środa, 20 stycznia 2016

Rozdział 40

– Która godzina? – zapytała i spojrzała na ciągnącą się, aż po horyzont, pustynię.
– Siedemnasta się zbliża. – odparł Martin. Byli w dziwnym budynku w Zartezie. Częściowo znajdował się pod ziemią, ale w jednym miejscu można było wspiąć się po krętych schodach na wieżę prawdopodobnie strażniczą. Po drodze spotkali anioła, ale poza tym byli sami. Biała wilczyca wskoczyła na dach łapiąc się jego brzegu. Nie było barierki, więc musiała się podciągnąć samymi rękami. Przynajmniej tak myślał Martin, ponieważ ona pomogła sobie skrzydłami, których jej przyjaciel nie widział. Zdziwiony spróbował powtórzyć jej czyn, ale był zmuszony przyjąć pomoc od białowłosej. Usiedli obok siebie na pochyłym dachu i przyglądali się w ciszy słońcu sunącemu już nisko po niebie.
– Niedługo będę musiała iść. – powiedziała po dłuższej chwili.
– Gdzie? – zapytał lekko zaniepokojony.
– Musze załatwić coś ważnego. – odparła tajemniczo uśmiechając się do niego.
– Nic więcej nie powiesz? – westchnął. Pokręciła przecząco głową. Zagryzła wargę wstając.
– Nie mogę się spóźnić. Polecę już teraz. – stwierdziła i odwróciła się do wilka. Stała na krawędzi dachu.
– Co ja mam robić?
– Zejdź na dół i czekaj na Nibertę. Ona się tobą zajmie, a ja niedługo wrócę.
– W porządku.
– Do zobaczenia. – rzuciła mu miły uśmiech i zrobiwszy obrót spadła z dachu. Przerażony chłopak podskoczył w sekundę do brzegu i w ostatniej chwili złapał ją za pelerynę. Ta odpięła się i została w jego ręce, a dziewczyna używając skrzydeł lekko wylądowała na ziemi 40 metrów niżej. Martin wciąż z wystawioną do przodu ręką w której trzymał materiał, patrzył z zaskoczeniem na wielkie czarne skrzydła Wilczycy. Dziewczyna z przyzwyczajenia chciała poprawić zapięcie peleryny, ale gdy dotknęła swojego dekoltu nie było go tam. Spojrzała do góry jednocześnie orientując się, że jej skrzydła są widoczne. Machnęła nimi nerwowo czekając, aż Wilk coś powie.
– Wytłumaczysz się z tego! – wrzasnął rzucając ubranie w dół. Złapała czarny, delikatny materiał. Założyła go na siebie i przytaknęła. Gdy zapięła klamrę w kształcie wilczego łba skrzydła zniknęły z widoku. Nadal jednak rzucały podłużny cień na popękaną ziemię. Odbiła się od niej i z prędkością torpedy wybiła do przodu. Szybko minęła wejście do tunelu, potem tylko przeleciała przez bramę. Zwolniła dopiero po drugiej stronie Wrót. Zasłoniła oczy ręką, ponieważ wyleciała prosto w promienie słońca. Targana nadmorskim wiatrem stanęła gładko na ziemi. Chwilę myślała, w którą stronę powinna się skierować i w tym czasie jakiś samochód stanął obok niej. Najpierw wysiadła młoda dziewczyna. Skrzywiła się bo na zewnątrz było zimno. Złapały kontakt wzrokowy. Dziewczyna uśmiechnęła się do Wilczycy, ta jednak odwróciła głowę i nerwowo poprawiła pelerynę. Ruszyła powoli do przodu. Z samochodu wysiadł jasnowłosy chłopak, który zatrzasnąwszy drzwi podszedł do swojej dziewczyny patrząc to na nią to na dziwną postać przed nimi.
– Coś nie tak? – warknęła zirytowana tym, że się na nią gapią i stanęła patrząc na nich wyzywająco.
– Masz piękne włosy. – stwierdziła radośnie brunetka i podeszła bliżej demonicy. Chłopak złapał ją jednak za rękę i nie pozwolił iść dalej.
– Zostaw ją w spokoju. Jest jakaś dziwna. – drugie zdanie tchnął jej do ucha, po czym złapał ją w talii i poprowadził do barierki. Dziewczyna szybko zafascynowała się barwami wieczornego nieba, zapomniała o tajemniczej postaci, która weszła w las.
 Szła raźnym krokiem przyglądając się domom, które ozdobione w straszne dekoracje przyciągały wzrok. Minęło ją kilka dzieciaków poprzebieranych w zabawne niby-straszne stroje. Dzisiaj Halloween. Przypomniała sobie, jak paręnaście lat temu też biegała po tych samych ulicach z woreczkami pełnymi cukierków. Uśmiechnęła się w duchu, jednak gdy zza zakrętu wyłonił się błękitny wyższy od innych dom, spoważniała i skupiła się tylko na tym. Zapukała dwa razy i udając dziecięcy głos zawołała:
– Cukierek albo psikus!
– Już idę! – odparła radośnie starsza pani zza drzwi. – Mam jeszcze… – zamarła w bezruchu zobaczywszy Białą Wilczycę. Rudy kot wyszedł z pomiędzy nóg staruszki i zamiauczał głośno.
– Mam do pani pewną sprawę. – uśmiechnęła się białowłosa. Tamta odłożyła koszyczek ze słodyczami na szafkę i patrząc podejrzanie wpuściła ją do środka.
– Nawet nie staraj się próbować swoich sztuczek. – ostrzegła Wilczyca czym wprawiła staruszkę w spore zdziwienie.
– Ależ o czym ty mówisz kochaniutka. – postawiła filiżanki na stoliku i drżącymi rękami zaczęła nalewać herbatę. Dziewczyna przechwyciła od niej naczynie i dokończyła tą czynność.
– Przybywam z Zartezu, za specjalnym poleceniem Blackbird. Prosi ona, co by pani zaprzestała wszelakiej aktywności metafizycznej gdyż zakłóca to równowagę tego świata. Krócej mówiąc, żadnej magii, bo po łapach. – powiedziała dobitnie Wilczyca.
– Nadal nie wiem o czym pani mówi. – upierała się staruszka.
– Wiem co pani planuje i mogę panią zapewnić, że nie dopuszczę do tego wydarzenia.
– Jedyną rzeczą, którą na tę chwilę planuję to jutrzejsze pójście do kościoła. Niegrzecznie jest kogoś oskarżać i byłabym wdzięczna gdyby pani opuściła mój dom. – rudy kot wskoczył na kanapę i zasyczał na dziewczynę, która upiła łyk herbaty.
– Najpierw proszę o podpis. – zgrabnie poruszyła nadgarstkiem jednocześnie biorąc kolejny łyk. Między jej palcami zaczął tworzyć się papirusowy dokument. Wyprostowała go na stole, a potem podała staruszce długie, krucze pióro.
– Wyjdź i więcej się tu nie pokazuj! – wzięła do ręki dokument, podarła go na kawałki i rzuciła w Wilczycę. Skrawki nienaturalnie zmieniły bieg i ułożyły się z powrotem, po czym dokument znów w całości opadł delikatnie na stół. Starsza pani ze zdziwieniem podniosła kartkę.
– Jak to możliwe? – zapytała niedowierzając. Biała wilczyca prychnęła z pogardą i wstała z kanapy.
– Nie lubię stosować przemocy w stosunku do słabszych, ale nie będę miała wyboru jeśli pani tego nie podpisze.
– Myśli pani, że jestem słaba? – w jednej chwili kot skoczył dziewczynie na głowę, wbijając boleśnie pazury w jej czaszkę. Kiedy zeskoczył przed Wilczycą stała smukła kobieta, na oko w jej wieku. Zamachnęła ręką zwalając białowłosą z nóg. Związała ją i przyciągnęła do siebie.
– Jestem najpotężniejszą z zartezjanek.
– Może i tak. Ale Blackbird jest od ciebie potężniejsza. – dziewczyna walczyła z więzami, ale nie mogła się uwolnić.
– Blackbird nie istnieje. – mówiąc to śmiała się ironicznie.
– Żeby nie było, że nie ostrzegałam. – wychrypiała Wilczyca, ponieważ więzy zacieśniały się coraz mocniej.
– Pozwól, że teraz ja cię ostrzegę… – staruszka która już nie była staruszką pochyliła się nad białowłosą. – Nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy. Nie wiem czy udajesz, czy naprawdę znasz moje plany. Ale uważaj, bo nie pozwolę, żeby ktokolwiek przeszkodził mi w moich zamierzeniach. Dlatego jeśli ci życie miłe, to wypad z mojego domu. – powiedziawszy to sznury opadły, a dziewczyna posłusznie wyszła poprawiając pelerynę. Przy wyjściu minęła grupkę dzieci. Uśmiechnęła się nieśmiało i poszła na tyły willi przeskakując rzez płot.



                                                                  ~*~*~*~




 – Ali…
– Nie nazywaj mnie tak! – wrzasnęła na całe gardło. – Jak w ogóle śmiesz się do mnie odzywać?! – szarpnęła do za bluzę. – Pieprzony zdrajca! Czemu?! Czemu mi to zrobiłeś?! Okłamywałeś mnie przez cały czas!
– Myślisz, że miałem jakieś wyjście? – odparł cicho. – Zresztą, co z tego? Okłamałem cię. Ludzie ciągle kłamią.
– Ja ci ufałam, szczerze cię kochałam. Byłam w stanie zrobić dla ciebie wszystko!
– Byłaś naiwna. I tyle. Nie obwiniaj mnie, tylko swoją głupotę. To, że byłaś zaślepiona miłością i nie dostrzegałaś, że pewne sprawy są niespójne. Powinnaś mnie pochwalić. Byłem świetnym aktorem i musisz to przyznać. – uśmiechnął się cwaniacko. Znów wszystko miał pod kontrolą. Bał się tylko szaleństwa które co rusz błyszczało w jej oczach, ale czuł też dumę, bo to wszystko było jego zasługą.
– Mogę wiedzieć o co chodzi? – zapytał Max, który do tej pory bał się cokolwiek powiedzieć.
– Nie. – odpowiedzieli jednocześnie. – Długa historia. – podsumował Adrian. Alicja uderzyła go jednocześnie podcinając nogi. Chłopak upadł do przodu, a dziewczyna zaczęła uderzać go w plecy w dzikim szale. Max złapał ją za rękę i odciągnął od brata.
– Co to było? – sapnął Adrian lekko rozbawiony.
– Wkurzyłeś mnie. – odparła poprawiając włosy. Alami rozpłynęło się w mroźnym powietrzu, a dziewczyna po kilku niezręcznych sekundach dodała: – Już mi lepiej. Cieszę się, że nikt już nic przede mną nie ukrywa.



                                                                  ~*~*~*~




 – Czegoś jeszcze panienka potrzebuje?
– Dziękuję Fuki. Możesz wrócić do siebie. – powiedziawszy to odwróciła się i posłała promienny uśmiech do ubranej na czarno dziewczyny. – Zmykaj bo jeszcze ktoś zauważy, że cie nie ma. – odparła radośnie kończąc upinanie swoich włosów.
– Przecież dobrze pani wie, że nikt już o mnie nie pamięta. – naciągnęła bardziej kaptur na głowę i szła ostrożnie i bardzo powoli tyłem.
– To nie prawda moja droga. – kobieta siedząca na czarnym posłaniu przed lustrem wstała i podeszła do swojej podwładnej. – Gdyby o tobie zapomnieli zniknęłabyś. – dotknęła jej głowy i ostrożnym ruchem zsunęła kaptur. Srebrzyste włosy dziewczyny rozlały się wokół oświetlając pustkę która panowała wokół. – Dziękuję, że mnie odwiedzasz, dzięki temu mogę nacieszyć się światłem.
– Czemu pani żyje w ciemności? – zapytała Fuki nieśmiało i zaczęła z powrotem zaplatać swoje włosy.

– W ten sposób nikt mnie nie znajdzie. – uśmiechnęła się sama do siebie patrząc w stronę lusterka. – Wracaj na miejsce. – dziewczyna skłoniła się delikatnie i zakładając kaptur odeszła w stronę mieniącego się daleko światła. – Fokulurusa! – drgnęła na dźwięk swojego pełnego imienia i odwróciła się do swojej pani. – Nie przychodź do mnie w najbliższym czasie. – kiwnęła zamaszyście głową przez co kaptur się trochę zsunął, ale zignorowała to i ruszyła biegiem w dalszą drogę. Na granicy światła i ciemności zrzuciła pelerynę, a jej włosy zalśniły potężnym blaskiem jednocześnie pochłaniając światło słoneczne. W momencie przekroczenia granicy włosy dziewczyny zaczęły się unosić do góry. Odbiła się najmocniej jak umiała i zniknęła.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Tak tak wiem, taki krótki rozdział po tak długiej nieobecności to po prostu chamstwo, wybaczcie >-< Ale jest! pierwszy rozdział w nowym roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz