Czy mnie oczy nie mylą?? Napisałam już 25 rozdziałów tej głupiej historii?? omg masakra xD chyba nici z ustaleń czasowych ;/ miały mnie zmobilizować do szybszego pisania a tu lipa, nic z tego. W takim razie będziecie musieli być skazani na wybryki mojej weny która pojawia się i znika -.- sorki ;P
Poprosiłabym Was, żeby każdy kto to przeczytał dał znak w komentarzu, że to zrobił, ale i tak pewnie nikt tego nie zrobi, tak to bywa, whtvr
jak to było w pewnej bajce? a, tak: " no więc dość już tego monologu, niech cie piorun trafi dziobaku" ^^
miłego czytaaania ;*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Alicja wzięła głęboki oddech przy czym jej
skrzydła otworzyły się rzucając ogromny cień na śpiące dziewczyny.
- Alicjo… Wszystko w porządku? – zapytała cicho Possan i podeszła bliżej. Co chwila nerwowo zaczesywała włosy za ucho i niespokojnym wzrokiem przyglądała się dziewczynom. Ali odetchnęła jeszcze raz, a Alami całkiem wyparowało.
- Jasne. – stwierdziła wesoło i kucnęła przy Elizie. – Umiesz zamykać portale?
- A czemu pytasz?
- Anioły tu mają tajny portal. – pokazała ręką mur.
- To dużo wyjaśnia. - mruknęła do siebie Poss, a następnie powiedziała głośno: - Po przejściu przez portal ludzie zasypiają, więc twoim przyjaciołom nic nie jest jakby coś. Tak czy inaczej opuściłaś dzisiejszą lekcję, więc masz sporo do nadrobienia. – mówiąc to wyglądała na poważną, i chyba wcale jej nie chodziło tylko o naukę, pomyślała Alicja, coś się musiało stać. Stwierdziła, że później o to zapyta.
- Daj spokój. – rzekła tylko i podniosła Elizę. Nagle kątem oka ujrzała zbliżającą się Naomi. Uśmiechnęła się, kiedy ta zawisła w powietrzu i z gracją zmieniła się w człowieka. Wyglądała na szczęśliwą, że ją widzi. Dym jeszcze przez chwilę unosił się w powietrzu i niezmącony przez wiatr powoli opadał w dół.
- Gdzie uciekłaś? – zapytała Nan, złapała Agatę w pasie i przerzuciła przez ramie. Possan podeszła do Ali i pomogła jej z niesieniem Elizy. Ruszyły w kierunku pałacu.
- Poleciałam za anielicą, która mnie zaatakowała wczoraj wieczorem.
- A w jakim celu?
- Po prostu stwierdziłam, że tak trzeba.
- Oczywiście. A pomyślałaś może o tym co ci się może stać?! – Nan popatrzyła na Alicję z wyrzutem.
- Zachowujesz się jakbyś była moją matką. – mruknęła tylko. Przeszły próg zamku i skręciły w pierwsze drzwi. Była to spora pusta sala. Nan wyczarowała materac i położyła na nim Agę. Ali zrobiła to samo z Elizą.
- Po prostu się o ciebie martwię.
- Uważaj, bo ci uwierzę. Jestem ci do czegoś potrzebna i tylko dlatego tak mówisz.
- Wyobraź sobie, że są ludzie którzy mają uczucia. – żachnęła się Naomi. Possan dyskretnie wyszła z pokoju, nie miała ochoty słuchać ich kłótni. Postanowiła polecieć do Amelii, by zrobiła coś z tym portalem.
- Też mam uczucia. Tylko chyba nikt tego nie bierze pod uwagę. – popatrzyła wściekłym wzrokiem na śpiącą Elizę, a potem zaczęła iść w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytała Nan i dogoniła ją.
- Jeszcze nie wiem.
- Dlaczego nie chcesz zostać? A co z twoimi przyjaciółkami?
- Zajmij się moją siostrą, weź ją z powrotem do domu, a z Elizą rób co chcesz. Mam to gdzieś. – mruknęła. Pierzasta sukienka dziewczyny zmieniła się w czarne rurki i bluzę tego samego koloru. Zarzuciła na głowę kaptur, a ręce schowała do kieszeni.
- Faktycznie się zmieniłaś. – rzekła Nan zdenerwowanym tonem i zatrzymała się.
- Nie ja miałam na to wpływ. – powiedziała wychodząc. Drzwi zatrzasnęły się za nią, budząc tym dziewczyny.
~*~*~*~
- Alicjo… Wszystko w porządku? – zapytała cicho Possan i podeszła bliżej. Co chwila nerwowo zaczesywała włosy za ucho i niespokojnym wzrokiem przyglądała się dziewczynom. Ali odetchnęła jeszcze raz, a Alami całkiem wyparowało.
- Jasne. – stwierdziła wesoło i kucnęła przy Elizie. – Umiesz zamykać portale?
- A czemu pytasz?
- Anioły tu mają tajny portal. – pokazała ręką mur.
- To dużo wyjaśnia. - mruknęła do siebie Poss, a następnie powiedziała głośno: - Po przejściu przez portal ludzie zasypiają, więc twoim przyjaciołom nic nie jest jakby coś. Tak czy inaczej opuściłaś dzisiejszą lekcję, więc masz sporo do nadrobienia. – mówiąc to wyglądała na poważną, i chyba wcale jej nie chodziło tylko o naukę, pomyślała Alicja, coś się musiało stać. Stwierdziła, że później o to zapyta.
- Daj spokój. – rzekła tylko i podniosła Elizę. Nagle kątem oka ujrzała zbliżającą się Naomi. Uśmiechnęła się, kiedy ta zawisła w powietrzu i z gracją zmieniła się w człowieka. Wyglądała na szczęśliwą, że ją widzi. Dym jeszcze przez chwilę unosił się w powietrzu i niezmącony przez wiatr powoli opadał w dół.
- Gdzie uciekłaś? – zapytała Nan, złapała Agatę w pasie i przerzuciła przez ramie. Possan podeszła do Ali i pomogła jej z niesieniem Elizy. Ruszyły w kierunku pałacu.
- Poleciałam za anielicą, która mnie zaatakowała wczoraj wieczorem.
- A w jakim celu?
- Po prostu stwierdziłam, że tak trzeba.
- Oczywiście. A pomyślałaś może o tym co ci się może stać?! – Nan popatrzyła na Alicję z wyrzutem.
- Zachowujesz się jakbyś była moją matką. – mruknęła tylko. Przeszły próg zamku i skręciły w pierwsze drzwi. Była to spora pusta sala. Nan wyczarowała materac i położyła na nim Agę. Ali zrobiła to samo z Elizą.
- Po prostu się o ciebie martwię.
- Uważaj, bo ci uwierzę. Jestem ci do czegoś potrzebna i tylko dlatego tak mówisz.
- Wyobraź sobie, że są ludzie którzy mają uczucia. – żachnęła się Naomi. Possan dyskretnie wyszła z pokoju, nie miała ochoty słuchać ich kłótni. Postanowiła polecieć do Amelii, by zrobiła coś z tym portalem.
- Też mam uczucia. Tylko chyba nikt tego nie bierze pod uwagę. – popatrzyła wściekłym wzrokiem na śpiącą Elizę, a potem zaczęła iść w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytała Nan i dogoniła ją.
- Jeszcze nie wiem.
- Dlaczego nie chcesz zostać? A co z twoimi przyjaciółkami?
- Zajmij się moją siostrą, weź ją z powrotem do domu, a z Elizą rób co chcesz. Mam to gdzieś. – mruknęła. Pierzasta sukienka dziewczyny zmieniła się w czarne rurki i bluzę tego samego koloru. Zarzuciła na głowę kaptur, a ręce schowała do kieszeni.
- Faktycznie się zmieniłaś. – rzekła Nan zdenerwowanym tonem i zatrzymała się.
- Nie ja miałam na to wpływ. – powiedziała wychodząc. Drzwi zatrzasnęły się za nią, budząc tym dziewczyny.
~*~*~*~
Czarne chmury
groźnie wisiały nad głową Maxa. Od czasu do czasu widział błyskawice
przecinające ciemnoszare niebo przed nim. Przyglądał się jak ludzie uciekają z
plaży na którą właśnie przyszli. Chłopak szukał jakiegoś schronienia, ale wokół
była tylko woda, piasek, a za nim wysokie trawy. Nawet przy wejściach na plażę
nic nie było, co oznaczało, że nie ma tu żadnego większego miasta. Max
nienawidził wody, ale będzie zmuszony do podróży w deszczu. Nagle usłyszał
chrzęst opon na piachu odwrócił się i dostrzegł zieloną ciężarówkę zmierzającą
w jego kierunku z najbliższego wyjścia z plaży. Do tej pory szedł spokojnie,
ale gdy zobaczył pojazd zerwał się do biegu. Samochód zatrzymał się. Wysoki
mężczyzna wyskoczył na piach i przyjrzał się biegnącemu wilkowi.
- Co za durni ludzie. - mruczał do siebie Max. Obejrzał się i uchwycił kontakt wzrokowy z hyclem. Znów usłyszał dźwięk silnika, tym razem przed sobą, a potem nagle trzask drzwi. Na plażę wyszedł kolejny hycel, ten miał w rękach rozłożoną strzelbę. Wrzucił do środka dwie czerwone strzałki, złożył ją, przeładował i wycelował w wilka. Zaczęli podchodzić do Maxa, który teraz stał i gorączkowo zastanawiał się co zrobić. Mógłby schować się w trawie, ale zanim by to zrobił zestrzeliliby go. W takim razie musiał ich zaatakować, chociaż strasznie nie lubił robić krzywdy ludziom, no chyba że na to zasłużyli, jak tamte dresy w zaułku. Ci tu po prostu wykonują swoją pracę.
- Co za durni ludzie. - mruczał do siebie Max. Obejrzał się i uchwycił kontakt wzrokowy z hyclem. Znów usłyszał dźwięk silnika, tym razem przed sobą, a potem nagle trzask drzwi. Na plażę wyszedł kolejny hycel, ten miał w rękach rozłożoną strzelbę. Wrzucił do środka dwie czerwone strzałki, złożył ją, przeładował i wycelował w wilka. Zaczęli podchodzić do Maxa, który teraz stał i gorączkowo zastanawiał się co zrobić. Mógłby schować się w trawie, ale zanim by to zrobił zestrzeliliby go. W takim razie musiał ich zaatakować, chociaż strasznie nie lubił robić krzywdy ludziom, no chyba że na to zasłużyli, jak tamte dresy w zaułku. Ci tu po prostu wykonują swoją pracę.
Usiadł udając przyjaznego pieska, nawet zaczął
machać ogonem. Patrzył w oczy temu z bronią, który właśnie ją opuścił. Chłopak
usłyszał jak ten facet za nim wyciąga coś z torby. Mężczyźni musieli zdziwić
się widokiem nienaturalnej wielkości psa z plecakiem na sobie, ponieważ
zatrzymali się. Chłopakowi
się to nie spodobało, bo chciał żeby podeszli bliżej. Położył się i zapiszczał
jak szczeniak gdy zagrzmiało. Faceci nabrali się na podstęp i znów zaczęli iść,
tym razem wolniej. Kiedy tuż przed jego pyskiem pojawiły się brązowe trapery
Max wstał gwałtownie wyrywając się facetowi, który chciał założyć mu kaganiec i
ugryzł tego przed sobą w krocze. Rozległ się głośny krzyk, a facet który został
zraniony ukląkł na piasku trzymając się za bolące miejsce. Ohyda, pomyślał Max
i odwrócił się do drugiego kolesia.
Uchwycił jego wzrok
spoglądający na strzelbę, która leżała obok tylnych łap wilka.
- Spokojnie. Dobry piesek. - powtarzał mężczyzna i zaczął obchodzić zwierzę dookoła. Maxowi chciało się śmiać. Czy on naprawdę sądzi że jestem takim debilem? pomyślał i złapał broń w zęby, po czym pobiegł w stronę ciężarówki. Nagle niewiarygodnie głośny huk rozległ się w niebie i na ziemię spadła ściana deszczu. Chłopak wszedł pod samochód, odłożył broń i patrzył jak jeden z facetów pomaga koledze dostać się do drugiego samochodu. Mokry wilk leżał na piachu, który nieprzyjemnie się do niego przyczepiał. Tak go to denerwowało, że wyszedł z kryjówki, zdjął plecak i schował go by nie zmókł, a potem wytrzepał się i zmienił w człowieka, nie miał nic na sobie, ale na szczęście wokół nikogo nie było. Złapał plecak i wskoczył do pojazdu. Rozsunął suwak plecaka i wyjął z niego granatową bluzkę, którą wziął z mieszkania. Założył ją, okazała się być na niego za duża, ale nie przejmował się tym. Przeszukał plecak w poszukiwaniu jakiś gaci, ale nie znalazł ich. Wkurzony rozejrzał się po wnętrzu samochodu, nic nie szło po jego myśli. Dostrzegł ciemno zielony uniform hycla. Zniesmaczony założył go na siebie, a bluzkę odłożył z powrotem do plecaka. Następnie rzucił go na tylne siedzenie, zamknął drzwi na klucz i ułożył się do spania. Rozpadało się na dobre, więc nikt mu nie będzie przeszkadzać póki co, a później się zobaczy.
~*~*~*~
- Spokojnie. Dobry piesek. - powtarzał mężczyzna i zaczął obchodzić zwierzę dookoła. Maxowi chciało się śmiać. Czy on naprawdę sądzi że jestem takim debilem? pomyślał i złapał broń w zęby, po czym pobiegł w stronę ciężarówki. Nagle niewiarygodnie głośny huk rozległ się w niebie i na ziemię spadła ściana deszczu. Chłopak wszedł pod samochód, odłożył broń i patrzył jak jeden z facetów pomaga koledze dostać się do drugiego samochodu. Mokry wilk leżał na piachu, który nieprzyjemnie się do niego przyczepiał. Tak go to denerwowało, że wyszedł z kryjówki, zdjął plecak i schował go by nie zmókł, a potem wytrzepał się i zmienił w człowieka, nie miał nic na sobie, ale na szczęście wokół nikogo nie było. Złapał plecak i wskoczył do pojazdu. Rozsunął suwak plecaka i wyjął z niego granatową bluzkę, którą wziął z mieszkania. Założył ją, okazała się być na niego za duża, ale nie przejmował się tym. Przeszukał plecak w poszukiwaniu jakiś gaci, ale nie znalazł ich. Wkurzony rozejrzał się po wnętrzu samochodu, nic nie szło po jego myśli. Dostrzegł ciemno zielony uniform hycla. Zniesmaczony założył go na siebie, a bluzkę odłożył z powrotem do plecaka. Następnie rzucił go na tylne siedzenie, zamknął drzwi na klucz i ułożył się do spania. Rozpadało się na dobre, więc nikt mu nie będzie przeszkadzać póki co, a później się zobaczy.
~*~*~*~
Martin wyglądał na wściekłego kiedy zeskakiwał
ze skał, by stanąć na równi z białą wilczycą. Ona dobrze wiedziała, że tylko
zgrywa twardziela, żeby inne samce w stadzie nie mogli zauważyć słabości
przywódcy i wykorzystać jej w celu zdobycia władzy. Wyczuwała zmartwienie,
czytała z jego ruchów i zachowań a nawet z tonu jego głosu, że nie czuję się
najlepiej. Nie dziwiła się temu, strata jednego dziecka to już jest okropne
przeżycie, a co dopiero stracić dwójkę? Zauważyła jak bardzo chce porzucić
stado i iść szukać Maxa, ale za każdym razem gdy był już o krok by to zrobić
ona zatrzymywała go i uspokajała. Była teraz jego jedyną bliską osobą, nie
licząc małego Alberta, który nawet jeszcze dobrze nie nauczył się wyć. Nie
schyliła głowy przed przywódcą, jak powinien robić każdy wilk w stadzie, tylko
popatrzyła w jego oczy. Były całe czarne, ale i tak można było w nich wyczytać
tęsknotę. Mało kto jednak odważał się spojrzeć w oczy najgroźniejszego wilka z
watahy. Martin nie był do tego przyzwyczajony. Odwrócił łeb i ruszył przed
siebie w las. Wilczyca ruszyła za nim. W ciszy omijali kolejne drzewa pogrążeni
w myślach.
- Nie oddalajmy się zbyt daleko. – rzekła po dłuższej chwili, ponieważ zaczęli wchodzić w nieznaną jej część lasu.
- W porządku. – powiedział smutnym tonem wpatrzony w przestrzeń przed sobą, zatrzymał się i usiadł. Wilczyca nie mogła dłużej patrzyć na jego cierpienie. Podeszła do niego i delikatnie ugryzła go w ogon. Ten oddał jej lekkim uderzeniem. Wilczyca nie przestawała go zaczepiać, złapała go za kark, tak jak matka nosi szczenię i pociągnęła go do siebie. Oczywiście nie miała na tyle siły, by go przewrócić, ale zwróciła jego uwagę. Zdenerwował się, ale nie był zły, raczej rozbawiony jej próbami. Szybko położył wilczycę na ziemię skacząc na nią. Niby był dorosłym i poważnym facetem, ale uwielbiał wracać do szczenięcych zabaw. Wilczyca tylnymi łapami podważyła napastnika, który w tym samym momencie odskoczył w bok by nie upaść. Gdy odzyskał równowagę ujrzał jedynie białą smugę wskazującą w krzaki. Ruszył za nią. Przełaził powoli przez ścianę gałęzi i liści, nie był tak zwinny jak kobieta przed nim. Ociężale stawiał kolejne kroki uważając na każdy szczegół, aby się nie skaleczyć. Natomiast ona skakała jak rusałka z jednego miejsca w drugie zgrabnie wywijając chudymi łapami. Nagle zniknęła z zasiągu wzroku Martina, ten nawet nie zauważył, że stanął w miejscu. Szybko się zreflektował i z powrotem zaczął manewrować wśród gałęzi. Wkrótce wyszedł z zarośli, a jego oczom ukazała się mała jaskinia. W środku przy małym źródełku leżała wilczyca. Panował tam półmrok, ponieważ promienie słońca ledwo przechodziły przez drzewa, które tworzyły coś w rodzaju ściany, oddzielając jaskinię od reszty świata. Panowała cisza zmącona tylko przyjemnymi odgłosami lasu, takimi jak szum drzew czy dudnienie dzięciołów. Od czasu do czasu zaświergotał też jakiś ptak, lub królik przebiegł przez krzaki. Martin ułożył się obok wilczycy. Podłoże było nieprzyjemnie zimne i mokre, ale nie narzekał. Ona wpatrywała się w niego bez ustanku, analizując dokładnie każdy jego ruch. Wyczekiwała momentu w którym padnie pytanie na które nie chciała odpowiadać, ale było to nieuniknione. Wilk ziewnął otwierając przy tym pysk na całą szerokość, a potem poprawił łeb i zamknął oczy. Dla niej oznaczało to tylko jedno, nie chciał teraz rozmawiać. Może to i lepiej? Pomyślała, a potem instynktownie potrząsnęła głową wyrzucając tę myśl, musiała mu zrobić wywód o złym wychowaniu szczeniąt, żeby znów nie popełnił tego błędu przy Albercie. Ale może jeszcze nie teraz? Tak słodko leży. Znów potrząsnęła łbem. Jak mogła tak myśleć! On jest jej najlepszym przyjacielem i koniec. Nie mogła sobie pozwolić na jakieś większe uczucia do niego, bo wiedziała, że nie będą odwzajemnione. Zdenerwowana sama na siebie też się ułożyła wygodnie i zamknęła oczy próbując oczyścić umysł. To spokojne miejsce było idealne na wypoczynek. Po chwili Martin przybliżył się do niej, czuła jego spokojne bicie serca i jednostajny oddech, było to bardzo przyjemne. Tak bardzo, że chciała wtulić się w niego mocniej, NIE! Dość tego, przestań o tym myśleć, idiotko, karciła się w myślach. Nagle poczuła dotyk jego ogona na swoim grzbiecie. Nie była przyzwyczajona do spania przy kimś, w ogóle nie lubiła kontaktów fizycznych, a tu nagle okazało się to czymś niesamowitym. Wzięła głęboki oddech, przestała walczyć z myślami i po prostu odpłynęła do krainy snów.
- Nie oddalajmy się zbyt daleko. – rzekła po dłuższej chwili, ponieważ zaczęli wchodzić w nieznaną jej część lasu.
- W porządku. – powiedział smutnym tonem wpatrzony w przestrzeń przed sobą, zatrzymał się i usiadł. Wilczyca nie mogła dłużej patrzyć na jego cierpienie. Podeszła do niego i delikatnie ugryzła go w ogon. Ten oddał jej lekkim uderzeniem. Wilczyca nie przestawała go zaczepiać, złapała go za kark, tak jak matka nosi szczenię i pociągnęła go do siebie. Oczywiście nie miała na tyle siły, by go przewrócić, ale zwróciła jego uwagę. Zdenerwował się, ale nie był zły, raczej rozbawiony jej próbami. Szybko położył wilczycę na ziemię skacząc na nią. Niby był dorosłym i poważnym facetem, ale uwielbiał wracać do szczenięcych zabaw. Wilczyca tylnymi łapami podważyła napastnika, który w tym samym momencie odskoczył w bok by nie upaść. Gdy odzyskał równowagę ujrzał jedynie białą smugę wskazującą w krzaki. Ruszył za nią. Przełaził powoli przez ścianę gałęzi i liści, nie był tak zwinny jak kobieta przed nim. Ociężale stawiał kolejne kroki uważając na każdy szczegół, aby się nie skaleczyć. Natomiast ona skakała jak rusałka z jednego miejsca w drugie zgrabnie wywijając chudymi łapami. Nagle zniknęła z zasiągu wzroku Martina, ten nawet nie zauważył, że stanął w miejscu. Szybko się zreflektował i z powrotem zaczął manewrować wśród gałęzi. Wkrótce wyszedł z zarośli, a jego oczom ukazała się mała jaskinia. W środku przy małym źródełku leżała wilczyca. Panował tam półmrok, ponieważ promienie słońca ledwo przechodziły przez drzewa, które tworzyły coś w rodzaju ściany, oddzielając jaskinię od reszty świata. Panowała cisza zmącona tylko przyjemnymi odgłosami lasu, takimi jak szum drzew czy dudnienie dzięciołów. Od czasu do czasu zaświergotał też jakiś ptak, lub królik przebiegł przez krzaki. Martin ułożył się obok wilczycy. Podłoże było nieprzyjemnie zimne i mokre, ale nie narzekał. Ona wpatrywała się w niego bez ustanku, analizując dokładnie każdy jego ruch. Wyczekiwała momentu w którym padnie pytanie na które nie chciała odpowiadać, ale było to nieuniknione. Wilk ziewnął otwierając przy tym pysk na całą szerokość, a potem poprawił łeb i zamknął oczy. Dla niej oznaczało to tylko jedno, nie chciał teraz rozmawiać. Może to i lepiej? Pomyślała, a potem instynktownie potrząsnęła głową wyrzucając tę myśl, musiała mu zrobić wywód o złym wychowaniu szczeniąt, żeby znów nie popełnił tego błędu przy Albercie. Ale może jeszcze nie teraz? Tak słodko leży. Znów potrząsnęła łbem. Jak mogła tak myśleć! On jest jej najlepszym przyjacielem i koniec. Nie mogła sobie pozwolić na jakieś większe uczucia do niego, bo wiedziała, że nie będą odwzajemnione. Zdenerwowana sama na siebie też się ułożyła wygodnie i zamknęła oczy próbując oczyścić umysł. To spokojne miejsce było idealne na wypoczynek. Po chwili Martin przybliżył się do niej, czuła jego spokojne bicie serca i jednostajny oddech, było to bardzo przyjemne. Tak bardzo, że chciała wtulić się w niego mocniej, NIE! Dość tego, przestań o tym myśleć, idiotko, karciła się w myślach. Nagle poczuła dotyk jego ogona na swoim grzbiecie. Nie była przyzwyczajona do spania przy kimś, w ogóle nie lubiła kontaktów fizycznych, a tu nagle okazało się to czymś niesamowitym. Wzięła głęboki oddech, przestała walczyć z myślami i po prostu odpłynęła do krainy snów.
Like
OdpowiedzUsuń