mruknął. – Ale czemu chce ją zabrać już teraz?
- Tego nie wiem. – chwycił szklankę z przeźroczystym płynem z biurka i zaczął kręcić palcem po szklanym brzegu. - Domyślam się, że coś się dzieje w Zartezie. One chyba mają jakiś poważny problem, a jego skutki mogą się odbić na nas. – ostatnie zdanie wypowiedział jakby do siebie.
- A co się dzieje z Alicją? – przypomniał sobie jak wcale nie tak dawno latała jak szalona po jego pokoju. Uśmiechnął się na wspomnienie tego pocałunku, którym go obdarowała.
- Poleciała z Naomi.
- Wróci kiedyś? – powiedział z nadzieją, że Łuki odpowie twierdząco.
- Nie mam pojęcia. Raczej tak. – ta odpowiedź nie była satysfakcjonująca, ale nie wnikał bardziej. Przypomniał mu się chłopak Ali.
- A jak Kacper to znosi?
- Nie najlepiej. – westchnął i wziął łyk wody. – Może ty z nim pogadaj. Ja i Mery próbowaliśmy, ale nic do niego nie dociera.
- W sumie mu się nie dziwię. Też tęsknię za swoją Lilibay. – na dźwięk tego zdania twarz Łukasza, dotychczas obojętna, stężała, a on warknął:
- Nie wspominaj jej imienia w mojej obecności.
- Dlaczego?! To ty ją zraniłeś, nie ona ciebie. Ona nie zasłużyła na śmierć. – mówiąc o tym zrobiło mu się smutno. Wcześniej unikał tego tematu. Zapomniał już jak bolesne było to wspomnienie.
- Zasłużyła. – Łukasz niemal krzyknął. Wstał odkładając naczynie na biurko i podszedł do okna, odwracając się tym samym od rozmówcy.
- Mała na ciebie czeka. Idź już. – dodał tylko. Jego głos wibrował od zdenerwowania. Marcin zdał sobie sprawę, że Łuki też nie mógł sobie wybaczyć tamtego incydentu. Wycofał się cicho do drzwi, wyszedł na korytarz i odetchnął smutno opadając na zimną ścianę. Próbował zwrócić myśli na właściwy tor, ale w jego głowie wciąż pobrzmiewało to imię. Lilibay. Po chwili znalazł się na świeżym powietrzu. Nawet nie zorientował się kiedy pokonał drogę na zewnątrz.
Trochę mu to pomogło. Musiał szybko zająć się czymś innym. Chciał zatrzasnąć drzwi, ale ktoś za nim szedł. Nie zwrócił na niego uwagi i zaczął iść w stronę machającej do niego dziewczynki. Bujała nogami siedząc na jednej z wyższych gałęzi. Przyciskała do siebie lalkę równocześnie trzymając za wiszące witki obok jej buzi. Gałązki zgrywały się z jej rudymi włosami i powiewały na chłodnym jesiennym wietrze. Zwolnił kroku i spojrzał na pomarańczowe niebo.
- Cześć. - Marcin odwrócił się gwałtownie stając oko w oko z Kacprem. To on pewnie wyszedł z bazy zaraz po nim.
- Cześć. Co tu robisz?
- A ty?
- Pierwszy zapytałem.

- Wyszedłem się przewietrzyć.
- Nie wątpię. - mruknął podejrzliwie. - Ja przyszedłem do małej.
 - Po co?
- A co cię to obchodzi?
- Zwyczajnie pytam. Coś ty taki drażliwy?
- Nie twoja sprawa. Możemy pogadać później? Przyjdę do ciebie jak Ania pójdzie spać.
- Ania? Myślałem, że Andżelika.
- Dużo osób mówi na nią Ania bo jest krócej. - machnął ręką. - Nieważne. Do później.
- W porządku. - rzucił Kacper i patrzył jak jego kolega zaczął biec w kierunku starej wierzby. Następnie odwrócił się i powoli poszedł na spacer wokół lotniska.
- Co tak długo?! - krzyknęła dziewczynka, ale tylko dlatego, że dzieliła ich jeszcze znaczna odległość. Marcin zwolnił i ciężko oddychając patrzył z rozbawieniem na rudowłosą. Ta wystawiła mu język i zsunęła się niżej. Uważnie unikała gałęzi i wypatrywała tych których mogłaby się złapać. Wreszcie wypatrzyła idealne miejsce do siedzenia i usadowiła się tam. Miejsce było niżej i w każdej chwili mogłaby zeskoczyć. Kiedy ona wierciła się na drzewie Marcin dotarł do pnia i teraz spoglądał na dziewczynkę opierając się o jego chropowatą powierzchnię.
- Nie wchodzisz? - zapytała trochę zmieszana. Trzymała kurczowo swoją lalkę, a chude nogi założyła jedna na drugą. Schyliła głowę, żeby być bliżej chłopaka i popatrzyła na niego wielkimi zielonymi oczami. Końcówki jej poplątanych włosów były mniej więcej na poziomie jego głowy. Marcin chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, przez co Andżelika jeszcze bardziej się zaniepokoiła. Przygryzła dolną wargę, bojąc się, że chłopakowi odechciało się z nią bawić. Nachyliła się jeszcze bardziej i wtedy on złapał ją pod ramiona i ściągnął z drzewa. Mała krzyknęła z przerażenia i szybko złapała go za szyję.
On zaśmiał się i przytulił ją, a potem powiedział spokojnie:
- To co robimy?
- Niespodzianka. - odrzekła tajemniczo, a resztki strachu w jej oczach zniknęły ustępując miejsca ekscytacji. Wyrwała się z jego objęć i niezdarnie wdrapała się na gałąź na której wcześniej siedziała. Marcin podniósł lalkę, która wypadła dziewczynce, gdy ją złapał. Strzepnął z nicianych włosów zabawki kilka błąkających się mrówek, a następnie wskoczył za Andżeliką i usiadł obok niej. Podał jej lalkę, ale ona nawet nie zauważyła, ponieważ gorączkowo szukała czegoś w malutkiej dziupli.
- Trzymaj. - powiedziała i podała mu zakorkowaną probówkę.
- Skąd... - nie dokończył, bo przyłożyła mu palec do ust.
- Żeby poznać wszystkie sekrety klubu musisz przejść inicjację. - powiedziała poważnie i wróciła do szukania. Chłopak przyglądał się fioletowemu płynowi, ale nie miał zielonego pojęcia co to może być. Wreszcie mała rączka natrafiła na plastikową strzykawkę. Wyciągnęła ją gwałtownie i z uśmiechem na twarzy zaczęła otwierać czarny woreczek, który wyjęła już wcześniej. Po znalezieniu długiej błyszczącej igły zamknęła woreczek i wrzuciła do dziupli. Chłopak przestraszył się trochę, jak zaczęła zakładać igłę na strzykawkę.

- Co chcesz zrobić? – zapytał, choć było to oczywiste. Błysnęła do niego oczami i wyciągnęła rękę po fiolkę.
- Boisz się. - stwierdziła.
- Co to jest? - poruszył płynem nie tracąc kontaktu wzrokowego z małą. Już nie brzmiał przyjaźnie, teraz w jego głosie było zdenerwowanie i strach pomieszany z wściekłością.
- Nie powiem. - wyrwała mu fiolkę i odkorkowała ją zębami. Zanurzyła w niej strzykawkę i obserwowała jak fioletowy płyn powoli z niej uchodzi.
- Najpierw inicjacja. - zakorkowała do połowy pustą probówkę i wsadziła z powrotem do dziury. Złapała go za rękę, ale on szybko ją cofnął i odsunął się trochę.
- Nie jestem pewien czy chcę, żebyś mi coś wstrzykiwała. - powiedział patrząc to na nią to na narzędzie w jej małych rączkach.
- Ale z ciebie mięczak. - fuknęła nie ukrywając pogardy. Przełożyła strzykawkę do lewej ręki, wystawiła prawą wierzchem do góry i przyciskając zębami język wbiła igłę w żyłę pod zgięciem łokcia. Nacisnęła tłoczek, a fioletowy płyn wlał się w nią, przez chwilę nawet było widać jak płynie, bo żyły wtedy dziwnie czerniały, ale potem odzyskiwały dawny wygląd.
Marcin obserwował ją uważnie, złapał ją za rękę gdy się zachwiała. Po chwili mała uśmiechnęła się chytrze i odepchnęła go, a potem zeskoczyła na dół. Obróciła się wokół własnej osi z gracją mimo szaleńczej radości w oczach. Z ziemi pod jej stópkami zaczęły wylatywać kłęby dymu. Chłopaka sparaliżowało ze strachu. Siedział skurczony i wpatrywał się jak zamiast Ani na równiutko ostrzyżonej trawie spoczywa czarny jak smoła kruk. Dwa machnięcia skrzydłami i już był na najwyższej gałęzi. Marcin powoli włożył rękę do dziupli i korzystając z tego że ptak nie patrzył w jego stronę, wyjął z niej ten dziwny płyn. Włożył go do kieszeni i jakby nigdy nic zszedł z drzewa i poszedł w kierunku bazy. To akurat nie uszło uwadze ptaka, sfrunął z świstem na trawę tuż przed stopami chłopaka. I głośno zakraczał.
- Czas iść do łóżka. - powiedział i obojętnie przeszedł obok zwierzęcia. Był światkiem gdy Alicja zmieniała się kruka, a skoro Ania też jest zartezjanką to nie powinno go dziwić, że i ona umie się w go zmieniać. Ale po co jej ten płyn? Sięgnął do kieszeni by upewnić się że fiolka wciąż tam jest.
Andżelika zmieniła się z powrotem i założyła rękę na rękę. Czarne pióra przybrały kształt krótkiej sukienki bez ramiączek, a jej rude loki upięte były w wysoki kucyk kończący się jej w połowie pleców.
- Nie. - odparła stanowczo zagradzając mu dalszą drogę. Wyglądała teraz nie jak dziecko, ale jak wyjątkowo dorosła nastolatka. - Obiecałeś, że się ze mną pobawisz.
- Ale nie mówiłaś nic o magii. Takich zabaw nie lubię.
- Okey. Będzie bez magii, ale muszę ci zrobić zastrzyk.
- Żadnych zastrzyków i zmian w zwierzęta.
- Inne sztuczki mogę robić?
- Tak. - zawahał się, a potem dodał: - Ale jak będzie to coś co mi się nie będzie podobać, to przestaniesz bez wahania.
- Nie. Będę się ciebie słuchała tylko jak ty będziesz się słuchał mnie.

- Będziesz się mnie słuchała zawsze, bo jestem od ciebie starszy.
- To nie ma znaczenia. - tupnęła nogą i znów zaczęła wyglądać jak słodka mała dziewczynka.
- Powinnaś mieć do mnie szacunek z tego względu. Jeszcze nie jesteśmy kolegami.
- Nie jesteśmy? - przekrzywiła głowę a jej włosy przefrunęły na lewą stronę błyszcząc w zachodzącym słońcu.
- Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że nie długo stanę się twoim kolegą.
- Ty już nim jesteś. - prawie krzyknęła.
- Nic o mnie nie wiesz. – odparł, a potem popatrzył w niebo. Było przejrzyste i rześkie, po burzy która nie dawno tędy przeszła. Andżelika zastanawiała się nad odpowiedzią, ale faktycznie, nie znała go.
- A powiesz mi coś o sobie? - uśmiechnęła się rozbrajająco, a on zerknął na nią sennym wzrokiem.
- Jestem zmęczony. - mruknął tak cicho, że omal go nie usłyszała.
Chwilę później nogi się pod nim ugięły i upadł na ziemię z głuchym stukotem. Dziewczynka przestraszona podskoczyła do niego i zaczęła nim trząść, żeby się obudził. Zdała sobie sprawę, że to bez sensu i wstała przykładając dłonie do ust po czym nadal w szoku pobiegła do drzwi bazy. Przy drzwiach nikogo nie było. Była przerażona, rozejrzała się wokół i na szczęście zobaczyła Kacpra. Ruszyła biegiem w jego stronę. Przeskoczyła przez murek i dalej biegła po betonowej płycie lotniska. W połowie drogi chłopak odwrócił się do niej. Musiał mnie usłyszeć, pomyślała i trochę się uspokoiła. Jednak on nie odwrócił się tylko zatoczył i upadł uderzając twarzą w ziemię. Krzyknęła ze strachu gdy spod brązowych włosów wylała się czerwona maź, zawróciła szybko, nie chciała na to patrzeć. Strasznie chciała wrócić do mamy. Ze łzami w oczach pociągnęła za drzwi i wpełzła do środka. Na ziemi leżał strażnik, którego mijała jak wychodziła. Ostrożnie przeszła między jego nogami i runęła w kierunku swojego pokoju. Wpadła na drzwi kurczowo trzymając się klamki i przyłożyła ucho do szarego drewna. W środku panowała cisza więc powoli nacisnęła srebrny metal i zerknęła czy ktoś jest w pokoju. Początkowo nic nie zobaczyła, więc weszła i opierając się o drzwi domknęła je z trzaskiem. Grobowa cisza zaczęła ją przerastać. Odepchnęła się od drzwi i przeszła przez pokój w poszukiwaniu czegoś dziwnego. Wszystko jednak było na miejscu, tak jak to zostawiła dzisiaj rano. Mamusia była zajęta i kazała jej wyjść na dwór, przypominała sobie dzisiejszy poranek. Nigdy nie była aż tak przestraszona. Czyżby wiedziała że stanie się coś takiego? Nagle ją olśniło, to dlatego kazała Łukaszowi jej pilnować!
- Ojej. - otworzyła szeroko oczy. Przyszła ta Naomi o której mówił Łukasz z Marcinem. Kiedy kazali jej iść, ona podsłuchiwała pod drzwiami, ale nie wierzyła w to co usłyszała.
Weszła do sypialni swojej mamy i rozejrzała się, ale nadal nic dziwnego nie znalazła. W łazience też ani żywej duszy. Zastanawiała się gdzie pójść, może do Łukasza? Spanikowała na myśl, że i jego może nie być. Znała mało osób do których mogłaby się udać. Kacper, Marcin, Łukasz, John, Alex, ale z nim to nie lubiła przebywać, zawsze ją przerażał. Zresztą nie tylko ją. Różne plotki krążyły na jego temat, a każda była tak obrzydliwa i okropna że na samą myśl chciało jej się wymiotować. Otrząsnęła się z myśli kierując je w inną stronę. Nagle on stał się osobą przy której chciałaby być w takiej sytuacji. Czułaby się przy nim bezpieczniej. Najpierw zdecydowała jednak pójść po Łukasza. On może wiedzieć gdzie jest jej mama. Zebrała się w sobie i weszła do swojego pokoju. Założyła swoje ulubione czerwone trampki, a potem wróciła do pokoju mamy i zaczęła przeszukiwać szafki. Gorączkowo wyjmowała po kolei bluzki, aż natrafiła na drewnianą rączkę starego sztyletu.
Ostrze było lekko wyszczerbione, ale bez wątpienia krawędź była ostra, i cieniutka jak nić. Broń zatańczyła miedzy jej palcami, gdy dziewczyna zastanawiała się gdzie ją schować. Zerknęła obojętnie do szuflady. Z pod turkusowej bluzki w jakieś mazy wystawał czarny pasek. Wyciągnęła go i z ulgą spostrzegła że jest to pokrowiec na sztylet, który właśnie tam włożyła. Był zrobiony z ciemno brązowej skóry i ozdobiony jaśniejszymi kwiecistymi wzorami. Zawiązała pasek, który okazał się gumką o szerokości dwóch centymetrów, na udzie podwijając sukienkę. Klepnęła skórę i ułożyła czarny materiał tak, by nie było widać, że coś pod nim jest. A potem wybiegła szybko z pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz