Oto i rozdział 26.
Trochę nudny, ale co tam xD mam nadzieję że się spodoba ;*
_____________________________________________________
Łukasz zaniósł się chrapliwym kaszlem. Czuł się coraz gorzej, a lekarstwa jak nie było tak nie ma. Na przeciwko jego stał roztrzęśniony ze złości Kacper.
- Rozumiem że się o mnie troszczysz, ale ja na prawdę nie potrzebuję opieki! - warknął.
- Nie jestem opiekunką, lubię cię i chcę ci po prostu przemówić do rozsądku.
- Okey - odparł i założył rękę na rękę. - Zaczynaj.
Łukasz ledwo tolerował takie zachowanie, ale po części rozumiał kolegę. Oparł się na fotelu i przewrócił oczami. - Nie musisz mnie słuchać, ale powinieneś.
- Super. To na razie. - Kapi odwrócił się na pięcie i zaczął powoli zmierzać do drzwi. Gdy je otworzył stanął oko w oko z Marie, która właśnie sięgała po klamkę. Zmierzyli się wzrokiem, a potem dziewczyna popatrzyła na załamującego ręce Łukiego.
- Ty mu coś powiedz. – rzucił.
- Alicji tutaj nie ma.
- Wiem. Jakby była to bym jej nie szukał. – chciał ją ominąć, ale złapała go za ramię.
- Ona jest w Zartezie…
- Po pierwsze - Skąd wiesz?, po drugie – No i co z tego?
- To z tego, że się tam nie dostaniesz.
- Popytam ludzi, albo kupię mapę, wszystko jedno, znajdę gdzie to jest. – jak to usłyszała zaśmiała się lekko.
- To nie jest miasto tylko równoległy świat. – wytłumaczyła.
- Co?! – stanął jak wryty, a Mery opuściła rękę.
- Całe życie w kłamstwie. – rzucił zza jego pleców Łukasz, a dziewczyna zachichotała.
- Naomi powinna się niedługo tu pojawić, więc będziesz mógł z nią porozmawiać na temat Ali.
- Świetnie. – Kacper nie był w najlepszym nastroju. Uderzył ją ramieniem kiedy wychodził i zatrzasnął drzwi. Marie natomiast była wyjątkowo szczęśliwa. Podeszła do Łukiego i dotknęła jego czoła.
- Jak się czujesz?
- Nienajlepiej. Czego chcesz?
- Czemu sądzisz, że czegoś chcę? – oburzyła się dziewczyna.
- To po co przyszłaś?
- Martwię się o ciebie. – zmusiła się na czuły ton i zrobiła słodkie oczka.
- Weź przestań. Nigdy nie byłaś dobrą aktorką.
- Okey. – powiedziała tak jakby przyznawała się do winy. – Chciałabym, żeby jeden z twoich osiłków pilnował mojej córki.
- Dlaczego?
- Nie ważny powód. Wyślesz kogoś?
- Ale ty gdzieś jedziesz czy coś? Po co ma jej pilnować? Przecież z bazy nie ucieknie.
- Kiedy ja pracuję ona siedzi sama w pokoju i się nudzi. Może sobie zrobić krzywdę. Ostatnio jak wróciłam miała pocięte ręce.
- Nie dramatyzuj. Sama się pocięła?
- Powiedziała, że jej szklanka pękła w rękach, ale szczerze wątpię.
- Dobra, dobra. – podniósł ręce w ustępliwym geście. – Podeślę kogoś mało potrzebnego.
- Dzięki. - Marie uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Mery była jego najlepszą przyjaciółką. Poznali się w szkole średniej już nawet nie pamięta co się stało, że go polubiła. Może było jej go żal? Wcześniej nikt nie darzył go sympatią. Kiedy poszedł do liceum dzieciaki się z niego wciąż naśmiewały. Nie miał zbyt bogatej rodziny, więc uczniowie mieli dużo powodów by się śmiać. A teraz on się śmieje. Wreszcie stał się kimś. Wstał i podszedł do okna prawie wielkości ściany. Wyjrzał na puste pole przed bazą, a potem na rząd drzew i wreszcie spoczął na pasie startowym. Wygrał to stare lotnisko od jakiegoś gościa. Poszedł na spotkanie z klientem, wtedy jeszcze nie było jako takiej organizacji. Działał albo w pojedynkę, albo prosił o pomoc chłopaków, którzy mieli u niego jakiś dług i nadawali się jako tako do tej pracy. Nie musiał im płacić, a kolegów nie miał, więc nie miał mu kto inny pomagać. Wtedy poszedł sam, by umówić się czego ma dotyczyć zlecenie. Założyli się, że Łukasz nie da rady w pojedynkę wykonać zadania. Gdy mu się udało zdziwiony klient dał mu do wyboru, albo pieniądze, albo to lotnisko. Wybór był prosty. Pieniędzy nie potrzebował, nauczył się żyć mając mało funduszy.
Uśmiechnął się do siebie. Lubił wspominać przeszłość, mimo że nie była zbyt kolorowa. Tym bardziej, że mało czasu mu zostało na radość. Nagle na podwórko wybiegła rudowłosa, drobna postać. Dziewczynka trzymała w ręce lalkę jak samolocik i podążała w kierunku rozłożystej wierzby rosnącej przy ogrodzeniu. Andżelika była niezwykle radosnym dzieckiem. Bardzo ją lubił. Przypomniało mu się, że miał podrzucić jej któregoś z chłopaków. Nie podobało mu się to, ale zrobiłby wszystko dla Mery, po za tym wiedział, że nie należy się z nią kłócić. Wyciągnął komórkę i wystukał numer. Po dwóch sygnałach odezwał się głos w słuchawce.
- Tu Marcin. O co chodzi szefie? – brzmiał wesoło oczekując nowych wyzwań.
- Po podwórku przed moim oknem biega dziewczynka. Przyprowadzisz mi ją?
- Pewnie. – odzwyczaił się zadawać głupie pytania, takie jak ‘po co’, rozkaz to rozkaz.
- Tylko delikatnie, okey? – powiedział półżartem.
- Oczywiście. Może być worek? – zapytał, a Łuki się roześmiał.
- Bez wygłupów. – dodał tylko i się rozłączył.
Marcin schował komórkę do kieszeni, złapał w zęby bułkę, w której jedzeniu przeszkodził mu telefon i wychodząc z pokoju narzucił na siebie lekką, skórzaną kurtkę czarnego koloru. Jednym susem zeskoczył ze schodów i pobiegł do wyjścia. Popchnął ciężkie metalowe drzwi całym ciałem i z impetem wyskoczył na ścieżkę oświetloną chylącym się do zachodu słońcem. Machnął ręką do czytającego jakąś książkę strażnika i poszedł już trochę wolniej w stronę wierzby. Skończył jeść i otrzepał ręce z okruszków, a potem rozmasował je i wskoczył na drzewo podciągając się nimi na gałęzi. Kiedy już złapał równowagę popatrzył w brązowe oczy rozgniewanej dziewczynki. Jej lalka leżała na jednej z wyższych gałęzi, a ona była w połowie drogi na dół.
- Czemu posadziłaś swoją lalkę tak wysoko?
- To jest Odważna Emilly. – nie odpowiedziała na zadane pytanie, zeszła trochę niżej, żeby jej głowa znajdowała się na poziomie Marcina. Zmierzyła go wzrokiem i prychnęła – Co tu robisz? To moja kryjówka.
- Chciałbym dołączyć do twojej zabawy. – odpowiedział z uśmiechem. Ona popatrzyła na niego jakby był nienormalny.
- Nie nadajesz się. – odparła stanowczo.
- Jak to nie? – udał oburzonego. Dosłownie przeskoczył nad dziewczynką podciągając się wyżej. Złapał lalkę i zawisł głową w dół trzymając się nogami za gałąź. Jego oczy były na poziomie oczu dziewczynki, była pod wrażeniem, ale szybko otrząsnęła się z tego uczucia.
- W moim klubie nie wolno się popisywać. – fuknęła. Złapała lalkę i zeskoczyła na ziemię. Chłopak speszył się trochę, ale też zeskoczył i przykucnął przed Andżeliką.
- Pobawimy się razem? – uśmiechnął się ciepło. W jej oczach można było wyczytać iskrę przerażenia, ale też ekscytacji. Zawsze bawiła się sama. Uśmiechnęła się, ale zaraz szybko posmutniała. – Co się stało? – zapytał zdezorientowany i przekrzywił głowę.
- Tylko tak mówisz bo coś ode mnie chcesz.
- Oczywiście, że nie. To znaczy chciałbym, żebyś teraz poszła ze mną do Łukasza. Ale później się z tobą pobawię. Przyrzekam. – zrobił palcem krzyżyk na piersi i wstał.
- Doobra. – wyprostowała się i zaczęła biec zygzakiem do wejścia, podrzucając wciąż lalkę do góry.
Zadowolony Marcin też zaczął zmierzać w tamtym kierunku.
~*~*~*~
Adrian został wprowadzony do niewielkiego pomieszczenia. W środku siedziała tylko Niberta. Uśmiechnęła się na jego widok i jednym ruchem zdjęła mu kaganiec. Ten podniósł lekko wargi odsłaniając błyszczące bielą kły w złowieszczym uśmiechu.
- Możesz iść. – zwróciła się do anioła stojącego przy drzwiach. Przekręcił oczami i wyszedł zatrzaskując drzwi. Ad obejrzał się za nim, a następnie usiał i zwrócił się do Nib z pytającym wzrokiem. – Pewnie. – odrzekła i zasłoniła oczy ręką, by zapewnić go, że nie będzie patrzeć, ale i tak podglądała przez palce. Chłopak zaczął się zmieniać z wysiłkiem opierając się księżycowi. Dym przysłonił dziewczynie widok, a gdy opadł naprzeciw niej stał Adrian w czarnych spodniach i bez koszulki.
- Przepraszam, ale jest mi strasznie mi gorąco. – odparł i oparł się o ścianę oddychając ciężko. Miał zachrypnięty głos i niebieskie oczy. No tak, mogła o tym wcześniej pomyśleć.
- To ja przepraszam, za to że zorganizowałam spotkanie w Zartezie.– popatrzył na nią.
- Wydawało mi się, że jesteś nieczułą su… - w ostatniej chwili się powstrzymał. – Znaczy nieczułym demonem. – poprawił się i odkaszlnął w dłoń.
- Jestem bardziej uczuciowa niż moja siostra. – prychnęła z irytacją. – Ale wracając do tematu.
- Nie możemy wrócić do tematu, którego nawet nie zaczęliśmy. – przerwał jej. Odetchnęła głęboko i popatrzyła mu w oczy jakby pytała „Czy przestaniesz mi wreszcie przerywać?”. – Okey, kontynuuj.
- Chciałam cię pochwalić. Świetnie się spisałeś jako aktor.
- Dziękuję. – ukłonił się parodiując stary zwyczaj.
- Wiesz może gdzie jest Mery?
- Niestety. Nie wiem gdzie jest ich baza, ale mogę się dowiedzieć od Alicji jeśli chcesz. Właściwie co się z nią dzieje?
- Siedzi w Zaranie razem z Naomi.
- No to świetnie.
- Co masz na myśli? – popatrzyła na niego z ukosa.
- Długo tam nie wytrzyma. Wyślij jakieś dwa anioły, żeby ją zwabiły, poleci za nimi w pułapkę. Nadal działa nasz portal, prawda?
- Pewnie. Jaką pułapkę masz na myśli? – nie do końca nadążała za jego tokiem rozumowania.
- Ustawimy się przy Cahim i będziemy czekać, aż Ali wpadnie w sidła zwabiona chęcią zemsty na aniele, który ją zranił. Musisz tam wysłać aktoreczkę, która dobrze walczy.
- To się załatwi bez problemu. Myślisz jednak, że Alicja jest na tyle głupia, żeby polecieć za aniołem?
- Lubi się mścić nawet za najmniejsze rzeczy. Myślę, że poleci, biorąc jeszcze pod uwagę to, że pewnie się tam nudzi.
- No dobra i co dalej?
- Chcesz, żeby tu przyleciała?
- Po co?
- Zobaczysz co z niej zrobiłem. – zaśmiał się. – A oprócz tego zabierze Elizę i Agatę. Nie potrzebne ci są, tylko im pierzesz mózg. Na to się nie zgadzałem.
- Okey. Jeśli Alicji się uda je uwolnić. W co wątpię.
- Będziesz mogła z nią pogadać. Jak się coś stanie po prostu pozwolisz jej pójść do Elizy i jej siostry. Namówisz ją żeby przeszła na stronę demonów i przy okazji zabierzesz te wspomnienia. Cały czas mając nad nią przewagę, bo będziesz we własnej bazie.
- Ty to wymyślasz na bieżąco? – była pod wrażeniem.
- Tak mi przyszło do głowy.
- Może i coś z tego może wyjść. – mruknęła i wstała z krzesła. – Fajnie jest mieć ciebie w swojej drużynie.
- Pamiętaj, że mi coś obiecałaś.
- Pamiętam, pamiętam. Dostaniesz swoje wspomnienia z powrotem już niedługo.
Nagle w miejscu gdzie stał Adrian coś błysnęło, a on wrócił do postaci wilka. Dziewczyna pogłaskała go po łbie.
- No nieźle. – gwizdnęła z podziwem. – Całkiem długo umiesz się sprzeciwiać klątwie. Tym też się zajmę. Spokojnie. – posłała mu miły uśmiech. – Wracaj do swojego pokoju.
~*~*~*~
Jednostajny stukot czarnych szpilek rozlegał się wokół. Chuda dziewczyna szła zdecydowanym krokiem do drzwi na końcu wąskiego korytarza. Miała na sobie czarną pelerynę z ogromnym kapturem spod którego wypływały białe jak śnieg, lekko falowane włosy. Nie zwolniła kroku,gdy strażnik uchylił przed nią głowę i otworzył drzwi, zatrzymała się dopiero przy stole na którym porozkładane były różne stare książki. Mężczyzna, który je studiował podniósł powoli wzrok na gościa. Dziewczyna zrzuciła kaptur jednym ruchem ręki po czym powiedziała zimnym tonem:
Trochę nudny, ale co tam xD mam nadzieję że się spodoba ;*
_____________________________________________________
Łukasz zaniósł się chrapliwym kaszlem. Czuł się coraz gorzej, a lekarstwa jak nie było tak nie ma. Na przeciwko jego stał roztrzęśniony ze złości Kacper.
- Rozumiem że się o mnie troszczysz, ale ja na prawdę nie potrzebuję opieki! - warknął.
- Nie jestem opiekunką, lubię cię i chcę ci po prostu przemówić do rozsądku.
- Okey - odparł i założył rękę na rękę. - Zaczynaj.
Łukasz ledwo tolerował takie zachowanie, ale po części rozumiał kolegę. Oparł się na fotelu i przewrócił oczami. - Nie musisz mnie słuchać, ale powinieneś.
- Super. To na razie. - Kapi odwrócił się na pięcie i zaczął powoli zmierzać do drzwi. Gdy je otworzył stanął oko w oko z Marie, która właśnie sięgała po klamkę. Zmierzyli się wzrokiem, a potem dziewczyna popatrzyła na załamującego ręce Łukiego.
- Ty mu coś powiedz. – rzucił.
- Alicji tutaj nie ma.
- Wiem. Jakby była to bym jej nie szukał. – chciał ją ominąć, ale złapała go za ramię.
- Ona jest w Zartezie…
- Po pierwsze - Skąd wiesz?, po drugie – No i co z tego?
- To z tego, że się tam nie dostaniesz.
- Popytam ludzi, albo kupię mapę, wszystko jedno, znajdę gdzie to jest. – jak to usłyszała zaśmiała się lekko.
- To nie jest miasto tylko równoległy świat. – wytłumaczyła.
- Co?! – stanął jak wryty, a Mery opuściła rękę.
- Całe życie w kłamstwie. – rzucił zza jego pleców Łukasz, a dziewczyna zachichotała.
- Naomi powinna się niedługo tu pojawić, więc będziesz mógł z nią porozmawiać na temat Ali.
- Świetnie. – Kacper nie był w najlepszym nastroju. Uderzył ją ramieniem kiedy wychodził i zatrzasnął drzwi. Marie natomiast była wyjątkowo szczęśliwa. Podeszła do Łukiego i dotknęła jego czoła.
- Jak się czujesz?
- Nienajlepiej. Czego chcesz?
- Czemu sądzisz, że czegoś chcę? – oburzyła się dziewczyna.
- To po co przyszłaś?
- Martwię się o ciebie. – zmusiła się na czuły ton i zrobiła słodkie oczka.
- Weź przestań. Nigdy nie byłaś dobrą aktorką.
- Okey. – powiedziała tak jakby przyznawała się do winy. – Chciałabym, żeby jeden z twoich osiłków pilnował mojej córki.
- Dlaczego?
- Nie ważny powód. Wyślesz kogoś?
- Ale ty gdzieś jedziesz czy coś? Po co ma jej pilnować? Przecież z bazy nie ucieknie.
- Kiedy ja pracuję ona siedzi sama w pokoju i się nudzi. Może sobie zrobić krzywdę. Ostatnio jak wróciłam miała pocięte ręce.
- Nie dramatyzuj. Sama się pocięła?
- Powiedziała, że jej szklanka pękła w rękach, ale szczerze wątpię.
- Dobra, dobra. – podniósł ręce w ustępliwym geście. – Podeślę kogoś mało potrzebnego.
- Dzięki. - Marie uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Mery była jego najlepszą przyjaciółką. Poznali się w szkole średniej już nawet nie pamięta co się stało, że go polubiła. Może było jej go żal? Wcześniej nikt nie darzył go sympatią. Kiedy poszedł do liceum dzieciaki się z niego wciąż naśmiewały. Nie miał zbyt bogatej rodziny, więc uczniowie mieli dużo powodów by się śmiać. A teraz on się śmieje. Wreszcie stał się kimś. Wstał i podszedł do okna prawie wielkości ściany. Wyjrzał na puste pole przed bazą, a potem na rząd drzew i wreszcie spoczął na pasie startowym. Wygrał to stare lotnisko od jakiegoś gościa. Poszedł na spotkanie z klientem, wtedy jeszcze nie było jako takiej organizacji. Działał albo w pojedynkę, albo prosił o pomoc chłopaków, którzy mieli u niego jakiś dług i nadawali się jako tako do tej pracy. Nie musiał im płacić, a kolegów nie miał, więc nie miał mu kto inny pomagać. Wtedy poszedł sam, by umówić się czego ma dotyczyć zlecenie. Założyli się, że Łukasz nie da rady w pojedynkę wykonać zadania. Gdy mu się udało zdziwiony klient dał mu do wyboru, albo pieniądze, albo to lotnisko. Wybór był prosty. Pieniędzy nie potrzebował, nauczył się żyć mając mało funduszy.
Uśmiechnął się do siebie. Lubił wspominać przeszłość, mimo że nie była zbyt kolorowa. Tym bardziej, że mało czasu mu zostało na radość. Nagle na podwórko wybiegła rudowłosa, drobna postać. Dziewczynka trzymała w ręce lalkę jak samolocik i podążała w kierunku rozłożystej wierzby rosnącej przy ogrodzeniu. Andżelika była niezwykle radosnym dzieckiem. Bardzo ją lubił. Przypomniało mu się, że miał podrzucić jej któregoś z chłopaków. Nie podobało mu się to, ale zrobiłby wszystko dla Mery, po za tym wiedział, że nie należy się z nią kłócić. Wyciągnął komórkę i wystukał numer. Po dwóch sygnałach odezwał się głos w słuchawce.
- Tu Marcin. O co chodzi szefie? – brzmiał wesoło oczekując nowych wyzwań.
- Po podwórku przed moim oknem biega dziewczynka. Przyprowadzisz mi ją?
- Pewnie. – odzwyczaił się zadawać głupie pytania, takie jak ‘po co’, rozkaz to rozkaz.
- Tylko delikatnie, okey? – powiedział półżartem.
- Oczywiście. Może być worek? – zapytał, a Łuki się roześmiał.
- Bez wygłupów. – dodał tylko i się rozłączył.
Marcin schował komórkę do kieszeni, złapał w zęby bułkę, w której jedzeniu przeszkodził mu telefon i wychodząc z pokoju narzucił na siebie lekką, skórzaną kurtkę czarnego koloru. Jednym susem zeskoczył ze schodów i pobiegł do wyjścia. Popchnął ciężkie metalowe drzwi całym ciałem i z impetem wyskoczył na ścieżkę oświetloną chylącym się do zachodu słońcem. Machnął ręką do czytającego jakąś książkę strażnika i poszedł już trochę wolniej w stronę wierzby. Skończył jeść i otrzepał ręce z okruszków, a potem rozmasował je i wskoczył na drzewo podciągając się nimi na gałęzi. Kiedy już złapał równowagę popatrzył w brązowe oczy rozgniewanej dziewczynki. Jej lalka leżała na jednej z wyższych gałęzi, a ona była w połowie drogi na dół.
- Czemu posadziłaś swoją lalkę tak wysoko?
- To jest Odważna Emilly. – nie odpowiedziała na zadane pytanie, zeszła trochę niżej, żeby jej głowa znajdowała się na poziomie Marcina. Zmierzyła go wzrokiem i prychnęła – Co tu robisz? To moja kryjówka.
- Chciałbym dołączyć do twojej zabawy. – odpowiedział z uśmiechem. Ona popatrzyła na niego jakby był nienormalny.
- Nie nadajesz się. – odparła stanowczo.
- Jak to nie? – udał oburzonego. Dosłownie przeskoczył nad dziewczynką podciągając się wyżej. Złapał lalkę i zawisł głową w dół trzymając się nogami za gałąź. Jego oczy były na poziomie oczu dziewczynki, była pod wrażeniem, ale szybko otrząsnęła się z tego uczucia.
- W moim klubie nie wolno się popisywać. – fuknęła. Złapała lalkę i zeskoczyła na ziemię. Chłopak speszył się trochę, ale też zeskoczył i przykucnął przed Andżeliką.
- Pobawimy się razem? – uśmiechnął się ciepło. W jej oczach można było wyczytać iskrę przerażenia, ale też ekscytacji. Zawsze bawiła się sama. Uśmiechnęła się, ale zaraz szybko posmutniała. – Co się stało? – zapytał zdezorientowany i przekrzywił głowę.
- Tylko tak mówisz bo coś ode mnie chcesz.
- Oczywiście, że nie. To znaczy chciałbym, żebyś teraz poszła ze mną do Łukasza. Ale później się z tobą pobawię. Przyrzekam. – zrobił palcem krzyżyk na piersi i wstał.
- Doobra. – wyprostowała się i zaczęła biec zygzakiem do wejścia, podrzucając wciąż lalkę do góry.
Zadowolony Marcin też zaczął zmierzać w tamtym kierunku.
~*~*~*~
Adrian został wprowadzony do niewielkiego pomieszczenia. W środku siedziała tylko Niberta. Uśmiechnęła się na jego widok i jednym ruchem zdjęła mu kaganiec. Ten podniósł lekko wargi odsłaniając błyszczące bielą kły w złowieszczym uśmiechu.
- Możesz iść. – zwróciła się do anioła stojącego przy drzwiach. Przekręcił oczami i wyszedł zatrzaskując drzwi. Ad obejrzał się za nim, a następnie usiał i zwrócił się do Nib z pytającym wzrokiem. – Pewnie. – odrzekła i zasłoniła oczy ręką, by zapewnić go, że nie będzie patrzeć, ale i tak podglądała przez palce. Chłopak zaczął się zmieniać z wysiłkiem opierając się księżycowi. Dym przysłonił dziewczynie widok, a gdy opadł naprzeciw niej stał Adrian w czarnych spodniach i bez koszulki.
- Przepraszam, ale jest mi strasznie mi gorąco. – odparł i oparł się o ścianę oddychając ciężko. Miał zachrypnięty głos i niebieskie oczy. No tak, mogła o tym wcześniej pomyśleć.
- To ja przepraszam, za to że zorganizowałam spotkanie w Zartezie.– popatrzył na nią.
- Wydawało mi się, że jesteś nieczułą su… - w ostatniej chwili się powstrzymał. – Znaczy nieczułym demonem. – poprawił się i odkaszlnął w dłoń.
- Jestem bardziej uczuciowa niż moja siostra. – prychnęła z irytacją. – Ale wracając do tematu.
- Nie możemy wrócić do tematu, którego nawet nie zaczęliśmy. – przerwał jej. Odetchnęła głęboko i popatrzyła mu w oczy jakby pytała „Czy przestaniesz mi wreszcie przerywać?”. – Okey, kontynuuj.
- Chciałam cię pochwalić. Świetnie się spisałeś jako aktor.
- Dziękuję. – ukłonił się parodiując stary zwyczaj.
- Wiesz może gdzie jest Mery?
- Niestety. Nie wiem gdzie jest ich baza, ale mogę się dowiedzieć od Alicji jeśli chcesz. Właściwie co się z nią dzieje?
- Siedzi w Zaranie razem z Naomi.
- No to świetnie.
- Co masz na myśli? – popatrzyła na niego z ukosa.
- Długo tam nie wytrzyma. Wyślij jakieś dwa anioły, żeby ją zwabiły, poleci za nimi w pułapkę. Nadal działa nasz portal, prawda?
- Pewnie. Jaką pułapkę masz na myśli? – nie do końca nadążała za jego tokiem rozumowania.
- Ustawimy się przy Cahim i będziemy czekać, aż Ali wpadnie w sidła zwabiona chęcią zemsty na aniele, który ją zranił. Musisz tam wysłać aktoreczkę, która dobrze walczy.
- To się załatwi bez problemu. Myślisz jednak, że Alicja jest na tyle głupia, żeby polecieć za aniołem?
- Lubi się mścić nawet za najmniejsze rzeczy. Myślę, że poleci, biorąc jeszcze pod uwagę to, że pewnie się tam nudzi.
- No dobra i co dalej?
- Chcesz, żeby tu przyleciała?
- Po co?
- Zobaczysz co z niej zrobiłem. – zaśmiał się. – A oprócz tego zabierze Elizę i Agatę. Nie potrzebne ci są, tylko im pierzesz mózg. Na to się nie zgadzałem.
- Okey. Jeśli Alicji się uda je uwolnić. W co wątpię.
- Będziesz mogła z nią pogadać. Jak się coś stanie po prostu pozwolisz jej pójść do Elizy i jej siostry. Namówisz ją żeby przeszła na stronę demonów i przy okazji zabierzesz te wspomnienia. Cały czas mając nad nią przewagę, bo będziesz we własnej bazie.
- Ty to wymyślasz na bieżąco? – była pod wrażeniem.
- Tak mi przyszło do głowy.
- Może i coś z tego może wyjść. – mruknęła i wstała z krzesła. – Fajnie jest mieć ciebie w swojej drużynie.
- Pamiętaj, że mi coś obiecałaś.
- Pamiętam, pamiętam. Dostaniesz swoje wspomnienia z powrotem już niedługo.
Nagle w miejscu gdzie stał Adrian coś błysnęło, a on wrócił do postaci wilka. Dziewczyna pogłaskała go po łbie.
- No nieźle. – gwizdnęła z podziwem. – Całkiem długo umiesz się sprzeciwiać klątwie. Tym też się zajmę. Spokojnie. – posłała mu miły uśmiech. – Wracaj do swojego pokoju.
~*~*~*~
Jednostajny stukot czarnych szpilek rozlegał się wokół. Chuda dziewczyna szła zdecydowanym krokiem do drzwi na końcu wąskiego korytarza. Miała na sobie czarną pelerynę z ogromnym kapturem spod którego wypływały białe jak śnieg, lekko falowane włosy. Nie zwolniła kroku,gdy strażnik uchylił przed nią głowę i otworzył drzwi, zatrzymała się dopiero przy stole na którym porozkładane były różne stare książki. Mężczyzna, który je studiował podniósł powoli wzrok na gościa. Dziewczyna zrzuciła kaptur jednym ruchem ręki po czym powiedziała zimnym tonem:
- Gdzie jest Niberta?
Facet spojrzał w jej błękitne oczy i wyswobodził złote skrzydła spod czarnego płaszcza. Białowłosa nie wyglądała na zaskoczoną, ale mimowolnie się cofnęła. W ciemnym pokoju oświetlonym jedynie świecą leżącą na biurku, jego twarz wyglądała dość groźnie.
- Witam. Nie jest pani pierwszą osobą, która chce się spotkać z moją przełożoną. - odpowiedział spokojnie. To w ogóle nie pasowało do jego wizerunku.
- Gdzie ona jest? - zapytała po raz drugi, tym razem zmusiła się do milszego tonu.
- Zobaczysz się z nią jutro. Dziś jest zajęta. - Chłopak zamknął książkę, która była przed nim i odsunął ją na bok. Następnie złapał inną i zaczął ją kartkować. Dziewczyna powoli traciła cierpliwość. Facet zachowywał się tak jakby jej tam nie było, a ona nie lubiła być ignorowana.
Facet spojrzał w jej błękitne oczy i wyswobodził złote skrzydła spod czarnego płaszcza. Białowłosa nie wyglądała na zaskoczoną, ale mimowolnie się cofnęła. W ciemnym pokoju oświetlonym jedynie świecą leżącą na biurku, jego twarz wyglądała dość groźnie.
- Witam. Nie jest pani pierwszą osobą, która chce się spotkać z moją przełożoną. - odpowiedział spokojnie. To w ogóle nie pasowało do jego wizerunku.
- Gdzie ona jest? - zapytała po raz drugi, tym razem zmusiła się do milszego tonu.
- Zobaczysz się z nią jutro. Dziś jest zajęta. - Chłopak zamknął książkę, która była przed nim i odsunął ją na bok. Następnie złapał inną i zaczął ją kartkować. Dziewczyna powoli traciła cierpliwość. Facet zachowywał się tak jakby jej tam nie było, a ona nie lubiła być ignorowana.
Nagle wyjął jakąś kopertę z
pomiędzy kartek, wstał i podał ją białowłosej nad stołem. Wyciągnęła chudą dłoń
spod peleryny, złapała szary papier i schowała go do wewnętrznej kieszeni. Przy okazji
poprawiła czarną opaskę z kokardką na głowie i założyła z powrotem kaptur.
Zdała sobie sprawę z tego, że nie ma szans, by ten anioł powiedział jej gdzie
jest Niberta, więc odwróciła się i wyszła z pokoju.
Przeszła przez korytarz,
popchnęła drzwi na jego końcu i znalazła się na zatłoczonej ulicy. Co chwila
ktoś patrzył się na nią dziwnie ze względu na jej nietypowy strój, kiedy
przeciskała się przez tłum idących w przeciwną stronę ludzi. Wreszcie przebiła
się do małego sklepiku. Popchnęła
drzwi czym wprawiła w ruch małe dzwoneczki nad nimi. Starszy pan siedzący za
ladą podniósł wzrok znad gazety i uśmiechnął się do dziewczyny. Ona
odwzajemniła uśmiech i zajęła kaptur.
- Cześć. Coś ciekawego w prasie? - zapytała
- Nie bardzo. - staruszek podsunął jej gazetę, by mogła przeczytać. - Ciągle tylko o tym piszą.
- Znaczy o tej Alicji? - prychnęła pogardliwie nawet nie patrząc na stół. Jej oczy szukały czegoś w małym pomieszczeniu. W końcu spoczęły na małym taborecie, który stał w kącie. - Wielką sensację z tego robią. - złapała krzesełko i postawiła przy ladzie. Spojrzała na zdjęcie dziewczyny i skrzywiła się lekko. Usiadła zakładając nogę na nogę i przekręciła kartkę. Wielki czarny nagłówek mówił, że tekst jest o jakimś potworze na plaży i gdyby nie zdjęcie pewnie nie zaczęłaby czytać. Przedstawiało ono bowiem nienaturalnej wielkości wilka. Wyszukała wiadomości gdzie go widziano, a potem wstała gwałtownie, pożegnała się grzecznie i weszła na zaplecze. Już za pomocą telekinezy przesunęła pudełko zagradzające wyjście, a następnie popychając drzwi wpadła w ogromną trawę. Obejrzała się dookoła i gdy ustaliła, że nikt jej nie obserwuje zmieniła się w śnieżnobiałego wilka. Peleryna upadła obok, a ona wyszarpnęła z niej kopertę i zaczęła biec w stronę lasu. Przeczołgała się pod ogrodzeniem, a następnie pobiegła do domu.
Nagle od boku zaatakował ją szary wilk z już trochę posiwiałym pyskiem. Chciała zrobić unik, ale on był szybki. Przygwoździł ją do ziemi i popatrzył w jej oczy. Wilczyca poznała, że to Martin i odetchnęła z ulgą.
- Wystraszyłeś mnie. - mruknęła niezadowolona.
- Gdzie byłaś? - warknął.
- W mieście. Mam dobre wieści. - uśmiechnęła się po wilczemu. Martin zszedł z niej i podszedł do listu, który wypadł wilczycy.
- A to co?
- Pieniądze. - skłamała. - Ale nie pytaj po co.
- Ty też chcesz uciec?! - zapytał z wyrzutem.
- Nie. Oczywiście, że nie. - ze zdziwienia przekrzywiła głowę. - Jak mogłeś tak pomyśleć.
- Sorry. - rzucił tylko i zaczął iść w kierunku domu. Wilczyca dogoniła go złapawszy kopertę.
- Widziałam w gazecie artykuł o wilku. Myślę, że to mógłby być Max. – Martin zatrzymał się gwałtownie.
- Gdzie on jest? – byli już przy wejściu do groty, gdy dołączył do nich szarobrązowy szczeniak.
- Widziano go na plaży, niedaleko naszego miasteczka.
- Pewnie biegnie do tej dziewczyny. – zaśmiał się chłopiec, a oni na niego popatrzyli.
- Co masz na myśli? – zapytała wilczyca.
- Mówił mi coś o tym że intuicja każde mu iść do takiej dziewczyny która została niedawno porwana.
- Biegnę po niego. – postanowił Martin, ale dziewczyna go zatrzymała.
- Ja to zrobię. – popatrzył na nią groźnie. – Dam sobie radę. Zaufaj mi.
- Muszę to zrobić sam. – wyrwał się do przodu.
- I zostawisz stado? – zwolnił trochę. – Zostawisz swoje ostatnie dziecko? Teraz wyjątkowo potrzebuje twojej opieki. – spojrzał na Alberta, który nie nadążał za rozmową i siedział rozkojarzony przy łapie wilczycy. Wiedział, że ona ma rację. Nie może tak wszystkiego rzucić.
- W porządku. – odezwał się w końcu. – Tylko przyprowadź go do domu całego i zdrowego.
- Obiecuję. – podskoczyła do niego i wtuliła pysk w jego sierść na karku. – Nie masz się o co martwić. – odchodząc smagnęła go ogonem po nosie i zniknęła między drzewami.
- Cześć. Coś ciekawego w prasie? - zapytała
- Nie bardzo. - staruszek podsunął jej gazetę, by mogła przeczytać. - Ciągle tylko o tym piszą.
- Znaczy o tej Alicji? - prychnęła pogardliwie nawet nie patrząc na stół. Jej oczy szukały czegoś w małym pomieszczeniu. W końcu spoczęły na małym taborecie, który stał w kącie. - Wielką sensację z tego robią. - złapała krzesełko i postawiła przy ladzie. Spojrzała na zdjęcie dziewczyny i skrzywiła się lekko. Usiadła zakładając nogę na nogę i przekręciła kartkę. Wielki czarny nagłówek mówił, że tekst jest o jakimś potworze na plaży i gdyby nie zdjęcie pewnie nie zaczęłaby czytać. Przedstawiało ono bowiem nienaturalnej wielkości wilka. Wyszukała wiadomości gdzie go widziano, a potem wstała gwałtownie, pożegnała się grzecznie i weszła na zaplecze. Już za pomocą telekinezy przesunęła pudełko zagradzające wyjście, a następnie popychając drzwi wpadła w ogromną trawę. Obejrzała się dookoła i gdy ustaliła, że nikt jej nie obserwuje zmieniła się w śnieżnobiałego wilka. Peleryna upadła obok, a ona wyszarpnęła z niej kopertę i zaczęła biec w stronę lasu. Przeczołgała się pod ogrodzeniem, a następnie pobiegła do domu.
Nagle od boku zaatakował ją szary wilk z już trochę posiwiałym pyskiem. Chciała zrobić unik, ale on był szybki. Przygwoździł ją do ziemi i popatrzył w jej oczy. Wilczyca poznała, że to Martin i odetchnęła z ulgą.
- Wystraszyłeś mnie. - mruknęła niezadowolona.
- Gdzie byłaś? - warknął.
- W mieście. Mam dobre wieści. - uśmiechnęła się po wilczemu. Martin zszedł z niej i podszedł do listu, który wypadł wilczycy.
- A to co?
- Pieniądze. - skłamała. - Ale nie pytaj po co.
- Ty też chcesz uciec?! - zapytał z wyrzutem.
- Nie. Oczywiście, że nie. - ze zdziwienia przekrzywiła głowę. - Jak mogłeś tak pomyśleć.
- Sorry. - rzucił tylko i zaczął iść w kierunku domu. Wilczyca dogoniła go złapawszy kopertę.
- Widziałam w gazecie artykuł o wilku. Myślę, że to mógłby być Max. – Martin zatrzymał się gwałtownie.
- Gdzie on jest? – byli już przy wejściu do groty, gdy dołączył do nich szarobrązowy szczeniak.
- Widziano go na plaży, niedaleko naszego miasteczka.
- Pewnie biegnie do tej dziewczyny. – zaśmiał się chłopiec, a oni na niego popatrzyli.
- Co masz na myśli? – zapytała wilczyca.
- Mówił mi coś o tym że intuicja każde mu iść do takiej dziewczyny która została niedawno porwana.
- Biegnę po niego. – postanowił Martin, ale dziewczyna go zatrzymała.
- Ja to zrobię. – popatrzył na nią groźnie. – Dam sobie radę. Zaufaj mi.
- Muszę to zrobić sam. – wyrwał się do przodu.
- I zostawisz stado? – zwolnił trochę. – Zostawisz swoje ostatnie dziecko? Teraz wyjątkowo potrzebuje twojej opieki. – spojrzał na Alberta, który nie nadążał za rozmową i siedział rozkojarzony przy łapie wilczycy. Wiedział, że ona ma rację. Nie może tak wszystkiego rzucić.
- W porządku. – odezwał się w końcu. – Tylko przyprowadź go do domu całego i zdrowego.
- Obiecuję. – podskoczyła do niego i wtuliła pysk w jego sierść na karku. – Nie masz się o co martwić. – odchodząc smagnęła go ogonem po nosie i zniknęła między drzewami.
Wcale nie jest nudny!
OdpowiedzUsuńBardzo zdziwiła mnie rozmowa Adiego z Nibertą. Jakiś układ, zdrada - tego się nie spodziewałam!
I co jest w tej kopercie?