Adrian siedział w swojej celi i ze znudzeniem oglądał
kolorowe czasopisma, które zawinął z kiosku jak wracał do bazy. Ciężko się
przewijało strony pyskiem, ale jakoś dawał radę. Nie mógł się już doczekać, aż
Nib zdejmie z niego klątwę. Nie wiedział dlaczego nie może zrobić tego już
teraz, ale ważne, że mu to obiecała. Nagle ktoś zapukał w
ciężkie metalowe drzwi. "Zapukał" to zbyt mocne określenie, raczej
zadrapał? W każdym razie jednoznacznie można było określić, że to był wilk. Ad
zaszczekał zapraszając gościa do środka. Czarny wilk z białymi łatami na ogonie
i uszach wślizgnął się do środka. Na pierwszy rzut oka nie był w dobrym
humorze.
- Aż tak ci dała popalić? - zapytał Adrian i usiadł.
- Daj spokój. Nie sądziłem, że jest tak nieprzewidywalna.
- Ostrzegałem cię.
- Aż tak ci dała popalić? - zapytał Adrian i usiadł.
- Daj spokój. Nie sądziłem, że jest tak nieprzewidywalna.
- Ostrzegałem cię.
Demon wskoczył na sąsiednią pryczę i także usiadł.
- Co zrobiła? - zapytał Ad.
- Najpierw mi zaczęła grozić, a potem nagle zmieniła postać i sobie odleciała.
- Czyli to była twoja wina.
- Skąd wiesz?
- Co zrobiłeś?
- Wkurzyłem się, bo nic mi nie chciała mówić.
- Przecież i tak wszystko wiesz, nawet więcej niż ona.
- Prowadziła mnie gdzieś, a ja nie wiedziałem gdzie.
- I teraz się już nie dowiesz! Wiedziałem, że się nie nadasz do tej roboty. - warknął Ad z podenerwowaniem i zeskoczył z łóżka.
- Gdzie idziesz?
- Idę naprawić co spieprzyłeś. - po oznajmieniu tego wyszedł z pokoju i pobiegł do wyjścia. Gość wybiegł za nim.
- Poleciała na zachód od miasta. - krzyknął do kolegi. Adrian tylko warknął i zgrabnymi skokami wydostał się na powierzchnię. Demon nie szedł za nim, tylko wrócił do swojej celi. Oczywiście już w ludzkiej postaci. – Niberta się nieźle wkurzy. – mruknął do siebie.
- Co zrobiła? - zapytał Ad.
- Najpierw mi zaczęła grozić, a potem nagle zmieniła postać i sobie odleciała.
- Czyli to była twoja wina.
- Skąd wiesz?
- Co zrobiłeś?
- Wkurzyłem się, bo nic mi nie chciała mówić.
- Przecież i tak wszystko wiesz, nawet więcej niż ona.
- Prowadziła mnie gdzieś, a ja nie wiedziałem gdzie.
- I teraz się już nie dowiesz! Wiedziałem, że się nie nadasz do tej roboty. - warknął Ad z podenerwowaniem i zeskoczył z łóżka.
- Gdzie idziesz?
- Idę naprawić co spieprzyłeś. - po oznajmieniu tego wyszedł z pokoju i pobiegł do wyjścia. Gość wybiegł za nim.
- Poleciała na zachód od miasta. - krzyknął do kolegi. Adrian tylko warknął i zgrabnymi skokami wydostał się na powierzchnię. Demon nie szedł za nim, tylko wrócił do swojej celi. Oczywiście już w ludzkiej postaci. – Niberta się nieźle wkurzy. – mruknął do siebie.
~*~*~*~
Siedziała samotnie na dachu jednego z większych budynków w mieście i obserwowała nocne życie miasta. Było już po północy więc ludzi nie było dużo. Tęskniła za tymi nocnymi spacerami z Adrianem… Coś ją zabolało na myśl o nim. Siedząc na zimnym murze wiele zdążyła przemyśleć ale dopiero teraz naprawdę poczuła jak bardzo ją skrzywdził. Gdy wstała po policzkach spłynęły jej łzy. Wytarła je niedbale i zeskoczyła w dół. Zamknęła oczy i dała się ponieść emocjom. Gdy je otworzyła była w nich wściekłość. Tuż nad chodnikiem otworzyła ogromne skrzydła i delikatnie stanęła na ziemi. Alami rozlało się po jej duszy i rozgrzało ją od środka aż po końce piór. Pomimo, że miała na sobie teraz tylko delikatną białą sukienkę, a jesienny wiatr targał nią na wszystkie strony, było jej ciepło. Zrobiła piruet w powietrzu dla rozćwiczenia skrzydeł i zerwała się do lotu. Lekko zmachana z wrednym uśmiechem na twarzy wylądowała na dachu niebieskiej willi. Złożyła skrzydła, które po chwili zniknęły i spoglądała na swój rozświetlony dom. Ciekawe czy jej rodzina pogodziła się już ze stratą. Zmieniła się w kruka i podleciała do jednego z okien. W kuchni siedział jej tata wraz z Agatą. Rozmawiali spokojnie, ale zza szyby Alicja nie mogła dosłyszeć ani jednego słowa. Wygląda na to, że wszystko jest w porządku, pomyślała. Poleciała na rozeznanie i z uśmiechem przyjęła fakt, że okno w jej pokoju było otwarte. Wleciała do środka, szponami złapała koc, który leżał na krześle i wylądowała na szafie. Zawinęła się w materiał tak, by nie było jej widać, a chwilę potem usnęła.
~*~*~*~
Biała wilczyca stanęła na wzgórzu i nasłuchiwała. Błędem Niberty było polecenie aniołowi śledzić ją. Jego pierzaste skrzydła hałasowały niemiłosiernie zakłócając nocną ciszę.
– Wyłaź! – zaszczekała na drzewa. Jedyną odpowiedzią był jednak tylko podmuch wiatru. Jako nocny łowca miała przewagę nad aniołem, więc postanowiła zaryzykować walkę. Gałęzie wysokich sosen zaskrzypiały chwiejąc się, a ich igły lśniły od blasku księżyca. Wilczyca próbowała wywęszyć swoją dzisiejszą ofiarę, ale odzwyczaiła się już od tego. Stojąc na tym wzgórzu widziała jedynie zarysy drzew i krzewów, ani śladu anioła. Nagle usłyszała świst, zrobiła szybki unik. Tuż obok jej łap w ziemię wbił się wielki, dwuręczny miecz. Trzeba mieć sporo siły, żeby czymś takim rzucić. Chyba, że… Spojrzała do góry i od razu go zobaczyła. Stał dumnie na gałęzi, a w ręce dzierżył krótszy miecz niż tamten poprzedni. Zawarczała groźnie. Chłopak uśmiechnął się i zeskoczył do niej, a jego płaszcz wylądował na ziemi kawałek dalej. Ustawił się do walki, a on zaczęła biec… w przeciwnym kierunku. Wyglądało to jak ucieczka i gdyby ktoś się uparł mógłby to tak nazwać, lecz ona widząc jego chęć do walki uświadomiła sobie ważną rzecz. Gdyby Niberta chciała ją zabić, poleciałaby za nią osobiście. Więc dlaczego przysłała anioła? Odpowiedź uderzyła do jej głowy jak grom z jasnego nieba. Jego zadaniem jest odciągnąć ją od stada. Biegła szybko nie zważając już na ‘ogon’. Dopóki ten ‘ogon’ jej nie zaatakował. Uderzył z prawej, niecelnie. Nagle poczuła jego dłoń na ogonie i w tej samej chwili z wyrazem zaskoczenia na pysku, poleciała do tyłu. Przeturlała się kawałek, aż zatrzymał ją pień drzewa. Podniosła się lekko obolała i skoczyła na anioła. Ten oczywiście przyklęk, by wilczyca przeleciała nad nim. Zrobił to, bo myślał, że jej celem jest jego szyja. Błąd. Ona miała na celu unieszkodliwić go, nie zabić. Zatopiła zęby w skrzydle i pociągnęła chłopaka tym samym na ziemię. Syknął z bólu i odgonił ją mieczem. Po śnieżnobiałym futrze na lewej przedniej łapie popłynęła krew. Zaskomlała mimowolnie i znów zaczęła biec, nie zważając na ranę.
Na miejsce dotarła nad ranem. Zmieniła się w
człowieka tuż przed wejściem na teren watahy, na wszelki wypadek Niestety było
już za późno. Martin wraz z Nibertą podeszli do niej. Przywódca stada
przedstawił sytuację w jakiej się znaleźli, mimo że ona dobrze wiedziała.
Wiedziała także co zaraz nastąpi. Szczęśliwym zrządzeniem losu rozmowę przerwał
mały Albert.
~ Tato. Musze ci coś pokazać.
~ Nie teraz. – Martin odpowiedział surowo. Wilczyca kątem oka wciąż przypatrywała się Nibercie. Owa uśmiechnięta kobieta nie sprawiała wrażenia wrednego demona knującego zamach. Niech szlag trafi ten jej urok osobisty!
~ Tato. Musze ci coś pokazać.
~ Nie teraz. – Martin odpowiedział surowo. Wilczyca kątem oka wciąż przypatrywała się Nibercie. Owa uśmiechnięta kobieta nie sprawiała wrażenia wrednego demona knującego zamach. Niech szlag trafi ten jej urok osobisty!
–
Niech nam pokarze. – odezwała się Nib i położyła rękę na ramieniu Martina.
~ Chcę to pokazać tylko tacie. – zaprotestował szczeniak.
– Dobrze. – rzuciła zawiedzionym głosem.
~ Chcę to pokazać tylko tacie. – zaprotestował szczeniak.
– Dobrze. – rzuciła zawiedzionym głosem.
–
W takim razie przepraszam na sekundkę. – westchnął i poszedł za synem.
– On jest mój. – warknęła biała wilczyca, gdy Martin oddalił się wystarczająco.
– Nie chcę ci go odebrać. – demonica zwróciła się do niej. – Potrzebuję jedynie większej liczby sojuszników.
– Co ty w ogóle planujesz?
– Chcę przemówić Naomi do rozsądku.
– Atakując ją?
– Posłuchaj. Ona was oszukuje. – spojrzała w jej oczy. – Trzeba ją powstrzymać. Za wszelką cenę.
– To ty posłuchaj! – warknęła wilczyca. – Naomi się nami opiekowała! Postąpiłam źle, nie słuchając się jej. Dostałam karę, teraz żałuję. Nie popełniaj tego samego błędu co ja.
– Ty nie rozumiesz. Musimy ją zlikwidować.
– Nie wygramy z nią. Przecież próbowałam.
– Mamy po swojej stronie armię anielską. Damy radę. Ale cała wataha demonów też by się przydała.
– Ty lepiej nie ufaj aniołom. Ostatnio nas nieźle wykiwały.
– Jestem pewna, że i tym razem knują zdradę. – wilczyca popatrzyła na nią zdziwiona.
– Spokojnie mam plan. A póki co, dołączcie do mnie.
– Pod jednym warunkiem. – kawałek dalej zza drzew wyłoniła się czarna postać. – Adrian i Max mają cali i zdrowi wrócić do domu.
– Dotrzymam obietnicy, ale gdy ty złamiesz mój warunek umowa przestaje obowiązywać.
– A jaki jest twój warunek? – zaczęły zmierzać w kierunku przybysza.
– Masz robić co ci każę.
– Nie ma mowy! – żachnęła się.
– Uspokój się. To nie tak, że będę cie zmuszała do rzeczy których nie chcesz. Wolna wola. Może inaczej. Jak zakażę ci cos robić, to masz przestrzegać tego zakazu.
– Zgoda. Martinowi też ma się nic nie stać.
– On jest mój. – warknęła biała wilczyca, gdy Martin oddalił się wystarczająco.
– Nie chcę ci go odebrać. – demonica zwróciła się do niej. – Potrzebuję jedynie większej liczby sojuszników.
– Co ty w ogóle planujesz?
– Chcę przemówić Naomi do rozsądku.
– Atakując ją?
– Posłuchaj. Ona was oszukuje. – spojrzała w jej oczy. – Trzeba ją powstrzymać. Za wszelką cenę.
– To ty posłuchaj! – warknęła wilczyca. – Naomi się nami opiekowała! Postąpiłam źle, nie słuchając się jej. Dostałam karę, teraz żałuję. Nie popełniaj tego samego błędu co ja.
– Ty nie rozumiesz. Musimy ją zlikwidować.
– Nie wygramy z nią. Przecież próbowałam.
– Mamy po swojej stronie armię anielską. Damy radę. Ale cała wataha demonów też by się przydała.
– Ty lepiej nie ufaj aniołom. Ostatnio nas nieźle wykiwały.
– Jestem pewna, że i tym razem knują zdradę. – wilczyca popatrzyła na nią zdziwiona.
– Spokojnie mam plan. A póki co, dołączcie do mnie.
– Pod jednym warunkiem. – kawałek dalej zza drzew wyłoniła się czarna postać. – Adrian i Max mają cali i zdrowi wrócić do domu.
– Dotrzymam obietnicy, ale gdy ty złamiesz mój warunek umowa przestaje obowiązywać.
– A jaki jest twój warunek? – zaczęły zmierzać w kierunku przybysza.
– Masz robić co ci każę.
– Nie ma mowy! – żachnęła się.
– Uspokój się. To nie tak, że będę cie zmuszała do rzeczy których nie chcesz. Wolna wola. Może inaczej. Jak zakażę ci cos robić, to masz przestrzegać tego zakazu.
– Zgoda. Martinowi też ma się nic nie stać.
–
Spokojnie. Atak odbędzie się tutaj. Jeśli nawet ktoś polegnie, zreinkarnuje się
w nowym ciele. – dotarły do poobijanego anioła.
–
No to wszystko ustalone? – zapytał wesoło. – Niepotrzebnie łamałaś mi skrzydło.
–
Zaraz to naprawię. – rzekła Nib i zabrała się za leczenie. W tym czasie Martin zdążył
wrócić. Nie wyglądał na szczęśliwego.
– Możesz nam zapewnić bezpieczeństwo? – od razu przeszedł do rzeczy.
– Bezsprzecznie.
– Więc dołączymy się do ciebie. – Niberta uśmiechnęła się. – Pysznie! Niedługo dam wam jakieś polecenia. Na razie macie ‘wolne’. – uniosła się na skrzydłach. – Do zobaczenia. – anioł także się pożegnał i wkrótce oboje zniknęli za koronami drzew.
– Co o tym myślisz? – pierwsza odezwała się wilczyca.
– Jeśli to jedyny sposób żeby odzyskać mojego syna, to muszę spróbować. – wyczuła wyraźny smutek w jego głosie, więc instynktownie rzuciła się na jego szyję.
– Będzie dobrze. – szepnęła.
– Możesz nam zapewnić bezpieczeństwo? – od razu przeszedł do rzeczy.
– Bezsprzecznie.
– Więc dołączymy się do ciebie. – Niberta uśmiechnęła się. – Pysznie! Niedługo dam wam jakieś polecenia. Na razie macie ‘wolne’. – uniosła się na skrzydłach. – Do zobaczenia. – anioł także się pożegnał i wkrótce oboje zniknęli za koronami drzew.
– Co o tym myślisz? – pierwsza odezwała się wilczyca.
– Jeśli to jedyny sposób żeby odzyskać mojego syna, to muszę spróbować. – wyczuła wyraźny smutek w jego głosie, więc instynktownie rzuciła się na jego szyję.
– Będzie dobrze. – szepnęła.
Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że wcześniej go nie czytałam, ale byłam zajęta szkołą...
Wiem, że to co teraz zrobię może być dziwne - już kiedyś to zrobiłam. No ale należy ci się, no i poza tym tamten blog już nie istnieje.
W każdym razie po raz kolejny...
*fanfary*
Zostałaś nominowana do LBA!!!!!!!!!!!!!!!!
*oklaski*
:D
Szczegóły tutaj:
http://jackmerizpunkaczkawkaszczerbaalexiala.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuń