1 września! więc kolejny rozdział xD taki sobie, ale może się wam spodoba :D
Szli plątaniną korytarzy. Na wysokim suficie przymocowane były małe lampy, więc w korytarzu nie było bardzo jasno. Co chwila mijali drzwi. Na każdym widniał ten sam numer- 7.
- Czemu 7 ? – spytała Ali.
- A czemu nie? Tak jest łatwej, szybciej i wszyscy są zadowoleni. – powiedział John.
- Chyba już gdzieś słyszałem te słowa… - zażartował Kacper.
- Bardzo śmieszne. A tak na serio?
- Tak serio to nie wiemy. Łu… - Kacper walnął Johna z łokcia. – Nasz szef pewnie wie.
- Wasz szef ma na imię Łukasz?
- Tak. – odpowiedział Kacper rzucając złowrogie spojrzenie do Johna.
- Czek, czek, czekajcie! TEN Łukasz?!
- Ten, to znaczy który?
- Ten! Mój były! Tak czy nie?!
- Nie nasza wina, że umawiasz się z szefami mafii.
- Jest na mnie zły? Ma do mnie pretensje, że go rzuciłam? Chce mnie zabić? A jak nie to co chce zrobić? Przecież ja nic nie zrobiłam, to on! Mam się bać?
- John! Ja już z nią nie wytrzymam dłużej! Zrób coś, bo ją uduszę! – John złapał Alicję za ramię i ścisną tak, że ona, mimo iż usiłowała strzepnąć jego rękę, upadła na ziemię i straciła przytomność.
Obudziła się, poruszyła lekko głową i otworzyła oczy. Siedziała w niewielkim pokoju, na krześle. Naprzeciwko stało biurko o które opierała się piękna wysoka kobieta. Paliła papierosa i rozmawiała z jakimś mężczyzną, który znajdował się poza zasięgiem wzroku Alicji. Chciała się odwrócić, ale zemdlała.
Śniło jej się, że spaceruje z Kacprem po opuszczonym rynku jakiegoś miasta. Wokół znajdowało się wiele budynków, lecz w żadnym nie paliło się światło, chociaż była noc. Po chwili marszu usłyszeli muzykę.
- Już niedaleko. Przygotuj się. – powiedział Kacper. Im dłużej szli tym głośniejsza była muzyka. W pewnym momencie Kapi wszedł do budynku, a ona za nim. Jak już znaleźli się na dachu wyjęli karabiny i popatrzyli w dół. Byli tam wszyscy ludzie z tego miasta. Burmistrz pewnie organizował jakąś imprezę. Padł strzał, potem drugi, Ali naładowała karabin. Trzeci strzał i szu! Teraz ona! Wycelowała, strzał! Teraz Kacper naładował karabin, rozległy się kolejne dwa wystrzały i strzelił.
- Okey, teraz szybko za mną. – powiedział i zaczął biec do drzwi prowadzących na dół. Ona zrzuciła karabin z dachu, zerwała się z ziemi i skoczyła za bronią. - No weź, przestałabyś się popisywać! –krzyknął za nią.
Wstała z obolałą głową. Obejrzała się dookoła i stwierdziła, że spadła z krzesła. Do pokoju wpadło dwóch mężczyzn z pistoletami wymierzonymi w nią. Oprócz nich Ali nie dostrzegła nikogo więcej.
- Wszystko w porządku, nasz gość tylko się wreszcie obudził. – powiedział facet wchodzący właśnie do pokoju. Był dość wysoki, miał gęste blond włosy, które ciągle przeczesywał palcami. Ubrany był w czarną koszulę narzuconą na czarną koszulkę z jakimś rysunkiem, czyżby… to była wróżka?? Alicja, aż zaśmiała się sama do siebie. Nie no wróżka na męskiej bluzce? Ale nie tylko to było zaskakujące, ten koleś to był Łukasz, szef tej mafii. Łukasz… taa jej były chłopak, stał tu i patrzył na nią z pogardą. – Co ci się śniło?
- A co cię to obchodzi? – rozległ się odgłos odbezpieczanych pistoletów.
- Spokojnie chłopaki, mam wszystko pod kontrolą… jak z resztą widać! Co ona mi może zrobić? Hm? No właśnie! Więc sio za drzwi. A ty. – pokazał palcem na zaskoczoną Alicję – Trochę więcej szacunku, dziecko. Bo to ja tu rządzę i wystarczy, że pstryknę, a ty będziesz leżeć na ziemi, bez ducha. Wszystko jasne?
- Mhm.
- Odpowiada się jak w wojsku, czyli „tak jest”.
- No chyba nie… -powiedziała cicho.
- Słucham?
- Tak jest.
- No! A teraz do rzeczy… Jak myślisz, dlaczego cię tu sprowadziłem?
- Bo cię, ileś tam lat temu, rzuciłam?
- 6 lat temu. I nie, nie tylko dlatego. Widzisz, bo zawsze się zastanawiałem jak to jest, że coś się dzieje. Np. dlaczego ty mnie rzuciłaś? I…
- Bo szedłeś do innej szkoły, a poza tym miałam 12 lat. – przerwała mu.
- Też tak myślałem, ale… zresztą na razie jesteś w szoku po porwaniu. Później ci powiem, a teraz wybacz mi na moment. Muszę za dwie minuty być na spotkaniu. Kacper!
- Jestem! – powiedział Kapi salutując.
- Zabierz dziewczynę do pokoju nr 7.
- Tak jest! Chodź. – złapał Alicję za rękę i wyprowadził z pokoju.
Szli w miarę szybko, nie odzywając się. Ali zastanawiała się o który pokój nr 7 chodzi, jak można je odróżniać? To Przecież tylko przeszkadza. Dziwne… Już miała o to zapytać Kacpra, ale on odezwał się pierwszy.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- A zadałeś mi jakieś?
Szli plątaniną korytarzy. Na wysokim suficie przymocowane były małe lampy, więc w korytarzu nie było bardzo jasno. Co chwila mijali drzwi. Na każdym widniał ten sam numer- 7.
- Czemu 7 ? – spytała Ali.
- A czemu nie? Tak jest łatwej, szybciej i wszyscy są zadowoleni. – powiedział John.
- Chyba już gdzieś słyszałem te słowa… - zażartował Kacper.
- Bardzo śmieszne. A tak na serio?
- Tak serio to nie wiemy. Łu… - Kacper walnął Johna z łokcia. – Nasz szef pewnie wie.
- Wasz szef ma na imię Łukasz?
- Tak. – odpowiedział Kacper rzucając złowrogie spojrzenie do Johna.
- Czek, czek, czekajcie! TEN Łukasz?!
- Ten, to znaczy który?
- Ten! Mój były! Tak czy nie?!
- Nie nasza wina, że umawiasz się z szefami mafii.
- Jest na mnie zły? Ma do mnie pretensje, że go rzuciłam? Chce mnie zabić? A jak nie to co chce zrobić? Przecież ja nic nie zrobiłam, to on! Mam się bać?
- John! Ja już z nią nie wytrzymam dłużej! Zrób coś, bo ją uduszę! – John złapał Alicję za ramię i ścisną tak, że ona, mimo iż usiłowała strzepnąć jego rękę, upadła na ziemię i straciła przytomność.
Obudziła się, poruszyła lekko głową i otworzyła oczy. Siedziała w niewielkim pokoju, na krześle. Naprzeciwko stało biurko o które opierała się piękna wysoka kobieta. Paliła papierosa i rozmawiała z jakimś mężczyzną, który znajdował się poza zasięgiem wzroku Alicji. Chciała się odwrócić, ale zemdlała.
Śniło jej się, że spaceruje z Kacprem po opuszczonym rynku jakiegoś miasta. Wokół znajdowało się wiele budynków, lecz w żadnym nie paliło się światło, chociaż była noc. Po chwili marszu usłyszeli muzykę.
- Już niedaleko. Przygotuj się. – powiedział Kacper. Im dłużej szli tym głośniejsza była muzyka. W pewnym momencie Kapi wszedł do budynku, a ona za nim. Jak już znaleźli się na dachu wyjęli karabiny i popatrzyli w dół. Byli tam wszyscy ludzie z tego miasta. Burmistrz pewnie organizował jakąś imprezę. Padł strzał, potem drugi, Ali naładowała karabin. Trzeci strzał i szu! Teraz ona! Wycelowała, strzał! Teraz Kacper naładował karabin, rozległy się kolejne dwa wystrzały i strzelił.
- Okey, teraz szybko za mną. – powiedział i zaczął biec do drzwi prowadzących na dół. Ona zrzuciła karabin z dachu, zerwała się z ziemi i skoczyła za bronią. - No weź, przestałabyś się popisywać! –krzyknął za nią.
Wstała z obolałą głową. Obejrzała się dookoła i stwierdziła, że spadła z krzesła. Do pokoju wpadło dwóch mężczyzn z pistoletami wymierzonymi w nią. Oprócz nich Ali nie dostrzegła nikogo więcej.
- Wszystko w porządku, nasz gość tylko się wreszcie obudził. – powiedział facet wchodzący właśnie do pokoju. Był dość wysoki, miał gęste blond włosy, które ciągle przeczesywał palcami. Ubrany był w czarną koszulę narzuconą na czarną koszulkę z jakimś rysunkiem, czyżby… to była wróżka?? Alicja, aż zaśmiała się sama do siebie. Nie no wróżka na męskiej bluzce? Ale nie tylko to było zaskakujące, ten koleś to był Łukasz, szef tej mafii. Łukasz… taa jej były chłopak, stał tu i patrzył na nią z pogardą. – Co ci się śniło?
- A co cię to obchodzi? – rozległ się odgłos odbezpieczanych pistoletów.
- Spokojnie chłopaki, mam wszystko pod kontrolą… jak z resztą widać! Co ona mi może zrobić? Hm? No właśnie! Więc sio za drzwi. A ty. – pokazał palcem na zaskoczoną Alicję – Trochę więcej szacunku, dziecko. Bo to ja tu rządzę i wystarczy, że pstryknę, a ty będziesz leżeć na ziemi, bez ducha. Wszystko jasne?
- Mhm.
- Odpowiada się jak w wojsku, czyli „tak jest”.
- No chyba nie… -powiedziała cicho.
- Słucham?
- Tak jest.
- No! A teraz do rzeczy… Jak myślisz, dlaczego cię tu sprowadziłem?
- Bo cię, ileś tam lat temu, rzuciłam?
- 6 lat temu. I nie, nie tylko dlatego. Widzisz, bo zawsze się zastanawiałem jak to jest, że coś się dzieje. Np. dlaczego ty mnie rzuciłaś? I…
- Bo szedłeś do innej szkoły, a poza tym miałam 12 lat. – przerwała mu.
- Też tak myślałem, ale… zresztą na razie jesteś w szoku po porwaniu. Później ci powiem, a teraz wybacz mi na moment. Muszę za dwie minuty być na spotkaniu. Kacper!
- Jestem! – powiedział Kapi salutując.
- Zabierz dziewczynę do pokoju nr 7.
- Tak jest! Chodź. – złapał Alicję za rękę i wyprowadził z pokoju.
Szli w miarę szybko, nie odzywając się. Ali zastanawiała się o który pokój nr 7 chodzi, jak można je odróżniać? To Przecież tylko przeszkadza. Dziwne… Już miała o to zapytać Kacpra, ale on odezwał się pierwszy.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- A zadałeś mi jakieś?
- Nie. Nie
ja, Łukasz.
- Czyli nie muszę odpowiadać.
- Nie, nie musisz. To znaczy nie musisz opowiadać mi. Łukasz to z ciebie na pewno wyciągnie.
- Powodzenia życzę… - powiedziała sarkastycznie. Kapi spojrzał na nią zdziwiony.
- Wiesz… my mamy dość mocne karty, więc lepiej uważaj i powiedz po dobroci.
- Czyli nie muszę odpowiadać.
- Nie, nie musisz. To znaczy nie musisz opowiadać mi. Łukasz to z ciebie na pewno wyciągnie.
- Powodzenia życzę… - powiedziała sarkastycznie. Kapi spojrzał na nią zdziwiony.
- Wiesz… my mamy dość mocne karty, więc lepiej uważaj i powiedz po dobroci.
- Co wam
tak zależy żeby dowiedzieć się o czym miałam sen!?
- Spadłaś z krzesła! Jesteśmy ciekawi dlaczego. – powiedział i zaczął się śmiać.
- Spadłaś z krzesła! Jesteśmy ciekawi dlaczego. – powiedział i zaczął się śmiać.
-Ha. Ha.
Ha. To było tak śmieszne, że aż z krzesła spadłam. Tzn.. – przerwał jej wybuch
śmiechu.
- No, będzie ubaw. – z trudem powstrzymał się od śmiania, żeby to powiedzieć. – Będziesz mieszkać ze mną.
- Co?! Chyba nie!
- Chyba tak, heh dziwne, że ja jako jedyny zgłosiłem się na niańkę dla ciebie. Zabawna jesteś.
- Ty ? Czemu?
- Jak to czemu? Komu by się chciało użerać z takim dzieciakiem jak ty?
- A ile ty masz lat, że mnie dzieckiem nazywasz, co?! Sorry bardzo od soboty jestem pełnoletnia!
- Ekstra. A teraz cicho, wchodzimy.
Kacper zapukał trzy razy do pokoju nr 7. Ciekawe po co? Przecież to był jego pokój. Podobno… Nikt nie odpowiedział, więc wszedł, ciągnąc za sobą Alicję.
- Wróciłem już! – krzyknął w przestrzeń.
Pokój był w miarę duży, ale mebli było mało, tylko rozkładana kanapa pod ścianą, naprzeciwko mała szafeczka, a nad nią ogromny telewizor. Po obu stronach telewizora były drzwi. Nagle złapało ją jakieś dziwne déjà vu, gdy popatrzyła na drugą stronę pokoju. Znów ta kobieta, opierająca się o biurko i paląca papierosa.
- Widzę właśnie. Czy to nasz piesek? – powiedziała z lekkim rosyjskim akcentem.
- Nie, Mery, to jest Alicja. Alicja, Mery. Mery, Alicja. – kobieta podeszła do Ali i podała jej rękę.
- Privet. Co ona tu robi?
- Będzie
z nami mieszkać. Muszę się nią opiekować.- No, będzie ubaw. – z trudem powstrzymał się od śmiania, żeby to powiedzieć. – Będziesz mieszkać ze mną.
- Co?! Chyba nie!
- Chyba tak, heh dziwne, że ja jako jedyny zgłosiłem się na niańkę dla ciebie. Zabawna jesteś.
- Ty ? Czemu?
- Jak to czemu? Komu by się chciało użerać z takim dzieciakiem jak ty?
- A ile ty masz lat, że mnie dzieckiem nazywasz, co?! Sorry bardzo od soboty jestem pełnoletnia!
- Ekstra. A teraz cicho, wchodzimy.
Kacper zapukał trzy razy do pokoju nr 7. Ciekawe po co? Przecież to był jego pokój. Podobno… Nikt nie odpowiedział, więc wszedł, ciągnąc za sobą Alicję.
- Wróciłem już! – krzyknął w przestrzeń.
Pokój był w miarę duży, ale mebli było mało, tylko rozkładana kanapa pod ścianą, naprzeciwko mała szafeczka, a nad nią ogromny telewizor. Po obu stronach telewizora były drzwi. Nagle złapało ją jakieś dziwne déjà vu, gdy popatrzyła na drugą stronę pokoju. Znów ta kobieta, opierająca się o biurko i paląca papierosa.
- Widzę właśnie. Czy to nasz piesek? – powiedziała z lekkim rosyjskim akcentem.
- Nie, Mery, to jest Alicja. Alicja, Mery. Mery, Alicja. – kobieta podeszła do Ali i podała jej rękę.
- Privet. Co ona tu robi?
- To co mówisz, że nie piesek? – rzekła Mery i pogłaskała Alicję po głowie. Ali złapała ją za rękę przeciągnęła do ust, powiedziała tylko:
- Nie piesek! Raczej wilk…- i ugryzła ją.
Mi się tam podoba i czekam na kolejny rozdział :3 Awww *____* Pisz szybko :3
OdpowiedzUsuń