Jak zwykle pozdrawiam wszystkich, życzę szczęśliwego nowego roku i miłego czytania :*
_______________________________________________
Fale rozpryskiwały się o skałę, na której siedziała Alicja. Przyglądała się tafli wody w miejscu gdzie przed sekundą uderzyła Naomi. Pomyślała o tym, czy nie powinna się zmienić i zanurkować po nią, ale Nan wyskoczyła nagle i usiadła obok niej. Strzepnęła z siebie krople wody i rozejrzała się po skałach. Wkrótce dostrzegła znak i podfrunęła do niego. Ali poleciała za nią, ale nawet nie zdążyła usiąść, bo Naomi wzleciała do góry i ruszyła wzdłuż klifu. Zatrzymała się i popchnęła Alicję na ścianę, a potem sama w nią wleciała. Wreszcie znalazły się w Zartezie. Alicja leżała teraz na suchej ziemi, a Naomi stała obok w ludzkiej postaci i przyglądała jej się.
- No wstajesz czy nie? – uśmiechnęła się. Ali odpowiedziała głośnym kruczym skrzeczeniem i stanęła na nogi. – Uważaj bo tu jest… - nie zdążyła dokończyć, bo owiała ją chmura piór i dymu. – Mocniejsza magia. – dokończyła jak udało jej się wreszcie zobaczyć Alicję, która leżała teraz dużo dalej niż przed chwilą.
- Zdążyłam zauważyć. – warknęła Ali podnosząc się i układając sukienkę.
- Tu możemy więcej. Na przykład to… - powiedziała, zrobiła szybki obrót i w miejscu Naomi znalazł się jastrząb.
_______________________________________________
Fale rozpryskiwały się o skałę, na której siedziała Alicja. Przyglądała się tafli wody w miejscu gdzie przed sekundą uderzyła Naomi. Pomyślała o tym, czy nie powinna się zmienić i zanurkować po nią, ale Nan wyskoczyła nagle i usiadła obok niej. Strzepnęła z siebie krople wody i rozejrzała się po skałach. Wkrótce dostrzegła znak i podfrunęła do niego. Ali poleciała za nią, ale nawet nie zdążyła usiąść, bo Naomi wzleciała do góry i ruszyła wzdłuż klifu. Zatrzymała się i popchnęła Alicję na ścianę, a potem sama w nią wleciała. Wreszcie znalazły się w Zartezie. Alicja leżała teraz na suchej ziemi, a Naomi stała obok w ludzkiej postaci i przyglądała jej się.
- No wstajesz czy nie? – uśmiechnęła się. Ali odpowiedziała głośnym kruczym skrzeczeniem i stanęła na nogi. – Uważaj bo tu jest… - nie zdążyła dokończyć, bo owiała ją chmura piór i dymu. – Mocniejsza magia. – dokończyła jak udało jej się wreszcie zobaczyć Alicję, która leżała teraz dużo dalej niż przed chwilą.
- Zdążyłam zauważyć. – warknęła Ali podnosząc się i układając sukienkę.
- Tu możemy więcej. Na przykład to… - powiedziała, zrobiła szybki obrót i w miejscu Naomi znalazł się jastrząb.
- Ty chyba
bardzo lubisz ptaki. – rzekła Ali. - W sensie nie skojarzeniowym. – dodała
szybko. Nan popatrzyła na nią tylko spode łba i powiedziała:
~
Jastrzębie są najszybszymi zwierzętami. Zmieniaj się szybko mamy kawałek drogi
jeszcze.
~ Myślałam, że gepardy są najszybszymi zwierzętami. – stwierdziła Alicja, gdy przelatywały pod bramą Allei.
~ To teraz możesz poczuć się bardziej doinformowaną. Do rzeczy… Jak dolecimy Possan zaprowadzi cię do twojego pokoju, będziesz mogła wreszcie odpocząć. Jutro załatwimy resztę spraw.
~ Possan? To jedna z Blackbird, nie?
~ Mhm, jest moją najlepszą przyjaciółką, wychowywała się z aniołami. Można jej zaufać.
~ Spoko, a jakie sprawy załatwimy jutro?
~ Zobaczysz. Teraz ci nie będę tłumaczyć
~ Whatever. – mruknęła Ali.
~ Dolatujemy, chcesz się zmienić, czy dasz radę przelecieć w tej postaci przez nasze ‘drzwi’ ? – zapytała Naomi, a Alicja zrobiła piruet i stała się małym kolibrem.
~ Myślisz, że się teraz wcisnę? – zaśmiała się. Nan zignorowała ją i wślizgnęła się za mur. Ali też to zrobiła, ale dużo wolniej, ze względu na małe skrzydełka. Po chwili obie stały przy ogromnych drzewach w ludzkiej postaci.
- Proszę, nie baw się magią, dobrze? – rzekła Naomi i ruszyła w kierunku zamku.
- Czemu nie nosimy butów? – zapytała, bo ścieżka była wyłożona żwirem. W mgnieniu oka pojawiły się na jej nogach srebrno czarne balerinki. – Dzięki. – uśmiechnęła się. Gdy doszły do Kruka zobaczyły Possan, która spacerowała po krawędzi tej fontanny.
- Cześć Poss. – powiedziała sucho Naomi. Dziewczyna odwróciła się szybko, przez co prawie spadła, ale udało jej się zachować równowagę. Zrobiła dwa szybkie kroki, odbiła się, zrobiła salto w powietrzu i wylądowała idealnie przed Nan. Wyciągnęła ręce, żeby uścisnąć przyjaciółkę, ale ona tylko skinęła głową na Alicję. Possan od razu zrozumiała o co chodzi, spoważniała i złapała Ali za rękę. Poszły razem do budynku, a Naomi została. Kręciły się po korytarzach, Poss coś tam jej tłumaczyła, ale Alicja już jej nie słuchała. Zrozumiała tylko, że w pokoju ma łazienkę, i jak trafić do pokoju Naomi. Kiedy już Possan sobie poszła, rzuciła się na łóżko i zasnęła. Nawet nie chciało jej się wyczarowywać jakiejś piżamy, po prostu poszła spać.
- Wstawaj. – warknęła Eliza po raz setny.
- Jeszcze pięć minut. – ziewnął i odwrócił się na drugi bok. – Ewentualnie godzinka.
- Nie mamy czasu, zaraz się zrobi ciemno.
Nagle coś błysnęło i obok pojawiła się Agata. Zachwiała się, ale szybko odzyskała równowagę. Miała na sobie tylko szpitalną koszulę, a jej brązowe włosy spięte były z tyłu w koński ogon.
- Jejku, niezły towar… - dziewczyna rozejrzała się dookoła. – Te halucynacje są coraz bardziej realne. – Podeszła do Elizy i wyciągnęła dłoń. – Witajcie. Przybywam w pokoju.
- Taaak… - Eli złapała ją za rękę. – Jesteś w dżungli amazońskiej, a teleportowała cię tu demonica, zgaduję, że przebrana za miłą pielęgniarkę. Powiedz, co robiłaś przed chwilą?
- Leżałam w łóżku szpitalnym, aż przyszła jakaś babka i powiedziała, że jest już ze mną lepiej i mogę wyjść. Trochę się zdziwiłam, ale skoro pozwolili to stwierdziłam, że skorzystam. Czyli to nie halucynacje? – Eliza przewróciła oczami.
- Nie. – Aga włożyła rękę do kieszeni i wyjęła z niej pudełko papierosów.
- Chcesz zapalić? – z drugiej kieszeni wyjęła zapalniczkę. Eli zaciągnęła się papierosem Agaty. Usiadły na gałęzi i spuściły nogi w dół.
~ Myślałam, że gepardy są najszybszymi zwierzętami. – stwierdziła Alicja, gdy przelatywały pod bramą Allei.
~ To teraz możesz poczuć się bardziej doinformowaną. Do rzeczy… Jak dolecimy Possan zaprowadzi cię do twojego pokoju, będziesz mogła wreszcie odpocząć. Jutro załatwimy resztę spraw.
~ Possan? To jedna z Blackbird, nie?
~ Mhm, jest moją najlepszą przyjaciółką, wychowywała się z aniołami. Można jej zaufać.
~ Spoko, a jakie sprawy załatwimy jutro?
~ Zobaczysz. Teraz ci nie będę tłumaczyć
~ Whatever. – mruknęła Ali.
~ Dolatujemy, chcesz się zmienić, czy dasz radę przelecieć w tej postaci przez nasze ‘drzwi’ ? – zapytała Naomi, a Alicja zrobiła piruet i stała się małym kolibrem.
~ Myślisz, że się teraz wcisnę? – zaśmiała się. Nan zignorowała ją i wślizgnęła się za mur. Ali też to zrobiła, ale dużo wolniej, ze względu na małe skrzydełka. Po chwili obie stały przy ogromnych drzewach w ludzkiej postaci.
- Proszę, nie baw się magią, dobrze? – rzekła Naomi i ruszyła w kierunku zamku.
- Czemu nie nosimy butów? – zapytała, bo ścieżka była wyłożona żwirem. W mgnieniu oka pojawiły się na jej nogach srebrno czarne balerinki. – Dzięki. – uśmiechnęła się. Gdy doszły do Kruka zobaczyły Possan, która spacerowała po krawędzi tej fontanny.
- Cześć Poss. – powiedziała sucho Naomi. Dziewczyna odwróciła się szybko, przez co prawie spadła, ale udało jej się zachować równowagę. Zrobiła dwa szybkie kroki, odbiła się, zrobiła salto w powietrzu i wylądowała idealnie przed Nan. Wyciągnęła ręce, żeby uścisnąć przyjaciółkę, ale ona tylko skinęła głową na Alicję. Possan od razu zrozumiała o co chodzi, spoważniała i złapała Ali za rękę. Poszły razem do budynku, a Naomi została. Kręciły się po korytarzach, Poss coś tam jej tłumaczyła, ale Alicja już jej nie słuchała. Zrozumiała tylko, że w pokoju ma łazienkę, i jak trafić do pokoju Naomi. Kiedy już Possan sobie poszła, rzuciła się na łóżko i zasnęła. Nawet nie chciało jej się wyczarowywać jakiejś piżamy, po prostu poszła spać.
- Wstawaj. – warknęła Eliza po raz setny.
- Jeszcze pięć minut. – ziewnął i odwrócił się na drugi bok. – Ewentualnie godzinka.
- Nie mamy czasu, zaraz się zrobi ciemno.
Nagle coś błysnęło i obok pojawiła się Agata. Zachwiała się, ale szybko odzyskała równowagę. Miała na sobie tylko szpitalną koszulę, a jej brązowe włosy spięte były z tyłu w koński ogon.
- Jejku, niezły towar… - dziewczyna rozejrzała się dookoła. – Te halucynacje są coraz bardziej realne. – Podeszła do Elizy i wyciągnęła dłoń. – Witajcie. Przybywam w pokoju.
- Taaak… - Eli złapała ją za rękę. – Jesteś w dżungli amazońskiej, a teleportowała cię tu demonica, zgaduję, że przebrana za miłą pielęgniarkę. Powiedz, co robiłaś przed chwilą?
- Leżałam w łóżku szpitalnym, aż przyszła jakaś babka i powiedziała, że jest już ze mną lepiej i mogę wyjść. Trochę się zdziwiłam, ale skoro pozwolili to stwierdziłam, że skorzystam. Czyli to nie halucynacje? – Eliza przewróciła oczami.
- Nie. – Aga włożyła rękę do kieszeni i wyjęła z niej pudełko papierosów.
- Chcesz zapalić? – z drugiej kieszeni wyjęła zapalniczkę. Eli zaciągnęła się papierosem Agaty. Usiadły na gałęzi i spuściły nogi w dół.
- Ad,
wstawaj. Słońce już zaszło. – powiedziała Eliza i odwróciła się. Zamiast
chłopaka ujrzała wielkiego wilka przeciągającego się właśnie. Dziewczyna wstała
i pogłaskała zwierzę po łbie.
- Czas uciekać. – uśmiechnęła się.
- Po co? – zapytała Aga i ponownie zaciągnęła się papierosem.
- Ta babka wie gdzie nas teleportowała, więc jeśli uciekniemy to nas nie znajdzie. – Zebrała swoje liściaste koszyczki i zwinęła ‘dach’. Wszystko poskładała tak, że teraz wyglądało jak niewielki plecak. Lianami, którymi wcześniej przywiązane były koszyki, obwiązała teraz siebie i plecak tak żeby jej to nie spadło podczas podróży.
- Gdzie ty się tego nauczyłaś? – Agata była pod wrażeniem.
- Internetowe lekcje przetrwania, plus szkoła artystyczna. – Uśmiechnęła się. – Okey, idziemy. – Aga spojrzała w dół.
- A jak stąd zejdziemy?
- Adrian ma pazury. Dasz sobie radę? – zwróciła się w jego stronę, a on skinął głową. – Świetnie. A my? – sięgnęła po najbliższą lianę.
- Chyba żartujesz. – dziewczyna zgasiła papierosa i podeszła do Elizy. Ta podała jej lianę, a sama złapała inną. – Jesteś pewna, że to bezpieczne?
- Nie. – Cały czas była podekscytowana. – Widzisz tamte liany? Są tak poplątane, że po tym jak w nie wpadniemy to utkniemy. Ja skoczę pierwsza i zobaczę czy moje przemyślenia są słuszne.
- A jeśli nie?
- To po prostu złapię się pnia za nimi. Potem ty skaczesz. Jasne?
- Czas uciekać. – uśmiechnęła się.
- Po co? – zapytała Aga i ponownie zaciągnęła się papierosem.
- Ta babka wie gdzie nas teleportowała, więc jeśli uciekniemy to nas nie znajdzie. – Zebrała swoje liściaste koszyczki i zwinęła ‘dach’. Wszystko poskładała tak, że teraz wyglądało jak niewielki plecak. Lianami, którymi wcześniej przywiązane były koszyki, obwiązała teraz siebie i plecak tak żeby jej to nie spadło podczas podróży.
- Gdzie ty się tego nauczyłaś? – Agata była pod wrażeniem.
- Internetowe lekcje przetrwania, plus szkoła artystyczna. – Uśmiechnęła się. – Okey, idziemy. – Aga spojrzała w dół.
- A jak stąd zejdziemy?
- Adrian ma pazury. Dasz sobie radę? – zwróciła się w jego stronę, a on skinął głową. – Świetnie. A my? – sięgnęła po najbliższą lianę.
- Chyba żartujesz. – dziewczyna zgasiła papierosa i podeszła do Elizy. Ta podała jej lianę, a sama złapała inną. – Jesteś pewna, że to bezpieczne?
- Nie. – Cały czas była podekscytowana. – Widzisz tamte liany? Są tak poplątane, że po tym jak w nie wpadniemy to utkniemy. Ja skoczę pierwsza i zobaczę czy moje przemyślenia są słuszne.
- A jeśli nie?
- To po prostu złapię się pnia za nimi. Potem ty skaczesz. Jasne?
- Niezbyt
przemyślany ten plan.
- Oj tam. – Eli przywiązała lianę do ręki Agaty. – Jak będziesz się bała to cię pociągnę, postaraj się nie spalić sobie rąk. Obwiąż je sobie czymś. – Eliza zdjęła bluzkę. Na sobie miała teraz tylko podkoszulek i dżinsy, i oczywiście bieliznę, i buty. Owinęła jedną rękę swoją bluzką, złapała się liany i skoczyła. Trzymała się mocno dwoma rękami. Lekko się zsunęła, tak jak to zaplanowała i po upłynięciu niecałej sekundy odwróciła się i bezpiecznie wylądowała w lianach. Krzyknęła ze szczęścia i podekscytowania, a potem zaczęła wygrzebywać się z lian. Złapała dwie z nich i przeplotła je z innymi tworząc siatkę.
- Dobra skacz! – krzyknęła do Agaty, która zamknęła oczy i zrobiła krok do przodu. Krzyczała lecąc. Wpadła w siatkę i teraz wisiała równolegle do ziemi przyglądając się jej. Eliza nie zdejmowała uśmiechu z twarzy. Pociągnęła jedną lianę i Aga stanęła na gałęzi.
- To było super! – krzyknęła. – Jak ty to robisz dziewczyno?! – Eliza tylko wzruszyła ramionami.
- Dalej nie mam planu. Szczerze, nie sądziłam, że to się uda. Jak tam Ad?! – krzyknęła do chłopaka, który siedział kilka gałęzi pod nimi. Zawył, a Eli rozejrzała się. Spostrzegła, że coś porusza się na gałęzi tuż nad Agatą. – Adrian! Dasz radę tu przyjść? – powiedziała wdrapując się wyżej. – Aga podejdź do pnia. – ona zrobiła to, a Eliza była już na gałęzi wyżej i patrzyła na niezbyt dużego węża boa. Był owinięty wokół gałęzi, miał spuszczoną głowę i przyglądał się Agacie. Kilkaset razy ujarzmiała węża Alicji, więc tego malucha się nie bała. Próbowała zbliżyć się do niego, ale gałąź była zbyt cienka i wszystko zachwiało się nagle, a wąż popełznął w stronę Agaty. Minął Elizę jakby jej nie zauważył i skoczył Adze na głowę. Dziewczyna krzyknęła i strzepnęła go. Zwierzak uderzył o pień i zwinął się z bólu, a w tym czasie Eli zeszła powrotem da Agaty i wzięła go na ręce.
- Co ty robisz z tym ohydnym zwierzem? – zapytała obrzydzona Aga.
- Węże nie są ohydne. – prychnęła Eliza. Nie lubiła jak ktoś obrażał jej ulubione zwierzaki. Pod tym względem była bardzo podobna do Alicji. Po chwili znów coś błysnęło, tam gdzie wcześniej. – Ad, pójdziesz to sprawdzić? – Wilk zrobił kilka susów i znalazł się w miejscu gdzie zobaczyli blask.W tym czasie ona wypuściła węża. Adrian zobaczył dość spory, ciemnogranatowy plecak. Wsunął łeb za jeden z pasków, żeby plecak nie spadł, a potem złapał go w zęby i wdrapał się na drzewo do Elizy.
- To ona chce nam teraz pomagać? – powiedziała dziewczyna przeglądając zawartość plecaka. Były tam cztery półtoralitrowe butelki z wodą i suchy prowiant.
- Ej, może nie uciekajmy? – zapytała Agata. – Może po nas wróci?
- Jak chcecie. – popatrzyła na Adriana, który się położył. – Czyli zostajemy. Ktoś jest głodny? – nie musiała pytać, wiedziała, że wszyscy padają z głodu. Podała im kanapki i wspięła się na gałąź wyżej. Rozłożyła dach i koszyczki i położyła się spuszczając ręce w dół i przyglądając się Adze, która próbowała ułożyć poplątane liany w hamak. – Ad, zostaniesz na straży? – wilk kiwnął głową, a potem położył ją na swoich łapach i zaczął wsłuchiwać się w las. Eli znalazła w plecaku linę, więc przywiązała się do gałęzi, żeby nie spaść podczas snu.
- Oj tam. – Eli przywiązała lianę do ręki Agaty. – Jak będziesz się bała to cię pociągnę, postaraj się nie spalić sobie rąk. Obwiąż je sobie czymś. – Eliza zdjęła bluzkę. Na sobie miała teraz tylko podkoszulek i dżinsy, i oczywiście bieliznę, i buty. Owinęła jedną rękę swoją bluzką, złapała się liany i skoczyła. Trzymała się mocno dwoma rękami. Lekko się zsunęła, tak jak to zaplanowała i po upłynięciu niecałej sekundy odwróciła się i bezpiecznie wylądowała w lianach. Krzyknęła ze szczęścia i podekscytowania, a potem zaczęła wygrzebywać się z lian. Złapała dwie z nich i przeplotła je z innymi tworząc siatkę.
- Dobra skacz! – krzyknęła do Agaty, która zamknęła oczy i zrobiła krok do przodu. Krzyczała lecąc. Wpadła w siatkę i teraz wisiała równolegle do ziemi przyglądając się jej. Eliza nie zdejmowała uśmiechu z twarzy. Pociągnęła jedną lianę i Aga stanęła na gałęzi.
- To było super! – krzyknęła. – Jak ty to robisz dziewczyno?! – Eliza tylko wzruszyła ramionami.
- Dalej nie mam planu. Szczerze, nie sądziłam, że to się uda. Jak tam Ad?! – krzyknęła do chłopaka, który siedział kilka gałęzi pod nimi. Zawył, a Eli rozejrzała się. Spostrzegła, że coś porusza się na gałęzi tuż nad Agatą. – Adrian! Dasz radę tu przyjść? – powiedziała wdrapując się wyżej. – Aga podejdź do pnia. – ona zrobiła to, a Eliza była już na gałęzi wyżej i patrzyła na niezbyt dużego węża boa. Był owinięty wokół gałęzi, miał spuszczoną głowę i przyglądał się Agacie. Kilkaset razy ujarzmiała węża Alicji, więc tego malucha się nie bała. Próbowała zbliżyć się do niego, ale gałąź była zbyt cienka i wszystko zachwiało się nagle, a wąż popełznął w stronę Agaty. Minął Elizę jakby jej nie zauważył i skoczył Adze na głowę. Dziewczyna krzyknęła i strzepnęła go. Zwierzak uderzył o pień i zwinął się z bólu, a w tym czasie Eli zeszła powrotem da Agaty i wzięła go na ręce.
- Co ty robisz z tym ohydnym zwierzem? – zapytała obrzydzona Aga.
- Węże nie są ohydne. – prychnęła Eliza. Nie lubiła jak ktoś obrażał jej ulubione zwierzaki. Pod tym względem była bardzo podobna do Alicji. Po chwili znów coś błysnęło, tam gdzie wcześniej. – Ad, pójdziesz to sprawdzić? – Wilk zrobił kilka susów i znalazł się w miejscu gdzie zobaczyli blask.W tym czasie ona wypuściła węża. Adrian zobaczył dość spory, ciemnogranatowy plecak. Wsunął łeb za jeden z pasków, żeby plecak nie spadł, a potem złapał go w zęby i wdrapał się na drzewo do Elizy.
- To ona chce nam teraz pomagać? – powiedziała dziewczyna przeglądając zawartość plecaka. Były tam cztery półtoralitrowe butelki z wodą i suchy prowiant.
- Ej, może nie uciekajmy? – zapytała Agata. – Może po nas wróci?
- Jak chcecie. – popatrzyła na Adriana, który się położył. – Czyli zostajemy. Ktoś jest głodny? – nie musiała pytać, wiedziała, że wszyscy padają z głodu. Podała im kanapki i wspięła się na gałąź wyżej. Rozłożyła dach i koszyczki i położyła się spuszczając ręce w dół i przyglądając się Adze, która próbowała ułożyć poplątane liany w hamak. – Ad, zostaniesz na straży? – wilk kiwnął głową, a potem położył ją na swoich łapach i zaczął wsłuchiwać się w las. Eli znalazła w plecaku linę, więc przywiązała się do gałęzi, żeby nie spaść podczas snu.
Otworzyła
oczy i pierwsze co ujrzała to wielkie akwarium. Upewniła się czy na pewno nadal
nie śpi, ale gdy się poruszyła usłyszała chrzęst upadających przedmiotów. Wstała
szybko i popatrzyła w tamtą stronę. Stał tam biały anioł, ale nie do końca… Miał
jakieś dziwne skrzydła, jakby związane. Mimo to wyczarowała łuk i wycelowała w
tą postać. Anioł tylko się uśmiechnął, wziął spokojnie rzeczy z podłogi i
odstawił je na drewniany stolik stojący obok łóżka. Alicja uważnie obserwowała
każdy jego ruch, w każdej chwili była gotowa wystrzelić. Oprócz tej chwili w
której została zepchnięta z łóżka przez innego anioła, który zaatakował ją od
tyłu. Upadła na ziemię, ale szybko podniosła się na nogi. Przesunęła się pod
ścianę i wystawiła rękę do przodu. Wyczarowała strumień ognia, ale anioł zrobił
szybki unik. Oba anioły wyglądały jakby była to dla nich świetna zabawa. Ali
zabawiła się w cyrkiel i zatoczyła ognistą granicę, między nią a aniołami. Potem
przyłożyła otwartą dłoń do ściany. Zrobił się w niej okrągły otwór o średnicy
jakiś trzech metrów. Wyskoczyła przez niego, odwróciła się i machnęła ręką. Ściana
odnowiła się, ale zanim jeszcze się to stało zobaczyła zdziwione twarze
aniołów. Pobiegła do przodu, a za nią kurzyło się od płonących piór. Schowała
się za jakimś żywopłotem, położyła się na miękkiej trawie i popatrzyła w niebo.
Myślała o tym jakie ma teraz możliwości dzięki tej mocy. Nikt jej nie może
kontrolować, ma władzę.
- Właśnie takie myślenie doprowadziło nas do wojny. – powiedziała Naomi opierająca się o drzewo. Ali usiadła i popatrzyła na nią.
- Czemu zaatakowały mnie anioły?
- Sprawdzaliśmy czy masz instynkt zabójcy czy zabijasz tylko w razie potrzeby.
- No i?
- Anioły jeszcze żyją, więc nie jest źle.
- A miałam je zabić?
- Nie. – rzekła Naomi i zaczęła iść w stronę zamku. – Kontynuujmy szkolenie. Musisz się jaszcze sporo nauczyć.
- Ale to było niezłe, prawda?
- Co niby? To, że uciekłaś jak tchórz zostawiając wroga w swoim domu? – Ali stwierdziła, że chyba Nan ma rację i nie odzywała się więcej.
- Właśnie takie myślenie doprowadziło nas do wojny. – powiedziała Naomi opierająca się o drzewo. Ali usiadła i popatrzyła na nią.
- Czemu zaatakowały mnie anioły?
- Sprawdzaliśmy czy masz instynkt zabójcy czy zabijasz tylko w razie potrzeby.
- No i?
- Anioły jeszcze żyją, więc nie jest źle.
- A miałam je zabić?
- Nie. – rzekła Naomi i zaczęła iść w stronę zamku. – Kontynuujmy szkolenie. Musisz się jaszcze sporo nauczyć.
- Ale to było niezłe, prawda?
- Co niby? To, że uciekłaś jak tchórz zostawiając wroga w swoim domu? – Ali stwierdziła, że chyba Nan ma rację i nie odzywała się więcej.
Jak zwykle rozdział świetny =^·^=, nie wiem czemu mi mówiłaś,że ci się nie udał, czekam na następne ;)
OdpowiedzUsuń