niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 18



 Dziewczyny nie weszły do zamku tylko okrążyły go i znalazły się na ogromnej, zielonej od świeżej trawy, polanie. Nie było tam nikogo oprócz nich.
- Stwórz coś. – rozkazała Naomi.
- Co? – Ali odpowiedziała pytaniem stając naprzeciwko koleżanki.
- Spróbuj zrobić rower. – Alicja wzięła się do pracy niechętnie, bo cóż innego miała zrobić? Gdyby postawiła się Naomi to pewnie miałaby spore kłopoty. Kucnęła i wyciągnęła prawą dłoń do przodu. Zatoczyła przed sobą koło. Pojawiła się opona, a potem szprychy. Przesunęła się trochę w bok tworząc ramę i drugie koło za jednym machnięciem. Drugą ręką pociągnęła do góry od środka pierwszego koła, a potem wstała i dwoma rękami zrobiła kierownicę. Stała teraz obok roweru, więc machnęła ręką do tyłu i utworzyła resztę ramy i siodełko. Wreszcie zabrała się za łańcuch. Kucnęła przy tylnim kole, zamknęła oczy i próbowała przypomnieć sobie jak wygląda łańcuch. Złożyła ręce mniej więcej w środku miejsca gdzie miał być łańcuch, potem rozłożyła je, a następnie skrzyżowała. Teraz zostały jeszcze tylko pedały, więc zakręciła palcami i one też się pojawiły.
- Gotowe. – stwierdziła Ali.
- Hamulce zrobiłaś? – spytała Nan, która siedziała na leżaku z gazetą w ręce. Ali machnęła ręką, jakby odpędzała muchę i stworzyła hamulce.
- Oczywiście, że tak. – odpowiedziała.
- Okey, to teraz przetestuj swój twór. – Naomi wstała i przebiegła się po polanie. Zrobiła kilka przeszkód i stanęła obok Ali. – To zaczynaj.
 Alicja wsiadła na rower, okrążyła kilka nowo stworzonych drzew, zrobiła szybki slalom, ale potem jej pojazd rozwalił się i spłonął. Pierwsze wypadło przednie koło, więc Ali wyskoczyła do przodu przez kierownicę. Wylądowała na materacu który wyczarowała dla niej Nan.
- Co się stało? – zapytała zdezorientowana Alicja.
- Źle to stworzyłaś. Powinnaś tworzyć całość a nie pojedyncze fragmenty. Zobacz. – Naomi zamknęła oczy i wyobraziła sobie niebieski rower, a potem jednym machnięciem ręki stworzyła go.
- Ale jak?
- Wyobraź sobie po prostu tą rzecz, a ona się pojawi. Złącz dłonie razem, jakbyś się modliła. – Ali zrobiła to. – A teraz sobie wyobraź, e twoje ręce oplata czarna tkanina, od palców aż za łokieć. – Na rękach Alicji zaczęły pojawiać się długie czarne rękawiczki. – A teraz otwórz oczy.
- Ładne. – Uśmiechnęła się Ali.
- Przesuń wierzchem dłoni po nich i wyobraź sobie że znikają.
- Nie mogłam ich po prostu zdjąć? – zapytała gdy już rękawiczki zniknęły.
- A co byś z nimi później zrobiła?
- Wyrzuciłabym je.
- Gdy rzecz wyczarowana przez Blackbird traci z nią kontakt zaczyna się palić, więc w ten sposób mogłabyś wzniecić pożar.
- A czemu się tak dzieje?
- To są stare czary zabezpieczające przed ciekawskimi istotami. Gdyby ktoś dokładnie zbadał przedmioty stworzone przez nas to by się dowiedział jak to robimy. Po z tym gdyby wszystko co wyczarowałyśmy zostało na stałe to by tu było gruzowisko.
- Ale mogłybyście sprawić żeby zniknęło.
- Tak ale ten sposób jest prostszy.
- Dałoby się magią przefarbować włosy?
- Pewnie. – Naomi skinęła dwoma palcami na głowę Alicji, a jej włosy zmieniły kolor na różowy. Potem wyczarowała lusterko i pokazała Ali jak wygląda. Dziewczyna odgryzła się tym samym, tylko że włosy Naomi przyjęły wszystkie kolory tęczy.
- Dobra starczy. – uśmiechnęła się Nan i przemalowała im włosy na czarno. – Magii nie trzeba się zbytnio uczyć, to jest naturalne. Tylko musisz pamiętać o tym, że możesz wyczarować tylko rzecz którą znasz, wiesz jak działa i jak jest zbudowana. Inaczej nie będzie użyteczna, tylko rozwali się tak jak twój rower.
- Spoko. To co teraz?
- Poduczymy cię trochę strategii walki, potem pójdziemy do Sali wspomnień, a wieczorem masz lekcje.
- Lekcje?
- Mhm, zobaczysz. Nieźle walczyłaś ostatnio. Jak na żółtodzioba.
- Dzięki.
- Ale trzeba cię jeszcze podszkolić. Wyjmij miecz.
- Musi być miecz? Nie może być łuk?
- Samym łukiem nie wygrasz walki. Jak nie miecz to może katana.
- A co to?
- Coś jak miecz samurajski. – Nan pokazała Alicji to co właśnie wyczarowała. – Trzymasz dwoma rękami. – złapała poprawnie katanę i zamachnęła się. – Widzisz? Proste, musisz tylko poćwiczyć. – Alicja przyjrzała się mieczowi Naomi, a potem wyczarowała swój. Trzymała go jedną ręką, a drugą podciągnęła się na drzewo. Szybkim zamachnięciem ucięła kilka gałęzi, i zanim jeszcze spadły na ziemię pocięła je w drobne kawałki. Potem szybko zeskoczyła na palce i ugięła kolana. Jedną ręką podpierała się o ziemię, a na jej opuszczoną głowę spadł błyszczący deszcz tlących się odłamków drewna. Naomi patrzyła przerażona, wiedziała co się zaraz stanie. Nie zdążyła jednak zareagować, bo Ali wzniosła się do góry na swoich wielkich, diabelskich skrzydłach i wisiała metr nad ziemią, tak jak wtedy na korytarzu w bazie.
- Alicja! Uspokój się! – krzyczała bezradna Naomi, próbują dostać się do niej. Za każdym razem jednak gdy chciała zrobić krok w jej stronę ziemia zaczynała płonąć zanim postawiła na niej nogę. Próbowała różnych sposobów, ale dopiero gdy zmieniła się w kolibra Alicja nie zaatakowała jej. Wpadła na ten pomysł, bo przypomniało jej się jak Ali przybrała postać właśnie tego ptaka by przejść przez bramę, co oznaczało, że lubi kolibry. Alicja nagle otworzyła oczy, które były pomalowane na czarno, tęczówka miała kolor czystych płomieni, a źrenica była nie okrągła lecz pionowa. Jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić, Nan przystawiła jej ręce do uszu. Stopień Alami u Alicji gwałtownie zmalał, a dziewczyna osunęła się na kolana.
- Sorry. – szepnęła, bo tylko tyle mogła zrobić.
- To nie twoja wina. – Ktoś złapał Naomi za ramię. Dziewczyna złapała za rękę tej osoby i przerzuciła ją przez siebie, a potem przygwoździła do ziemi przykładając nóż do gardła. Okazało się, że to była tylko Possan.
- Odczep się wredniaku! – warknęła, ale uśmiechała się. Nan wiedziała, że nikt inny jej tak nie nazywa, więc puściła koleżankę.
- To mnie przestań straszyć. – rzekła Naomi i też się uśmiechnęła.
- Anioły przy wlocie. – powiedziała Poss bez zbędnego przeciągania.
- Już lecę. – zmieniła się w kruka. ~ Weź Alicję na douczanie. – dodała telepatycznie, pędząc w kierunku dziury w murze.




 Nieprzenikniona ciemność panowała w całym pomieszczeniu, więc kiedy ktoś lekko uchylił drzwi ogromny szary wilk przymrużył oczy. Warknął groźnie, ale drzwi nadal pozostawały otwarte. Podniósł się leniwie i podszedł do drzwi szurając pazurami o nierówne podłoże jaskini. Niepewnie i powoli machał ogonem tuż nad ziemią. Minął kilku swoich braci, starał się iść po cichu, aby napastnik nie spodziewał się ataku. Obwąchał dokładnie drzwi, a potem wyszedł na zewnątrz. Las był spokojny, a połówka księżyca świeciła na tyle jasno, że wszystko w promieniu kilometra było widoczne jak na dłoni. Usiadł i uważnie rozejrzał się po okolicy, ale nic oprócz krzaków i drzew nie ujrzał. Próbował wywąchać obcych, ale też żadnych efektów, mimo że przy zerowym wietrze zapachy powinny utrzymywać się dłużej w powietrzu. Zrezygnowany wrócił do groty. Drewniane drzwi zrobione z desek skrzypnęły gdy uchylił je bardziej, by móc wejść. Potem pociągnął zębami za sznur by zamknąć drzwi i wrócił na swoje legowisko, które składało się z mchu, liści i skóry królika, którego tydzień temu dostał od ojca. Był jeszcze młodym wilkiem, a jego ojciec był przywódcą watahy. Stado składało się z ludzi którzy wybrali wilczą stronę. Niewielu jest ludzi którzy posiadają ten dar. Dla niego jednak to było przekleństwo, ale nie mógł sprzeciwić się ojcu. Pamięta czas gdy jego brat to zrobił. Postawił się przywódcy stada. Od tamtej pory nikt nie widział Adriana. Pamiętnej nocy deszcz zacinał tak mocno, że ledwo było widać dwa wilki na szczycie klifu. Młody Ad wyzwał ojca na pojedynek. Głupi myślał, że uda mu się zwyciężyć. Niestety ojciec wygonił go w kozi róg, chciał darować mu życie, ale Adrian powiedział, że nie jest wart życia w stadzie i zeskoczył z klifu prosto do morza.
 Zwinął się w kłębek i próbował spać, ale sen nie przychodził. Kręcił się na legowisku, aż w końcu wkurzył się i wstał. Myślenie o bracie strasznie go zdołowało. Stwierdził, że pójdzie się przewietrzyć. Zanim wyszedł upewnił się czy wszyscy śpią, a potem powędrował w głąb lasu. Wokół było cicho, nawet wiatr nie zakłócał spokoju, który tam panował. Wydawałoby się, że czas stanął i tylko Max jest jedyną żyjącą postacią w całym lesie. Szedł powoli między coraz gęściej rosnącymi drzewami, aż doszedł do zbocza klifu, z którego dawno temu skoczył jego brat. Położył się, przednie łapy spuścił w dół, a jego ogon lekko drgał. Przyglądał się spokojnemu morzu, a powolne uderzanie fal o piach usypiało go coraz bardziej. Nie myślał o niczym, oczyścił swój umysł i wsłuchiwał się w jednostajne uderzenia swojego serca. Dawno nie czuł się tak jak dzisiaj. Jakby nic nie miało znaczenia, jest tylko on, miękka trawa pod nim, a naprzeciwko szerokie, granatowe morze, w którym odbija się księżyc. Spojrzał w niebo, jak on bardzo nienawidził księżyca, ale teraz był mu obojętny. Leniwie ułożył głowę na ziemi i chyba zasnął, ponieważ gdy otworzył oczy słońce właśnie wstawało. Zreflektował się szybko i popędził do groty. W jego głowie panowała tylko jedna myśl: „obym zdążył”.




Słońce było już wysoko gdy Eliza otworzyła oczy. Rozwiązała linę, którą była przywiązana do gałęzi i zsunęła się z niej.
- Ad, czemu nie obudziłeś nas wcześniej? – powiedziała przeciągając się. – Wstawaj Aga. – podeszła do niej i pociągnęła za kilka lian. Kiedy Agata odwróciła się na drugi bok udając, że nie słyszy, hamak rozwalił się, a ona zaplątała się we wszystkie liany. Wisiała teraz głową w dół i patrzyła na rozbawioną Eli.
- Może byś mi pomogła? – warknęła, ale z cieniem uśmiechu.
- Już, już. Nie boisz się? –spytała ciągnąc koleżankę za rękę.
- Nie mam lęku wysokości, a po tym co widziałam to wiem że twoje pomysły zawsze wypalają. – obie siedziały teraz na gałęzi i jadły śniadanie, składające się z kanapki z serem.
- Gdzie jesteś, Ad? – zapytała Eliza, bo chłopaka nie było w pobliżu.
- Tutaj. – usłyszała krzyk nad sobą i podniosła głowę.
- Co ty tam robisz?
- Nudziło mi się. – Eli uśmiechnęła się. Zjadła ostatni kawałek kanapki, otrzepała ręce i wdrapała się do chłopaka. – Patrzę na małpy. Są niesamowite.
- Ale ładny widok. – dziewczyna rozejrzała się dookoła. – Aga chodź do nas. – spojrzała na nią, ale ona najwyraźniej nie miała zamiaru nigdzie się ruszać. – Nie, to nie. – mruknęła i wróciła do obserwowania przyrody. Adrian przysunął się do niej i objął ją ramieniem. Eli strzepnęła jego rękę i popatrzyła na niego.
- Coś ci się chyba pomyliło.
- Nie odrzucaj mnie tylko dlatego, że Alicja może się odrazić. Ona uciekła. Zostawiła nas. – złapał ją za ręce. – To jej wina, że nas zostawiła, miała możliwość ucieczki.
- Miała i uciekła, ale co się stało jak uciekła? Zobaczyła nas, razem, całujących się. Też bym tak zrobiła gdybym była na jej miejscu. Uciekłabym i najchętniej nie wróciła, ale ona wróci, ja to wiem. – wyrwała swoje ręce z jego uścisku i zeskoczyła do Agaty. – Faceci to debile. – mruknęła pod nosem jak siadała obok koleżanki.
- Tak wiem. Ale trzeba z tym żyć. – Aga podała Eli papierosa, ale ta pokręciła głową że nie chce. Sama zaciągnęła się i westchnęła.
- Co ty widzisz w tym paleniu? To jest obrzydliwe. – stwierdziła Eliza.
- Może i jest, ale podoba mi się to.
- Dlaczego?
- Po prostu, nie da się tego wytłumaczyć.
- Palisz tylko po to żeby być cool? – aga zaśmiała się cicho.
- Nie… Ja już nie muszę być cool. Trudno się zmienia przyzwyczajenia.
- Powiedzmy, że rozumiem.
- Będziemy tu siedzieć dopóki demon po nas nie przyleci, tak? – Agata zmieniła temat.
- Chyba tak, co innego możemy robić?



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Podoba Wam się mój blog? Jeśli nie to w komentarzach piszcie to co Wam się nie podoba, będę miała wtedy możliwość poprawienia ewentualnych niedociągnięć
:) Zapraszam też do oddania głosów w ankiecie która jest po prawej stronie na stronie głównej ;) Informuję też, że potrzebuję mobilizacji do dalszego pisania - im więcej subskrybacji tym większa ma radość :D
Dzięki, że są osoby którym się to podoba
:) To dla nich dedykuję wszystkie rozdziały ;*
Jak zauważyliście dodałam nowy wątek xD na razie nie ma dużo wspólnego z całą resztą, ale później będzie miał istotne znaczenie ;)

Pozdrawiam ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz