piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 31



Eliza obudziła się jak zwykle o dziewiątej rano. Wstała leniwie i po krótkiej kłótni z współlokatorką weszła do łazienki. Czuła się nienajlepiej i najgorsze, że nie wiedziała czemu. Umyła zęby tępo patrząc w swoje odbicie. Kilkoma ruchami uporządkowała włosy i związała je pierwszą lepszą recepturką. Zdjęła z siebie kolorową koszulę nocną i z ciekawością obserwowała swoje ciało. Była cała posiniaczona, miała worki pod oczami, a głowa tak ją bolała, że myślała, że zaraz zwymiotuje. Mimo to wślizgnęła się pod prysznic. Siedziała tam tak długo, aż jej koleżanka zaczęła ją pospieszać. Eli w końcu wyszła niechętnie, powoli wytarła się i opatulona jedynie w ręcznik podreptała do swojego pokoju. Wybrała z szafy czerwono zielony sweter i czarne dżinsy. Gdy już była gotowa rzuciła się na łóżko i patrząc w sufit próbowała sobie przypomnieć co wczoraj się działo. Niestety nic co mogłoby spowodować jej rany, nie przychodziło jej do głowy.
– Pierwszy raz chyba zaspałaś na zajęcia. – odezwała się stojąca w progu Marta.
– Jakie zajęcia? To dzisiaj nie sobota? – mruknęła Eliza i odwróciła głowę w stronę dziewczyny.
– Zapomniałaś już, że w soboty masz z Alicją kurs plastyczny?
– Jaką Alicją?
– Ty chyba na haju jesteś. Co ćpałaś? –  współlokatorka podeszła do Elizy i ukucnęła by popatrzeć w jej oczy.
– Nie wiem. Daj mi chwilę spokoju, okey? – nie ukrywając frustracji Marta wyszła z pokoju.
– Co się ze mną stało? – rzuciła w przestrzeń Eliza.



                                                                  ~*~*~*~




  Alicja szła po chodniku wraz ze swoim towarzyszem. Zmieniła kolor swoich włosów na blond, żeby nikt jej nie zaczepił mówiąc „O! To ta dziewczyna z gazety”, nie chciała niepotrzebnie tracić czasu.
– Gdzie idziemy? – zapytał demon po raz setny i jak zwykle nie otrzymał odpowiedzi. – Nie trzymaj mnie w ciągłej niepewności! – Ali odwróciła się gwałtownie w jego stronę.
– Nie narzekaj. To ja tu powinnam zadawać pytania.
– A więc słucham.
– Nie teraz. – rzuciła i wróciła do dalszego marszu. Chłopak złapał ją jednak za rękę i zmusił by popatrzyła na niego.
– Czemu nie?
– Bo tu jest za dużo ludzi. – warknęła.
I co z tego? Co chcesz ukryć? A raczej czemu?
– Zgadnij. – wycedziła przez zęby i wyrwała się z jego uścisku.
– Ah, no tak. Twoja niańka, Naomi, ci zabroniła.
– Tego już za wiele! – krzyknęła i wymierzyła mu porządny cios w twarz. – Zapomniałeś chyba z kim masz do czynienia! – rzuciła do zakrwawionego chłopaka. Wytarł czerwony nos i usta, i uśmiechnął się. Rozejrzała się po tłumie przechodniów, kilka osób przyglądało się im. Przeklęła demona w myślach i szybkim krokiem oddaliła się z miejsca zdarzenia. Skręciła w jakąś pustą alejkę i tak jak przypuszczała chłopak poszedł za nią. Wyleczył już sobie nos, bo jakżeby inaczej i wyglądał na dość zadowolonego mimo zaistniałej sytuacji. Teraz nikogo nie było wokół więc stanęła przed nim wyciągając katanę.
– Coś ci obiecałam.
– Daj spokój. – wyciągnął ręce w pokojowym geście.
– Nic z tego. Mieliśmy umowę, a ty ją złamałeś. Specjalnie mnie sprowokowałeś, a ja teraz ci się za to odpłacę.
– Chyba mnie nie zabijesz. – prychnął.
– Jasne, że nie. Dzwoń do Niberty. – rzuciła mu swoją komórkę.
– Nie ma mowy. – odrzucił jej sprzęt. Dziewczyna złapała się za głowę i po chwili namysłu schowała broń z powrotem. Rzuciła demonowi miłe spojrzenie, zgrabnie się obróciła i jako kruk uniosła się w przestworza. Chłopak zbaraniał.
– A co ze mną?! – krzyknął, ale ona szybko zniknęła mu z oczu. Syknął zdenerwowany i wyciągnął czarną płaską płytkę. Kilka kliknięć i nad urządzeniem pojawił się hologram Niberty.
– Nie mam czasu. – oznajmiła i się rozłączyła. Demon zawiedziony ruszył z powrotem do bazy. Jego misja się niestety nie powiodła. Alicja jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż mu się wydawało.




                                                                  ~*~*~*~




  Spanikowana dziewczynka biegła po płycie lotniska. Chłopak naprzeciw niej zemdlał, a ona ze strachu zawróciła. W tej samej chwili czarny kruk wzbił się do góry wprawiając w ruch gałąź na której siedział. Walczył ciężko z wzmagającym się wiatrem i zaraz po rudowłosej wślizgnął się do środka budynku. Upewniwszy się, że nikt go nie obserwuje, obrotem zmienił się w szczupłą kobietę w czarnej sukience. Kruczoczarne długie włosy upięte były w dwa kucyki i przyozdobione dziwnymi pałeczkami, a niesforna grzywka wpadała co rusz do jej dużych, błękitnych oczu. Długie rękawy sukni zasłaniały dłonie, ale pozostawiały odkryte ramiona. Dziewczyna była przewiązana w talii grubym kremowym pasem tak ciasno, że wciąż musiała chodzić wyprostowana, inaczej nie mogła oddychać. Dlatego teraz, gdy podążała ciągnącymi się w nieskończoność korytarzami wyglądała na pewną siebie. Stanęła przed drzwiami sali treningowej, odetchnęła głęboko i weszła do środka. Mężczyzna przy biurku spał, tak jak to sobie zaplanowała. Podeszła, więc do stolika z bronią i przejechała palcem po gładkiej jednego z pistoletów. Chwilę później uzbrojona ruszyła w dalsza drogę. Dużo czasu zajęło jej dotarcie do celu. Dopiero, gdy spostrzegła drobinki pyłu na podłodze, doprowadziły ją one do doktora. Specjalnie przedłużała chwilę spotkania, ale jedno spojrzenie i już wiedziała że się spóźniła.
– Kuso! – znacznie przeciągnęła ‘s’ rzucając japońskie przekleństwo i podeszła bliżej. Ilość popiołu była tu większa, czyli to rude dziecko musiało się tu kręcić. – I to chyba dosłownie. – szepnęła z irytacją . To ona go tak urządziła? Przykucnęła, żeby sprawdzić puls. Wszystko było w porządku, oprócz krwawiącego nosa. Westchnęła i weszła do gabinetu. Tak jak myślała, nie było tam Mery. Kolejne westchnięcie przy wyciąganiu czarnej płytki. Zaraportowała Nibercie jaka jest sytuacja wysyłając jej maila i wyszła na korytarz. Miała jeszcze jedną, niezbyt przyjemną rzecz do zrobienia, zanim pójdzie szukać Andżeliki. Wyjęła pistolet zza paska i z zimnym spojrzeniem wymierzyła w głowę nieprzytomnego lekarza. W tej samej chwili usłyszała bardzo jej znajomy chrzęst. Zaśmiała się w duchu. Nie poruszyła się nawet, żeby zobaczyć kto to, bo dobrze wiedziała kogo jako jedynego zostawiła przy świadomości, oprócz Nataniela. Żeby nie było zbyt łatwo Łukasza nie uśpiła. Chociaż to nie jedyny powód oczywiście.
– Spodziewałam się tego. – znów przeciągnęła ‘s’, ale słowa wypowiadała dość szybko.
– Jakbyś się spodziewała nie trzymałbym cie teraz w szachu. – odezwał się chłopak mierząc w jej brzuch.
– Nie odrobiłeś lekcji? Załatwię cię jednym skinieniem ręki. – zreflektowała się nagle i poruszyła niespokojnie, ale nadal celowała do lekarza. – Gdzie ten mały rudzielec? – warknęła. Spojrzała w oczy Łukiego. Bez wątpienia coś knują. Jeden brzdęk i już wiedziała co. Cofnęła się gwałtownie i machnęła ręką do góry. Usłyszała strzał oraz czyjś upadek. Schowana za cienką metalową tarczą stworzoną na szybko nic nie widziała, ale dźwięk jasno dawał do zrozumienia, że ofiarą strzału była Ania. Trzask pistoletu na podłodze. Bieg. Denerwujące jęknięcia dziecka, gdy ją podnosił.
– Stój. – Zniszczyła osłonę i wycelowała w Łukasza. Ten właśnie wstawał wraz z dziewczynką na rękach. Nie ośmielił się jednak ruszyć po rozkazie. Kobieta od razu zauważyła dziurę w suficie, właśnie to usłyszała. – Kto by pomyślał, że księżniczka wejdzie do brudnego szybu wentylacyjnego.
 Mała trzymała się za krwawiący bok, ale wyraz twarzy miała wyzywający. Lustrowała nieznajomą od góry do dołu nie mogąc sobie przypomnieć skąd ją zna. – Połóż ją na ziemi. – rozkazała Łukiemu. Dziewczynka jednak zmieniła się w kruka i pofrunęła w kierunku wyjścia jak najszybciej umiała. W tej samej chwili nieznajoma wystrzeliła, a kula trafiła w łydkę mężczyzny. Ten tracąc równowagę zatoczył się na ścianę i usiadł sycząc z bólu. Rozkazał jednak Andżelice lecieć dalej, a ona posłusznie spełniła prośbę. – Kuso! – tym razem wykrzyknęła głośniej, jak zwykle przeciągając trzecią literę i ruszyła w pościg za dzieckiem.

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział!
    Nie mogę się już doczekać co będzie dalej!
    Weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I co dalej ? Jestem naprawdę ciekawa, mam nadzieje, że nie przerwałaś pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne *_* kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń