piątek, 29 maja 2015

Rozdział 33

Zrobiłam sobie dość długieee wakacje od pisania, ale wracam do tego. Teraz będę dodawać rozdziały systematycznie. Pinkie Promise ;)

******




– Kacper…? – szepnęła Alicja nie wierząc własnym oczom. – Co on tu robi? – powiedziała do siebie i ukryła się za pniem drzewa. Chłopak stał przy kiosku po drugiej stronie ulicy i rozmawiał ze sprzedawcą. Upewniła się, że nikt na nią nie patrzy i zmieniła się w kruka.
– Dziwne się rzeczy dzieją ostatnio, co? – zagadnął starszy pan zza lady.
– Co ma pan na myśli? – Kapi podniósł wzrok znad gazety.
– Te tajemnicze wilkołaki na przykład. – wskazał na zdjęcie w gazecie.
– To pewnie zwykły photoshop. Bardziej intrygujące są te wszystkie porwania i zniknięcia.
– Racja, racja. Najpierw ta młoda dziewczyneczka, a teraz jest ich coraz więcej. Policja sobie z tym nie radzi.
– Nic dziwnego, myślę że to jakaś bardziej skomplikowana sprawa. Trudno teraz cokolwiek na ten temat powiedzieć.
– Rząd pewnie jeszcze wszystko ukrywa.
– Na pewno. – mruknął Kacper i zerknął na ptaka, który przysiadł na ladzie.
– Patrzcie państwo, w ogóle się nie boi. – staruszek wyciągnął rękę to zwierzaka. Ptak udziobał go boleśnie, ukradł jeden egzemplarz gazety i odleciał na drzewo w środku parku. Kacper nagle skojarzył kilka faktów i przebiegł przez ulicę w poszukiwaniu niesfornego ptaszyska. Stanął pod jednym z drzew. Nie widział kruka, ale był pewien, że tam jest.
– Nie ładnie kraść... – odparł opierając się o pień. – …Alicjo. – dodał po chwili. Nic się nie wydarzyło. Więc wznowił swoją wypowiedź. – Wiem, że tu jesteś. Nie musisz się ukrywać, nie skrzywdzę cie przecież.
– Jesteś na to zbyt słaby. – zachichotała dziewczyna pojawiając się nagle przed nim. Przygwoździła go do pnia ręką i przyduszając zapytała: – Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
– Intuicja. – uśmiechnął się blado próbując złapać oddech.
– Jasne. – warknęła. – To pewnie znowu jakaś sztuczka Niberty. – docisnęła mocniej. Złapał ją za rękę, żeby móc coś wykrztusić.
– Pamiętasz jak razem z Johnem i Alexem cie porwaliśmy? – poluzowała uścisk. – Byłaś wtedy taka słodka, niewinna. – zaśmiał się ochryple i odsunął jej rękę. Zaintrygowana Ali położyła ją na biodrze i słuchała dalej. – Jak śpiewałaś razem z radiem, żeby się od stresować. Masz ładny głos, powinnaś być piosenkarką. Myślę, że łatwo zdobyłabyś grono fanów, nadajesz się do tego. Popisywanie się jest w twoim stylu. Ale zmieniłaś się, wydoroślałaś. Niewątpliwie jesteś silna i odważna. Jednak jest coś czego ci brakuje prawda? Pozwól mi zaspokoić to pragnienie.
– Przestań się wygłupiać, Kacper. To nie jest zabawne. Mam dużo rzeczy na głowie i nie chcę, żeby coś ci się stało, a to bardzo prawdopodobne.
– Masz duże kłopoty?
– Dam sobie radę sama, więc daj mi spokój.
– Sama mnie sprowokowałaś do tego spotkania.
– Owszem. Chciałam się oficjalnie pożegnać. – chłopak westchnął.
– Będę na ciebie czekał.
– Na pewno się jeszcze zobaczymy. – uśmiechnęła się, już nie miała wątpliwości, to był prawdziwy Kacper. Przyglądał się jej, a raczej pożerał ją wzrokiem wręcz. Czuła się z tym nieswojo. Popatrzyła w niebo nie wiedząc co robić. Kiedy znów na niego spojrzała był bliżej. Za blisko, ale z jakiegoś powodu nie mogła (a może nie chciała?) się cofnąć.
– Wybacz mi jeśli to co teraz zrobię ci się nie spodoba. – odparł i nie dając jej ani chwili na zastanowienie wsunął rękę w jej włosy tym samym odgarniając je z szyi na której złożył pocałunek. Dziewczyna zastygła w bezruchu próbując zrozumieć czemu to co on robi jest takie przyjemne. Te kilka sekund trwało wieki. Kiedy chłopak odsunął się z uśmiechem nadal stała zdziwiona i ledwo usłyszała jego słowa: – W takim razie do zobaczenia. – powiedziawszy to odszedł z rękami w kieszeniach. Ali przeczesała włosy palcami i odetchnęła głęboko przywracając się do porządku.
– Zaczekaj. – krzyknęła z nim niezbyt głośno. Chłopak odwrócił się ze zdziwieniem. – Chciałam cię jeszcze o coś zapytać.
– Słucham uważnie. – jego usta wygięły się w tym charakterystycznym miłym uśmiechu.
– Chodzi o mój powrót do bazy. – widać było, że zainteresowało go to, ale nie odezwał się. Ali po krótkiej pauzie na nabranie powietrza oznajmiła: – Chciałabym tam pracować na stałe, gdy się już wszystko ułoży. – Kapi rozpromienił się.
– Myślę, że nie będzie większego problemu z zatrudnieniem cię na pełny etat, ale trzeba to jeszcze uzgodnić z Łukaszem.
– Wiem, wiem. Ale chwilowo chyba nie będę miała czasu tam wpaść. Muszę znaleźć Naomi. To chwilowo mój priorytet. – tak naprawdę nie chciała się z nią widzieć, ale stwierdziła, że odzyskanie wspomnień byłoby jak najbardziej wskazane.
– Masz na myśli tą Zartezjankę, która cie zabrała do siebie ostatnio? Bo słyszałem, że ma wpaść do nas do bazy. A przynajmniej tak mówił Łuki przed moim wyjazdem…
– Po co ona tam chce przylatywać?? – przerwała mu.
– Nie pytaj mnie o takie rzeczy, bo nie wiem. Wiem, że ma przylecieć i tyle. A przyleci na pewno, sama Marie tak powiedziała. – Mery jako łączniczka między światami powinna mieć aktualne informacje, ale jest też możliwość, że okłamała Kacpra, pomyślała Ali.
– Dobra, zabierzesz mnie do bazy? Masz jakiś transport?
– Pewnie, tam stoi mój samochód. – pokazał palcem parking naprzeciwko znienawidzonej przez nią kawiarni.
– Pośpieszmy się. – wymruczała  i zaczęła zmierzać we wskazanym kierunku.


                                                                  ~*~*~*~




– Naomi! – krzyknęła Possan na cały głos. – Co ty wyprawiasz?! – dziewczyna podniosła wzrok.
– Poss! Właśnie miałam się do ciebie odezwać. Trzeba zwołać dziewczyny.
– O co chodzi? Przecież nam tu nic nie grozi.
– Z Nibertą nigdy nic nie wiadomo. Wyślesz Loreen po Andżelikę? Musimy tu być wszystkie gdy Nib zaatakuje.
– Upadłaś na głowę dziewczyno? Wszystko się teraz zachwiało, nikt nie wie co ma robić a ty sobie znikasz, łazisz gdzie chcesz! Ty tu jesteś przywódczynią… – Nan spojrzała na koleżankę z politowaniem.
– Każdy ma robić to co robił do tej pory. Nie jesteśmy w aż tak krytycznej sytuacji.
– A co z Alicją? – Naomi zacięła się w połowie ruchu, potem poprawiła sukienkę i odchrząknęła.
– Idź, rozkaż Loreen, żeby poleciała po Andżelikę. – powiedziała wymijająco. Poss westchnęła i wyszła z jej pokoju. Biedna Nan nie umie się pogodzić z tym, że któraś z Zartezjanek się jej sprzeciwiła. To jest duża skaza na jej godności.
 Loreen siedziała w swoim pokoju misternie czyszcząc swoją ulubioną broń. Gdy Possan weszła do jej pokoju, posłała jej miły uśmiech.
– Co tam? – zapytała wstając.
– Naomi prosi, żebyś poleciała do Świata i przyprowadziła Andżelikę. Zrobisz to?
– Tak, pewnie. – zgarnęła z biurka swoje pałeczki i zaczęła wczepiać w wysokiego koka. – Już lecę. Ona jest tam gdzie wszystkie? – Poss przytaknęła.
– Dzięki. To do zobaczenia. – pożegnały się i Possan wyszła, a Loreen wyskoczyła przez okno robiąc obrót i zatrzepotała kruczymi skrzydłami łapiąc równowagę. Zatrzymała się dopiero po drugiej stronie Wrót. Przysiadła na gałęzi patrząc jak mała dziewczynka z paniką biega po płycie starego lotniska.
– Oh Niberto. Jaka twoja siostra jest przewidywalna. – zakrakała zrywając się do lotu.



                                                                  ~*~*~*~




 Podroż była krótka. Spędzili ją na wymienianiu uwag i hipotez dotyczących ostatnich wydarzeń. Alicji podobał się fakt, że Kacper brał wszystko na logikę, a swoje uczucia znosił na drugi plan. Zauważyła jego zachwyt, gdy ją zobaczył wtedy w parku. Wiedziała, że jego uczucia nadal są żywe. Głupio czuła się wiedząc, że kiedyś mogli być parą, a ona nic nie pamięta. Ciekawe czy Naomi zwróci jej wszystkie wspomnienia. I czy w ogóle będzie chciała to zrobić. Westchnęła na samom myśl, że musi do niej wrócić. Nie lubiła jej. Jej charakteru, sposobu w jaki traktuje ludzi, tego że się tak rządzi. Bardziej chyba szanowała Nibertę niż Nan. Ale nie chciała mieszać się w ich sprzeczki. To było dla niej za wiele.
Wysiedli z samochodu.
– Idź po jakąś broń, a potem czekaj na mnie przy samochodzie. – Ali wydała rozkaz Kapiemu i pofrunęła już w kruczej postaci do środka szarego, ponurego budynku. W pierwszej kolejności chciała odnaleźć Mery. Niestety przed nią pojawiła się tylko czerwona linia. Łukasz też może być, pomyślała i zrobiła obrót. Z gracją stanęła na nogach wyciągając się jak kocica. Zmieniła ubiór na bardziej wygodny i popędziła przed siebie. Zahaczyła o swój pokój, który był nieco zaniedbany. Dawno w nim nie była. Wyciągnęła z szuflady kilka użytecznych zabaweczek. M.in. zapałki i rewolwer mieszczący się w czarnej kaburze, którą przypięła do lewego uda. Broni jeszcze nie umiała zmaterializować. Dalej szła już wolno, uważnie słuchając. Wsłuchiwała się w tą przeraźliwą ciszę, wyszukując chociaż jednej oznaki życia. Jednak wydawałoby się, że na cały budynek opadła usypiająca mgła, a Ali nawet nie zdawała sobie sprawy ile w tym było prawdy. Nagle coś huknęło jak grom z jasnego nieba. Alicją wstrząsnęło. Zaczęła zmierzać w kierunku miejsca, gdzie (jak przypuszczała) ktoś do kogoś strzelił. Drugi strzał odbił się echem po korytarzach. Po chwili wpadł na nią czarny kruk, machając skrzydłami na lewo i prawo gubiąc przy tym pióra. Ułamek sekundy później zza rogu wyłoniła się wysoka kobieta i pierzastej sukience. Oczy Ali się powiększyły. To musiała być jedna z Zartezjanek. A raczej dwie. Bo drogą dedukcji doszła do wniosku, że kruk który siedział jej na ramieniu też w rzeczywistości był kobietą. Ale też z całą pewnością nie była to Naomi. Ten ptak był za mały. Pozostaje jeszcze kwestia czy ta tutaj gejsza (bo dosłownie wyglądała jak rasowa japonka przez tego wysokiego koka i sam krój jej sukienki) wie kim jest Alicja. Wyczytując po zdziwieniu na jej twarzy Ali była chyba nieproszonym gościem.
– Kim jesteś? – syknęła.
– Na pewno nie twoim wrogiem. – rzuciła Alicja lekko zaniepokojona wrogim nastawieniem jej rodaczki.
– Oddaj tą ptaszynę w moje ręce. – podeszła bliżej chcąc sięgnąć po ptaka, który odpowiedział na ten ruch głośnym krakaniem i nieudolnymi próbami dziobania.
– Zabierasz ją do Naomi? – zapytała Ali, poczuła że ma lekko mokre ramie. Westchnęła zganiając ptaka z siebie. Ten poszybował i usiadł na podłodze tuż za nią. Dziewczyna nie spodziewała się tego co zobaczyła. Czerwone plamy krwi zdobiły jej nagie ramię. Zerknęła na przerażone zwierze i na Zartezjankę, która wyglądała jakby pożerała je wzrokiem. Dopiero teraz Ali dostrzegła pistolet umieszczony na szybkiego za pasem którym przewiązana była sukienka tamtej. Chwilę łączyła wątki, a na jej twarzy widać było coraz większe zdziwienie.
– Tak. – odpowiedziała ‘japonka’ po dłuższej chwili, przygryzając wargę.
– W takim razie lecę z wami. Mam z nią pewna sprawę do obgadania.
– Kim jesteś. – powtórzyła nachalnie.
– Możliwe, że jednak twoim wrogiem. – zerknęła jeszcze raz przez ramię. Ptak ciągle przerażony patrzył to na nią, to na przeciwniczkę.
– Mam misję do wykonania, a ty mi przeszkadzasz. – odparła celując w Alicję z pistoletu. Wystrzeliła od razu, a kula tuż przed twarzą dziewczyny rozpadła się na dwie równe części. Korzystając z chwili w której przeciwniczka została sparaliżowana z zaskoczenia, Ali wyciągnęła swój rewolwer i wystrzeliła trzy razy, w trzy różne miejsca. Tak jak przewidziała, kobieta zasłoniła najpierw swoją głowę i serce dopiero potem myśląc o reszcie ciała. Jedna z kul uderzyła w cienką metalową osłonę na wysokości bioder, druga wycelowała w chudy nadgarstek lewej ręki, sprawiając że dłoń zaczęła barwić się na czerwono, a trzecia kula wwierciła się w łydkę dziewczyny. Ta straciła równowagę i opadła na ziemię.
– Zmień się. – warknęła Ali do wciąż przerażonego kruka. – A ty prowadź do Naomi. – popatrzyła na nie z wyższością.
– Loreen. – szepnęła podczas leczenia łydki.
– Słucham? – Ali poprawiła włosy i wycelowała do niej jeszcze raz.
– Mam na imię Loreen! – krzyknęła. – A ty?
– Alicja.

– Miło poznać. – uśmiechnęła się wrednie, wystawiając rękę. Ali niechętnie uścisnęła jej dłoń. Nagle poczuła nienaturalny przypływ adrenaliny. Cofnęła dłoń czując jak podnosi się jej ciśnienie i plecy zaczynają ją szczypać i swędzić. Kiedy Alami już w pełni wzięło nad nią kontrolę spojrzała na Loreen która stała zadowolona, by sekundę potem leżeć pod przeciwną ścianą ze złamanym karkiem. Stało się to tak szybko, że dziewczyna nawet nie pamięta jak to zrobiła. Ale zrobiła. Możliwe, że była to jej siostra. Zabiła ją. Nawet nie wiedząc jak. Uspokoiła się dopiero po dobrych dziesięciu minutach. Przez ten czas młody kruk zdążył odlecieć. Alicja nie miała pojęcia dlaczego tym razem nie mogła zapanować nad Alami, ale było to nieprzyjemne i nie chciała by się to powtórzyło kiedykolwiek. Przeszła kawałek pierzastym szlakiem, a potem zobaczyła ptaka wykrwawiającego się na środku korytarza tuż przed otwartymi drzwiami do gabinetu lekarskiego. Przykucnęła przy nim i zaczęła się bawić w tworzenie czerwonych krwinek. Zostawiła zdrowego już, ale nadal nieprzytomnego zwierzaka i weszła do pokoju. Przywitały ją zdziwione spojrzenia dwóch mężczyzn.

1 komentarz:

  1. Ojej! Ale niespodzianka!
    Dziś wróciłam z wycieczki, weszłam na bloggera i... Widzę twój rozdział! Ale zaczęłam skakać z radości! Szkoda, że tego nikt nie nagrał!
    Później zaczęłam skakać przy pocałunku! O, holender! Nie spodziewałam się :D
    I ta Loreen... Będą kłopoty... Są kłopoty :)
    Weny!
    PS: Trzymam za słowo!

    OdpowiedzUsuń