A oto i rozdział siódmy :D zapraszam xD ( jest tu kto? :P )
__________________________________________________________________________
Po co w ogóle tu przyszła? Mogła zostać tam w pokoju, ale ta książka… pierwsze zdanie brzmiało „Zawsze wykonuj rozkazy, inaczej może się to źle skończyć.” Zaryzykowała i już pierwsza klapa. Co prawda Łukasz jakoś nie bardzo się wkurzył. Powiedział tylko, aby usiadła i wskazał miejsce po swojej prawej stronie. Alicja zrobiła to, założyła nogę na nogę i wyprostowała się.
- Dobra, skoro już wszyscy jesteśmy, to możemy przejść do rzeczy.
- Nowe zlecenie? –wyrwało się komuś.
- Mhm, tylko mają nic nie podejrzewać.
- Jak mają nic nie podejrzewać po zabójstwie? – Zapytał John.
- O to właśnie chodzi, że to nie ma być zabójstwo, lecz uprowadzenie. Złapać, przesłuchać, zdobyć informacje, odstawić na miejsce.
- Informacje? Dotyczące czego? – spytał ktoś siedzący z tyłu.
- To nie wasz interes, wy tylko macie mi przyprowadzić tego kolesia.
- Okey, kto to?
- Syn prezydenta. Piotr 27 lat. Dacie radę?
- Jasne, my mielibyśmy nie dać? –zakpił jeden z facetów.
- Przepraszam panów bardzo, ale w jakim celu zaprosiliście mnie na to spotkanie? – odezwała się Mery. – Bo nie bardzo rozumiem po co tu jestem.
- To tak samo jak ja. – rzekła Alicja.
- A tak. Mery, ty będziesz potrzebna w wyciągnięciu informacji od chłopaka. Jesteś najlepsza w tej dziedzinie, a ty…- popatrzył na Alicję – Co ci się dzisiaj śniło?
- Flamingi. A co to ma do rzeczy?
- Nic. Po prostu chciałem być miły.
- Kacper! Co ci się dzisiaj śniło? – krzyknęła, ale ten nie odpowiedział.
- Możesz przestać?
__________________________________________________________________________
Po co w ogóle tu przyszła? Mogła zostać tam w pokoju, ale ta książka… pierwsze zdanie brzmiało „Zawsze wykonuj rozkazy, inaczej może się to źle skończyć.” Zaryzykowała i już pierwsza klapa. Co prawda Łukasz jakoś nie bardzo się wkurzył. Powiedział tylko, aby usiadła i wskazał miejsce po swojej prawej stronie. Alicja zrobiła to, założyła nogę na nogę i wyprostowała się.
- Dobra, skoro już wszyscy jesteśmy, to możemy przejść do rzeczy.
- Nowe zlecenie? –wyrwało się komuś.
- Mhm, tylko mają nic nie podejrzewać.
- Jak mają nic nie podejrzewać po zabójstwie? – Zapytał John.
- O to właśnie chodzi, że to nie ma być zabójstwo, lecz uprowadzenie. Złapać, przesłuchać, zdobyć informacje, odstawić na miejsce.
- Informacje? Dotyczące czego? – spytał ktoś siedzący z tyłu.
- To nie wasz interes, wy tylko macie mi przyprowadzić tego kolesia.
- Okey, kto to?
- Syn prezydenta. Piotr 27 lat. Dacie radę?
- Jasne, my mielibyśmy nie dać? –zakpił jeden z facetów.
- Przepraszam panów bardzo, ale w jakim celu zaprosiliście mnie na to spotkanie? – odezwała się Mery. – Bo nie bardzo rozumiem po co tu jestem.
- To tak samo jak ja. – rzekła Alicja.
- A tak. Mery, ty będziesz potrzebna w wyciągnięciu informacji od chłopaka. Jesteś najlepsza w tej dziedzinie, a ty…- popatrzył na Alicję – Co ci się dzisiaj śniło?
- Flamingi. A co to ma do rzeczy?
- Nic. Po prostu chciałem być miły.
- Kacper! Co ci się dzisiaj śniło? – krzyknęła, ale ten nie odpowiedział.
- Możesz przestać?
- Tak.
- Dziękuję. Chcę, żebyś nauczyła się być agentką. Taka akcja cię może czegoś nauczy. Będziesz w duecie z Kacprem.
- Czekaj! Co żeś się tak uparł na tego Kacpra? – zapytała – Kacper ma mnie pilnować, mam spać u Kacpra, co on kurde jedyny odpowiedzialny w tej całej mafii?!
- Można tak powiedzieć, jak ci coś nie pasuje to jeszcze możesz pójść pod opiekę do Aleksandra.
- Chyba jednak zostanę przy Kapim.
- W porządku. Wszystko jasne? Informacje dotyczące codziennych czynności chłopaka macie tu - rzucił na stół żółtą teczkę – Myślę, że mógłby nie pójść na tenisa, nauczyciela można łatwo przekupić. Resztę zostawiam wam, chłopaki. Koniec zebrania. – wszyscy wstali i zaczęli do siebie podchodzić. Usidli w małym kręgu i zaczęli obmyślać plan, uprzednio przeczytawszy zawartość teczki.
Alicja nie poszła do nich, tylko do Łukasza, chciała się zapytać o kilka ważnych spraw.
- Wytłumacz mi wszystko. – zażądała, gdy już była wystarczająco blisko.
- Dziękuję. Chcę, żebyś nauczyła się być agentką. Taka akcja cię może czegoś nauczy. Będziesz w duecie z Kacprem.
- Czekaj! Co żeś się tak uparł na tego Kacpra? – zapytała – Kacper ma mnie pilnować, mam spać u Kacpra, co on kurde jedyny odpowiedzialny w tej całej mafii?!
- Można tak powiedzieć, jak ci coś nie pasuje to jeszcze możesz pójść pod opiekę do Aleksandra.
- Chyba jednak zostanę przy Kapim.
- W porządku. Wszystko jasne? Informacje dotyczące codziennych czynności chłopaka macie tu - rzucił na stół żółtą teczkę – Myślę, że mógłby nie pójść na tenisa, nauczyciela można łatwo przekupić. Resztę zostawiam wam, chłopaki. Koniec zebrania. – wszyscy wstali i zaczęli do siebie podchodzić. Usidli w małym kręgu i zaczęli obmyślać plan, uprzednio przeczytawszy zawartość teczki.
Alicja nie poszła do nich, tylko do Łukasza, chciała się zapytać o kilka ważnych spraw.
- Wytłumacz mi wszystko. – zażądała, gdy już była wystarczająco blisko.
- A co
chcesz wiedzieć?
- Może to, dlaczego mnie tu sprowadziłeś?!
- Oj to bardzo proste. Szukam nowych rekrutów do mojej organizacji. Ty nadajesz się idealnie, tylko trochę głupia jesteś, ale to się da naprawić.
- Głupia? Chyba ty.
- Posłuchaj. Nie mam czasu, ani ochoty na kłócenie się z gówniarą. Gadaj co jeszcze chcesz wiedzieć, a jeśli nic, to spadaj, masz robotę do wykonania przecież.
- Po co mnie zanieśliście do tego głupiego pokoju?
- Żeby sprawdzić, czy się nadajesz.
- Nadaję na co?
- O Bożee, na mordercę geniuszu. W pokoju był tygrys, miałaś go pokonać. Zrobiłaś to więc zdałaś, ale nie wiem jak uciekłaś.
- Pokonałam go? – zapytała zdziwiona Alicja. – Przecież ja go nawet nie widziałam.
- Idiotko! Po co to powiedziałaś? Trzeba było udawać, że to zrobiłaś. – Odezwała się nagle Naomi.
- To ty to zrobiłaś? – spytała, zapominając, że Łukasz nie słyszy ptaka, ale ją już tak.
- Z kim rozmawiasz?
- Tak ja, i nie gadaj do mnie bo pomyśli, że jesteś nienormalna.
- Z nikim. Po prostu… - nie dokończyła, bo przerwał jej Łuki.
- Dobra nie ważne, nie interesuje mnie twoje życie prywatne. Chcę wiedzieć jak uciekłaś.
- A co za różnica?
- To ten ptak, prawda?
- Jak niby ptak mógłby mi pomóc w ucieczce? I jakim sposobem mogłabym się z nim porozumieć?
- Takim sposobem jak teraz i nie ukrywaj, wiem że jesteś Zartezjanką. – Alicję zamurowało. Nie wiedziała co powiedzieć. Skąd wiedział? – Mery jest człowiekiem, który odprowadza te powalone czarodziejki. Wszystko mi mówi. Dlatego kazałem do klatki z tygrysem wstawić tą Naomi, czy jak jej tam. – w głowie Alicji zaczęło się wszystko powoli układać. To ta Rosjanka wszystko ustala, Łukasz jest tylko jej narzędziem, żeby mogła bez trudu i nie osobiście pilnować zartazjanek. – Mery była ze mną od początku. To znaczy jak zakładałem „zgon na telefon”. Tak na marginesie, to fajna nazwa, nie? – zaśmiał się do siebie. – Tak czy inaczej dzięki „darom”, które Mery dostaje za pilnowanie tych dziewczyn, nasza firma się jeszcze trzyma. Otrzymujemy ciągłe dostawy broni, Mery potrafi jako tako czytać w myślach, zyskujemy nowe pomysły i zabezpieczenia, choćby te kolorowe linie. Każdy ma zrobiony zastrzyk z magicznego płynu, kiedy dana osoba wychodzi z pokoju, pojawiają się linie prowadzące do osób, o których się myśli. W ten sposób wiemy, do jakiego pokoju chcemy dojść i nie potrzebne są numery, dlatego wszędzie jest 7. Nawet gdy wróg pojawi się w naszej kryjówce, to nie będzie wiedział gdzie pójść. Każda linia ma swój kolor i każdy jest inny. Mój kolor to czerwony, Kacpra- niebieski, Mery- żółty, a John’a, różowy.
-Jaki jest mój kolor?
- Fioletowy. Wracając… Dzięki Zartezjanom jesteśmy też doskonale ukryci. Nikt nie wykryje naszej organizacji, bo mamy magiczny kamuflaż. A i jeszcze ja, nie chwaląc się, będę miał następne życzenie do dyspozycji. Gdy ciebie się odprowadzi. Kurczę, za dużo mówię – spojrzał na zamyśloną dziewczynę – Wiesz już wszystko, więc wracaj do pracy.
- Może to, dlaczego mnie tu sprowadziłeś?!
- Oj to bardzo proste. Szukam nowych rekrutów do mojej organizacji. Ty nadajesz się idealnie, tylko trochę głupia jesteś, ale to się da naprawić.
- Głupia? Chyba ty.
- Posłuchaj. Nie mam czasu, ani ochoty na kłócenie się z gówniarą. Gadaj co jeszcze chcesz wiedzieć, a jeśli nic, to spadaj, masz robotę do wykonania przecież.
- Po co mnie zanieśliście do tego głupiego pokoju?
- Żeby sprawdzić, czy się nadajesz.
- Nadaję na co?
- O Bożee, na mordercę geniuszu. W pokoju był tygrys, miałaś go pokonać. Zrobiłaś to więc zdałaś, ale nie wiem jak uciekłaś.
- Pokonałam go? – zapytała zdziwiona Alicja. – Przecież ja go nawet nie widziałam.
- Idiotko! Po co to powiedziałaś? Trzeba było udawać, że to zrobiłaś. – Odezwała się nagle Naomi.
- To ty to zrobiłaś? – spytała, zapominając, że Łukasz nie słyszy ptaka, ale ją już tak.
- Z kim rozmawiasz?
- Tak ja, i nie gadaj do mnie bo pomyśli, że jesteś nienormalna.
- Z nikim. Po prostu… - nie dokończyła, bo przerwał jej Łuki.
- Dobra nie ważne, nie interesuje mnie twoje życie prywatne. Chcę wiedzieć jak uciekłaś.
- A co za różnica?
- To ten ptak, prawda?
- Jak niby ptak mógłby mi pomóc w ucieczce? I jakim sposobem mogłabym się z nim porozumieć?
- Takim sposobem jak teraz i nie ukrywaj, wiem że jesteś Zartezjanką. – Alicję zamurowało. Nie wiedziała co powiedzieć. Skąd wiedział? – Mery jest człowiekiem, który odprowadza te powalone czarodziejki. Wszystko mi mówi. Dlatego kazałem do klatki z tygrysem wstawić tą Naomi, czy jak jej tam. – w głowie Alicji zaczęło się wszystko powoli układać. To ta Rosjanka wszystko ustala, Łukasz jest tylko jej narzędziem, żeby mogła bez trudu i nie osobiście pilnować zartazjanek. – Mery była ze mną od początku. To znaczy jak zakładałem „zgon na telefon”. Tak na marginesie, to fajna nazwa, nie? – zaśmiał się do siebie. – Tak czy inaczej dzięki „darom”, które Mery dostaje za pilnowanie tych dziewczyn, nasza firma się jeszcze trzyma. Otrzymujemy ciągłe dostawy broni, Mery potrafi jako tako czytać w myślach, zyskujemy nowe pomysły i zabezpieczenia, choćby te kolorowe linie. Każdy ma zrobiony zastrzyk z magicznego płynu, kiedy dana osoba wychodzi z pokoju, pojawiają się linie prowadzące do osób, o których się myśli. W ten sposób wiemy, do jakiego pokoju chcemy dojść i nie potrzebne są numery, dlatego wszędzie jest 7. Nawet gdy wróg pojawi się w naszej kryjówce, to nie będzie wiedział gdzie pójść. Każda linia ma swój kolor i każdy jest inny. Mój kolor to czerwony, Kacpra- niebieski, Mery- żółty, a John’a, różowy.
-Jaki jest mój kolor?
- Fioletowy. Wracając… Dzięki Zartezjanom jesteśmy też doskonale ukryci. Nikt nie wykryje naszej organizacji, bo mamy magiczny kamuflaż. A i jeszcze ja, nie chwaląc się, będę miał następne życzenie do dyspozycji. Gdy ciebie się odprowadzi. Kurczę, za dużo mówię – spojrzał na zamyśloną dziewczynę – Wiesz już wszystko, więc wracaj do pracy.
- Nie.
- Co, nie?
- Nie będę dla ciebie pracować, spadaj.
- Nie masz innego wyjścia, już wiesz o tej firmie, masz zrobiony zastrzyk. Nie wypuścimy cię od tak.
- Nie ma takiej opcji, żebym była mordercą.
- I nie będziesz, jeśli nie chcesz. Twoim zadaniem będzie szpiegostwo. No ale pomyśl… Łuki też mamy, mogłabyś brać udział w jakiś mniejszych zleceniach. Zresztą wszystko zobaczymy potem, dzisiaj dopiero twój pierwszy dzień. A teraz muszę wracać do pracy. Miłego dnia życzę i żebyś mi się czegoś nauczyła. – uśmiechnął się szczerze, zabrał swoje papiery i wyszedł powoli z pokoju.
Ali ciągle próbując ułożyć swoje myśli, ruszyła w kierunku zebranych w kole facetów. Nie chciała tu pracować, co ona tu właściwie robi? Ale z drugiej strony to może być fajna przygoda. Lubiła adrenalinę. Wiedziała jedno- na pewno nie będzie zabijać, to nie w jej stylu. Gdyby miała wziąć do ręki broń to tylko żeby popełnić samobójstwo. No niby strzela z łuku, ale do zwierząt i to takich jak myszy, szczury itp. Nie potrafiłaby strzelić do człowieka.
- Podsumowując, John- idziesz pierwszy i przekupujesz trenera, żeby wziął sobie godzinę wolnego, mówiąc mu, że go zastąpisz. – mówił jakiś nieznany Alicji, mężczyzna.
- Tak. – potwierdził John.
- Potem wpuszczasz całą resztę na halę i tam czekamy, aż przyjdzie Piotr. Tam też odbędzie się później, przesłuchanie.
- Ale przecież nie wiemy, o co mamy zapytać. – odezwała się Alicja, która przed chwilą dołączyła do towarzystwa.
- Mery wie. To ona i tak będzie przesłuchiwać.
- To po co tam cała reszta?
- Żeby jakiś ochroniarz przypadkiem nie zaczął się interesować jak idzie gra. Syn prezydenta musi mieć obstawę, na szczęście wiemy, że w środku nikogo nie będzie, bo Piotrek nie lubi jak ochrona jest blisko.
- Z tego co analizuję, wynika, że będzie dosyć łatwo.
- Owszem. Dlatego Leszek, Marek, Alex, Sebastian i Mikołaj odpadają.
- Okey – powiedziała chórem piątka facetów, którzy zostali wymienieni. A potem wyszli z pokoju.
- No to zostało nas ośmioro. Super. Zbiórka przed drzwiami wyjściowymi o trzynastej. 14.30 zaczynają się lekcje tenisa.
Wszyscy zaczęli wychodzić do swoich pokoi. Kacper wziął Alicję za rękę i poprowadził do swojego. Kiedy już dotarli, zaczął szykować się do wyjścia.
- Co mam robić? –spytała dziewczyna.
- Spakuj się. – odpowiedział, ale zaraz się poprawił widząc pytające spojrzenie Alicji. – No weź plecak i włóż do niego coś.
- Co?
- Kurde nic! Zaraz ci pomogę, daj mi pomyśleć. – Obrażona dziewczyna poszła poprawić fryzurę do łazienki. Po kilku minutach wszedł do pomieszczenia Kacper.
- Idziesz ze mną pooglądać TV?
- Miałam się spakować.
- Nie musisz, ja wszystko wziąłem, jak coś to ci pożyczę. Zresztą to prosta akcja, nie trzeba brać dużo rzeczy.
- Mam przeczytać tą książkę?
- Tak. Jest pouczająca. Ale może nie siedź tu tak sama? Chodź do dużego pokoju, i tam czytaj, ja też wezmę sobie książkę. W sumie dość już mam tego telewizora.
- Okey, ile mamy czasu? – Kacper spojrzał na zegarek na ręce.
- Co, nie?
- Nie będę dla ciebie pracować, spadaj.
- Nie masz innego wyjścia, już wiesz o tej firmie, masz zrobiony zastrzyk. Nie wypuścimy cię od tak.
- Nie ma takiej opcji, żebym była mordercą.
- I nie będziesz, jeśli nie chcesz. Twoim zadaniem będzie szpiegostwo. No ale pomyśl… Łuki też mamy, mogłabyś brać udział w jakiś mniejszych zleceniach. Zresztą wszystko zobaczymy potem, dzisiaj dopiero twój pierwszy dzień. A teraz muszę wracać do pracy. Miłego dnia życzę i żebyś mi się czegoś nauczyła. – uśmiechnął się szczerze, zabrał swoje papiery i wyszedł powoli z pokoju.
Ali ciągle próbując ułożyć swoje myśli, ruszyła w kierunku zebranych w kole facetów. Nie chciała tu pracować, co ona tu właściwie robi? Ale z drugiej strony to może być fajna przygoda. Lubiła adrenalinę. Wiedziała jedno- na pewno nie będzie zabijać, to nie w jej stylu. Gdyby miała wziąć do ręki broń to tylko żeby popełnić samobójstwo. No niby strzela z łuku, ale do zwierząt i to takich jak myszy, szczury itp. Nie potrafiłaby strzelić do człowieka.
- Podsumowując, John- idziesz pierwszy i przekupujesz trenera, żeby wziął sobie godzinę wolnego, mówiąc mu, że go zastąpisz. – mówił jakiś nieznany Alicji, mężczyzna.
- Tak. – potwierdził John.
- Potem wpuszczasz całą resztę na halę i tam czekamy, aż przyjdzie Piotr. Tam też odbędzie się później, przesłuchanie.
- Ale przecież nie wiemy, o co mamy zapytać. – odezwała się Alicja, która przed chwilą dołączyła do towarzystwa.
- Mery wie. To ona i tak będzie przesłuchiwać.
- To po co tam cała reszta?
- Żeby jakiś ochroniarz przypadkiem nie zaczął się interesować jak idzie gra. Syn prezydenta musi mieć obstawę, na szczęście wiemy, że w środku nikogo nie będzie, bo Piotrek nie lubi jak ochrona jest blisko.
- Z tego co analizuję, wynika, że będzie dosyć łatwo.
- Owszem. Dlatego Leszek, Marek, Alex, Sebastian i Mikołaj odpadają.
- Okey – powiedziała chórem piątka facetów, którzy zostali wymienieni. A potem wyszli z pokoju.
- No to zostało nas ośmioro. Super. Zbiórka przed drzwiami wyjściowymi o trzynastej. 14.30 zaczynają się lekcje tenisa.
Wszyscy zaczęli wychodzić do swoich pokoi. Kacper wziął Alicję za rękę i poprowadził do swojego. Kiedy już dotarli, zaczął szykować się do wyjścia.
- Co mam robić? –spytała dziewczyna.
- Spakuj się. – odpowiedział, ale zaraz się poprawił widząc pytające spojrzenie Alicji. – No weź plecak i włóż do niego coś.
- Co?
- Kurde nic! Zaraz ci pomogę, daj mi pomyśleć. – Obrażona dziewczyna poszła poprawić fryzurę do łazienki. Po kilku minutach wszedł do pomieszczenia Kacper.
- Idziesz ze mną pooglądać TV?
- Miałam się spakować.
- Nie musisz, ja wszystko wziąłem, jak coś to ci pożyczę. Zresztą to prosta akcja, nie trzeba brać dużo rzeczy.
- Mam przeczytać tą książkę?
- Tak. Jest pouczająca. Ale może nie siedź tu tak sama? Chodź do dużego pokoju, i tam czytaj, ja też wezmę sobie książkę. W sumie dość już mam tego telewizora.
- Okey, ile mamy czasu? – Kacper spojrzał na zegarek na ręce.
- Jest
jedenasta trzydzieści. Czyli mamy półtorej godziny.
- Lepiej nastaw jakiś alarm czy coś.
- Wiem, wiem. Chodź. – podszedł do niej, złapał za rękę i przyciągnął do siebie. Alicja nie wiedziała co robić. Odbiło mu?
- Yyy co robisz? – spytała gdy ten przytulił ją mocno.
- Przepraszam – odrzekł i odsunął się od dziewczyny. – Po prostu bardzo mi się podobasz i nie mogłem się powstrzymać. Pięknie dzisiaj wyglądasz. – Alicja zaniemówiła.
- Lepiej nastaw jakiś alarm czy coś.
- Wiem, wiem. Chodź. – podszedł do niej, złapał za rękę i przyciągnął do siebie. Alicja nie wiedziała co robić. Odbiło mu?
- Yyy co robisz? – spytała gdy ten przytulił ją mocno.
- Przepraszam – odrzekł i odsunął się od dziewczyny. – Po prostu bardzo mi się podobasz i nie mogłem się powstrzymać. Pięknie dzisiaj wyglądasz. – Alicja zaniemówiła.
OMG!!! Jakie to zakończenie było słodkie :3 Rozdział superowy :3
OdpowiedzUsuń