sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 19



Kilka osób już nie mogło się doczekać, aż dodam ten rozdział… xD Więc proszę bardzo ;) Rozdział 19 ze specjalną dedykacją dla tych osób xD Miłego czytania :*


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Possan rzuciła książki na łóżko i usiadła na nim obok Alicji. Podała jej jedną z książek.
- Strona dziesiąta. – Ali przeczytała tytuł.
- „Jak to jest zrobione?” Mam się uczyć jak każda rzecz po kolei jest zrobiona?
- Nie. – rzekła Poss, a Ali odetchnęła z ulgą. – To by zajęło wieki. Będziesz się uczyć tylko tych rzeczy których nie nauczyłaś się w poprzednim wcieleniu.
- W poprzednim wcieleniu? To ja już raz nie żyłam? – zdziwiła się. Possan prychnęła.
- Bo to raz nie żyłaś? Miałaś już około 50 wcieleń. Tak jak każda Zartezjanka.
- Aha… Ale i tak przecież straciłam pamięć po śmierci.
- Owszem, daj swój naszyjnik.
- Po co?
- No daj, albo ci go sama zabiorę. – wyciągnęła rękę w stronę Ali, która zdjęła wisiorek i podała go jej.
- Tu są ukryte nasze wspomnienia z poprzednich wcieleń. – pokazała Alicji serce na naszyjniku. – Każda z nas ma taki łańcuszek, tylko z innymi zawieszkami. Ja mam wilka, a ty wybrałaś serce. Dowiesz się dlaczego, gdy będziesz gotowa na przywrócenie wspomnień.
- A czemu teraz nie możesz tego zrobić?
- Bo do tego potrzebny jest taki rytuał do którego potrzebna jest Amelia - wszechwiedząca Blackbird.
- Że co?
- Amelia jako jedyna uczy się całej magii Zartezu, jej wspomnienia są najważniejsze dlatego po jej śmierci nie chowa się ich w medaliku tylko pozwala się im wchłonąć w osobę, która zabiła właścicielkę. Jest potrzebna do rytuału, bo tylko ona wie jak to robić.
- To wy się zabijacie tak po prostu?
- Jak jesteśmy stare to się do niczego nie nadajemy,i wtedy same chcemy mieć znów świeże ciało.
- Jesteście okrutne. – Ali położyła się i patrzyła na pływające nad jej głową ryby. – Wykorzystujecie ludzi i anioły jak jakieś pasożyty.
- Zdarza się. Inaczej nie przetrwałybyśmy do dziś. – Poss usiadła po turecku.
- A jesteście w pełni pewne, że nie ma więcej zartezjanów?
- Nie do końca. Jest mini możliwość, że jakieś się schowały w świecie i równoświecie podczas Wielkiej Bitwy, ale przez 200 lat nie wrócili, więc musiałyśmy sobie jakoś radzić. Wyluzuj.
- A wracając do Amelii, nie sądzisz, że to głupie żeby tylko jedna z nas wiedziała wszystko?
- Wiesz… Żeby nauczyć się wszystkiego potrzeba wielu lat, my po Wielkiej Bitwie nie miałyśmy czasu i było nas mało. Podzieliłyśmy się funkcjami i jakoś dajemy radę. Każda część naszego życia jest określona, mamy trwały układ zamknięty, jeśli coś go zepsuje będzie problem.
- O jakie funkcje ci chodzi? – Alicja wstała.
- Na przykład pogoda. U nas nie ma słońca, czy księżyca, może też nie być grawitacji. Wszystko tutaj my ustalamy. Jedynie mamy się trzymać zasad. Ja nie mogę zmienić pogody, bo to jest obowiązek Cathrine, a na przykład Nan nie może uczyć Przywróconych, ponieważ jest to moje zajęcie. – Poss obserwowała jak Ali chodzi po pokoju.
- A czym się zajmuje Naomi?
- Jest obrońcą.
- A jaka jest moja funkcja?
- Ty dbasz o wygląd i funkcjonalność naszego domu.
- Jestem ogrodnikiem?! Ej no, też chce jakąś fajną pracee… - sprzeciwiła się.
- Kochałaś to zajęcie. Sama je wybrałaś. – Uśmiechnęła się Poss. – Spróbuj stworzyć jakąś ładną roślinkę. – Alicja machnęła obojętnie ręką i wyobraziła sobie niską roślinę w doniczce, której prawie nie było widać przez poplątane gałęzie ciągle rosnącej roślinki. Na środku pojawił się ogromny jasnoróżowy pąk, który rozwijał się powoli i odsłaniał czerwono-żółty środek. Spod kwiatu wystrzeliły do góry trzy gałęzie z cienkimi, długimi liśćmi i przyjęły kolor zielono-granatowy.
- Wow. Ja bym tak nie umiała. Fajna kompozycja. – rzekła Possan i podeszła do rośliny. – To wygląda jak…
- Miało wyglądać jak paw. – powiedziała Ali.
- Hm… No i wygląda. – Poss przesunęła dłoń po poplątanych gałązkach. – Co to za kwiat? – dotknęła lekko różowych płatków. Alicja zaśmiała się cicho.
- Z czego się śmiejesz? – zapytała, ale nie mogła oderwać wzroku od rośliny. Przysunęła się, żeby powąchać kwiat, ale wtedy oplątały ją gałęzie, a liście związały się ze sobą tworząc klatkę.
- Z tego, że dałaś się złapać roślinie. – rzekła Ali i nagle poprawił jej się humor. Possan miała tak związane ręce, że nie mogła nic wyczarować i teraz patrzyła bezradnie na Alicję. Dziewczyna pstryknęła palcami i roślina powróciła do poprzedniego stanu wypuszczając Poss, która od razu uciekła jak najdalej od tej piekielnej rośliny.
- Czyli powiedzmy, że moją specjalną umiejętnością jest panowanie nad roślinami, tak?
- Mhm. – przytaknęła Poss rozcierając bolące nadgarstki.
- A ty? Masz jakąś specjalną moc? – zapytała Ali i popatrzyła na koleżankę. Siedziała naprzeciwko niej na biurku ze skrzyżowanymi nogami. Nagle poczuła dziwny chłód w środku głowy, uniosła dłoń i uderzyła się z całej siły. Potem wstała i zaczęła tańczyć. To znaczy zaczęła się ruszać jak połamana koza. Próbowała przestać, ale coś jej kazało to robić. Wreszcie stanęła spokojnie.
- To za to, że mnie zamknęłaś w kwiatku. – zaśmiała się Possan.
- Um…. – Alicja wytrzeszczyła oczy. – Umiesz panować nad czyimś umysłem?! Super. – wystawiła rękę, a Poss przybiła piątkę.
- Miałyśmy się uczyć. Otwórz książkę na pierwszej stronie. – Ali skoczyła na łóżko i otworzyła książkę i zaczęła czytać.
- Ojej! Silnik spalinowy, budowa podstawowa! Exstra! Zawsze chciałam się dowiedzieć jak to jest zrobione. – powiedziała sarkastycznie Alicja, ale zaczęła czytać.



                                                                  ~*~*~*~


- Uspokoić się! – wrzasnęła na całą salę Mery. – Banda nierozgarniętych dzieciaków. Siadać i słuchać! – wszyscy ucichli i zajęli swoje miejsca przy podłużnym stole. – Prosz... – zaprezentowała Łukaszowi jak należy zajmować się tą hołotą i usiadła.
- Chciałbym was poinformować, że zdziwiła mnie wasza reakcja na atak na naszą bazę. Nie takiego zachowania się spodziewałem. – powiedział Łuki i wstał. – Uważam, że czas wybrać, który z was jest godzien zostania w naszej firmie. – szedł powoli wzdłuż stołu. – Mery zgodziła się stworzyć dla was coś w stylu toru przeszkód. – kilku facetów wyraźnie powstrzymało się od śmiechu. – Może się to wydawać śmieszne, jednakże niektórzy z was i tak nie przejdą całej próby. Ja potrzebuję perfekcyjnych zabójców, a nie maminsynków, którzy zestrachają się nadprzyrodzonymi mocami. – doszedł do końca stołu i odwrócił się do pracowników. – Będziecie przechodzić próbę po kolei zważywszy na to że mamy klientów. Mam nadzieję, że nie wszyscy odpadniecie.
 Drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wpadł Kacper.
- Przepraszam za spóźnienie, to się więcej nie powtórzy. – zasalutował. Próbował być poważny, ale oczy mu się szkliły i ogólnie wyglądał na przygnębionego. Łuki przewrócił oczami.
- Dobrze siadaj, zostań po zakończeniu jeszcze na chwilę.
- Tak jest. – usiadł na swoim miejscu i przetarł oczy. Łukasz jeszcze przez chwilę mówił o taktyce i o tym jak bardzo dołują go jego pracownicy, a potem wreszcie pozwolił wszystkim wrócić do pracy. Kiedy Mery szła do wyjścia zatrzymała się jeszcze przy Kapim. Pogłaskała go po głowie i powiedziała, że wszystko będzie dobrze po rosyjsku. Kiedy wreszcie drzwi wejściowe się zamknęły i w pokoju zostali tylko oni Łuki podszedł do Kacpra.
- Przestań się mazać.
- Myślałem, że będzie pamiętać…
- Przecież wiedziałeś, że tak nie będzie.
- Ale sobie przypomni, obiecała.
- Złożyła dużo obietnic, których nie pamięta i nie przypomni ich sobie.
- Skąd wiesz?
- Po prostu wiem. Musisz wziąć się w garść. Będziesz trzeci w kolejce.
- W kolejce do czego?
- Robimy sprawdzian próbny, muszę zrobić selekcję w pracownikach. Oni będą walczyć, żeby móc zostać w pracy.
- To bez sensu.
- Wiem, ale tak będzie zabawniej. – uśmiechnął się Łuki, poklepał kolegę po ramieniu i wyszedł z pokoju.
 Po kilku minutach Kacper też wyszedł, ale nie do swojego pokoju. Poszedł szukać Alicji.



                                                                  ~*~*~*~


Całym lasem wstrząsnęło głośne wycie wilka. „Za późno” pomyślał Max, ale nie zwolnił tempa. Wbiegł na pagórek i schował się za drzewem. Ukradkiem patrzył co się dzieje na dole przy grocie. Jego wkurzony ojciec chodził w te i nazad, machając nerwowo ogonem. Był to wielki czarny wilk, jedynie jego uszy, końcówka ogona i łapy były białe, co powodowało, że wyglądał słodko i uroczo. Max niepewnie podszedł bliżej. Nagły powiew wiatru jednak zdradził jego kryjówkę. Ojciec wyczuł go i zanim chłopak zdążył zareagować on był już przy nim. Skulił się i podwinął ogon. Przywódca stada patrzył na niego zimnym wzrokiem, stał bez ruchu, tylko co jakiś czas pokręcił uchem słysząc jak budzą się szczeniaki w grocie. Max nie miał pojęcia o czym myślał jego ojciec, ale jedno wiedział na pewno - ma przechlapane.
- Wracaj do domu. Natychmiast. - warknął ojciec Maxa. Chłopak nie dyskutował, wycofał się tyłem a potem zrobił kilka większych susów i wskoczył do groty.
- Nie przejmuj się tak, Martin. Przecież nic się nie stało. - do przywódcy stada podeszła biała wilczyca.
- Wiesz dobrze, że nie o to chodzi.
- Nie możesz go zmuszać , żeby nie był sobą. To nienaturalne. Nie bój się tego kim się stanie.
- Ja się niczego nie boję.
- E
hem. Każdy tak mówi. – podeszła do niego i spojrzała mu w oczy. – Nie możesz żyć przeszłością. Liczy się tylko tu i teraz. Przeszłość nie ma znaczenia. – powiedziała, a odchodząc smagnęła go ogonem po nosie. Martin dogonił ją i szedł obok niej pomiędzy drzewami.
- Nie wiesz jak to jest. – opuścił łeb.
- Bardzo dobrze wiem, ale to nieistotne. – odpowiedziała po czym schyliła się, żeby przejść pod złamanym drzewem. Wilk wskoczył na nie i patrzył z góry na wilczycę, która siedziała i rysowała coś na ziemi.
- I co ja mam teraz zrobić? Zapomnieć o wszystkim co było?
- Nie chodzi o to żeby zapomnieć, lecz o to żeby przeszłość nie wpływała na przyszłość.
- To znaczy? – zapytał i zeskoczył z drzewa. Przyjrzał się rysunkowi, nad którym pracowała wilczyca. Przedstawiał zarys góry na dole morze i coś spadającego do morza.
- Możesz wyciągać wnioski z popełnionych w przeszłości błędów, ale nie zmieniaj całego swojego życia z jednego powodu. – wilczyca przetarła łapą ziemię zmazując rysunek, potem wstała i nie mówiąc nic więcej poszła w stronę groty. Martin przyglądał się jeszcze chwilę ziemi i myślał nad wszystkim co usłyszał. Może ona miała rację i powinien zaufać Maxowi? Nie był tego pewien, ale musiał spróbować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz