Hej, jeszcze żyję xD i mam dla was nowy rozdział (byłby wcześniej ale nie miałam kompa) jest dość krótki, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale nie chcę przedłużać :)
Miłego czytania ;3
~*~*~*~
Wystarczyło, żeby zapukał a drzwi same się
otworzyły. Andżelika wbiegła do pomieszczenia schylając się pod jego ręką.
Zatrzymała się przed oknem i popatrzyła na Łukasza zadzierając brodę do góry.
Uśmiech nie schodził z jej piegowatej buzi, Łukasz też się uśmiechnął. A Marcin
stał przed biurkiem wyczekując jakie rozkazy da mu szef.
- Cały czas się na mnie patrzyłeś? – pierwsza odezwała się dziewczynka i
zerknęła przez okno na swoje ulubione drzewo.
- Jak cię tam zobaczyłem, to się przestraszyłem, że mogłabyś sobie coś zrobić.
- Często tam chodzę i jakoś wcześniej się nie martwiłeś. – fuknęła i
przystawiła nos do szyby. Łukasz odwrócił się do Marcina.
- A jak ci się podoba nowy kolega?
- Jest miły. – też spojrzała na chłopaka przed biurkiem i posłała mu radosny
uśmiech, a ten go odwzajemnił.
- Chciałabyś spędzać z nim więcej czasu? – przykucnął i poprawił jej kołnierzyk
kremowej bluzki.
- Umówiliśmy się już na zabawę dzisiaj. – pochwaliła się.
- To świetnie. Możesz już iść. – wstał i włożył rękę do kieszeni. – Ja muszę
chwilkę pogadać z Marcinem, dobrze?
- Okey. – podskoczyła radośnie, a zanim jeszcze wyszła zwróciła się do Marcina.
– Razem z Emilly będziemy na ciebie czekać przy wierzbie. – drzwi zatrzasnęły
się za nią, a chłopak odwrócił się do Łukiego.
- Masz jej pilnować. – rzucił i usiadł na fotelu.
- Mogę zapytać, dlaczego ja?
- Nie możesz. – Marcin westchnął i podciągnął spodnie, które okazały się na
niego za duże i wciąż mu się zsuwały.
- Coś jeszcze mam zrobić?
- Uważaj na nią tylko. Niedługo ma tu przylecieć Naomi. Mery boi się chyba, że
ona może jej zabrać Andżelikę.
- Naomi… - powtórzył próbując sobie przypomnieć kto to jest. – To ta
zartezjanka czy coś?
- Mhm. – Łuki przytaknął.
- Czemu miałaby zabierać córkę Marie?
- Ania to też zartezjanka, tak samo jak Alicja.
- Aha. – mruknął. – Ale czemu chce ją zabrać już teraz?
- Tego nie wiem. – chwycił szklankę z przeźroczystym płynem z biurka i zaczął
kręcić palcem po szklanym brzegu. - Domyślam się, że coś się dzieje w Zartezie.
One chyba mają jakiś poważny problem, a jego skutki mogą się odbić na nas. –
ostatnie zdanie wypowiedział jakby do siebie.
- A co się dzieje z Alicją? – przypomniał sobie jak wcale nie tak dawno latała
jak szalona po jego pokoju. Uśmiechnął się na wspomnienie tego pocałunku,
którym go obdarowała.
- Poleciała z Naomi.
- Wróci kiedyś? – powiedział z nadzieją, że Łuki odpowie twierdząco.
- Nie mam pojęcia. Raczej tak. – ta odpowiedź nie była satysfakcjonująca, ale
nie wnikał bardziej. Przypomniał mu się chłopak Ali.
- A jak Kacper to znosi?
- Nie najlepiej. – westchnął i wziął łyk wody. – Może ty z nim pogadaj. Ja i
Mery próbowaliśmy, ale nic do niego nie dociera.
- W sumie mu się nie dziwię. Też tęsknię za swoją Lilibay. – na dźwięk tego
zdania twarz Łukasza, dotychczas obojętna, stężała, a on warknął:
- Nie wspominaj jej imienia w mojej obecności.
- Dlaczego?! To ty ją zraniłeś, nie ona ciebie. Ona nie zasłużyła na śmierć. –
mówiąc o tym zrobiło mu się smutno. Wcześniej unikał tego tematu. Zapomniał już
jak bolesne było to wspomnienie.
- Zasłużyła. – Łukasz niemal krzyknął. Wstał odkładając naczynie na biurko i
podszedł do okna, odwracając się tym samym od rozmówcy.
- Mała na ciebie czeka. Idź już. – dodał tylko. Jego głos wibrował od
zdenerwowania. Marcin zdał sobie sprawę, że Łuki też nie mógł sobie wybaczyć
tamtego incydentu. Wycofał się cicho do drzwi, wyszedł na korytarz i odetchnął
smutno opadając na zimną ścianę. Próbował zwrócić myśli na właściwy tor, ale w
jego głowie wciąż pobrzmiewało to imię. Lilibay. Po chwili znalazł się na
świeżym powietrzu. Nawet nie zorientował się kiedy pokonał drogę na zewnątrz. Trochę mu
to pomogło. Musiał szybko zająć się czymś innym. Chciał zatrzasnąć drzwi, ale
ktoś za nim szedł. Nie zwrócił na niego uwagi i zaczął iść w stronę machającej
do niego dziewczynki. Bujała nogami siedząc na jednej z wyższych gałęzi.
Przyciskała do siebie lalkę równocześnie trzymając za wiszące witki obok jej
buzi. Gałązki zgrywały się z jej rudymi włosami i powiewały na chłodnym
jesiennym wietrze. Zwolnił kroku i spojrzał na pomarańczowe niebo.
- Cześć. - Marcin odwrócił się gwałtownie stając oko w oko z Kacprem. To on
pewnie wyszedł z bazy zaraz po nim.
- Cześć. Co tu robisz?
- A ty?
- Pierwszy zapytałem.
- Wyszedłem się przewietrzyć.
- Nie wątpię. - mruknął podejrzliwie. - Ja przyszedłem do małej.
- Po co?
- A co cię to obchodzi?
- Zwyczajnie pytam. Coś ty taki drażliwy?
- Nie twoja sprawa. Możemy pogadać później? Przyjdę do ciebie jak Ania pójdzie
spać.
- Ania? Myślałem, że Andżelika.
- Dużo osób mówi na nią Ania bo jest krócej. - machnął ręką. - Nieważne. Do
później.
- W porządku. - rzucił Kacper i patrzył jak jego kolega
zaczął biec w kierunku starej wierzby. Następnie odwrócił się i powoli poszedł
na spacer wokół lotniska.
- Co tak długo?! - krzyknęła dziewczynka, ale tylko dlatego,
że dzieliła ich jeszcze znaczna odległość. Marcin zwolnił i ciężko oddychając
patrzył z rozbawieniem na rudowłosą. Ta wystawiła mu język i zsunęła się niżej.
Uważnie unikała gałęzi i wypatrywała tych których mogłaby się złapać. Wreszcie
wypatrzyła idealne miejsce do siedzenia i usadowiła się tam. Miejsce było niżej
i w każdej chwili mogłaby zeskoczyć. Kiedy ona wierciła się na drzewie Marcin
dotarł do pnia i teraz spoglądał na dziewczynkę opierając się o jego chropowatą
powierzchnię.
- Nie wchodzisz? - zapytała trochę zmieszana. Trzymała kurczowo swoją lalkę, a
chude nogi założyła jedna na drugą. Schyliła głowę, żeby być bliżej chłopaka i
popatrzyła na niego wielkimi zielonymi oczami. Końcówki jej poplątanych włosów
były mniej więcej na poziomie jego głowy. Marcin chwilę zastanawiał się nad
odpowiedzią, przez co Andżelika jeszcze bardziej się zaniepokoiła. Przygryzła
dolną wargę, bojąc się, że chłopakowi odechciało się z nią bawić. Nachyliła się
jeszcze bardziej i wtedy on złapał ją pod ramiona i ściągnął z drzewa. Mała
krzyknęła z przerażenia i szybko złapała go za szyję. On zaśmiał się i przytulił ją, a
potem powiedział spokojnie:
- To co robimy?
- Niespodzianka. - odrzekła tajemniczo, a resztki strachu w jej oczach zniknęły
ustępując miejsca ekscytacji. Wyrwała się z jego objęć i niezdarnie wdrapała
się na gałąź na której wcześniej siedziała. Marcin podniósł lalkę, która
wypadła dziewczynce, gdy ją złapał. Strzepnął z nicianych włosów zabawki kilka
błąkających się mrówek, a następnie wskoczył za Andżeliką i usiadł obok niej.
Podał jej lalkę, ale ona nawet nie zauważyła, ponieważ gorączkowo szukała
czegoś w malutkiej dziupli.
- Trzymaj. - powiedziała i podała mu zakorkowaną probówkę.
- Skąd... - nie dokończył, bo przyłożyła mu palec do ust.
- Żeby poznać wszystkie sekrety klubu musisz przejść inicjację. - powiedziała
poważnie i wróciła do szukania. Chłopak przyglądał się fioletowemu płynowi, ale
nie miał zielonego pojęcia co to może być. Wreszcie mała rączka natrafiła na
plastikową strzykawkę. Wyciągnęła ją gwałtownie i z uśmiechem na twarzy zaczęła
otwierać czarny woreczek, który wyjęła już wcześniej. Po znalezieniu długiej
błyszczącej igły zamknęła woreczek i wrzuciła do dziupli. Chłopak przestraszył
się trochę, jak zaczęła zakładać igłę na strzykawkę.
- Co chcesz zrobić? – zapytał, choć było to oczywiste.
Błysnęła do niego oczami i wyciągnęła rękę po fiolkę.
- Boisz się. - stwierdziła.
- Co to jest? - poruszył płynem nie tracąc kontaktu wzrokowego z małą. Już nie
brzmiał przyjaźnie, teraz w jego głosie było zdenerwowanie i strach pomieszany
z wściekłością.
- Nie powiem. - wyrwała mu fiolkę i odkorkowała ją zębami. Zanurzyła w niej
strzykawkę i obserwowała jak fioletowy płyn powoli z niej uchodzi. - Najpierw inicjacja. - zakorkowała
do połowy pustą probówkę i wsadziła z powrotem do dziury. Złapała go za rękę,
ale on szybko ją cofnął i odsunął się trochę.
- Nie jestem pewien czy chcę, żebyś mi coś wstrzykiwała. - powiedział patrząc
to na nią to na narzędzie w jej małych rączkach.
- Ale z ciebie mięczak. - fuknęła nie ukrywając pogardy. Przełożyła strzykawkę
do lewej ręki, wystawiła prawą wierzchem do góry i przyciskając zębami język
wbiła igłę w żyłę pod zgięciem łokcia. Nacisnęła tłoczek, a fioletowy płyn wlał
się w nią, przez chwilę nawet było widać jak płynie, bo żyły wtedy dziwnie
czerniały, ale potem odzyskiwały dawny wygląd. Marcin obserwował ją
uważnie, złapał ją za rękę gdy się zachwiała. Po chwili mała uśmiechnęła się
chytrze i odepchnęła go, a potem zeskoczyła na dół. Obróciła się wokół własnej
osi z gracją mimo szaleńczej radości w oczach. Z ziemi pod jej stópkami zaczęły
wylatywać kłęby dymu. Chłopaka sparaliżowało ze strachu.
Siedział skurczony i wpatrywał się jak zamiast Ani na równiutko ostrzyżonej
trawie spoczywa czarny jak smoła kruk. Dwa machnięcia skrzydłami i już był na
najwyższej gałęzi. Marcin powoli włożył rękę do dziupli i korzystając z tego że
ptak nie patrzył w jego stronę, wyjął z niej ten dziwny płyn. Włożył go do
kieszeni i jakby nigdy nic zszedł z drzewa i poszedł w kierunku bazy. To akurat
nie uszło uwadze ptaka, sfrunął z świstem na trawę tuż przed stopami chłopaka.
I głośno zakraczał.
- Czas iść do łóżka. - powiedział i obojętnie przeszedł obok zwierzęcia. Był
światkiem gdy Alicja zmieniała się kruka, a skoro Ania też jest zartezjanką to
nie powinno go dziwić, że i ona umie się w go zmieniać. Ale po co jej ten płyn?
Sięgnął do kieszeni by upewnić się że fiolka wciąż tam jest. Andżelika zmieniła się z powrotem i
założyła rękę na rękę. Czarne pióra przybrały kształt krótkiej sukienki bez
ramiączek, a jej rude loki upięte były w wysoki kucyk kończący się jej w
połowie pleców.
- Nie. - odparła stanowczo zagradzając mu dalszą drogę.
Wyglądała teraz nie jak dziecko, ale jak wyjątkowo dorosła nastolatka. -
Obiecałeś, że się ze mną pobawisz.
- Ale nie mówiłaś nic o magii. Takich zabaw nie lubię.
- Okey. Będzie bez magii, ale muszę ci zrobić zastrzyk.
- Żadnych zastrzyków i zmian w zwierzęta.
- Inne sztuczki mogę robić?
- Tak. - zawahał się, a potem dodał: - Ale jak będzie to coś co mi się nie
będzie podobać, to przestaniesz bez wahania.
- Nie. Będę się ciebie słuchała tylko jak ty będziesz się słuchał mnie.
- Będziesz się mnie słuchała zawsze, bo jestem od
ciebie starszy.
- To nie ma znaczenia. - tupnęła nogą i znów zaczęła wyglądać jak słodka mała
dziewczynka.
- Powinnaś mieć do mnie szacunek z tego względu. Jeszcze nie jesteśmy kolegami.
- Nie jesteśmy? - przekrzywiła głowę a jej włosy przefrunęły na lewą stronę
błyszcząc w zachodzącym słońcu.
- Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że nie długo stanę się twoim kolegą.
- Ty już nim jesteś. - prawie krzyknęła.
- Nic o mnie nie wiesz. – odparł, a potem popatrzył w niebo. Było przejrzyste i
rześkie, po burzy która nie dawno tędy przeszła. Andżelika zastanawiała się nad
odpowiedzią, ale faktycznie, nie znała go.
- A powiesz mi coś o sobie? - uśmiechnęła się rozbrajająco, a on zerknął na nią
sennym wzrokiem.
- Jestem zmęczony. - mruknął tak cicho, że omal go nie usłyszała. Chwilę później nogi się pod nim
ugięły i upadł na ziemię z głuchym stukotem. Dziewczynka przestraszona
podskoczyła do niego i zaczęła nim trząść, żeby się obudził. Zdała sobie sprawę, że to bez sensu
i wstała przykładając dłonie do ust po czym nadal w szoku pobiegła do drzwi
bazy. Przy drzwiach nikogo nie było. Była przerażona, rozejrzała się wokół i na
szczęście zobaczyła Kacpra. Ruszyła biegiem w jego stronę. Przeskoczyła przez
murek i dalej biegła po betonowej płycie lotniska. W połowie drogi chłopak
odwrócił się do niej. Musiał mnie usłyszeć, pomyślała i trochę się uspokoiła.
Jednak on nie odwrócił się tylko zatoczył i upadł uderzając twarzą w ziemię.
Krzyknęła ze strachu gdy spod brązowych włosów wylała się czerwona maź,
zawróciła szybko, nie chciała na to patrzeć. Strasznie chciała wrócić do mamy.
Ze łzami w oczach pociągnęła za drzwi i wpełzła do środka. Na ziemi leżał
strażnik, którego mijała jak wychodziła. Ostrożnie przeszła między jego nogami
i runęła w kierunku swojego pokoju. Wpadła na drzwi kurczowo trzymając się
klamki i przyłożyła ucho do szarego drewna. W środku panowała cisza więc powoli nacisnęła srebrny metal i zerknęła
czy ktoś jest w pokoju. Początkowo nic nie zobaczyła, więc weszła i opierając
się o drzwi domknęła je z trzaskiem. Grobowa cisza zaczęła ją przerastać.
Odepchnęła się od drzwi i przeszła przez pokój w poszukiwaniu czegoś dziwnego.
Wszystko jednak było na miejscu, tak jak to zostawiła dzisiaj rano. Mamusia
była zajęta i kazała jej wyjść na dwór, przypominała sobie dzisiejszy poranek.
Nigdy nie była aż tak przestraszona. Czyżby wiedziała że stanie się coś
takiego? Nagle ją olśniło, to dlatego kazała Łukaszowi jej pilnować!
- Ojej. - otworzyła szeroko oczy. Przyszła ta Naomi o
której mówił Łukasz z Marcinem. Kiedy kazali jej iść, ona podsłuchiwała pod
drzwiami, ale nie wierzyła w to co usłyszała.
Weszła do sypialni swojej mamy i rozejrzała się, ale nadal nic dziwnego nie
znalazła. W łazience też ani żywej duszy. Zastanawiała się gdzie pójść, może do
Łukasza? Spanikowała na myśl, że i jego może nie być. Znała mało osób do
których mogłaby się udać. Kacper, Marcin, Łukasz, John, Alex, ale z nim to nie
lubiła przebywać, zawsze ją przerażał. Zresztą nie tylko ją. Różne plotki
krążyły na jego temat, a każda była tak obrzydliwa i okropna że na samą myśl
chciało jej się wymiotować. Otrząsnęła się z myśli kierując je w inną stronę.
Nagle on stał się osobą przy której chciałaby być w takiej sytuacji. Czułaby
się przy nim bezpieczniej. Najpierw zdecydowała jednak pójść po Łukasza. On
może wiedzieć gdzie jest jej mama. Zebrała się w sobie i weszła do swojego
pokoju. Założyła swoje ulubione czerwone trampki, a potem wróciła do pokoju
mamy i zaczęła przeszukiwać szafki. Gorączkowo wyjmowała po kolei bluzki, aż
natrafiła na drewnianą rączkę starego sztyletu. Ostrze było lekko wyszczerbione, ale bez wątpienia krawędź była
ostra, i cieniutka jak nić. Broń zatańczyła miedzy jej palcami, gdy dziewczyna zastanawiała
się gdzie ją schować. Zerknęła obojętnie do szuflady. Z pod turkusowej bluzki w
jakieś mazy wystawał czarny pasek. Wyciągnęła go i z ulgą spostrzegła że jest
to pokrowiec na sztylet, który właśnie tam włożyła. Był zrobiony z ciemno
brązowej skóry i ozdobiony jaśniejszymi kwiecistymi wzorami. Zawiązała
pasek, który okazał się gumką o szerokości dwóch centymetrów, na udzie
podwijając sukienkę. Klepnęła skórę i ułożyła czarny materiał tak, by nie było
widać, że coś pod nim jest. A potem wybiegła szybko z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz