wtorek, 15 października 2013

Rozdział 8

Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać, ale mama m zabrała komputer i nie mogłam pisać :/ Tak czy inaczej wreszcie jest rozdział ósmy!! :D miłego czytania ;*


Łukasz siedział w zamkniętym, ciemnym pokoju patrząc się tępo na ścianę. Ktoś nagle zapukał do drzwi. Była to Mery, i mimo, że przewidywał jej przyjście, nie zamierzał otworzyć. Zdenerwowana dziewczyna wróciła do swojego pokoju, tam czekał na nią Kacper. Nie spodziewała się tego, ale od razu przewidziała dlaczego przyszedł.
- Szybki jesteś. – rzekła gdy tylko otworzyła drzwi. Wiedziała, że Kapi jest w środku, bo zobaczyła niebieską linię kończącą się przed drzwiami jej pokoju.
- Czemu jej naszykowałaś takie zarąbiste ubranie?! Farba do włosów i makijaż…. – powiedział z wyrzutem.
- Bo widziałam jak na ciebie patrzy i chciałam pomóc wam w związku. – wytłumaczyła podchodząc do szafki, która stała pod oknem, naprzeciwko drzwi. Wyjęła z niej butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. – Napijesz się?
- Nie, dzięki. My nie jesteśmy w związku, a ona teraz mnie nienawidzi.
- Jestem pewna, że tak nie jest. Dała się przytulić?
- Skąd wiesz, że ją przytuliłem?
- Potrafię czytać w myślach, geniuszu.
- A... No tak.
- Mięczak z ciebie, mogłeś od razu pocałować – zaśmiała się - i trochę głupi jesteś. Pasujecie do siebie. A teraz wracaj do ukochanej, coś mi się wydaje, że tęskni. – Nalała wina do kieliszków. – Ale najpierw się napij.
- Nie chcę. Ani wracać, ani pić. Po prostu chcę, żebyś mi poradziła co zrobić, żeby Alicja nie była zła.
- Ona nie jest zła.
Bozhe moy, z kim ja żyję… Pomyśl, chyba, że ci już do końca mózg wyżarło. To jest kobieta, i chcąc nie chcąc ma uczucia. Jak myślisz co poczuła jak uciekłeś?
- Nie uciekłem. – przerwał jej.
- Wcale… Tylko powiedziałeś, ze nie mogłeś się powstrzymać i wyszedłeś z pokoju. Skąd wiesz, że cię nienawidzi? Powiedziała ci to?
- Nie, ale…
- Żadnego ‘ale’, wracaj do siebie, ja mam jeszcze dużo pracy przed wyjściem, a zostało tylko pół godziny.


Alicja była zdziwiona tym co się stało… Nie! Nic się nie stało, przytulił ją tylko, co w tym dziwnego? Zresztą… Było miło. Musiała przyznać sama przed sobą, że go polubiła, nawet bardzo. Nie wiedziała, czemu, ale gdy pierwszy raz go zobaczyła to poczuła, że to ten. Tylko szkoda jej Adriana. Właśnie! Zaczęła się zastanawiać co teraz się dzieje u niej w domu, w szkole. Zniknęła, przecież ktoś musi jej szukać. Siedziała przed drzwiami wyjściowymi i rozmyślała. Po tym jak Kacper uciekł z pokoju ona też postanowiła wyjść. Nie wiedziała gdzie, więc wyszła z budynku. Przed drzwiami zatrzymało ją dwóch facetów. Powiedziała im, że chce się przewietrzyć i oni jej pozwolili, ale tylko pod ich eskortą.
- Nie jest ci zimno? – zapytał jeden z ochroniarzy po jakimś czasie.
- Nie. – odpowiedziała sucho. – Wiecie gdzie jest Łukasz?
- Łatwo to można sprawdzić. A co od niego chcesz?
- Nie wasza sprawa. – Ali wstała i weszła do środka. Pierwsza linia, którą zobaczyła była koloru niebieskiego, potem pojawiła się czerwona. Ruszyła szybkim krokiem za tą drugą. Po kilku minutach wpadła na Mery. Ali była zbyt zajęta zastanawianiem się co powiedzieć Łukaszowi, więc nie zatrzymywała się. Powiedziała tylko „Sorry” i poszła dalej. Mery jednak najwyraźniej chciała pogadać bo dogoniła ją i zapytała:
- Dokąd idziesz?
- Co za różnica?
- Rozumiem, nie chcesz gadać. Ale trochę uprzejmości nie zaszkodzi. – Ali zatrzymała się gwałtownie.
- Czego chcesz?
- Chcę cię uprzedzić, że Łukasz cię nie wpuści do pokoju. Przed chwilą tam byłam. – Mery odwróciła się zarzucając swoim długim, blond warkoczem i ruszyła w stronę swojego pokoju, stukając obcasami. Alicja chwilę patrzyła na nią, a potem ruszyła przed siebie.
 Zapukała do drzwi, przy których kończyła się czerwona linia, ale nic się nie stało.
- Łukasz! Otwórz. Mam sprawę. – krzyknęła do drzwi. Po chwili otworzyły się one i Ali ujrzała swojego byłego chłopaka siedzącego na krześle przy biurku na którym trzymał nogi. W tle były zasłonięte roletami wielkie okna. On sam patrzył się w sufit, ale gdy dziewczyna weszła do środka i zamknęła drzwi, spojrzał na nią leniwie.
- Słucham.
- Co ci się stało? – zapytała zdziwiona. Nie sądziła, że ktoś taki jak Łukasz może mieć depresję. Więc co się z nim działo?
- Nie ważne.
- Chyba jednak ważne. – rzekła siadając na biurku. Podniosła z niego kubek na długopisy i oglądała go z udawanym zaciekawieniem.  
- To nie twoja sprawa.
- Okey, nie moja, ale twoja i co? Nic z tą sprawą nie zrobisz? Bo takie siedzenie w zamkniętym pokoju nic nie da.
- Posłuchaj, nie wiesz o co chodzi więc się nie wtrącaj. Masz wykonać misję, to jest teraz dla ciebie priorytetem.
- Aha, spoko. No problem. – odstawiła kubek wstała szybko i otworzyła drzwi. – Jeszcze jedno… Już wiem dlaczego tak się uparłeś, żeby mnie Kacper pilnował. – uśmiechnęła się, pomachała mu na do wiedzenia, odgarnęła włosy i wyszła naśladując modelkę.
 Nie chciało jej się wracać do pokoju, więc zaczęła krążyć po korytarzach bez celu. Nie miała pojęcia która była godzina, dopiero dzisiaj zaczęło jej naprawdę brakować telefonu. Po to poszła do Łukasza, ale jakoś wypadło jej z głowy to pytanie, gdy zobaczyła w jakim był stanie. Po jakimś czasie stwierdziła, że musi się dowiedzieć która godzina.
- Naomi?! – krzyknęła w przestrzeń. Po chwili zobaczyła jak czarny ptak ląduje jej na ramieniu.
- Cześć. Co tam? – zapytał radośnie kruk.
- Nudzi mi się.
- Tsa… Bóg pocieszasz, super, nie? – rzekła sarkastycznie. Alicja zignorowała jej wzburzenie i przeszła do rzeczy.
- Która godzina?
- Za pięć trzynasta. – prychnęła wkurzona, zeskoczyła z ramienia i pofrunęła gdzieś korytarzem. Ali stwierdziła, że najwyższy czas iść na spotkanie. Nie chciała się kolejny raz spóźnić. Pomyślała o wyjściu i przed nią pojawiła się gruba szara linia. Ruszyła za nią. Korytarze ciągnęły się niemiłosiernie, nie mogła już wytrzymać ciągle tego samego widoku. Nie sądziła, że zaszła tak daleko. Nagle coś zauważyła. Jakaś kolorowa postać pojawiła się na końcu korytarza. Alicja jej nie znała, bo przed nią nie pojawiła się żadna dodatkowa linia. Zawołała więc do tej osoby. Była to mała dziewczynka, tak na oko miała 8 lat. Jej długie, kręcone blond włosy opadały na ramiona, na których znajdował się czarny plecak. Była ubrana w ciemno różową sukienkę do kolan, a na nogach miała czerwone conversy. Uśmiechnęła się promiennie do Alicji, gdy ta podeszła bliżej.
- Cześć jestem Andżelika, ale wszyscy mówią na mnie Ania. A ty jesteś tą wróżką? – zaśmiała się dziewczynka. Alicja nie miała zamiaru tłumaczyć jej wszystkiego, więc po prostu przytaknęła.
- Co tu robisz?
- Idę zanieść mojej mamie plecak. Stwierdziła, że nie ma czasu się spakować, więc mnie o to poprosiła.
- Kto jest twoją mamą?
- Chodźmy. I tak idziemy w tę samą stronę. – ruszyły szybkim krokiem wzdłuż szarej linii. – Moją mamą jest Marie.
- Marie? Kto to?
- Po co się pytasz skoro i tak nikogo tutaj nie znasz?
- No w sumie racja. To mam jeszcze inne pytanie… Od kiedy tutaj jesteś?
- Od zawsze. Będziesz mnie teraz pytać o historię mojego życia? – Ali nie odpowiedziała - Już dochodzimy. – dodała po chwili dziewczynka.
 Faktycznie, chwilę potem pojawiły się przed nimi wielkie metalowe drzwi. Za nimi stało pięć osób. Andżelika podbiegła do Mery, która rozmawiała z Kacprem, i dała jej plecak. Alicja stała zaskoczona w drzwiach. To jest jej mama?! Łał.
 Po chwili ktoś podszedł do niej.
- Idziesz?
- Jasne. Ale kim jesteś?
- Chodź. – wyciągnął rękę. Ona chwilkę się zawahała ale przyjęła ją.

- Jak masz na imię?
- Marcin. Będziemy razem pracować, chciałem, żebyś nie czuła się taka ym… samotna. – najwyraźniej zawstydził się, bo opuścił głowę i odsunął się, zabierając rękę, którą trzymała Alicja.
- Miło z twojej strony. – uśmiechnęła się dziewczyna – Chodźmy. -
Chłopak zaprowadził ją w stronę hangaru. Kiedy doszli zobaczyli dwa samochody. Jeden z nich był już pełen ludzi, więc wsiedli do drugiego. Alicja z tyłu, a Marcin obok niej. Kilka minut później dołączyli do nich Kacper i Mery, i samochody ruszyły w stronę ogrodzenia z drutu kolczastego. Alicja zastanawiała się jak przejadą przez to ogrodzenie, ale nagle zapadło się pod ziemię, żeby potem, gdy już przejadą, powrócić na swoje miejsce. Wjechali do lasu i zrobiło się ciemno. Alicja patrzyła przez okno na niebo ledwo
widoczne przez gęste gałęzie drzew. Myślała o tym uczuciu jakie towarzyszy lataniu. Musi być super. Nagle kierowca, czyli Kacper gwałtownie zahamował i o mało nie przywaliłby w samochód jadący przed nimi.
- Co się dzjeje? – spytała Mery. John wysiadł z samochodu, podobnie zrobiła Alicja. Stado dzików tarasowało drogę…
- No to mamy mały problem.
- Tak trochę. –rzekł Kacper, który właśnie wysiadł z auta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz