Ali straciła rachubę czasu, tak
długo siedziała zamknięta w łazience, przynajmniej tyle, że mogła sobie
postrzelać z gumek recepturek, które wyciągnęła z szafki,nic więcej tam nie
było. W sumie może trochę przesadziła z tym gryzieniem... No ale zasłużyła
sobie ta głupia jędza! Jak mogła ją nazwać psem? Okey, to jeszcze da się
przeżyć, ale głaskanie i mówienie "dobry piesek" to chyba trochę nie
teges. Nagle usłyszała dźwięk klucza,
wsadziła szybko gumki do kieszeni, a drzwi otworzyły się. Wszedł Kacper.
Wyglądał na smutnego.
- Sorry, ale musisz już wyjść.
- Czemu sorry? I czemu jesteś smutny?
- Nie jestem - powiedział zdziwiony.
- Sorry, ale musisz już wyjść.
- Czemu sorry? I czemu jesteś smutny?
- Nie jestem - powiedział zdziwiony.
- Przestań,
przecież widzę! O co chodzi?
- Nie
jestem smutny, a teraz idziemy! – złapał ją za rękę i wyprowadził z pokoju. Ona
wolała się nie odzywać, i tak już za dużo na rozbrajała. Po kilku minutach
krążenia po korytarzach wpadli na Łukasza. Kacper od razu wyprostował się i
przeprowadził Alicję przed siebie, prosto w ręce Łukiego. Ten już nie był taki
delikatny. Złapał ją za włosy, przeciągnął przez pół korytarza i stanął przed
drzwiami nr 7. Otworzył, wepchnął Alicję kopniakiem do środka i zatrzasnął drzwi.
W środku było jak w dżungli. Wszędzie popostawiane doniczkowe drzewa, paprocie,
itd. Tak jakby wielkie terrarium, bądź klatka dla jakiegoś dzikiego zwierzęcia.
Ali przeszła się kawałek, uważnie oglądając wszystko wokół, żeby nie stać się
łatwym celem. Pozbierała kilka patyków, w miarę grubych, żeby mogła się bronić.
Potem wlazła na pierwsze lepsze drzewo. Nic się nie działo. Ali zastanawiała
się, czy jest tu coś niebezpiecznego, czy tylko chcieli ją wystraszyć.
Przypomniało jej się, że w kieszeni ma gumki recepturki, więc od razu wzięła
jeden patyk, wygięła go lekko, związała dwie gumki ze sobą i zaczepiła na obu
końcach patyka. Zerwała patyk i naciągnęła prowizoryczną cięciwę. Oczywiście
nie zadziałało, patyki spadły na ziemię. Później tylko siedziała i nudziła się.
Po jakiś 15 minutach usłyszała dziwny dźwięk, zeskoczyła z drzewa i poszła w
jego stronę, bo bardzo jej się nudziło. Wzięła jeden ze swoich badyli na
wszelki wypadek. Po kilkunastu sekundach już zobaczyła to co wydało ten dźwięk.
Na drzewie wisiała klatka, a w niej był wielki, czarny kruk. Wydawał się
przyjazny, także Ali podeszła i otworzyła zamek. Od razu tego pożałowała. Ptak
usiadł jej na głowie i zaczął dziobać. Niby takie nic, ale po pierwsze trochę
boli, a po drugie okropnie wnerwia! Alicja usiłowała go strzepnąć ale nic z
tego, wtedy tylko pazury bardziej wbijały jej się w czaszkę. Raz go nawet
złapała, że nie mógł się wydostać z jej uścisku, ale dziób został. Tak dziabnął
Alicję, że nie mogła ruszyć trzema palcami, szczwana bestia! Nagle wpadła na
pomysł… Wyjęła gumki z kieszeni, znów złapała ptaka tak jak wcześniej tylko że
jedną ręką, położyła go na ziemi, bo się nie dało inaczej utrzymać i założyła
mu na dziób recepturki. Ptak próbował jeszcze zdziałać coś pazurami, ale nie
wyszło, bo Ali i je związała. Kiedy wreszcie skończyła się użerać z
ptakiem-wnerwiaczem, usiadła i zaczęła głaskać zwierzaka.
- Hejka
mały. Czemuż ty mnie chciałeś zadziobać co? Nie ładnie tak yy…
- Naomi.
- No właśnie. Naomi nie wolno tak, hahah. Ej! Wait…Kto to powiedział? – Ali rozejrzała się nerwowo.
- Ja. Trzymasz mnie w rękach, przygłupie.
- Nie nazywaj mnie przygłupem i… ja trzymam tylko kruka w rękach, ptaki nie umieją gadać, a jak już to nie ze związanym dziobem.
- Mówię do ciebie telepatycznie, a to tylko dlatego, że jesteś jednym z aniołów, niestety..
- Jestem jednym z… czego?
- Aniołów.
- Ja nie mogę! Nie dość, że gadam do ptaka, to niby jestem aniołem i o tym nie wiem tak? Super po prostu.
- Ja nie żartuję, a teraz mnie rozwiąż, jak już wiem kim jesteś to cię nie będę atakowała. Moim szefom się to nie spodoba, ale cóż, jak spotkam anielicę i to w dodatku z Zartez to muszę zmienić właściciela.
- Zartez? Co to?
- Najpierw mnie uwolnij. – Ali zrobiła to nie chętnie i po chwili Naomi siedziała jej na ramieniu. – No, więc tak…Idziemy.
- Yyyy nie? Nie idziemy, masz mi wytłumaczyć o co chodzi, skoro już zaczęłaś!
- Dobra, ale idź, nawet powoli.
- Po co?
- Bo w klatce był czujnik, kiedy ją otworzyłaś to do pokoju został wpuszczony tygrys.
- Czemu tak? Nie mógł być tu już od początku?
- Najwyraźniej nie! Co ja jestem? Myślisz, że mogę wszystko? – ptak zaskrzeczał dziwnie – No weź, to był niezły suchar.
- Naomi.
- No właśnie. Naomi nie wolno tak, hahah. Ej! Wait…Kto to powiedział? – Ali rozejrzała się nerwowo.
- Ja. Trzymasz mnie w rękach, przygłupie.
- Nie nazywaj mnie przygłupem i… ja trzymam tylko kruka w rękach, ptaki nie umieją gadać, a jak już to nie ze związanym dziobem.
- Mówię do ciebie telepatycznie, a to tylko dlatego, że jesteś jednym z aniołów, niestety..
- Jestem jednym z… czego?
- Aniołów.
- Ja nie mogę! Nie dość, że gadam do ptaka, to niby jestem aniołem i o tym nie wiem tak? Super po prostu.
- Ja nie żartuję, a teraz mnie rozwiąż, jak już wiem kim jesteś to cię nie będę atakowała. Moim szefom się to nie spodoba, ale cóż, jak spotkam anielicę i to w dodatku z Zartez to muszę zmienić właściciela.
- Zartez? Co to?
- Najpierw mnie uwolnij. – Ali zrobiła to nie chętnie i po chwili Naomi siedziała jej na ramieniu. – No, więc tak…Idziemy.
- Yyyy nie? Nie idziemy, masz mi wytłumaczyć o co chodzi, skoro już zaczęłaś!
- Dobra, ale idź, nawet powoli.
- Po co?
- Bo w klatce był czujnik, kiedy ją otworzyłaś to do pokoju został wpuszczony tygrys.
- Czemu tak? Nie mógł być tu już od początku?
- Najwyraźniej nie! Co ja jestem? Myślisz, że mogę wszystko? – ptak zaskrzeczał dziwnie – No weź, to był niezły suchar.
-Jaki
suchar?
- Nie ważne, chcesz wiedzieć o co chodzi tak?
- Nom.
- To idź tam, gdzie cię prowadzę, wtedy przeżyjesz, a może nawet stąd uciekniesz.
- Ucieknę?! Ekstra!
- Tak, a teraz idź tam w stronę tego złamanego drzewka.
- Okey. – Ali ruszyła w kierunku wskazanym przez Naomi. Wiedziała, że to głupie i nie normalne, ale co innego miała robić? Wysłucha tego co ma do powiedzenia ptak, a potem i tak zginie, bo tygrys ją rozszarpie. Nic do stracenia!
- Dobra, no to tak… Od początku… Świat jest stworzony przez Boga, czy też powstał przez przypadek? Tego nikt nie wie, i nie dowie się. Ale świat to tylko część kosmosu, którą poznaliśmy. Żaden człowiek nie bierze pod uwagę świata równoległego. Taki sam wszechświat, taki sam układ słoneczny… jednym słowem wszystko jest takie samo. Jedyną różnicą są istoty, żyjące w ‘równoświecie’ , zgadnij jak są nazywane potocznie?
- Anioły…
- Dokładnie tak. No to lecimy dalej… Oprócz świata i równoświata jest jeszcze Zartez, czyli ‘świat’ pomiędzy. Ludzie nie odkryli jeszcze ani jednego z nie-światów, więc nie ma ludzkiej nazwy na zartezjanów. Oni nazywają siebie blackbirds. Później ci powiem czemu. Anioły zostały wymyślone po prostu, nikt tego nie odkrył, ale w świecie książek pojawiły się takie istoty i tak dalej… nie będę cię tym zanudzać.
- Czekaj… skoro ludzie tego nie odkryli, to jakim kurde sposobem ja tu jestem? Bo dajmy na to, że ci wierzę i jestem tym „aniołem”.
- Ludzie nie odkryli, ale zartezi i aniołowie tak. Zaraz do tego dojdę. Wracając… Anioły uważają, że to blackbirds są twórcami świata, bo żyją pomiędzy i mają największą moc. Ludzie nic nie uważają, bo o tym nie wiedzą. W Zartezie jest wszystko, a zarazem nic. Blackbirds umieją czarować, ale nie w taki prostacki sposób jaki wyobrażają sobie ludzie. Tylko tak prawdziwie i nie uczą się tego, nie muszą. Wystarczy, że o czymś pomyślą i ta rzecz pojawia się przed nimi. To jest potężna moc, takiej mocy trzeba strzec, więc nikomu nie mówią w jaki sposób czarują. Niestety anioły były bardzo zazdrosne o tą moc. Pewnego dnia zaatakowały Zartez, wszystko dokładnie planując. Oczywiście atak nie do końca się udał, ale blckbirds i tak ponieśli potężne straty. Od początku była to mała cywilizacja, ale po Wielkiej Bitwie z zartezjanów zostało tylko 7 kobiet. Dlatego tu jesteś.
- Nie ważne, chcesz wiedzieć o co chodzi tak?
- Nom.
- To idź tam, gdzie cię prowadzę, wtedy przeżyjesz, a może nawet stąd uciekniesz.
- Ucieknę?! Ekstra!
- Tak, a teraz idź tam w stronę tego złamanego drzewka.
- Okey. – Ali ruszyła w kierunku wskazanym przez Naomi. Wiedziała, że to głupie i nie normalne, ale co innego miała robić? Wysłucha tego co ma do powiedzenia ptak, a potem i tak zginie, bo tygrys ją rozszarpie. Nic do stracenia!
- Dobra, no to tak… Od początku… Świat jest stworzony przez Boga, czy też powstał przez przypadek? Tego nikt nie wie, i nie dowie się. Ale świat to tylko część kosmosu, którą poznaliśmy. Żaden człowiek nie bierze pod uwagę świata równoległego. Taki sam wszechświat, taki sam układ słoneczny… jednym słowem wszystko jest takie samo. Jedyną różnicą są istoty, żyjące w ‘równoświecie’ , zgadnij jak są nazywane potocznie?
- Anioły…
- Dokładnie tak. No to lecimy dalej… Oprócz świata i równoświata jest jeszcze Zartez, czyli ‘świat’ pomiędzy. Ludzie nie odkryli jeszcze ani jednego z nie-światów, więc nie ma ludzkiej nazwy na zartezjanów. Oni nazywają siebie blackbirds. Później ci powiem czemu. Anioły zostały wymyślone po prostu, nikt tego nie odkrył, ale w świecie książek pojawiły się takie istoty i tak dalej… nie będę cię tym zanudzać.
- Czekaj… skoro ludzie tego nie odkryli, to jakim kurde sposobem ja tu jestem? Bo dajmy na to, że ci wierzę i jestem tym „aniołem”.
- Ludzie nie odkryli, ale zartezi i aniołowie tak. Zaraz do tego dojdę. Wracając… Anioły uważają, że to blackbirds są twórcami świata, bo żyją pomiędzy i mają największą moc. Ludzie nic nie uważają, bo o tym nie wiedzą. W Zartezie jest wszystko, a zarazem nic. Blackbirds umieją czarować, ale nie w taki prostacki sposób jaki wyobrażają sobie ludzie. Tylko tak prawdziwie i nie uczą się tego, nie muszą. Wystarczy, że o czymś pomyślą i ta rzecz pojawia się przed nimi. To jest potężna moc, takiej mocy trzeba strzec, więc nikomu nie mówią w jaki sposób czarują. Niestety anioły były bardzo zazdrosne o tą moc. Pewnego dnia zaatakowały Zartez, wszystko dokładnie planując. Oczywiście atak nie do końca się udał, ale blckbirds i tak ponieśli potężne straty. Od początku była to mała cywilizacja, ale po Wielkiej Bitwie z zartezjanów zostało tylko 7 kobiet. Dlatego tu jesteś.
- Nadal nie
rozumiem, skoro zostały tylko kobiety to jak zartezjanie przetrwali?
- Widzisz, bo jest jakiś dziwny rodzaj magii pomiędzy światami. Gdy przejdzie się przez Wrota, odradzasz się w świecie przez którego Wrota przeszłaś i zawsze traci się świadomość, kim się tak naprawdę jest. Zartezjanki, bo nie ma już mężczyzn, nie mogą nikomu mówić kim są, ani zakładać rodzin. W innym wypadku nie mogą powrócić już do Zartezu. Blackbirds wysyłają dziewczyny w odstępach 10-ciu lat. A jak minie jednej 20 lat wracają po nią, żeby zmieniła się z inną. Tylko zartezjanki „odnawiają się”, gdy przejdą przez Wrota, dlatego mają układ z jednym człowiekiem w świecie i jednym aniołem w równoświecie, aby ci obserwowali odradzające się zertezjanki, zapewniały im opiekę, nie dopuściły, żeby miały rodziny i gdy skończą 20 lat, aby odprowadziły blackbird do Wrót. Za to otrzymują wynagrodzenie w różnej postaci, nie istotne w jakiej.
- Poplątane to troszeczkę… a dlaczego blackbird?
- Bo religia Zartezu mówi, że wielki kruk stworzył świat, aniołowie też w to wierzą, bo tak jak mówiłam oni wierzą w to w co wierzą zartezjanki. Nie będę cię zanudzać historią aniołów , to kiedy indziej. Trzeba się stąd wydostać, nie uważasz?
- Tak, trzeba, ale jeszcze jedno… skoro ja jestem zertezjanką, a ty jesteś krukiem, to… jesteś święta?
- Owszem, jestem tym krukiem, który stworzył świat, ale teraz spadamy, bo idzie do ciebie gościu z bronią!
Nagle coś zaszeleściło obok i z zarośli wyłoniła się postać. Alicja zaczęła biec jak najszybciej mogła, w kierunku, który pokazywała lecąca przed nią Naomi. Po jakimś czasie dobiegła do ściany z dziwnie powyginaną tapetą.
- Zerwij tapetę i otwórz okno! Szybko! – Ali zrobiła co jej kazano. – A teraz skacz!
- Co?! Chyba cię po… - nie zdążyła przekląć, bo tuż za nią pojawił się mężczyzna celujący w nią z karabinu. Nie widziała twarzy, bo miał kominiarkę, ale coś jej się wydawało że kiedyś już widziała te oczy…
-Skacz! –krzyknęła Naomi, a Ali zrobiła to. Przez chwilę leciała w dół bezwładnie, ale nagle pomyślała o aniołach. Skrzydła! Kruki- skrzydła! OMG zartezjanki mają skrzydła!! Ale zajefajnie! Rozłożyła ręce na boki, złączyła nogi, skierowała głowę w kierunku ziemi i wyobraziła sobie, że pojawiają jej się skrzydła. Zaswędziały ją lekko plecy, a tuż nad ziemią poczuła lekki ból jakby coś ją ciągnęło, bardzo mocno, za plecy. Pięknie wyhamowała przy ziemi i stanęła jakby zeskoczyła zaledwie z krawężnika, tymczasem budynek miał około 11-tu metrów.
- Pięknie się ustawiłaś, dzięki.
- Co? To ja nie mam skrzydeł?? – Naomi znów wydała ten dziwny dźwięk, który zapewne miał być śmiechem.
- Magia Zartezu nie działa w świecie ludzi. Ja cię złapałam.
- Jesteś pewna, że nie działa?
- Oj tam, nie ważne! Będziesz ze mną dyskutować, czy zaczniesz wreszcie uciekać?! – Ali pobiegła w stronę samochodu którym tu przyjechała. Miała prawko, więc wiedziała jak się jeździ.
- Kiedy mi wytłumaczysz resztę spraw?
- Ale ty jesteś tępa! Wtedy kiedy będziemy miały czas.
Dobiegła do hangaru w którym zaparkowane było auto. Wsiadła do środka, bo drzwi kierowcy były otwarte. Kluczki w stacyjce!! Ale fart! Odpaliła. Działa! Alicja sama już nie wierzyła w swoje szczęście. Nacisnęła pedał gazu, samochód ruszył gwałtownie do przodu i stanął. W tej chwili do pomieszczenie wtargnęła masa uzbrojonych po zęby facetów. Ali tylko smutno popatrzyła na kontrolki, w aucie. Pusty bak…
- Widzisz, bo jest jakiś dziwny rodzaj magii pomiędzy światami. Gdy przejdzie się przez Wrota, odradzasz się w świecie przez którego Wrota przeszłaś i zawsze traci się świadomość, kim się tak naprawdę jest. Zartezjanki, bo nie ma już mężczyzn, nie mogą nikomu mówić kim są, ani zakładać rodzin. W innym wypadku nie mogą powrócić już do Zartezu. Blackbirds wysyłają dziewczyny w odstępach 10-ciu lat. A jak minie jednej 20 lat wracają po nią, żeby zmieniła się z inną. Tylko zartezjanki „odnawiają się”, gdy przejdą przez Wrota, dlatego mają układ z jednym człowiekiem w świecie i jednym aniołem w równoświecie, aby ci obserwowali odradzające się zertezjanki, zapewniały im opiekę, nie dopuściły, żeby miały rodziny i gdy skończą 20 lat, aby odprowadziły blackbird do Wrót. Za to otrzymują wynagrodzenie w różnej postaci, nie istotne w jakiej.
- Poplątane to troszeczkę… a dlaczego blackbird?
- Bo religia Zartezu mówi, że wielki kruk stworzył świat, aniołowie też w to wierzą, bo tak jak mówiłam oni wierzą w to w co wierzą zartezjanki. Nie będę cię zanudzać historią aniołów , to kiedy indziej. Trzeba się stąd wydostać, nie uważasz?
- Tak, trzeba, ale jeszcze jedno… skoro ja jestem zertezjanką, a ty jesteś krukiem, to… jesteś święta?
- Owszem, jestem tym krukiem, który stworzył świat, ale teraz spadamy, bo idzie do ciebie gościu z bronią!
Nagle coś zaszeleściło obok i z zarośli wyłoniła się postać. Alicja zaczęła biec jak najszybciej mogła, w kierunku, który pokazywała lecąca przed nią Naomi. Po jakimś czasie dobiegła do ściany z dziwnie powyginaną tapetą.
- Zerwij tapetę i otwórz okno! Szybko! – Ali zrobiła co jej kazano. – A teraz skacz!
- Co?! Chyba cię po… - nie zdążyła przekląć, bo tuż za nią pojawił się mężczyzna celujący w nią z karabinu. Nie widziała twarzy, bo miał kominiarkę, ale coś jej się wydawało że kiedyś już widziała te oczy…
-Skacz! –krzyknęła Naomi, a Ali zrobiła to. Przez chwilę leciała w dół bezwładnie, ale nagle pomyślała o aniołach. Skrzydła! Kruki- skrzydła! OMG zartezjanki mają skrzydła!! Ale zajefajnie! Rozłożyła ręce na boki, złączyła nogi, skierowała głowę w kierunku ziemi i wyobraziła sobie, że pojawiają jej się skrzydła. Zaswędziały ją lekko plecy, a tuż nad ziemią poczuła lekki ból jakby coś ją ciągnęło, bardzo mocno, za plecy. Pięknie wyhamowała przy ziemi i stanęła jakby zeskoczyła zaledwie z krawężnika, tymczasem budynek miał około 11-tu metrów.
- Pięknie się ustawiłaś, dzięki.
- Co? To ja nie mam skrzydeł?? – Naomi znów wydała ten dziwny dźwięk, który zapewne miał być śmiechem.
- Magia Zartezu nie działa w świecie ludzi. Ja cię złapałam.
- Jesteś pewna, że nie działa?
- Oj tam, nie ważne! Będziesz ze mną dyskutować, czy zaczniesz wreszcie uciekać?! – Ali pobiegła w stronę samochodu którym tu przyjechała. Miała prawko, więc wiedziała jak się jeździ.
- Kiedy mi wytłumaczysz resztę spraw?
- Ale ty jesteś tępa! Wtedy kiedy będziemy miały czas.
Dobiegła do hangaru w którym zaparkowane było auto. Wsiadła do środka, bo drzwi kierowcy były otwarte. Kluczki w stacyjce!! Ale fart! Odpaliła. Działa! Alicja sama już nie wierzyła w swoje szczęście. Nacisnęła pedał gazu, samochód ruszył gwałtownie do przodu i stanął. W tej chwili do pomieszczenie wtargnęła masa uzbrojonych po zęby facetów. Ali tylko smutno popatrzyła na kontrolki, w aucie. Pusty bak…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz