środa, 12 lutego 2014

Rozdział 20



 Nie mogę uwierzyć że to już rozdział 20! Wow. Szczerze nie sądziłam, że napiszę tak dużo i że ktokolwiek będzie to czytał :o
Mam nadzieję że nie będziecie tak wykończeni, że zaśniecie po przeczytaniu jedynie połowy strony ^^ XD
Miłego czytania :*


                                                                  ~*~*~*~


Eliza właśnie sięgnęła do plecaka po coś do picia, ale butelka w środku była prawie pusta. Odkręciła ją szybko i wypiła ostatnie krople wody.
- Mamy problem. – rzekła chowając butelkę z powrotem do plecaka.
Agata siedziała nad Elizą. Spojrzała na nią.
- Wiem. Gorąco mi. Zrobisz mi jeszcze jeden wachlarz?
- A co zrobiłaś z poprzednim?! – warknęła Eli.
- Spadł mi. – powiedziała obojętnym tonem.
- Znowu?! – Aga tylko wzruszyła ramionami. Eliza przekręciła oczami, ale poszła po odpowiednie liście na wachlarz. Zsunęła się z gałęzi i zawisła na jednej ręce. Rozhuśtała się i skoczyła na lianę, którą owinęła sobie wokół nogi i wisiała teraz głową w dół. Złapała za gałązkę z liśćmi i wyjęła zza paska nóż. Odcięła trzy liście a potem podciągnęła się, żeby nie wisieć już do góry nogami, przytrzymując nóż zębami. Odplątała nogę, ale zawiązała sobie lianę wokół pasa. Liście przywiązała kawałkiem wstążki do swojej ręki. Teraz gdy już miała wolne ręce mogła wrócić, schowała jeszcze tylko nóż, a potem odwiązała się i skoczyła. Podciągnęła się na gałęzi z łatwością i już była z powrotem u siebie w ‘domu’. O ile można nazwać domem sam dach. Szybko uplotła wachlarz dla siebie i Agaty, a potem usiadła i zrelaksowała się podziwiając błękitne niebo. Prawie zasnęła, ale złoty błysk jej na to nie pozwolił. Wstała i to samo zrobiła Agata. Przyglądały się dziwnemu stworowi, który pojawił się obok Adriana. Była to piękna kobieta, ale cały urok psuły ogromne czarne skrzydła. W dłoni diablicy pojawił się sztylet, który przedziwnie lśnił w blasku słońca. Przyłożyła go do szyi śpiącego chłopaka samym czubkiem, ale to wystarczyło, żeby Ad się obudził. Spanikował, ale nie odważył się ruszyć.
- Co robisz?! – Kobieta nie zwracała wcześniej uwagi na Agatę i Elizę, dopiero gdy krzyknęły spojrzała na nie wężowymi oczami i wystawiła kły. Zachowywała się jak zwierzę kiedy atakowała Adriana, ale teraz wstała z klęczków, wyprostowała się i przekrzywiła głowę na bok. Nie dało się opisać jej spojrzenia, było tak hipnotyzujące, że dziewczyny nie miały siły powiedzieć nic więcej. Na szczupłej twarzy diablicy nie było żadnych emocji. Miała na sobie sukienkę bez ramiączek która na górze była czarna, pod biustem związana różową wstążką, a dalej była zrobiona z seledynowego poszarpanego materiału. Sięgała ona do kolan, więc było widać jej chude nogi i czarne balerinki. Adrian skorzystał z okazji i zsunął się na gałąź niżej, a potem powoli próbował się przedostać na drzewo obok. Demon zauważył to jednak, machnął ręką, a chłopaka przywiązała do drzewa lina.
- Zabierz nas stąd. – rzekła Eliza. Kobieta nie poruszała się prawie w ogóle, tylko od czasu do czasu zerkała na próbującego się uwolnić Adriana. Po chwili myślenia odezwała się syczącym głosem.
- W porządku. – zakręciła dwoma palcami związując dziewczyny razem. Potem rozłożyła skrzydła, ale szybko złożyła je z powrotem, ponieważ ciągle zahaczała nimi o gałęzie. Podeszła do dziewczyn, złapała za sznur i pociągnęła je za sobą w kierunku Adriana. Kiedy trzymała też i jego, wzniosła się w powietrze ignorując ból w skrzydłach, które plątały się w lianach. Gdy wyleciała spośród drzew podrzuciła Adriana do góry jak szmacianą lalkę. Chłopak leciał bezwładnie z przerażeniem w oczach, a diablica szybko stworzyła portal do grupowej teleportacji. Zdążyła to zrobić zanim Adrian wrócił w jej ręce. Następnie wślizgnęła się w portal. Nie miała wystarczającej mocy na przemieszczenie się bezpośrednio do Zartezu, więc pojawili się na skale ze znakiem ‘A’. Kobieta nie wiedziała dokładnie gdzie jest wejście do Zartezu, bo znalezienie miejsca wrót jest liczone w kruczych skrzydłach, więc sprawdziła po kolei każde miejsce na skale. Kiedy wreszcie udało jej się trafić wpadła szybko przez wrota i rzuciła jeńców na ziemię. Była wykończona tą podróżą, ale teraz wreszcie mogła wyczarować coś większego jak na przykład samochód. Zrobiła to, a potem wrzuciła śpiących zakładników do środka. Spali, ponieważ po każdej teleportacji śmiertelnicy (tak nazywali ludzi demony) zasypiają. Nie jechała do bram, tylko w prawą stronę od wrót. Po jakimś czasie zauważyła dziurę w ziemi. Zatrzymała się obok niej i wrzuciła tam wszystkich, po czym sama też wskoczyła.



                                                                  ~*~*~*~


Po czterech godzinach czytania książek Alicja była wykończona. Przyswoiła tyle wiedzy, że mózg się jej przegrzewał. Zostały jej ostatnie dwie rzeczy do omówienia i wreszcie koniec. Najchętniej wyleciałaby teraz przez okno i wróciła do domu, nawet raz już próbowała to zrobić, ale z marnym skutkiem. Złamała sobie skrzydło kiedy szarpała się w łapach tygrysa, w którego zmieniła się Possan, żeby ją złapać. Przynajmniej dzięki temu nauczyła się jak leczyć rany. Może tym razem udałoby się jej uciec, ale nie miała już siły.
- Przeczytałaś już? – zapytała Possan. Ali tak zamyśliła się nad tym co będzie robić po lekcjach, że zapomniała czytać i przez 10 minut patrzyła tępo w książkę, myślami będąc gdzie indziej.
- Nie. – warknęła i zaczęła czytać, ale koleżanka zabrała jej książkę z przed nosa i położyła ją na stosie książek na biurku.
- Myślę, że i tak jesteś już wykończona, więc dokończymy jutro. – Ali uśmiechnęła się sztucznie i powiedziała ‘dzięki’. Kiedy Possan wyszła Alicja zeskoczyła z łóżka. Podeszła do drzwi łazienki, które były naprzeciwko i weszła do środka. W pomieszczeniu było ciepło i pachniało różami, których płatki leżały wokół ogromnej wanny już napełnionej gorącą wodą. Zamknęła drzwi na klucz, rozpuściła włosy, które sięgały jej pod żebra i sprawiła że jej uranie znikło. Nie zastanawiając się kto jej przygotował taką kąpiel wślizgnęła się do wody. Odprężyła się i zamknęła oczy, a chwilę potem wpadła na pomysł. Wanna stała przy ceglanej ścianie, więc Ali za pomocą magii wyciągnęła kilka cegiełek, a w puste miejsca powstawiała nowo stworzone świeczki. Dotknęła knota świeczki i ten się zapalił, to samo zrobiła z pozostałymi w ścianie i z tymi które poustawiała naokoło wanny. Następnie wyczarowała roślinkę, która zaczęła piąć się po ścianie obok drzwi. Próbowała użyć jej żeby zgasić światło, co zresztą się udało. Znów poczuła, że może zrobić wszystko i że jest najlepsza. Odpoczywała i rozmyślała o tym czego jej jeszcze brakuje do szczęścia. Nagle usłyszała, że ktoś wchodzi do jej pokoju. Dwie osoby rozmawiały do siebie szeptem, Ali nie słyszała słów, ale wiedziała, że nie zna tych osób. Gorączkowo zastanawiała się nad jakąś kryjówką, ale nic jej nie przychodziło do głowy. Zgasiła wszystkie świeczki. Po cichu obwiązała cały włącznik światła rośliną, którą wcześniej je wyłączyła, żeby ci co wejdą do łazienki nie mogli zapalić światła. Stworzyła mnóstwo piany i jeszcze trochę wody, a potem zanurkowała. Miała szczęście, że wanna była głęboka, bo inaczej wystawałyby jej kolana. Sekundę później usłyszała jak ktoś wywarzył drzwi.
- Musi tu być. – powiedział jakiś mężczyzna.
- Po co ci ona właściwie? – Alicja nie mogła już dużej wstrzymywać powietrza więc zmieniła się w rybę. Obróciła się co spowodowało, że woda zaczęła falować, na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi.
- Chcę przejąć jej wspomnienia.
- W jakim celu?
- Mózg ci wyprało? Przecież ona nas nakryła! – powiedział trochę za głośno, a wspólniczka go uciszyła.
- Ah no tak, coś sobie przypominam. No i co z tego?
- Nie chce mi się tłumaczyć ci teraz całego naszego planu. Mamy ją znaleźć. Ty jedź do bazy, a ja znajdę Naomi. Ona mi powie gdzie jest Alicja.
Ali słyszała jak trzasnęły drzwi jej pokoju po tym jak wyszedł facet, ale słyszała też powolne stukanie obcasów o panele, co oznaczało, że dziewczyna ciągle tu jest. Nie mogła wytrzymać bycia rybą i postanowiła się ujawnić. Wyskoczyła z wanny zrobiła obrót i stanęła na środku łazienki w swojej sukience. Patrzyła w oczy zdumionej dziewczyny, która stała na wprost niej. Miała ona getry w panterkę, czarne wysokie obcasy, czarną skórzaną kurtkę i czarną bluzkę z kolorowym znaczkiem ‘peace’. Dziewczyna wyglądała niepozornie i wydawało się, że jest młodsza od Alicji. Szybko jednak wyciągnęła nóż i rzuciła w Alicję. Ta zrobiła unik i stworzyła katanę. Poczuła dziwny przypływ mocy, ale zignorowała to. Nie miała czasu na wymyślanie wygodniejszego stroju, a jednocześnie ładnego więc machnęła tylko ręką i wyobraziła sobie siebie w zwykłych czarnych getrach i krótkiej, luźnej, białej bluzce odsłaniającej brzuch. Po przemianie włosy miała związane w warkocz, więc chociaż tyle dobrze. Dziewczyna cofnęła się, widać było że nigdy nie walczyła z Blackbird. Wyciągnęła kolejny nóż i rzuciła w Alicję. Nóż wbił jej się pod obojczykiem z lewej strony. Uklękła udając, że bardzo cierpi, a dziewczyna wyskoczyła przez okno, po czym rozłożyła złote, anielskie skrzydła i poleciała do wyjścia. Ali jęknęła z bólu, wstała i wyjęła zakrwawiony nóż. Katana która leżała obok zaczęła się palić, więc zanim zaczęła leczyć ranę, musiała ugasić pożar. Zrobiła szybko obie rzeczy, a potem zmieniła się w sokoła i pofrunęła za anielicą. Po drodze wysłała jeszcze wiadomość do Naomi.
~ Uważaj.



                                                                  ~*~*~*~


Possan jak zwykle poszła pod fontannę. Zawsze spotykała się tam z Naomi, która wracała po codziennym wieczornym obchodzie. Wskoczyła na krawędź fontanny, uwielbiała po niej chodzić. Nagle zobaczyła biegnącą Nan. Zeszła na ziemię i zaczęła do niej biec.
- Coś się stało? –zapytała, a Nan skoczyła do przodu, zrobiła szybki obrót i zmieniła się w jastrzębia.
~ Za mną. – rzekła telepatycznie.
- Gdzieś wysoko? – zapytała Poss.
~ Nie. – mruknęła Nan, a Possan zmieniła się w geparda i dogoniła ją.
~ Ja tam wolę koty. – uśmiechnęła się dziewczyna, ale Naomi najwyraźniej nie było do śmiechu. ~ Gdzie idziemy? – dodała, gdy wpadły do zamku.
~ Anioły się przedarły, zwołaj dziewczyny na wieżę.
~ Nie lepiej w podziemia? – Nan zatrzymała się przed koleżanką i zmieniła z powrotem w człowieka.
- Rób co mówię. Ja idę ich szukać.
~ Uważaj. – Nan usłyszała w głowie głos Alicji, a Possan nagle zniżyła się, jakby szykowała się do skoku i warknęła pokazując kły. - Co jest? – odwróciła się. Za nią stał wysoki anioł ze złotymi skrzydłami, a w ręce trzymał miecz, którym przeciął Naomi nogę, zanim jeszcze do końca się odwróciła. Upadła na ziemię i syknęła z bólu. Trzymała zranioną nogę, a spod palców wypływała ciurkiem gorąca, bordowa krew.
~ Idź, dam sobie radę. – powiedziała do Possan, ale ta zamiast ruszyć w przeciwną stronę skoczyła na anioła. Ten nie przejął się. Wbił miecz między żebra geparda i odrzucił ciało na bok. W holu jeszcze przez chwilę unosiła się paniczna cisza, którą przerwał dopiero krzyk Naomi. Po kilku sekundach trzymania rany, była już prawie zdrowa, więc podcięła aniołowi nogi. On przewrócił się i upuścił miecz. Nan wykorzystała okazję, wstała i bez cienia wątpliwości wyczarowała katanę, po czym jednym machnięciem z zimną krwią odcięła aniołowi głowę. Po twarzy spływały jej łzy. Nie możliwe żeby jej najlepsza przyjaciółka umarła… Nie traciła ani sekundy, szybko zaczęła leczyć koleżankę. Gdy umiera zartezjanin przyjmuje on swoją normalną postać, więc Poss leżała w swojej czarnej sukience z piór, które zabarwiały się na czerwono jeden po drugim. Naomi była przerażona. Dziewczyna oddychała ciężko, bardzo cierpiała.
- Jeszcze chwilka, kochanie. – powiedziała czule Naomi, ręce jej się trzęsły i były całe umazane krwią, ale to jej nie obchodziło. Najważniejsze było to, żeby Possan przeżyła. Nie brała nawet pod uwagę wiadomości, że może być inaczej. Poss z trudem podniosła rękę i dotknęła dwoma palcami swojego serca, przez co ubrudziła je krwią, a potem narysowała na twarzy Nan dwie złączone między oczami kreski, które kończyły się przy krańcach ust. Zanim straciła siłę w mięśniach maznęła jeszcze czubek jej nosa tworząc pionową kreskę od litery ‘A’. Potem ręka upadła bezwładnie na ziemię, a Poss zamknęła oczy i przestała oddychać.
- Nie! – krzyknęła Naomi, litera na jej twarzy rozmazywała się od łez, które płynęły jak rzeka i skapywały na ranę Possan. Niestety to nie była bajka w której łzy mogą leczyć. To było prawdziwe podłe życie. Nan skończyła leczyć Possan, ale było za późno, a ona straciła za dużo krwi. Mimo wszystko spróbowała ją reanimować.
- No dalej! Wracaj do mnie. – uciskała rytmicznie jej klatkę piersiową. Starała się nie robić tego mocno, żeby nie połamać jej żeber. ~ Potrzebne mi 2 litry krwi Rh+. Szybko. – wysłała telepatyczną wiadomość do wszystkich Blackbird. Nan zdruzgotana zaczęła już drugą trzydziestkę uciskania, kiedy nagle Possan zachłysnęła się powietrzem.
- Poss! – skończyła reanimację i przyłożyła ucho do serca bladej jak ściana koleżanki. Biło mocno i szybko, nie tak jak powinno, ale trudno się dziwić przy tak małej ilości krwi. Na szczęście chwilkę później przybiegła Loreen z pudełkiem krwi. Loreen zajmowała się leczeniem, gdy było to potrzebne, ale głównie przejmowała wiedzę po Amelii, która musiałaby iść się odrodzić. Aktualnie jednak Amelia miała 38 lat, więc jeszcze nie. Dziewczyna podała Naomi pudełko i stworzyła kroplówkę, a potem wbiła igłę w ramie Possan. Nan w tym czasie przyczepiła rurkę do pudełka z krwią.
- Co tu się stało? – zapytała Loreen gdy skończyły zabieg i zaczęły zbierać rzeczy.
- Anioły się przedarły i jeden nas zaatakował. A! Właśnie. Muszę sprzątnąć. – Nan podeszła do ciała martwego anioła i machnęła nad nim ręką. Znikło razem z krwią, która wciąż wypływała z połowy szyi. Głowa jeszcze nie zniknęła, bo po odcięciu poturlała się na drugi koniec korytarza. Loreen kopnęła ją do Naomi jak wracała już do swojego pokoju.
- To jest okropne, weź coś z tym zrób. – powiedziała z obrzydzeniem i poszła dalej. Nan tylko przekręciła oczami. Spojrzała z pogardą na głowę która zatrzymała się przed jej nogami.
- Ale był z ciebie brzydal. – prychnęła i machnęła ręką. Teraz na korytarzu nie było już nawet śladu po bójce.
- Nan… - szepnęła Possan, próbując usiąść. Podparła się o ścianę i patrzyła tępo na uśmiechniętą koleżankę która do niej podeszła.
- Już wszystko będzie dobrze. – powiedziała i pogłaskała ją po czole. – Poczekaj zaniosę cię do pokoju. – wzięła ją na ręce jak małe dziecko i poszła do zachodniej części zamku gdzie był pokój Poss.
 Otworzyła kopniakiem drzwi i weszła do środka. Położyła delikatnie śpiącą koleżankę na łóżku i przykryła kocem. Uśmiechnęła się na widok jej jednostajnych oddechów. Wreszcie miała chwilę spokoju. Weszła do łazienki i spojrzała w lustro. Jej włosy wcześniej spięte w koka, teraz przypominały stos siana. Znak który narysowała na jej twarzy Possan rozmył się przez łzy. Ręce miała upaprane zaschniętą krwią, tak samo jak dżinsy i białą koszulkę. Sprawiła, że całe ubranie znikło, a potem weszła pod prysznic. Myła się z pół godziny, a jak wreszcie wyszła z łazienki stanęła obok Possan. Nie chciała jej budzić, ale też nie chciała, żeby ona miała na sobie tą brudną sukienkę. Szybko sprawiła, że sukienka zniknęła, a potem stworzyła na niej długą, czarną koszulę nocną. Sama miała na sobie podobną. Potem położyła się obok koleżanki i zaczęła czytać jedną z książek, którą wzięła z biblioteczki obok łóżka. Wolała być przy Poss w razie czego. Była jednak tak wykończona, że zasnęła po przeczytaniu jedynie połowy strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz