piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 34

– Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
– Oczywiście, że tak. – odparła lądując obok anioła, który wciąż miał niepewny wyraz twarzy. – jeszcze nie zauważyłeś, że moje pomysły zawsze są dobre? – ten westchnął tylko i zeskoczył z klifu by chwilę potem zniknąć po drugiej stronie Wrót. Niberta zanurkowała zaraz po nim, ale zawisła tuż nad taflą wody widząc nieopodal plaży cos niezwykłego. Pofrunęła tam i szybko zorientowała się, że jest to Adrian. Dopiero co wyszedł z wody i chyba przymierzał się do dłuższego biegu.
– Gdzie się wybierasz?! – krzyknęła do niego, zanim wystartował. Stanęła bosymi stopami na wilgotnym piasku i popatrzyła przenikliwie w jego wilcze oczy.
– Alicja uciekła. – warknął zaraz po przemianie. – Biegnę ją znaleźć bo chyba wiem gdzie jest. Oddychał ciężko.
– Zmień się z powrotem. Wytłumaczysz mi rano, a teraz chodź ze mną. – wykonał polecenie już nic nie mówiąc. Szli wzdłuż plaży bardzo długo. Tak długo, że niebo zaczęło przybierać już jasne odcienie szarości. Nadchodził nowy dzień i Ad mógł wreszcie na powrót stać się człowiekiem.
– Gdzie idziemy? – zapytał niepewnie.
– Spotkasz się ze swoim bratem. – odparła wymijająco.
– To ja mam brata? Czemu mi nie powiedziałaś?! – warknął, a jego tęczówki zrobiły się błękitne.
– Panuj nad sobą. – odwróciła się i trzepnęła go niezbyt mocno w twarz. Pokazała mu srebrny wisiorek, który zaplątany był na jej nadgarstku. Zawieszka przedstawiała dwa skrzyżowane półksiężyce. – Tu… – zrobiła pauzę czekając, aż spojrzy na nią. – … są zapisane twoje wspomnienia. Nie udało mi się odzyskać ich wszystkich. Ale część o twojej rodzinie z poprzedniego wcielenia odratowałam. Te sprzed buntu, ukradłam od Amelii. Tylko tyle. Będziesz uboższy we te kilkadziesiąt lat doświadczenia. Przykro mi. – patrzył na nią uważnie słuchając – Musisz też wiedzieć, że… – odetchnęła opierając rękę na biodrze – … wraz z wspomnieniem o życiu wróci ci wspomnienie o śmierci. Było to dość nieprzyjemne w twoim przypadku, jesteś pewien, że chcesz?
– Byłem na to przygotowany. – rzekł stanowczo – Jak mi je zwrócisz?
– To nie jest takie trudne. Wystarczy, żebyś położył się na piasku. – gdy to zrobił, powiedziała: – Teraz zamknij oczy i postaraj się oczyścić umysł. Myśl o wszystkim i o niczym jednocześnie. Zrelaksuj się, a resztę zostaw mnie. – założyła mu naszyjnik, a następnie korzystając ze swojego sztyletu przecięła sobie palec. Zaczęła rysować mu na twarzy znak Zartezu. Z punktu między oczami poprowadziła dwie krwiste linie kończące się przy kącikach ust i na czubku nosa narysowała poziomą kreskę. Utworzyła w ten sposób coś na wzór litery A. Pstryknęła palcami stojąc nad nim. W ułamku sekundy czerwony ślad zapalił się żywym ogniem. Chłopak zaczął głębiej i spokojniej oddychać. Wisiorek poczerniał i chwilę potem ogień zgasł. Zabrała gorącą zawieszkę z jego szyi i pomogła mu usiąść. Ad miał nieobecny wzrok przez co najmniej 10 minut. Po tym czasie odezwał się ponuro:
– Faktycznie mam brata.
– Tak. – potwierdziła.
– Faktycznie miałem nieprzyjemną śmierć. – westchnął i podniósł się na nogi.
– Owszem. – znów przytaknęła i również wstała.
– Więc chodźmy spotkać się z moim bratem. – Nib uśmiechnęła się.
– Można się było tego po tobie spodziewać.
– Słucham? – nie bardzo rozumiał co demonica ma na myśli.
– Z reguły po przyjęciu wspomnień ludzie potrzebują czasu by sobie to uporządkować i przyswoić do wiadomości jakich czynów wcześniej dokonali.
– Nie dziwię się, ale… – spojrzał na nią chytrze. – … teraz wszystko się wyklarowało. Idźmy do mojego brata. I przekonajmy go by razem z nami zemścił się na Naomi. Jego wspomnienia też masz?
– Oczywiście. – ucieszyła się i pokazała mu drugi nadgarstek na którym również wisiały skrzyżowane półksiężyce, ale w inny sposób. Tamte złączone były górnym i dolnym końcem, a w tym przypadku ostre końcówki były zwrócone na zewnątrz.
– Daleko jeszcze? – Niberta pokręciła głową przecząco. Jej skrzydła stały się przeźroczyste gdy pierwsze promienie słońca zaczęły się wynurzać znad wody. Szli jeszcze 20 minut, potem Nib rozkazała Adrianowi poczekać. Ten zmienił się w wilka i usiadł na piasku. Miał czas by zacząć myśleć o swoim występku. Sumując wszystko, ten skok z klifu z frustracji wyszedł mu na dobre. Nib jest naprawdę dobrą szefową. W porównaniu do tamtej Naomi… Nie, to jednak nie był dobry moment na kontemplację. Nagle usłyszał czyjeś łapy na piasku…



                                                                  ~*~*~*~





– Hej. – Max uśmiechnął się na widok Rijeki. Dziewczyna to odwzajemniła.
– Hej. Mam dla ciebie małe info. – jak zwykle żuła gumę i wwiercała wzrok w jego oczy.
– No słucham. – usiadł wygodniej na worku z sianem, który był jego legowiskiem przez ostatnie dwa dni.
– Kojarzysz tą dziewczynę ze skrzydłami co u ciebie była po tym jak cie tu przyprowadziliśmy? – wilk przytaknął. – Ma dzisiaj wpaść. Taka mała rada. Zgódź się z nią pracować.
– Mówiłem ci już kiedyś, że jestem samotnym wilkiem. – prychnął i wstał. Uśmiechnęła się do niego po raz kolejny.
– Tak samo jak twój brat. – rzuciła opierając się o ścianę i z satysfakcją obserwując jak ta informacja wpływa na Maxa.
– Mój brat… nie żyje. Skąd ty możesz wiedzieć jaki był?! – warknął nie panując nad emocjami.
– Spokojnie. – uniosła ręce w obronnym geście. – Adrian żyje. Jest między wami teraz spora różnica wieku, ale to nic. On żyje. Moja szefowa go uratowała, a on teraz dla niej pracuje. Niberta naprawdę chce dla nas jak najlepiej. Jeśli jej pomożemy zwróci nam wspomnienia i zdejmie klątwę.
– Jesteś zbyt naiwna, dziewczyno.
– Niberta cię przekona. Niedługo będziemy razem pracować. – powiedziawszy to wyszła zostawiając go samego.
 Kilka godzin później faktycznie zabrano go z jego celi. Szedł w towarzystwie Rijeki i jednego strażnika przez korytarze, aż w końcu wyszli na świeże powietrze. Ubogi w rośliny las spowity był siwą mgłą, która rozszczepiała promienie wschodzącego słońca. Wyłoniła się z niej demonica, odganiając lekko obłoki pary wodnej smoczymi skrzydłami.
– Zmień się i chodź ze mną. – odparła do wilka, który przyglądał się jej z uwagą. Gdy dotarły do niego jej słowa spojrzał na Rijekę, która przytaknęła gwałtownie z uśmiechem. Natomiast strażnika nie było nigdzie widać. Ostatecznie wykonał jej prośbę. Chwilę potem, kiedy zaczęli zbliżać się do plaży, ujrzał wilczą sylwetkę. Ów wilk, cały czarny, popatrzył na Maxa swoimi błękitnymi tęczówkami, kiedy podszedł bliżej. Oboje zamarli w bezruchu, a Niberta przyglądała się im czekając na reakcje.



                                                                  ~*~*~*~




Bolała ją głowa i czuła się jakby miała kończyny z waty. Widziała, że rusza palcami, ale nie czuła tego. Leżała na kanapie jednego z pokoi w bazie. Ostatnie co pamięta to to, że była u Nataniela po jakieś tabletki przeciwbólowe, ponieważ strasznie źle się czuła. Co się działo potem, niestety nie wiedziała. Kiedy już doszła do siebie, wstała i rozejrzała się. Kieszenie miała puste, co było bardzo dziwne. Wyszła na zewnątrz i zobaczyła słodką piegowatą dziewczynkę, która niezwykle ucieszyła się na jej widok i rzuciła jej się na szyję.
– Spokojnie, Andżelika! – krzyknęła chichocząc i przytuliła córkę.
– Alicja wróciła! Ona jest straszna. – zaczęła szybko tłumaczyć, ale Mery ją uciszyła.
– Zaprowadź mnie do niej.
 Chwilę potem weszły do gabinetu lekarskiego. Alicja spojrzała na nie i uśmiechnęła się.
– Czyli to jednak byłaś ty Aniu. – zwróciła się do dziewczynki chowającej się za swoją mamą.
– Czemu wróciłaś? – zapytała Marie chcąc szybko przejść do rzeczy.
– Nie wróciłam. Podobno Naomi miała się tu zjawić, a muszę się z nią pilnie skontaktować.
– Jakaś zartezjanka tu już była, wiec wątpię, żeby Nan się jeszcze tu fatygowała osobiście. – wtrącił Łukasz.

– No to logiczne. Naomi ma teraz dużo na głowie, więc się pewnie nie rusza z Zaranu. – odparła rosjanka na co Ali skinęła głową i wybiegła bez słowa. 



~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Wiem że zakończenie beznadziejne, ale chcę po prostu rozwinąć akcję i w miarę ją zakończyć w następnym rozdziale ;)
Dajcie znać w komentarzach co sądzicie o tym epizodzie :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz