_______________________________________________________________________
-
Przegrupowanie! Jazda ludzie! – Wrzeszczał ktoś z tyłu.
- Gdzie ją ? – Powiedział jakiś kolo, rzucając Alicję na ziemię.
- A skąd ja mam to wiedzieć?? Do szefa ją weź.
- Dobra. – rzekł facet, złapał Ali w pasie i przerzucił przez ramię. Ręce miała związane z tułowiem, nogi normalnie razem i miała taśmę klejącą na ustach. Naomi gdzieś uciekła, ale mówiła do Alicji telepatycznie. Powiedziała, żeby ta się nie przejmowała i żeby nie robiła żadnych głupot jeśli chodzi o magię, bo to działa tylko w Zartezie. Przez jakiś czas wisiała na ramieniu jakiegoś kolesia, ale gdy ten wszedł do budynku, przyłączył się Kacper, a potem Łukasz. Posadzili ją na sławnym krześle z którego, tego samego dnia rano, spadła.
- No proszę. Znakomicie. – powiedział Łuki siadając na biurku, naprzeciwko Alicji. – Jak to zrobiłaś? – Ali tylko popatrzyła na niego spode łba. – No ludzie! Jak mam z nią gadać skoro ma zamknięte usta? – ktoś szybko, podbiegł do dziewczyny, zerwał taśmę i wrócił na swoje miejsce. – No. To jak to zrobiłaś? – Ali nic nie odpowiedziała, stwierdziła, że będzie udawać niedostępną. – Hello! Zdałaś! Nie cieszysz się? – Alicja popatrzyła na niego zdziwiona. Zdała? Niby co? Zastanawiała się , czy się nie zapytać, ale nie, musi być twarda. – Okey, skoro nie chcesz gadać teraz, to porozmawiamy jutro. Kacper! Weź ją do siebie, Mery dzisiaj śpi ze mną.
- Tak jest! – powiedział Kapi i zabrał Ali do pokoju.
Resztę wieczoru tylko siedziała oglądając TV, już nie była związana. Nawet nie była pilnowana, no może tylko przez Kacpra, ale on był fajny. Kiedy przyszli do pokoju do razu zrobił herbatę, pozwolił jej się wykąpać w spokoju, przyniósł jej nowe rzeczy do ubrania, a nawet farbę do włosów. Potem przyniósł jakieś tosty na kolację i włączył TV. „Czas na relaks” jak to on powiedział, gdy w końcu usiadł obok Alicji na kanapie. Po kilkunastu minutach zasnął. Dziewczyna nie mogła spać, za dużo się dzisiaj wydarzyło. I jeszcze ten głupi ptak. O co chodzi? Czemu w ogóle on tam był? Po co ją zostawili w tym pokoju? Łukasz mówił też, że „zdała”, ale co? Tyle pytań kłębiło się w jej głowie dotyczące też tego Zartezu, czy to w ogóle istnieje? Postanowiła znaleźć wszystkie odpowiedzi jutro, nie wiedziała jak, ale musiała się czegoś dowiedzieć. Z zamyślenia wyrwało ją nagłe pukanie do drzwi.
- Gdzie ją ? – Powiedział jakiś kolo, rzucając Alicję na ziemię.
- A skąd ja mam to wiedzieć?? Do szefa ją weź.
- Dobra. – rzekł facet, złapał Ali w pasie i przerzucił przez ramię. Ręce miała związane z tułowiem, nogi normalnie razem i miała taśmę klejącą na ustach. Naomi gdzieś uciekła, ale mówiła do Alicji telepatycznie. Powiedziała, żeby ta się nie przejmowała i żeby nie robiła żadnych głupot jeśli chodzi o magię, bo to działa tylko w Zartezie. Przez jakiś czas wisiała na ramieniu jakiegoś kolesia, ale gdy ten wszedł do budynku, przyłączył się Kacper, a potem Łukasz. Posadzili ją na sławnym krześle z którego, tego samego dnia rano, spadła.
- No proszę. Znakomicie. – powiedział Łuki siadając na biurku, naprzeciwko Alicji. – Jak to zrobiłaś? – Ali tylko popatrzyła na niego spode łba. – No ludzie! Jak mam z nią gadać skoro ma zamknięte usta? – ktoś szybko, podbiegł do dziewczyny, zerwał taśmę i wrócił na swoje miejsce. – No. To jak to zrobiłaś? – Ali nic nie odpowiedziała, stwierdziła, że będzie udawać niedostępną. – Hello! Zdałaś! Nie cieszysz się? – Alicja popatrzyła na niego zdziwiona. Zdała? Niby co? Zastanawiała się , czy się nie zapytać, ale nie, musi być twarda. – Okey, skoro nie chcesz gadać teraz, to porozmawiamy jutro. Kacper! Weź ją do siebie, Mery dzisiaj śpi ze mną.
- Tak jest! – powiedział Kapi i zabrał Ali do pokoju.
Resztę wieczoru tylko siedziała oglądając TV, już nie była związana. Nawet nie była pilnowana, no może tylko przez Kacpra, ale on był fajny. Kiedy przyszli do pokoju do razu zrobił herbatę, pozwolił jej się wykąpać w spokoju, przyniósł jej nowe rzeczy do ubrania, a nawet farbę do włosów. Potem przyniósł jakieś tosty na kolację i włączył TV. „Czas na relaks” jak to on powiedział, gdy w końcu usiadł obok Alicji na kanapie. Po kilkunastu minutach zasnął. Dziewczyna nie mogła spać, za dużo się dzisiaj wydarzyło. I jeszcze ten głupi ptak. O co chodzi? Czemu w ogóle on tam był? Po co ją zostawili w tym pokoju? Łukasz mówił też, że „zdała”, ale co? Tyle pytań kłębiło się w jej głowie dotyczące też tego Zartezu, czy to w ogóle istnieje? Postanowiła znaleźć wszystkie odpowiedzi jutro, nie wiedziała jak, ale musiała się czegoś dowiedzieć. Z zamyślenia wyrwało ją nagłe pukanie do drzwi.
Gorączkowo
zastanawiała się co zrobić. Otworzyć? Nie, przecież jest więźniem. Nic nie
zrobić? Pomyślą, że coś jest nie tak. Po chwili sprawa jednak sama się
rozwiązała. Ali usłyszała w głowie przyjazny głos Naomi, która powiedziała,
żeby ta otworzyła drzwi. Dziewczyna zrobiła to i do pokoju wleciał czarny kruk,
okrążył pokój i z ogromną gracją wylądował na oparciu kanapy.
- Siemka Alicjo! –zaskrzeczała radośnie w jej mózgu – gotowa na kolejną dawkę informacji?
- No a jak! – ucieszyła się dziewczyna – dajesz.
- Na czym ostatnio skończyłam?
- Chyba na historii aniołów…
- Aa tak, tak. Ale nie będę ci tego tłumaczyć, bo to jest totalnie nudne i niepotrzebne.
- Okey, no więc co mi powiesz?
- Może opowiem ci o magii Zartezu… No więc jak już ci wcześniej mówiłam, magia zartezjanek nie działa w innych światach, za to anioły też mają moc, która działa wszędzie. Nie jest ona jakaś wyjątkowa, tylko jakieś zwykłe przywoływania przedmiotów, umiejętność latania i co zaskakujące, możliwość rzucania uczuciami.
- To znaczy?
- No bo widzisz, takie anioły dzielą się na, ym… kolory. Je…
- Czekaj. Jak na kolory? – Ali nie mogła zrozumieć.
- Już tłumaczę… Jedne są czarne, inne złote, a jeszcze inne białe.
- A co to ma do „rzucania uczuciami” ?
- Każdy „kolor” ma swoje uczucie.
- W sensie, że np. czarne anioły, gdy przychodzą to wszyscy są smutni i przygnębieni?
- Tak, trafiłaś idealnie. Czarne anioły według legend też przynoszą śmierć, ale to kompletna bzdura. To tylko taka bajeczka wymyślona przez ludzi. A tak na marginesie powiem, że większość tych aniołów to równi goście. No i jeszcze są białe anioły, które sprawiają, że ludzi stają się optymistyczni, ciekawi świata, mili i przyjaźni. A złote anioły... –nie dokończyła, bo przerwała jej Alicja.
- Miałaś mi nie opowiadać o aniołach.
- A! No tak, dobrze. To już nie mam więcej do mówienia.
- A czy ty, że tak powiem, objawiasz się każdemu Zartezjanowi?
- Nie, ale ty jesteś jakaś inna i to mnie zdziwiło, dlatego się pojawiłam.
- Aha, spoko.
- Siemka Alicjo! –zaskrzeczała radośnie w jej mózgu – gotowa na kolejną dawkę informacji?
- No a jak! – ucieszyła się dziewczyna – dajesz.
- Na czym ostatnio skończyłam?
- Chyba na historii aniołów…
- Aa tak, tak. Ale nie będę ci tego tłumaczyć, bo to jest totalnie nudne i niepotrzebne.
- Okey, no więc co mi powiesz?
- Może opowiem ci o magii Zartezu… No więc jak już ci wcześniej mówiłam, magia zartezjanek nie działa w innych światach, za to anioły też mają moc, która działa wszędzie. Nie jest ona jakaś wyjątkowa, tylko jakieś zwykłe przywoływania przedmiotów, umiejętność latania i co zaskakujące, możliwość rzucania uczuciami.
- To znaczy?
- No bo widzisz, takie anioły dzielą się na, ym… kolory. Je…
- Czekaj. Jak na kolory? – Ali nie mogła zrozumieć.
- Już tłumaczę… Jedne są czarne, inne złote, a jeszcze inne białe.
- A co to ma do „rzucania uczuciami” ?
- Każdy „kolor” ma swoje uczucie.
- W sensie, że np. czarne anioły, gdy przychodzą to wszyscy są smutni i przygnębieni?
- Tak, trafiłaś idealnie. Czarne anioły według legend też przynoszą śmierć, ale to kompletna bzdura. To tylko taka bajeczka wymyślona przez ludzi. A tak na marginesie powiem, że większość tych aniołów to równi goście. No i jeszcze są białe anioły, które sprawiają, że ludzi stają się optymistyczni, ciekawi świata, mili i przyjaźni. A złote anioły... –nie dokończyła, bo przerwała jej Alicja.
- Miałaś mi nie opowiadać o aniołach.
- A! No tak, dobrze. To już nie mam więcej do mówienia.
- A czy ty, że tak powiem, objawiasz się każdemu Zartezjanowi?
- Nie, ale ty jesteś jakaś inna i to mnie zdziwiło, dlatego się pojawiłam.
- Aha, spoko.
- Powinnaś
pójść spać.
- E tam! Może i jestem troszeczkę śpiąca, ale nie zasnę.
- Mogę ci pomóc. – rzekł ptak i korzystając z chwili w której Alicja otwierała usta, żeby zaprzeczyć, podleciał i wsypał jej do gardła jakiś proszek, który nie wiadomo jakim sposobem znalazł się na jego skrzydle.
- E tam! Może i jestem troszeczkę śpiąca, ale nie zasnę.
- Mogę ci pomóc. – rzekł ptak i korzystając z chwili w której Alicja otwierała usta, żeby zaprzeczyć, podleciał i wsypał jej do gardła jakiś proszek, który nie wiadomo jakim sposobem znalazł się na jego skrzydle.
Śniła jej
się ta polanka na której przed wczoraj była z Adrianem. Teraz była tam sama.
Siedziała na powalonym drzewie tuż przy brzegu jeziora i patrzyła na horyzont.
Pod jej nogami leżał łuk i kołczan pełen strzał. Chwilę później nad jeziorem
pojawiło się stado różowych ptaków. Były to flamingi, bardzo dziwne zjawisko,
przecież tych ptaków nie ma w Polsce… Alicja jednak nie wyglądała na zdziwioną.
Zaszła powoli z drzewa, podniosła łuk, założyła sobie kołczan na ramię i
wyciągnęła jedną strzałę. Nałożyła ją na cięciwę i strzeliła, idealnie
trafiając lecącego flaminga.
Obudziła
się na wielkim łóżku w jakiejś za dużej bluzce i majtkach, przykryta
pomarańczowo niebieską kołdrą. Usiadła i rozejrzała się dookoła. Była to zwykła
sypialnia, w rogu stała jakaś komoda, przy łóżku mała szafeczka z lampką, a
naprzeciwko były drzwi, które zapewne prowadziły do pokoju z telewizorem, w
którym to, wczoraj siedziała z Kacprem. Zaczęła się zastanawiać, gdzie on jest.
Postanowiła wstać i pójść do łazienki, a przy okazji poszukać swoich ubrań.
Zeskoczyła z łóżka i po cichutku podeszła do drzwi. Uchyliła je lekko, ale gdy
zdała sobie sprawę, że i tam nikogo nie ma, wyszła z pokoju. Na stoliku leżały
złożone w kostkę ubrania, scyzoryk, czarny plecak i książka. Alicja podeszła i
wzięła ubranie. Leżała na nim karteczka z napisem: „O
jedenastej, w pokoju numer 7 (czerwony). Nie spóźnij się.” . No to po mnie…, pomyślała, jak ja mam znaleźć pokój nr 7
? Przecież nie ma innych numerów. I o co chodzi z tym czerwonym? Myślała
intensywnie co zrobić, kiedy przebierała się w nowy strój. Składał się on z
czarnych rurek i długiej czarnej podkoszulki z białym napisem: „ Przypadek?
Nie sądzę”.
- Oni wiedzą co dobre – powiedziała z zachwytem, zakładając czarną skórzaną kurtkę nabijaną ćwiekami na ramionach. – Tylko mogli dać inne buty – rzekła, podnosząc z podłogi czarne szpilki. Założyła je jednak i podeszła do wielkiego lustra, które znajdowało się w łazience. – Trochę za dużo czarnego… -stwierdziła – może by tak, pofarbować te włosy? – wzięła do ręki tubkę z niebieską i fioletową farbą, które leżały na półce nad zlewem. Leżał tam też puder, kredka, cienie do powiek, czerwona szminka i tusz do rzęs. – Znakomicie. – powiedziała sama do siebie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Kurde, która godzina? – rozejrzała się wokoło i dostrzegła zegar w pokoju z TV. Chciała do niego podbiec, bo z tej odległości nie widziała godziny i prawie się wywróciła, bo zapomniała, że ma na nogach szpilki. Zdjęła je i podeszła do zegara. Odetchnęła z ulgą gdy zobaczyła, że jest dopiero 9.50. Wróciła do łazienki i wzięła się za farbowanie włosów, bo tamten kolor, który miała wcześniej już się zmył.
Po 30-tu minutach była już gotowa, włosy tylko były jeszcze mokre. Nie znalazła suszarki, miała więc do dyspozycji tylko ręcznik. Szczotka na szczęście była w szafce, w tej szafce w której wczoraj były tylko gumki recepturki.
Alicja była już gotowa do wyjścia, ale zostało jeszcze dużo czasu, więc przejrzała jeszcze raz rzeczy ze stolika. Scyzoryk schowała do kieszeni, zawsze się przyda. Plecak? No po coś go tu przynieśli niby. Sprawdziła czy jest coś w środku, ale był pusty. Postanowiła zostawić go. Została jeszcze książka. Alicja spojrzała na zegarek, 10.25, więc ma jeszcze czas. Przeczytała tytuł „Jak zostać dobrym czyścicielem? Czyli poradnik dla ofiar losu.” To będzie ciekawa lektura, pomyślała i usiadła na kanapie, zaczynając czytać.
Zegar zapikał, oznaczając pełną godzinę. Ali popatrzyła w jego kierunku i przestraszyła się.
- Już 11-ta?! – zerwała się szybko na równe nogi. Książkę rzuciła na stolik, a sama pobiegła do łazienki, szybko przeczesała włosy, złapała buty i wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Przed nią pojawiły się trzy linie: czerwona, niebieska i żółta. Dwie pierwsze prowadziły korytarzem w prawo, a ta ostatnia, prosto. Przypomniała sobie napis na kartce „pokój nr 7(czerwony)”. Ruszyła, więc pędem wzdłuż czerwonej linii. Po kilku zakrętach dotarła do ślepego zaułka. Linia kończyła się przy pierwszych drzwiach po lewej stronie. Alicja założyła szybko buty, które wciąż miała w ręce i podniosła ją, żeby zapukać, ale nie zdążyła, bo drzwi same się otworzyły. Pierwsze co zobaczyła to wielki, podłużny stół, przy którym siedziało kilkanaście osób, w tym Kacper, John i Aleksander, a na honorowym miejscu siedział Łukasz. Nad nim wisiał duży, okrągły zegar, było pięć po jedenastej, czyli spóźniła się…
- Oni wiedzą co dobre – powiedziała z zachwytem, zakładając czarną skórzaną kurtkę nabijaną ćwiekami na ramionach. – Tylko mogli dać inne buty – rzekła, podnosząc z podłogi czarne szpilki. Założyła je jednak i podeszła do wielkiego lustra, które znajdowało się w łazience. – Trochę za dużo czarnego… -stwierdziła – może by tak, pofarbować te włosy? – wzięła do ręki tubkę z niebieską i fioletową farbą, które leżały na półce nad zlewem. Leżał tam też puder, kredka, cienie do powiek, czerwona szminka i tusz do rzęs. – Znakomicie. – powiedziała sama do siebie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Kurde, która godzina? – rozejrzała się wokoło i dostrzegła zegar w pokoju z TV. Chciała do niego podbiec, bo z tej odległości nie widziała godziny i prawie się wywróciła, bo zapomniała, że ma na nogach szpilki. Zdjęła je i podeszła do zegara. Odetchnęła z ulgą gdy zobaczyła, że jest dopiero 9.50. Wróciła do łazienki i wzięła się za farbowanie włosów, bo tamten kolor, który miała wcześniej już się zmył.
Po 30-tu minutach była już gotowa, włosy tylko były jeszcze mokre. Nie znalazła suszarki, miała więc do dyspozycji tylko ręcznik. Szczotka na szczęście była w szafce, w tej szafce w której wczoraj były tylko gumki recepturki.
Alicja była już gotowa do wyjścia, ale zostało jeszcze dużo czasu, więc przejrzała jeszcze raz rzeczy ze stolika. Scyzoryk schowała do kieszeni, zawsze się przyda. Plecak? No po coś go tu przynieśli niby. Sprawdziła czy jest coś w środku, ale był pusty. Postanowiła zostawić go. Została jeszcze książka. Alicja spojrzała na zegarek, 10.25, więc ma jeszcze czas. Przeczytała tytuł „Jak zostać dobrym czyścicielem? Czyli poradnik dla ofiar losu.” To będzie ciekawa lektura, pomyślała i usiadła na kanapie, zaczynając czytać.
Zegar zapikał, oznaczając pełną godzinę. Ali popatrzyła w jego kierunku i przestraszyła się.
- Już 11-ta?! – zerwała się szybko na równe nogi. Książkę rzuciła na stolik, a sama pobiegła do łazienki, szybko przeczesała włosy, złapała buty i wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Przed nią pojawiły się trzy linie: czerwona, niebieska i żółta. Dwie pierwsze prowadziły korytarzem w prawo, a ta ostatnia, prosto. Przypomniała sobie napis na kartce „pokój nr 7(czerwony)”. Ruszyła, więc pędem wzdłuż czerwonej linii. Po kilku zakrętach dotarła do ślepego zaułka. Linia kończyła się przy pierwszych drzwiach po lewej stronie. Alicja założyła szybko buty, które wciąż miała w ręce i podniosła ją, żeby zapukać, ale nie zdążyła, bo drzwi same się otworzyły. Pierwsze co zobaczyła to wielki, podłużny stół, przy którym siedziało kilkanaście osób, w tym Kacper, John i Aleksander, a na honorowym miejscu siedział Łukasz. Nad nim wisiał duży, okrągły zegar, było pięć po jedenastej, czyli spóźniła się…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz