poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 35?

– Tylko po to przyszłaś? – na drodze stanęła jej rudowłosa dziewczynka. Ali ominęła ją bez słowa, ale poczuła jak małe rączki zaciskają się na nadgarstku jej prawej ręki.
– Jeszcze tu wrócę. – przesunęła wzrokiem po wszystkich. – Ale teraz naprawdę muszę iść. Lada moment anioły mogą zaatakować.
– To zrozumiałe. – mruknęła Mery. – Ale chciałabym jeszcze z tobą porozmawiać. – Alicja wysłała jej pytające spojrzenie, ale przytaknęła.
– Ja także. – wtrącił Nataniel wstając.
– Alicjo usiądź tu. – wtrącił Łukasz wskazując na biurko. – Ty też Mery. Wszyscy musimy pogadać.
– Jasne. – westchnęła Marie opadając ciężko na łóżko lekarskie. Jej córka też wdrapała się na nie i usadowiła obok. – W takim razie ja zacznę. Co sądzicie o Naomi?
– Nie lubię jej. – odpowiedziała bez namysłu Alicja.
– Ja jej w sumie nie znam. – Łukasz wzruszył ramionami.
– Za bardzo się rządzi. – odparł Nataniel.
– Wiedziałam! – wskazała na niego palcem uśmiechnięta od ucha do ucha. – Dlatego mnie uśpiłeś, wszystko stało się jasne… Skoro znasz Naomi, to znasz też jej siostrę, czyli…
– Nataniel! Ty pracujesz dla Niberty? – przerwała Alicja, która omal nie krzyknęła podnosząc się zdziwiona. Obie patrzyły na lekarza przeszywającym wzrokiem.
– Chyba nie ma co dalej tego ukrywać. – prychnął. – I co teraz ze mną zrobicie? – oparł się na krześle wygodniej.
– Nic. – zachichotała Marie. – Też nad tym myślałam. Naomi musi zostać obalona, bo przez nią Zartezjanki  tracą swoją dumę.
– Co masz na myśli? – zapytała Ali i znów usiadła.
– Choćby to, że jako zgrana grupa siedmiu dziewczyn. Wszechmocnych dziewczyn. Dzięki Naomi używacie tylko około 30% swojej mocy. Nie mówię, że to jest bardzo źle. Ale staczacie się na dno prosząc o pomoc ludzi i anioły. Wasza rasa wisi na cieniutkim włosku i naprawdę nie wiele trzeba by się jej pozbyć. Ale Nan chce wciąż trwać w tym stanie bo uważa, że inaczej się nie da.
– A da się inaczej?
– Wiesz co to są demony? Nie, niepotrzebnie pytam. Oczywiście, że nie wiesz. Wiele rzeczy Nan przed wami ukrywa. Jak odzyskasz wspomnienia, będziesz dobrze wiedzieć o czym mówię. Jednak, gdy to się stanie Nib też zrobi pierwszy krok do rewolucji. Właściwie drugi. Pierwszym krokiem było wychowanie ciebie.
– Jak to?
– Adrian. To jej podwładny. Zgodziłam się na to by się z tobą zadawał. Niberta przekupiła mnie, bym się tak tym zajęła, żeby Naomi nic nie podejrzewała, ale oczywiście domyśliła się. Dlatego tak wcześnie musiałam cię oddać w jej ręce.
– A Adrian…
– Adrian cały czas o wszystkim wiedział, wychowywał się mając ciebie na oku przez cały czas, by w odpowiednim momencie zaatakować. Jednak odpowiedni moment nie zdążył nadejść. Bo Naomi dowiedziała się częściowo o mojej zdradzie. Kiedy i ja się domyśliłam, że powoli przestaje mi ufać ugadałam się z Adrianem, a ten przeszedł do swojego planu najszybciej jak umiał.
– A jego planem było…
– Rozkochanie cię w sobie. Miał na to rok. Bo Naomi zażądała, że jak osiągniesz pełnoletniość masz wrócić do Zartezu. Osiągnął swój cel. Ale nie skończył. W planach miał jeszcze jedną ważną rzecz.
– Chciał dobitnie ze mną zerwać.
– Dokładnie tak. – pstryknęła palcami z lekkim podziwem. – Domyślasz się dlaczego?
– To oczywiste. Chciał sprawić bym była bardziej uodporniona na związki. Bym rozsądniej myślała.
– Mniej więcej.
– Czemu mi to wszystko mówisz?
– Bystra jesteś. Powinnaś wiedzieć.
– Nie chcesz, żebym była po stronie Naomi. – Ali wstała i przeczesała włosy ręką. – Powiem wam jedno. Nie chcę się w ogóle mieszać w tą całą wojnę. Chcę żyć spokojnie bez nikogo kto miałby mi mówić co mam robić.
– Naomi ci nie da spokoju. Jeśli nie będziesz chciała się podporządkować zabije cie jeszcze raz.
– Nie dam się tak łatwo zabić.
– A ona ci tak łatwo nie odpuści.
– Zobaczymy. – ruszyła zgrabnym krokiem do drzwi.
– Alicjo.
– Dobra! Zabiję ją, ale czy to rozwiąże problem?
– Nie rób nic bez Niberty, bo zginiesz.
– Dam sobie radę. Czy Nib jest w stanie wrócić mi wspomnienia?
– Jest w stanie to zrobić, ale nie wiem czy będzie chciała.
– Niech ci będzie. Natanielu, umów mnie na spotkanie. Powiedz Nibercie, że tutaj, pojutrze o 11tej. Będę na nią czekać. A teraz lecę po wspomnienia. Do zobaczenia. – powiedziawszy to zrobiła zgrabny piruet i wyfrunęła z gabinetu.
– Ona odegra bardzo ważną rolę w najbliższym czasie. – mruknął Łukasz, czym zwrócił uwagę reszty.
– Chcąc nie chcąc będzie musiała wziąć wszystko na siebie. Bo tylko ona będzie do tego zdolna.
– Do czego, mamo? – zapytała Andżelika.
– Jestem pewna, że gdy przyjdzie odpowiedni czas, zrozumiesz co miałam na myśli, kochanie. – odparła Rosjanka zaczesując włosy dziewczynki za ucho. – A teraz chodź. Musimy się przebrać. – zaczęła zmierzać do wyjścia trzymając córkę za rękę. Odwróciła się jeszcze na chwilę do chłopaków. – Nat powiedz Nibercie, że czekam na rozkazy.
– Nie ma problemu. Tylko, że chwilowo chyba nie ma nic ciekawego do roboty.
– To po co przyleciała tu ta Zartezjanka? – spytał Łukasz.
– Miała zabrać Marie do jakiegoś innego oddziału. Takie dostałem polecenie od Nib. Tylko, że myślałem, że przyleci anioł. Mery miała zostać zabrana tak, by Ania tego nie zauważyła. Dlatego wszyscy w bazie zostali uśpieni. Wszyscy, którzy nie mieli styczności z Blackbird. I początkowo ten specyfik miał zadziałać, również na ciebie i Andżelikę. Ale dzięki temu, że oboje przyjmujecie Ametystorię gaz na was nie zadziałał.
– Ametystoria to to co sprawia, że mogę czarować? – odezwała się rudowłosa.
– Tak. Ten sam roztwór, który działa tak na ciebie, neutralizuje toksyny w ciele Łukasza. – odpowiedział Nataniel.
– Czemu chciała mnie przenieść? – zapytała Rosjanka.
– O to już musisz się jej zapytać.
– Dobra. Chodźmy. – zakomunikowała Mery i pociągnęła za sobą córkę. Chwilę potem Łukasz też wyszedł.



                                                                  ~*~*~*~




Perspektywa Adriana:

– Cześć, bracie. – powiedziałem ciepło w stronę Maxa. To dziwne uczucie po tylu latach dowiedzieć się o swoim poprzednim wcieleniu. Mój brat nie wyglądał jednak na szczęśliwego.
– Nie jesteśmy braćmi. – warknął. No i jak ja mam go teraz przekonać… Spojrzałem na Nibertę szukając pomocy. Ona stała w milczeniu kawałek dalej i patrzyła na nas z uwagą ignorując moje nieme prośby. – Adrian nie żyje. I nawet jeśli wyglądasz zupełnie jak on, to na pewno nim nie jesteś. Dlatego przestańcie mnie wkręcać i wypuśćcie mnie. – spojrzał znacząco na Nib.
– A gdzie chcesz pójść? – zapytałem.
– Gdziekolwiek. Byle nie mieć z wami nic wspólnego. – nagle zza pleców Niberty wyłoniła się urocza kobieta. Kiedy spojrzałem w jej oczy od razu w mojej głowie zaczęły pojawiać się urwane sytuacje. Ulica. Tłumy uciekające przed skrzydlatymi stworzeniami. A obok mnie dziewczyna. Posłała mi ostatni chytry uśmiech, a jej wzrok wwiercił mi się w czaszkę, po czym skoczyła w wir walki. Zgrabnie unikała ostrzy i grotów strzał. Tańczyła w powietrzu bawiąc się swoją płonącą włócznią i rozrywając nadlatujących przeciwników. Wyglądała tak pięknie. I nagle ciemność, by po chwili znaleźć się w zupełnie innym miejscu. Trzymają ją. Jest związana. Szarpie się. Gdzie się podział ten zabójczy demon? Teraz wygląda jak ptaszek w klatce. Spanikowana próbuje się uwolnić. A ja mogę tylko patrzeć na nią. Nadal jest piękna. Słychać krzyki, płacze, błagania. Ale ona milczy. Ona jedyna z całej dwunastki nie wydaje z siebie żadnych odgłosów. Klęczymy wokół Ameli, która na polecenie Naomi ma rzucić na nas klątwę. Nie przejmuję się tym. Liczy się tylko to, czy potem znów spotkam swoją piękną, zabójczą Rijekę.
A teraz… Stoi tu przede mną. W innej postaci, ale nadal piękna. Uśmiecha się chytrze tak jak wtedy. Ale teraz nie czuję do niej tego co kiedyś. Moja miłość się wypaliła. Ciekaw jestem co ona o mnie myśli. Nagle orientuję się, że Niberta coś do mnie powiedziała. Biorę głęboki oddech i przenoszę wzrok na szefową.
– Powtórz. – żądam, nie proszę.
– Max, ucieka. Nie gonisz go? – rozglądam się, i faktycznie. Mój brat biegnie plażą na zachód.
– Nie ma takiej potrzeby. On zawsze był odporny na wiedzę. Przyjdzie czas, że zrozumie. Jego da się przekonać tylko czynami.
– To mogliśmy tu w ogóle nie przychodzić.
– Miałem cichą nadzieję, że trochę wydoroślał. – odparłem i zmieniłem się w człowieka. – Pamiętasz mnie? – zwróciłem się do Rijeki.
– Jeszcze nie zwróciłam jej wspomnień. – odezwała się Niberta. Przytaknąłem.
– Czy Marie nie powinno już tu być? – zadałem kolejne pytanie.
– Powinna. – odrzekła Nib po chwili zastanowienia i sięgnęła do kieszeni. Wyjęła czarną kwadratową płytkę i westchnęła. – Mam pięć nieodebranych połączeń od Nataniela. Chyba coś się stało. Polecę tam. Rijeko, może Ad tu zostać przez jakiś czas?
– Jasne. – dziewczyna się uśmiechnęła się do mnie, odwzajemniłem uśmiech.
– To ja lecę. – powiedziawszy to wzniosła się do góry na wciąż niewidzialnych skrzydłach i pofrunęła w kierunku bazy. Odprowadziłem ją wzrokiem, a potem spojrzałem na Rijekę.

– My też chodźmy. – zaproponowała i ruszyła przodem., a ja za nią. 


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Tak, tak wiem. Miało być co drugi piątek, ale tak się złożyło że w piątek nie miałam neta a cały weekend mnie nie było w domu :< No ale jest rozdział 35... prawda? tyle już tego napisałam że się gubię :P następnego rozdziału spodziewajcie się 10-tego lipca :) 
Aczkolwiek! jeśli coś by się stać miało to lepiej zasubskrybować bloga :D na górze na stronie głównej macie taką możliwość. Wystarczy wpisać swojego maila, na którego będą przychodzić powiadomienia, że dodałam kolejny wpis :)
dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że się podobało! ;3

1 komentarz:

  1. 10 lipiec? Ale ciekawie się złożyło :) Mamy wtedy ,,święto" w mieście - Kiedyś mieliśmy kino w naszym mieście. Niestety okazało się, że leżało na ziemi należącej do kościoła i, oczywiście, księdzowie od razu je przejęli. Co jakiś czas puszczali coś, ale nikt nie przychodził, bo przez nich kino podupadło. Zimno, wilgotno, szczury, niewygoda itd. A niedawno jacyś ludzie o niesamowitym darze przekonywania (kasiorką pewnikiem) wydzierżawili i przywracaj kino do poprzedniego stanu. I wielkie otwarcie jest 10!
    Niezła zbieżność dat :D
    A co do rozdziału: Super, super i jeszcze raz super! :)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń