Sorry za małe opóźnienie, ale coś weny nie mam ;P Rozdział dedykuję Oli (zadowolona? :P ) i Asi, które pomagają mi przy poprawkach ;D Pozdrawiam wszystkich :D miłego czytania ;3
_________________________________________________________
- O co chodzi z tą misją do Niemiec? – zapytała Alicja siedząc na biurku Łukasza. Oplotła rękami kubek z gorącą kawą i przyglądała mu się.
- Musimy rozreklamować naszą firmę, a w Niemczech jest więcej osób które byłyby zainteresowane naszymi usługami. – powiedział Łukasz i odwrócił się od okna.
- A dlaczego mnie tam wysyłasz?
- A kogo mam wysłać? Mówiłaś, że nie będziesz zabijać. No to będziesz reklamować. Coś nie tak?
_________________________________________________________
- O co chodzi z tą misją do Niemiec? – zapytała Alicja siedząc na biurku Łukasza. Oplotła rękami kubek z gorącą kawą i przyglądała mu się.
- Musimy rozreklamować naszą firmę, a w Niemczech jest więcej osób które byłyby zainteresowane naszymi usługami. – powiedział Łukasz i odwrócił się od okna.
- A dlaczego mnie tam wysyłasz?
- A kogo mam wysłać? Mówiłaś, że nie będziesz zabijać. No to będziesz reklamować. Coś nie tak?
- Nie. –
uśmiechnęła się lekko. – A kiedy mam jechać?
- Jutro.
- Co?! Tak szybko?! – zdziwiła się.
- Nie ma potrzeby czekać. – Nagle do Łukasza ktoś zadzwonił. Chłopak wyjął z kieszeni telefon i wysłuchał co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie, powiedział „okey” i się rozłączył.
- Muszę iść.
- Mogę z tobą?
- Jak chcesz to możesz. – Włożył ręce do kieszeni dżinsów i wyszedł z pokoju, a ona poszła za nim.
Po chwili doszli do ‘pokoju przesłuchań’, tak nazwał to pomieszczenie Łukasz. Było duże, naprzeciwko drzwi nie było ściany tylko szyba, a przy niej rządek niebieskich krzeseł. Za szybą Alicja zobaczyła biały pokój w którym były dwie osoby. Oprócz nich i drzwi nie było tam nic więcej. Siedzieli pod ścianą, dziewczyna oparła głowę o ramię chłopaka, który zaczął ją głaskać po plecach. Ali nie poznała tych osób, usiadła i popatrzyła na Łukasza.
- Będziesz ich przesłuchiwać?
- Jutro.
- Co?! Tak szybko?! – zdziwiła się.
- Nie ma potrzeby czekać. – Nagle do Łukasza ktoś zadzwonił. Chłopak wyjął z kieszeni telefon i wysłuchał co ma do powiedzenia osoba po drugiej stronie, powiedział „okey” i się rozłączył.
- Muszę iść.
- Mogę z tobą?
- Jak chcesz to możesz. – Włożył ręce do kieszeni dżinsów i wyszedł z pokoju, a ona poszła za nim.
Po chwili doszli do ‘pokoju przesłuchań’, tak nazwał to pomieszczenie Łukasz. Było duże, naprzeciwko drzwi nie było ściany tylko szyba, a przy niej rządek niebieskich krzeseł. Za szybą Alicja zobaczyła biały pokój w którym były dwie osoby. Oprócz nich i drzwi nie było tam nic więcej. Siedzieli pod ścianą, dziewczyna oparła głowę o ramię chłopaka, który zaczął ją głaskać po plecach. Ali nie poznała tych osób, usiadła i popatrzyła na Łukasza.
- Będziesz ich przesłuchiwać?
- No co ty?
Jak żeś na to wpadła? – zapytał sarkastycznie. Ali nie odpowiedziała, tylko
przyjrzała się więźniom. Łuki podszedł do ściany i nacisnął jakiś czerwony
guzik. Coś zabrzęczało, przez co wszyscy podnieśli głowy. Wzrok Alicji spotkał
się na chwilę z wzrokiem Adriana, ale tak jakby jej nie widział. Pewnie to jest
lustro wiedeńskie, a nie szyba, pomyślała, a potem wstała.
- To cześć. – rzekła i nacisnęła klamkę.
- Czemu idziesz?
- Zgadnij. – odwróciła się do Łukasza i popatrzyła na niego jak na idiotę.
- Spodziewałem się innej reakcji.
- To znaczy?
- No nie wiem, że się wściekniesz? Że będziesz chciała się zemścić. – Ali nie odpowiedziała tylko odwróciła się do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, ale oczywiście nie udało jej się to, bo Łuki złapał ją za pasek spodni i dziewczyna poleciała do tyłu, prosto w jego ramiona. Podniósł ją i posadził na krześle. Jeszcze raz nacisnął guzik i zaczął mówić.
- Jak myślicie, dlaczego tu jesteście?
- Bo ci się nudzi i dla zabawy porywasz ludzi? – spytał Adrian.
- Nie boimy się ciebie! – krzyknęła Eliza i wstała zaciskając ręce w pięści. – Prawda, skarbie?
Nie daruję jej tego, wściekała się w myślach Alicja. Nie wytrzymała, gdy Adrian złapał Elizę za szyję i zaczął całować.
- Jak najbardziej prawda, moja kochana, odważna wilczyco.
Przeczytała w tamtej książce, że smutek najlepiej przerodzić w złość i wykorzystać ją jako broń. Zrobiła to.
- Jesteście okropni!! – krzyknęła. Stanęła na krześle, przeskoczyła przez oparcie i zabrała swoje rzeczy. Wyszła z pokoju i uciekła z tamtego miejsca jak najszybciej mogła. Złość nie przechodziła, a nawet była jeszcze podsycana przez fakt, że niewygodnie się chodzi ze złamaną nogą, a co dopiero biegnie. W pewnym momencie stanęła, rzuciła kule na podłogę i zwyczajnie skoczyła do przodu, nie wiedziała co jej to miało dać, ale coś jej mówiło, że tak musi zrobić. Robiąc to zawyła jak wilk… Też nie wiedziała po co.
Naomi wreszcie dotarła do Wrót. Jedno porządne machnięcie skrzydłami i będzie po drugiej stronie. Nagle pojawiła się obok niej Niberta.
- Dzięki za pokazanie gdzie są Wrota. – rzekła, a Naomi nie mogła się zatrzymać przy tej prędkości. Zdziwiona i przestraszona wpadła w Wrota. Zakręciło nią i znalazła się w świecie ludzi. Przez pojawienie się siostry lekko straciła równowagę, ale udało jej się uniknąć spotkania z wodą. Pomknęła do góry i mimo, że nie miała siły latać, wreszcie dotarła do bazy. Przestała się przejmować tym, żeby nikt jej nie zobaczył w ludzkiej postaci, wszystko jej jedno, teraz musi dotrzeć do Alicji. Jeśli się wścieknie to… Będzie źle. Ustawiła się przodem, równolegle do drzwi, zamachnęła skrzydłem. Obrót. Szybka zmiana w człowieka i otworzywszy drzwi, wpadła do środka. Biegła korytarzami tak szybko, że plątały jej się nogi, nie miała już siły z powrotem się zmienić. Za nią powiewała czarna suknia, z której co chwila odpadały piórka, ale zanim spadły na ziemię, spalały się. Korytarz był usiany iskierkami z płonących piór. Nagle usłyszała krzyk, a raczej wycie. Przyspieszyła i ledwo wyrobiła na zakręcie. Spojrzała na to co przed nią stało, a raczej wisiało w powietrzu. Czarne włosy dziewczyny opadały na twarz, ręce miała zaciśnięte w pięści, a ogromne czarne skrzydła ledwie mieściły się w korytarzu. Wyglądały jakby do skrzydeł demona doczepiono pióra kruka. Mimo wszystko świetnie komponowały się z bladą dziewczyną ubraną w kremową prostą sukienkę do kolan, zakończoną czarną koronką. Wyglądała ślicznie, ale budziła też strach. Naomi nie wiedziała co robić. Zobaczyła za tym czymś Łukasza, na którego twarzy widniało niebywałe zdziwienie. Przypomniało jej się o Alicji, czy to mogła być ona?
Alicja czuła się, jakby myślami odpłynęła do innego wymiaru. Nadal była zła, ale jakby to też odpłynęło. Ogarnął ją spokój, i wtedy wszystko się zawaliło. Otworzyła oczy i uderzyła stopami o podłogę. Jęknęła z bólu gdy stanęła na nodze, która była złamana. Oprócz tego bólu czuła też dziwne mrowienie na plecach, w okolicy łopatek. Nie zwracała uwagi ani na Łukasza, który stał po jej lewej, ani na dziewczynę po prawej. Oparła się o pierwsze drzwi z brzegu, otworzyła je i obróciła się wchodząc do środka. Zamknęła drzwi na klucz i usiadła na kanapie. Nie miała pojęcia czyj to pokój i nie obchodziło ją to. Jej umysł przestał na chwilę działać, musi się zregenerować. Położyła się, odgarnęła włosy z twarzy i zaczęła przyglądać się sufitowi. Nagle jakiś chłopak wyszedł najprawdopodobniej z łazienki, ponieważ miał na sobie tylko ręcznik zawiązany na pasie i szczoteczkę do zębów w ustach. Ona spojrzała na niego leniwie.
- Cześć. – powiedziała i wróciła do oglądania sufitu.
- Cześć. – wybełkotał Marcin, ale sekundę później zdał sobie sprawę z sytuacji i spytał: - Co ty tu robisz?!
- Leżę, jak widać.
- Wyłaź z mojego pokoju, Alicjo. – mówił spokojnie, tak jakby jej obecność mu nie przeszkadzała, ale nie chciał się przyznać.
- To cześć. – rzekła i nacisnęła klamkę.
- Czemu idziesz?
- Zgadnij. – odwróciła się do Łukasza i popatrzyła na niego jak na idiotę.
- Spodziewałem się innej reakcji.
- To znaczy?
- No nie wiem, że się wściekniesz? Że będziesz chciała się zemścić. – Ali nie odpowiedziała tylko odwróciła się do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, ale oczywiście nie udało jej się to, bo Łuki złapał ją za pasek spodni i dziewczyna poleciała do tyłu, prosto w jego ramiona. Podniósł ją i posadził na krześle. Jeszcze raz nacisnął guzik i zaczął mówić.
- Jak myślicie, dlaczego tu jesteście?
- Bo ci się nudzi i dla zabawy porywasz ludzi? – spytał Adrian.
- Nie boimy się ciebie! – krzyknęła Eliza i wstała zaciskając ręce w pięści. – Prawda, skarbie?
Nie daruję jej tego, wściekała się w myślach Alicja. Nie wytrzymała, gdy Adrian złapał Elizę za szyję i zaczął całować.
- Jak najbardziej prawda, moja kochana, odważna wilczyco.
Przeczytała w tamtej książce, że smutek najlepiej przerodzić w złość i wykorzystać ją jako broń. Zrobiła to.
- Jesteście okropni!! – krzyknęła. Stanęła na krześle, przeskoczyła przez oparcie i zabrała swoje rzeczy. Wyszła z pokoju i uciekła z tamtego miejsca jak najszybciej mogła. Złość nie przechodziła, a nawet była jeszcze podsycana przez fakt, że niewygodnie się chodzi ze złamaną nogą, a co dopiero biegnie. W pewnym momencie stanęła, rzuciła kule na podłogę i zwyczajnie skoczyła do przodu, nie wiedziała co jej to miało dać, ale coś jej mówiło, że tak musi zrobić. Robiąc to zawyła jak wilk… Też nie wiedziała po co.
Naomi wreszcie dotarła do Wrót. Jedno porządne machnięcie skrzydłami i będzie po drugiej stronie. Nagle pojawiła się obok niej Niberta.
- Dzięki za pokazanie gdzie są Wrota. – rzekła, a Naomi nie mogła się zatrzymać przy tej prędkości. Zdziwiona i przestraszona wpadła w Wrota. Zakręciło nią i znalazła się w świecie ludzi. Przez pojawienie się siostry lekko straciła równowagę, ale udało jej się uniknąć spotkania z wodą. Pomknęła do góry i mimo, że nie miała siły latać, wreszcie dotarła do bazy. Przestała się przejmować tym, żeby nikt jej nie zobaczył w ludzkiej postaci, wszystko jej jedno, teraz musi dotrzeć do Alicji. Jeśli się wścieknie to… Będzie źle. Ustawiła się przodem, równolegle do drzwi, zamachnęła skrzydłem. Obrót. Szybka zmiana w człowieka i otworzywszy drzwi, wpadła do środka. Biegła korytarzami tak szybko, że plątały jej się nogi, nie miała już siły z powrotem się zmienić. Za nią powiewała czarna suknia, z której co chwila odpadały piórka, ale zanim spadły na ziemię, spalały się. Korytarz był usiany iskierkami z płonących piór. Nagle usłyszała krzyk, a raczej wycie. Przyspieszyła i ledwo wyrobiła na zakręcie. Spojrzała na to co przed nią stało, a raczej wisiało w powietrzu. Czarne włosy dziewczyny opadały na twarz, ręce miała zaciśnięte w pięści, a ogromne czarne skrzydła ledwie mieściły się w korytarzu. Wyglądały jakby do skrzydeł demona doczepiono pióra kruka. Mimo wszystko świetnie komponowały się z bladą dziewczyną ubraną w kremową prostą sukienkę do kolan, zakończoną czarną koronką. Wyglądała ślicznie, ale budziła też strach. Naomi nie wiedziała co robić. Zobaczyła za tym czymś Łukasza, na którego twarzy widniało niebywałe zdziwienie. Przypomniało jej się o Alicji, czy to mogła być ona?
Alicja czuła się, jakby myślami odpłynęła do innego wymiaru. Nadal była zła, ale jakby to też odpłynęło. Ogarnął ją spokój, i wtedy wszystko się zawaliło. Otworzyła oczy i uderzyła stopami o podłogę. Jęknęła z bólu gdy stanęła na nodze, która była złamana. Oprócz tego bólu czuła też dziwne mrowienie na plecach, w okolicy łopatek. Nie zwracała uwagi ani na Łukasza, który stał po jej lewej, ani na dziewczynę po prawej. Oparła się o pierwsze drzwi z brzegu, otworzyła je i obróciła się wchodząc do środka. Zamknęła drzwi na klucz i usiadła na kanapie. Nie miała pojęcia czyj to pokój i nie obchodziło ją to. Jej umysł przestał na chwilę działać, musi się zregenerować. Położyła się, odgarnęła włosy z twarzy i zaczęła przyglądać się sufitowi. Nagle jakiś chłopak wyszedł najprawdopodobniej z łazienki, ponieważ miał na sobie tylko ręcznik zawiązany na pasie i szczoteczkę do zębów w ustach. Ona spojrzała na niego leniwie.
- Cześć. – powiedziała i wróciła do oglądania sufitu.
- Cześć. – wybełkotał Marcin, ale sekundę później zdał sobie sprawę z sytuacji i spytał: - Co ty tu robisz?!
- Leżę, jak widać.
- Wyłaź z mojego pokoju, Alicjo. – mówił spokojnie, tak jakby jej obecność mu nie przeszkadzała, ale nie chciał się przyznać.
- Nie. –
Marcin westchnął.
- Dobra to poczekaj chwilę, założę coś na siebie przynajmniej. – wszedł z powrotem do łazienki. Alicję znów ogarnął ten sam cudowny spokój, ale tym razem była świadoma gdzie jest i co robi. Poczuła uszczypnięcie na plecach , odwróciła się, ale tam nikogo nie było. Wzruszyła ramionami, uśmiechnęła się i stanęła na stoliku. Nie czuła bólu w nodze i było jej chłodniej niż wcześniej. Nie zwracała na to jednak uwagi. Skoczyła, machnęła skrzydłami i przywarła do ściany tuż nad drzwiami łazienki. Nie przejmowała się tym, jakim sposobem to potrafi. Była jakby w transie, nic się nie liczyło oprócz tego co zaplanowała. Gdy tylko Marcin otworzył drzwi, ona wleciała do środka z zatrzasnęła je. Zaczęła się śmiać jak opętana. Chłopak popatrzył na nią przerażony. Nie wiedział co robić. Ali zaczęła skakać i latać po całym pomieszczeniu, aż w końcu zatrzymała się nad głową Marcina. Skoczyła na niego, przewróciła go i pocałowała, najlepiej, najmocniej, najnamiętniej jak umiała. Chłopak był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek. Złapał ją za ramiona i przeturlał tak żeby znaleźć się na niej. Uśmiechnął się.
- Odbiło ci? – Ali nie odpowiedziała, tylko zaczęła się śmiać. – Alicjo! Ziemia do Ali! – zaczął jej machać ręką przed oczami, ona złapała za nią i ugryzła, a potem jeszcze bardziej wybuchła śmiechem. Marcin wstał i poszedł w kierunku drzwi.
- Czekaj. – usłyszał smutny głos. Odwrócił się i zobaczył Alicję już w jej naturalnej postaci, siedzącą po turecku na środku dywanu. Miała opuszczoną głowę. – Przepraszam. – Chłopak kucnął obok niej.
- O co chodzi?
- Nie mam pojęcia. Nie chcę z nikim teraz o tym rozmawiać, muszę to przemyśleć. Będziesz mnie krył? Bo pewnie zaraz tu przyjdzie… - przerwało jej pukanie do drzwi. – O właśnie.
- Okey, ale na wszelki wypadek schowaj się na suficie. – powiedział i poszedł otworzyć drzwi.
Niby jak ja mam wejść na sufit? Pomyślała Ali.
Podczas gdy Ali uciekła do pokoju Marcina, Naomi i Łukasz zaczęli rozmawiać.
- O.co.cho.dzi?! – zapytał Łuki.
- Znasz trochę historię Zartezu?
- Nie. – Naomi westchnęła.
- No dobra, to słuchaj. Dawno temu, żyła Matka. Pewnego dnia zachorowała i postanowiła wydać na świat potomstwo, zanim umrze. Tak więc pojawiła się trójka dzieci. Jedno z nich miało moce tworzenia i niszczenia i był to chłopiec o imieniu Zartez. Następny chłopiec został nazwany Anioł, potrafił czarować, ale nie tak jak Zartez, zazdrościł mu tego. Za to Zartez zazdrościł mu skrzydeł. Anioł często dokuczał swojej siostrze, której Matka nie zdążyła nazwać. Dziewczynka nie miała żadnych mocy. Mijały lata, a Anioł stawał się coraz bardziej agresywny. Pewnego dnia Zartez wpadł na pomysł. Ukrył swoją, prześladowaną przez brata, siostrę w świecie, który sam stworzył. Anioł jednak pozbawiony zabawki zaczął się znęcać nad bratem. Zartez w końcu stwierdził, że stworzy świat równoległy, specjalnie dla Anioła. Stworzył też Wrota, aby móc kontaktować się z rodzeństwem.
- Ale oni tylko we troje byli na świecie?
- Na początku tak. Ale pewnego razu do Zarteza przyszła siostra. Bardzo pragnęła mieć dzieci, a jak wiadomo do tego potrzebny jest partner. Zartez zgodził się i wkrótce na świcie było więcej stworzeń. Nie wiadomo jak powstały „Anielskie dzieci”, anioły trzymają to w tajemnicy. Wracając do Zarteza. Chłopak postanowił stworzyć własne dzieci.
- Jak stworzyć?
- To jest już zakazana magia, nie uczymy się o tym.
- A czemu jest zakazana? – dopytywał Łukasz.
- Dzieci wyrwały się Zartezowi spod kontroli. Zaczęły tworzyć różne straszne rzeczy, zaczęły wymyślać nowe zasady i zaklęcia. Chłopak był zdruzgotany, jego własne dzieci złapały go i chciały zabić, wtedy właśnie nadleciała Blackbird - ogromny kruk, która była pomagierską Matki. Próbowała wszystko uporządkować ale czworo zartezjanów próbowało jej przeszkodzić i w końcu udało im się to. Blackbird uciekła, ale przedtem nazwała tamtą czwórkę demonami. Stworami które żywią się uczuciami, ale same nic nie czują. Po wygranej bitwie przejęły władzę, ale zartezjanom nie podobał się ich sposób rządzenia. Tak jak kiedyś Zartez pomógł siostrze tak teraz ona przyszła mu z pomocą. Dzięki armii pokonała demony i wreszcie w Zartezie nastał pokój. Zartez stworzył „Święte Przymierze”- książkę w której spisywał zasady. Zartezjanie przestrzegali ich, bo nie chcieli aby znów było tak, jak za czasów demonów. A teraz ktoś tą mroczną magię odkrył i będzie klapa jeśli nauczy Alicję jak się nią posługiwać.
- I chyba właśnie to robi.
- Dobra to poczekaj chwilę, założę coś na siebie przynajmniej. – wszedł z powrotem do łazienki. Alicję znów ogarnął ten sam cudowny spokój, ale tym razem była świadoma gdzie jest i co robi. Poczuła uszczypnięcie na plecach , odwróciła się, ale tam nikogo nie było. Wzruszyła ramionami, uśmiechnęła się i stanęła na stoliku. Nie czuła bólu w nodze i było jej chłodniej niż wcześniej. Nie zwracała na to jednak uwagi. Skoczyła, machnęła skrzydłami i przywarła do ściany tuż nad drzwiami łazienki. Nie przejmowała się tym, jakim sposobem to potrafi. Była jakby w transie, nic się nie liczyło oprócz tego co zaplanowała. Gdy tylko Marcin otworzył drzwi, ona wleciała do środka z zatrzasnęła je. Zaczęła się śmiać jak opętana. Chłopak popatrzył na nią przerażony. Nie wiedział co robić. Ali zaczęła skakać i latać po całym pomieszczeniu, aż w końcu zatrzymała się nad głową Marcina. Skoczyła na niego, przewróciła go i pocałowała, najlepiej, najmocniej, najnamiętniej jak umiała. Chłopak był zaskoczony, ale odwzajemnił pocałunek. Złapał ją za ramiona i przeturlał tak żeby znaleźć się na niej. Uśmiechnął się.
- Odbiło ci? – Ali nie odpowiedziała, tylko zaczęła się śmiać. – Alicjo! Ziemia do Ali! – zaczął jej machać ręką przed oczami, ona złapała za nią i ugryzła, a potem jeszcze bardziej wybuchła śmiechem. Marcin wstał i poszedł w kierunku drzwi.
- Czekaj. – usłyszał smutny głos. Odwrócił się i zobaczył Alicję już w jej naturalnej postaci, siedzącą po turecku na środku dywanu. Miała opuszczoną głowę. – Przepraszam. – Chłopak kucnął obok niej.
- O co chodzi?
- Nie mam pojęcia. Nie chcę z nikim teraz o tym rozmawiać, muszę to przemyśleć. Będziesz mnie krył? Bo pewnie zaraz tu przyjdzie… - przerwało jej pukanie do drzwi. – O właśnie.
- Okey, ale na wszelki wypadek schowaj się na suficie. – powiedział i poszedł otworzyć drzwi.
Niby jak ja mam wejść na sufit? Pomyślała Ali.
Podczas gdy Ali uciekła do pokoju Marcina, Naomi i Łukasz zaczęli rozmawiać.
- O.co.cho.dzi?! – zapytał Łuki.
- Znasz trochę historię Zartezu?
- Nie. – Naomi westchnęła.
- No dobra, to słuchaj. Dawno temu, żyła Matka. Pewnego dnia zachorowała i postanowiła wydać na świat potomstwo, zanim umrze. Tak więc pojawiła się trójka dzieci. Jedno z nich miało moce tworzenia i niszczenia i był to chłopiec o imieniu Zartez. Następny chłopiec został nazwany Anioł, potrafił czarować, ale nie tak jak Zartez, zazdrościł mu tego. Za to Zartez zazdrościł mu skrzydeł. Anioł często dokuczał swojej siostrze, której Matka nie zdążyła nazwać. Dziewczynka nie miała żadnych mocy. Mijały lata, a Anioł stawał się coraz bardziej agresywny. Pewnego dnia Zartez wpadł na pomysł. Ukrył swoją, prześladowaną przez brata, siostrę w świecie, który sam stworzył. Anioł jednak pozbawiony zabawki zaczął się znęcać nad bratem. Zartez w końcu stwierdził, że stworzy świat równoległy, specjalnie dla Anioła. Stworzył też Wrota, aby móc kontaktować się z rodzeństwem.
- Ale oni tylko we troje byli na świecie?
- Na początku tak. Ale pewnego razu do Zarteza przyszła siostra. Bardzo pragnęła mieć dzieci, a jak wiadomo do tego potrzebny jest partner. Zartez zgodził się i wkrótce na świcie było więcej stworzeń. Nie wiadomo jak powstały „Anielskie dzieci”, anioły trzymają to w tajemnicy. Wracając do Zarteza. Chłopak postanowił stworzyć własne dzieci.
- Jak stworzyć?
- To jest już zakazana magia, nie uczymy się o tym.
- A czemu jest zakazana? – dopytywał Łukasz.
- Dzieci wyrwały się Zartezowi spod kontroli. Zaczęły tworzyć różne straszne rzeczy, zaczęły wymyślać nowe zasady i zaklęcia. Chłopak był zdruzgotany, jego własne dzieci złapały go i chciały zabić, wtedy właśnie nadleciała Blackbird - ogromny kruk, która była pomagierską Matki. Próbowała wszystko uporządkować ale czworo zartezjanów próbowało jej przeszkodzić i w końcu udało im się to. Blackbird uciekła, ale przedtem nazwała tamtą czwórkę demonami. Stworami które żywią się uczuciami, ale same nic nie czują. Po wygranej bitwie przejęły władzę, ale zartezjanom nie podobał się ich sposób rządzenia. Tak jak kiedyś Zartez pomógł siostrze tak teraz ona przyszła mu z pomocą. Dzięki armii pokonała demony i wreszcie w Zartezie nastał pokój. Zartez stworzył „Święte Przymierze”- książkę w której spisywał zasady. Zartezjanie przestrzegali ich, bo nie chcieli aby znów było tak, jak za czasów demonów. A teraz ktoś tą mroczną magię odkrył i będzie klapa jeśli nauczy Alicję jak się nią posługiwać.
- I chyba właśnie to robi.
Łoooo *___* Super.
OdpowiedzUsuńsiriously? O.O cały czas miałam wrażenie że nie wyszło mi to zbytnio, ale dzięki :D
OdpowiedzUsuńUwaga! Radosna nowina! (fanfary)
OdpowiedzUsuńNominowałam cię do Liebster Award!
Szczegóły na: http://lubiedenerwowacboguw.blogspot.com/