piątek, 14 marca 2014

Rozdział 22

Tak wiem lekkie spóźnienie xd wybaczcie.... :P Nie miałam totalnie weny, ale mam nadzieję że to co pospiesznie wczoraj wystukałam się Wam spodoba ;3




                                                                  ~*~*~*~





Alicja sfrunęła z czarnego nieba i przykucnęła na brzegu dachu niebieskiej willi. Na zachodzie był widoczny ogromny księżyc, pełnia powinna być gdzieś za tydzień, pomyślała Ali, a potem zaczęła przyglądać się oknom swojego domu. Na małym balkoniku wychodzącym na ulicę, o ciemnobrązową barierkę opierała się mama Alicji. Była zziębnięta, ponieważ zbliżała się zima, a ona stała tam jedynie w zwiewnej, szarej koszuli nocnej. Dziewczynie zrobiło się jej żal, ale nie odważyła się ujawnić, za dużo złego jej uczyniła ta kobieta. Po chwili na balkon wyszedł ojciec Ali z kocem w rękach. Przykrył nim swoją żonę i wprowadził do środka. Sam fakt, że zobaczyła rodziców sprawił, że całe Alami rozpłynęło się, a Alicja wróciła do swojej zwykłej postaci. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że nie wie co robić. Po co tu w ogóle przyleciała? Zastanawiała się i analizowała wszystko. Usiadła, a nogi spuściła w dół i zaczęła nimi machać. Patrzyła tępo na przechodzącą przed jej domem starszą panią. Po chwili dostała oświecenia, przyleciała tu, żeby sprawdzić ile prawdy jest w groźbach Niberty. Skoczyła z dachu, zmieniła się w kruka i poleciała w kierunku okien pokoju Agaty. Jej pokój był bardzo podobny do pokoju Alicji, różnił się tylko tym, że Aga łatwo padała w obsesję i wszystkie ściany były obwieszone plakatami. Ali wylądowała na parapecie i przyglądała się co robi Agata. Od razu zrozumiała że coś jest nie tak. Jej siostra nigdy nie czytała książek, tym bardziej siedząc wyprostowaną przy biurku. Nienawidziła też kotów jej babci, a aktualnie dwa z nich były w jej pokoju. Jeden czarny dachowiec ułożył się na jej kolanach, a drugi, rasowy Bengal spacerował po półkach nad jej głową i od czasu do czasu patrzył zazdrośnie na dachowca. Agata, gdyby była sobą, wyrzuciłaby koty przez okno, jej pokój był na parterze więc mogłaby to zrobić, ale Alicja wiedziała już że tam nie siedzi jej siostra. Zmieniła się w człowieka i sprawiła, że szyba zniknęła, po czym weszła do środka przez okno. Aga usłyszawszy lekki szmer odwróciła się gwałtownie zrzucając książkę na ziemię. Ali zaplątała się w makaronową firankę koloru ciemnofioletowego, a jej siostra podeszła do niej i pomogła jej się wyplątać.
- Czemu wchodzisz przez okno? Coś nie tak?
- Przestań udawać, debilko. – warknęła Ali i rzuciła się na siostrę. Przygwoździła ją do podłogi, mocno uderzając jej głową o panele. – Gdzie jest moja siostra?! – krzyknęła zachrypniętym głosem. Nie zwracała uwagi, że może to spowodować przybycie jej rodziców.
- O co ci chodzi? – Aga szarpała się i kopała, ale Alicji to nie przeszkadzało. Siedziała na niej jedną ręką trzymając ją za gardło, a drugą ściskając nóż.
- Ujawnij się, przecież wiem, że jesteś aniołem. – przycisnęła mocniej gardło Agi, która znieruchomiała i patrzyła prosto w oczy Alicji.
- Aniołem? – zaśmiała się ochryple, a z jej palców zaczęły wyrastać pazury. Uszy zaczęły jej się wydłużać, włosy zmieniły kolor na biały. Ali wstała nie mogąc uwierzyć własnym oczom. – Nie jestem aniołem. – szczeknął ogromny, biało-szary wilk. Koty, które do tej pory leniwie przyglądały się całej sytuacji, na widok wilka dostały szału. Zasyczały na niego, a potem uciekły z pokoju.
- Mogłam się domyślić, że Niberta nie wyśle zwykłego anioła na tak ważną misję. – szepnęła Alicja, a w jej ręce pojawiła się katana. Wilk machał powoli ogonem wyczekując na odpowiedni moment, żeby zaatakować. Tu jest za mało miejsca, pomyślała Ali. Zrobiła szybki obrót i w postaci kruka wyleciała przez okno, po czym usiadła na gałęzi brzozy, z której ostatnio spadła. Z chmury dymu wyskoczył wilk i rozejrzał się dookoła. Alicja schowała się, wolała żeby wilk ją doprowadził do Niberty zanim go zabije. I zgadnie z jej przewidywaniami, stwór przeskoczył przez ogrodzenie jednym susem i pobiegł w stronę morza. Klif był niecałe dwa kilometry od jej domu, więc chwilę trwało zanim wilk się na nim znalazł. Ali leciała z nim spokojnie, na tyle wysoko, by nie mógł jej dostrzec, ale żeby ona widziała jego. Po za tym miała przewagę gdyż jej pióra były czarne, a sierść wilka biała. Podejrzewała, że to jest właśnie jeden z demonów o których mówiła Naomi, ale zastanawiała się czemu jest w postaci wilka… Postanowiła później o to zapytać, bo teraz zaczęło się coś dziać. Zleciała w dół i usiadła na skale tuż przy ścianie klifu. Morze było wzburzone, ponieważ strasznie wiało i fale ciągle ją ochlapywały. Nagle na skale obok wylądował demon, a raczej demonica. Miała seledynowo czarną poszarpaną sukienkę, którą wciąż podwiewał wiatr i ciemne włosy, którym również wiatr nie dawał spokoju. Wyglądałaby ślicznie na tle wielkiego księżyca, gdyby efektu nie zepsuły, nieproporcjonalne do jej wielkości, skrzydła, które właśnie otworzyła i za jednym machnięciem doleciała do Wrót. Ali miała mały problem z utrzymaniem równowagi na tak silnym wietrze, ale udało się jej przejść przez Wrota bez zbędnego wpadania na skały.



                                                                  ~*~*~*~


 Max usiłował dojść do siebie po ciężkiej podróży. Dotarł do miasta pod wieczór, ale jeszcze mógł zmienić się w człowieka (nocą jest to trudniej zrobić). Zrobił to, a potem poszedł do mieszkania, które wynajmował jego ojciec, właśnie na potrzebę wypraw do miasta. Rzadko jakikolwiek wilk zmieniał się w człowieka, ale jeśli już to robił, musiał mieć gdzie mieszkać. Teraz chłopak siedział na kanapie próbując się zrelaksować. Stary telewizor grał w rogu pokoju, a w małej kuchni gotowała się woda. Mieszkanie nie było duże, mogłyby tam mieszkać najwyżej dwie osoby. Max podniósł się leniwie i zdjął ciężki metalowy czajnik z gazu, po czym zalał sobie herbatę i wrócił na kanapę. Pił powoli, oglądając wiadomości.
- Napad i porwanie? Czy sprawcy porwania Alicji M. wrócili po jej siostrę? Te pytania zadają sobie policjanci pracujący przy wczorajszym ataku na dom Katarzyny M. Przypominamy, atak miał miejsce wczoraj w godzinach nocnych. Na razie nie ujawniono szczegółów śledztwa. O wszelkich zmianach będziemy państwa informować na bieżąco. – w telewizorze pokazały się zdjęcia obu sióstr i wtedy właśnie Max wyłączył urządzenie. Chłopak wiedział, że nie może zostać w tym mieszkaniu, bo inaczej od razu go znajdą. Nie miał jednak pojęcia co robić dalej. Początkowo planował przez najbliższe dni zostać w postaci wilka, ale jednak nie mógł tego robić, ponieważ chciał być blisko miast, a jako wilk wzbudziłby panikę, szczególnie że był o jedną trzecią większy od zwyczajnego wilka. Powoli wschodził księżyc i coś zmusiło Maxa do przemiany. Zanim jednak to zrobił spakował trochę jedzenia do plecaka, a potem założył go i wyszedł zamykając drzwi. Klucz włożył do doniczki z mini palmą, a następnie już jako zwierzę zeskoczył ze schodów i wyszedł na zewnątrz. Latarnie przy ulicy już się świeciły, ale chłopak poszedł w drugą stronę. Martinowi udało się znaleźć blok blisko lasu, więc Max pobiegł tam i zaczął przedzierać się przez gęste krzaki jeżyn. Zapiszczał cicho kiedy stanął na gałęzi i cofnął się przez co jego ogon zaplątał się w pnącza. To był istny cud, że udało mu się stamtąd wyjść bez wielkich obrażeń. Nie ryzykował dalszego plątania się w jeżyny, więc wyszedł i zaczął się zastanawiać gdzie iść. Coś go ciągnęło do miasta w którym było to porwanie, ale nie ufał intuicji, dlatego właśnie wyłączył telewizor, denerwował go fakt, że coś mu wmawia że musi tam iść. Nie lubił jak mu się rozkazywało. Jednak z braku lepszych pomysłów zaczął zmierzać w kierunku plaży, bo postanowił dojść do tego miasta wzdłuż morza. Przeliczył, że dojście tam zajmie mu całą noc, lub połowę dnia jeśli teraz pójdzie spać. Wybrał tą drugą opcję. Przebiegł na drugą stronę ulicy i wszedł w ciemny zaułek. Zdjął plecak i delikatnie zębami go otworzył. Był mistrzem w robieniu ludzkich rzeczy jako wilk, latami szkolili się w tym z bratem. Wyszarpnął czarny koc który wziął z mieszkania, położył go na ziemi i ułożył się na nim. Był schowany za zielonym kontenerem, pod schodami, więc nikt go nie powinien znaleźć.
Nie spał więcej niż trzy godziny, kiedy usłyszał stłumiony krzyk dziewczyny. Przeciągnął się i wystawił psyk zza kontenera, żeby zobaczyć co się dzieje. Jakiś trzech facetów w dresie weszło w zaułek. Jeden z nich trzymał za głowę młodą dziewczynę. Zatykał jej usta ręką, żeby nie mogła krzyczeć, a potem drugi zawiązał jej na ustasz kawałek szmatki. Ostatni z napastników przeglądał torbę dziewczyny. Rzucili ją na ziemię. Jeden z nich na niej usiadł i wyciągnął nóż.
- To jak śliczna. Co robimy najpierw? – zaśmiał się lekko, a reszta mu zawtórowała. Max wyszedł powoli z kryjówki i trzymając w zębach swój nóż, zaczął się skradać. Dresiarz rozpiął powoli spodnie dziewczyny, szarpała się ale trzymał ją tak, że nie miała możliwości się ruszyć. W tym momencie Max zaatakował jednego chłopaka. Odłożył nóż na bok i złapał go zębami za kostkę. Przeciągnął kawałek a potem uderzył nim o ścianę. Tamten był wyjątkowo chudy, więc łatwo poszło. Teraz zabrał się za drugiego, tego który siedział na drżącej dziewczynie. Nie był mistrzem w walce, ale skoczył na niego i z całej siły wbił kły w jego szyję. Jednak zanim chłopak padł martwy zdołał ugodzić Maxa nożem w tylnią łapę. Wilk zaskamlał, ale nie zwracał uwagi na ból. Popatrzył w kierunku trzeciego chłopaka, który podnosił z ziemi kolegę ugryzionego w nogę. Był nieprzytomny, ale ciągle żył. Max wystawił kły i zawarczał groźnie. Przestraszony dresiarz podniósł kolegę i uciekł razem z nim z zaułka. Wilk odwrócił się do dziewczyny, która przerażona próbowała wydostać się spod ciała martwego napastnika. Krew z jego szyi ubrudziła jej twarz i wsiąkła w granatową bluzkę. Max pomógł jej, złapał bluzkę chłopaka i pociągnął do siebie, ciało sturlało się z dziewczyny, a chwilę potem ona odsunęła się pod ścianę i zakryła nogami. Wilk przekręcił głowę w bok. W końcu zrozumiał, że to musiał być dla niej wielki szok, więc podszedł do niej łagodnie i usiadł naprzeciw, wpatrując się w nią. Polizał jej dłoń jak szczeniak i zamerdał ogonem, żeby wiedziała, że nie chce jej zrobić krzywdy. Popatrzyła w jego czarne oczy i chyba zrozumiała, bo wyciągnęła powoli dłoń i pogłaskała go. Max wstał ciągle machając ogonem otarł się łbem o jej ramie, a potem poszedł do siebie. Nie miał ochoty wracać do spania, więc złapał po drodze swój nóż, spakował go i resztę rzeczy do plecaka, i wyszedł z zaułka. Było koło czwartej nad ranem, więc na wschodzie była już lekka poświata. Max poszedł nie rozmyślając już o tym co miało przed chwilą miejsce, po prostu cieszył się pięknym dniem. Zostawił za sobą zszokowaną dziewczynę z myślą, że powinna sobie sama poradzić.



                                                                  ~*~*~*~


Eliza, Adrian i Agata siedzieli na przypiętych do ściany grubymi łańcuchami deskach. Każde z tych „łóżek” było przymocowane na środku ściany. Nad łóżkiem Agaty było okienko wielkości pięści, a na przeciwległej ścianie były wielkie metalowe drzwi. Eliza i Adrian siedzieli naprzeciwko siebie i zastanawiali się co dalej. Byli tu już ponad dzień, a do jedzenia dostali tylko trzy małe porcje kaszy.
- O co w tym wszystkim chodzi? – zapytała Agata, po raz trzeci od godziny.
- Powtarzasz się. - warknął Adrian.
- Bo mnie irytuje to, że nie wiem.
- Podejrzewam, że zaraz będzie się robić ciemno, przygotuj się Ad. – rzekła Eliza i położyła się. Na każdym z łóżek był koc i mała poduszka, więc nie było tak źle.
- Skąd ty to wiesz, hydro? – zapytał złośliwie Adrian.
- Przestań mnie nazywać hydrą, ćwoku. Nawet nie wiesz co to jest. – odgryzła się dziewczyna, a on tego nie skomentował, bo zmienił się w wilka. – Mówiłam. – mruknęła Eli, a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Lubiła mieć rację.
Nagle usłyszeli szmer za drzwiami i chrzęst klucza w zamku. Drzwi otworzyły się, czemu towarzyszyło głośne skrzypnięcie, a w nich stał niski mężczyzna ze złotymi skrzydłami i mieczem w ręce. Więźniowie wstali i patrzyli jak zza pleców anioła wychodzi demonica. Jednym machnięciem ręki założyła wilkowi kaganiec i trzymając za drugi koniec sznura który przywiązała do jego szyi, wyciągnęła go z celi. Następnie anioł zamknął drzwi, a w głowach dziewczyn krążyło tylko jedno pytanie: „Jak ona to zrobiła?”. Jednak, żadna z nich nie wypowiedziała tego głośno. Były zbyt zmęczone, żeby myśleć. Eli skinęła lekko głową odpowiadając na milczące prośby Agaty i ta położyła się spać. Eliza nie spała tylko czekała, sama nie wiedziała na co, ale czekała.

1 komentarz:

  1. Nic się nie stało, że się spóźniłaś. Poza tym rozdział jest świetny!
    Świetnie utrzymujesz napięcie!
    Życzę wielkiej weny!

    OdpowiedzUsuń