„Zaraz po
napadzie na dom Katarzyny M.(lat 86), wszczęto poważne śledztwo. Nie dawno w
okolicy napadnięto też na kilka innych domów, ale nic nie skradziono. W tym
wypadku jednak porwano osiemnastoletnią Alicję M. a także zaatakowano siostrę
zaginionej, Agatę M. Nic nie wiadomo na temat sprawców, ani powodu porwania.
Oto jak wypowiada się na ten temat właścicielka domu: „ Nigdy bym nie
przypuszczała, że coś takiego mogłoby się stać. Jesteśmy bardzo uczciwą i
szanowaną rodziną i nie sądzę żeby to Alicja była powodem napadu.” Zdobyliśmy
także dostęp do szpitala w którym aktualnie przebywa Agata M., która została
raniona w prawe udo z pistoletu. Niestety nie mówiła zbyt dużo, ponieważ była w
opłakanym stanie. Ciągle mdlała, ale lekarze uspokajają, że wyjdzie z tego. Z jej
zeznań wynieśliśmy tylko jedną, aczkolwiek ważną rzecz, sprawców było dwóch,
byli to mężczyźni ubrani w garnitury.”
- Tyle czytania i żadnych potrzebnych informacji. – westchnęła Eliza siedząc na swoim łóżku z gazetą w ręce. Nagle ktoś zapukał do drzwi i do pokoju wszedł Adrian. – Nie wyglądasz najlepiej. – rzekła uważnie mu się przyglądając.
- Tak, wiem. Ostatnio ataki dziwnie się nasiliły, nie wiem od czego to zależy.
- Oj ty mój biedny wilkołaku. – powiedziała czule, wstała szybko i przytuliła go. On po raz pierwszy od czasu porwania Alicji uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
- Jak myślisz, co mogło się stać?
- Nie mam pojęcia, dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. To znaczy, wtedy na tej imprezie trochę, ale nic ciekawego mi nie powiedziała. – odsunęła się od Adriana, usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie. – Nic jej nie jest, prawda? – powiedziała, gdy podniosła głowę.
- Mam nadzieję. Chodźmy na lody, co ty na to?
- Co?
- No cały czas się tylko smucimy, jestem pewien, że nasza Ali da sobie radę bez tego. Chodźmy do jakiejś kawiarni czy coś.
- Tyle czytania i żadnych potrzebnych informacji. – westchnęła Eliza siedząc na swoim łóżku z gazetą w ręce. Nagle ktoś zapukał do drzwi i do pokoju wszedł Adrian. – Nie wyglądasz najlepiej. – rzekła uważnie mu się przyglądając.
- Tak, wiem. Ostatnio ataki dziwnie się nasiliły, nie wiem od czego to zależy.
- Oj ty mój biedny wilkołaku. – powiedziała czule, wstała szybko i przytuliła go. On po raz pierwszy od czasu porwania Alicji uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk.
- Jak myślisz, co mogło się stać?
- Nie mam pojęcia, dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. To znaczy, wtedy na tej imprezie trochę, ale nic ciekawego mi nie powiedziała. – odsunęła się od Adriana, usiadła na łóżku i schowała twarz w dłonie. – Nic jej nie jest, prawda? – powiedziała, gdy podniosła głowę.
- Mam nadzieję. Chodźmy na lody, co ty na to?
- Co?
- No cały czas się tylko smucimy, jestem pewien, że nasza Ali da sobie radę bez tego. Chodźmy do jakiejś kawiarni czy coś.
- No…. W
sumie czemu nie. Ale jest już późno.
- Oj tam, dopiero 18. – dziewczyna uśmiechnęła się, złapała Ada za rękę i razem poszli na spacer.
Po drodze postanowili także odwiedzić Agatę i pójść do parku.
- Okey, 10 minut minęło. – powiedziała Alicja.
- Wcale nie. Nie minęło nawet pięć minut. – odrzekł Alex.
- Zabraliście mi telefon, a nie mam zegarka, więc nie wiem która godzina. Według mnie już minęło 10 min. Odpowiadaj. – uśmiechnęła się niewinnie, ale patrzyła na niego uważnie.
- A czemu cię to interesuje?
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
- A co zrobisz jeśli nie odpowiem?
- To też nie jest to na co czekam.
- Przestań. – Alex stracił cierpliwość i przyspieszył.
- Odpowiedz. – powiedziała z uporem.
- Nie.
- Dlaczego?
- Odczep się.
- Nie. Chcę uzyskać odpowiedź. – wyjęła notes i długopis z kieszeni. – Słucham. – Samochód zjechał na pobocze i zatrzymał się gwałtownie. Aleksander wysiadł i już miał zamiar otworzyć drzwi Alicji i kazać jej wysiąść, ale ona przewidziała jego zamiary i naciskając guzik, zablokowała drzwi. Mrugnęła do niego kiedy szarpał się z drzwiami. W końcu zrezygnował wkurzony, ale zamiast wrócić na miejsce kierowcy podszedł do barierki, która odgradzała pobocze drogi od ogromnego urwiska. Chłopak popatrzył w dół na rozbijające się o skały, morskie fale. Słońce właśnie zachodziło, a widok był niesamowity. Chmury ułożyły się kolorowymi warstwami nad horyzontem, od jasnożółtego, przez róż do ciemnego fioletu. Alicja otworzyła drzwi i miała zamiar pójść do Aleksa, ale Mery złapała ją za rękę.
- Wiesz co robisz? – zapytała.
- Zaufaj mi. – uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku chłopaka. Znad morza wiał chłodny wiatr, a ponieważ ona była tylko w bluzce na ramiączkach, zrobiło jej się zimno. Wykorzystała to na swoją korzyść, bo Aleksander zamiast gniewać się nad nią, oddał jej swoją bluzę. Stali razem wpatrując się w zachód słońca. Nie wiedziała czy ma zacząć rozmowę, czy lepiej żeby on to zrobił. Dylemat jednak się rozwiązał gdy usłyszała jego słowa.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Tak wiem, już mówiłeś. – odrzekła. – Ale chyba nie powinnam była cię do tego zmuszać.
- Nie. W porządku. Podziwiam twoje zdeterminowanie. – czyżby na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu? – Następnym razem będę pamiętał, że trzeba lepiej chronić swoich tajemnic przed Tobą.
- Zapytałam cię o prostą rzecz. Dlaczego tak szybko się denerwujesz? Mogłeś skłamać, a ja dałabym ci spokój.
- Ale byś nie uwierzyła w to kłamstwo.
- Ale uzyskałabym odpowiedź.
- Hah czyli trzeba kłamać, żebyś się odczepiła?
- Nie, trzeba mówić prawdę, wtedy nie będziesz musiał nic ukrywać. A ja nie będę się czepiać.
- Nie zawsze da się powiedzieć prawdę.
- Fakt. Czasem trzeba kłamać, mimo iż nie powinno się, ale to już od ciebie zależy kogo okłamiesz. – spojrzał na nią pytająco. – Jeśli mówisz prawdę to nie tylko niektórym osobom, ponieważ mogą wygadać twój sekret. Mówisz wszystkim, albo nikomu.
- Ty już wiesz prawda? – zapytał wprost Alex.
- Wiem. – uśmiechnęła się. – Ale moim zdaniem to nie jest powód żeby kłamać. – zarzuciła mu na plecy bluzę, poklepała go po ramieniu i dodała: - Tak naprawdę to nie było mi zimno. – odwróciła się i wsiadła do auta. On też to zrobił i po chwili samochód ruszył. Naomi, która przyglądała się całej sytuacji z pobliskiego drzewa, wzbiła się w powietrze a potem zanurkowała w dół urwiska. Tuż nad wodą rozłożyła skrzydła, by nie dotknąć wody i usiadła na skale na której była wyryta wielka litera ‘A’. Przyjrzała się pionowej skale przed sobą, a potem odwróciła się w prawo, odliczyła trzy machnięcia skrzydłami i bez namysłu uderzyła w skałę, skręcając gwałtownie w lewo. Nic się jej jednak nie stało, pojawiła się na pustkowiu. Wokół była tylko popękana i wyschnięta ziemia. Naomi nie rozglądała się, tylko runęła do przodu najszybciej jak się dało. Po chwili na horyzoncie ukazała się wieża strażnicza i czubki wysokich drzew Narui. Kilka machnięć skrzydłami i już będzie na miejscu. Minęła bramę Allei, potem Bener, ale gdy doleciała do bramy Cahim, na drodze stanęły jej trzy złote anioły.
- No witam Pannę Naomi, może pokazałabyś się nam w swoim prawdziwym wcieleniu? - odrzekł anioł stojący pośrodku. Kruk obrócił się dwa razy, a dookoła niego posypały się pióra, które zaczynały natychmiast układać się w czarną suknię, z tyłu ciągnęła się ona po ziemi, natomiast z przodu sięgała jedynie nad kolano. W wirze płomieni i piór zaczęła pojawiać się kobieta. Miała włosy czarne jak smoła, na nich błyszczał srebrny diadem. Na prawej ręce miała mnóstwo czarnych i srebrnych bransoletek, które brzęczały przy każdym jej ruchu. Suknia była przypasowana do szczupłej sylwetki właścicielki, nie miała ramiączek. Włosy spięte były w długi do pasa warkocz, kilka tylko kosmyków plątało się po twarzy dziewczyny, twarzy, która wyrażała złość. Podkreślone na czarno, niebieskie oczy z długimi rzęsami, były skierowane w stronę aniołów. Mocno czerwone usta były wygięte w grymasie złości. Kiedy już pióra latające wokół do końca spłonęły, nastała cisza.
- Czego tu chcecie? – pierwsza odezwała się Naomi.
- Wiesz czego. Chcemy wojny. – powiedział ten sam anioł co wcześniej. Był niższy od reszty towarzyszy, ale najbardziej niebezpieczny. Na plecach miał dwa skrzyżowane miecze, w rękawie długiego białego płaszcza-sztylet, a na udach miał przymocowane dwa rewolwery. Reszta miała tylko po dwa miecze. Ptasie oko bogini wyłapało wszystkie słabości całej trójki. Dziewczyna po lewej miała kiedyś złamane skrzydło, widać jak cały czas nim lekko porusza. Natomiast chłopak po prawej jest leworęczny, łatwiej jej będzie pozbawić go mieczy. Jednakże najpierw zaatakuje lider, który utyka lekko na lewą nogę. Łuk, przelecieć nad nimi strzelając, mieczem dobić, wymyśliła w głowie plan. Nigdy jednak nie został wprowadzony w życie, bo anioły złapały ją w metalową, ale giętką sieć, podobnej do siatki na motyle. Cały czas ją zagadywali, ponieważ czekali na przybycie sieci, którą sprowadzili za pomocą telekinezy. Naomi wyczarowała ogień, ale oni to przewidzieli, sieć była metalowa, czyli ognioodporna.
- Wojny? Dobrze. – rzekła i zmieniła się w małą czarną kobrę, wokół wzniosło się tornado piór, które uniemożliwiło aniołom, dostrzeżenie w którym kierunku uciekła Naomi. Ona zaś znowu powróciwszy do postaci ptaka, ominęła bramę Cahim i pofrunęła w stronę wieży strażniczej, na której świecił się wielki lampion, ponieważ przed sekundą zaszło słońce i zaczynało się robić ciemno.
- O której godzinie mamy wizytę? – zapytała Marie, kiedy dojechali pod szpital.
- 18.30 – odpowiedział Aleksander.
- Okey, mamy jeszcze 15 minut. To co? Kto idzie ze mną na kawę?
- Nie ma na tyle czasu. – powiedziała Ali podnosząc głowę znad książki, którą wzięła ze sobą żeby nie nudzić się podczas gdy Mery będzie u lekarza.
- A właśnie że jest. – upierała się Mery i wyszła z samochodu.
Przeszła przez ulicę i zajrzała przez okno do kawiarni, żeby sprawdzić czy jest duża kolejka. Nagle rzuciła jej się w oczy znajoma osoba. Sięgnęła po telefon, udając, że ktoś do niej zadzwonił, żeby nie wyjść na wariatkę, bo chwilę potem pędem popędziła do auta. Gdy wsiadła zatrzasnęła drzwi i jęknęła, bo robiąc to nadwyrężyła skręcony nadgarstek.
- Co się stało? – spytała Alicja beznamiętnie zamykając książkę.
- Nie zgadniesz kogo widziałam w tej kawiarni! – uśmiechnęła się szeroko. – Adriana i Elizę!
- Razem? – Alicja oniemiała. Nie mogła uwierzyć, że jej chłopak zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką i na odwrót. A może tylko się pocieszają po jej porwaniu? Chyba nie warto wyciągać pochopnych wniosków, trzeba to samemu sprawdzić. – Idę tam.
- Co taka zdziwiona? Myślałam, że już nie kochasz Adriana.
- Nie prawda. – powiedziała i wysiadła z samochodu.
- Co z Kacprem? – spytała Mery, ale Alicja nie odpowiedziała. Zatrzasnęła drzwi i przebiegła na drugą stronę ulicy. Było już ciemno i zimno, więc nie zaglądała przez okno tylko od razu weszła do środka. Dzwonek nad wejściem zabrzęczał gdy otworzyła drzwi, rozejrzała się dookoła i jej wzrok spoczął na całującej się parze na końcu sali. Siedzieli na kanapie obok siebie przytuleni, Ali nie miała zamiaru psuć im zabawy, po prostu patrzyła nie mogąc uwierzyć, że to prawda. Po chwili zauważyła ją Eliza, wstała szybko, poprawiła fryzurę i zaczęła się przeciskać, żeby wyjść zza stolika. Alicja była tak wściekła na koleżankę, a równocześnie tak bardzo smutna, że nie chciała, żeby ktokolwiek ją widział, a tym bardziej z nią rozmawiał. Wyszła szybko z kawiarni, zanim jeszcze Eliza wstała, przebiegła przez ulicę, ale nie wsiadła do samochodu, ominęła go i weszła do parku. Za sobą usłyszała trzask zamykanych drzwi samochodowych, ale nie oglądała się. Poszła w stronę dobrze jej znanego wielkiego dębu, który rósł na środku parku. Było jej zimno, lekka skórzana kurtka nie była dobrym pomysłem, jednak Alicja nie przejmowała się tym, weszła na drzewo jak to robiła, gdy była mała. Rozłożyste gałęzie tworzyły coś w rodzaju tunelu, liście jeszcze nie pospadały i było ciemno, więc była pewna, że z dołu jej nie widać. Przez liściasty tunel biegła pozioma gałąź, usiadła na niej i oparła się o pień. Podciągnęła kolana i schowała w nich głowę. Z oczu pociekły jej łzy. Nie reagowała gdy ją wołali, nie słuchała nawet. Odruchowo sięgnęła do kieszeni po telefon i słuchawki, ale zapomniała, że przecież tego nie ma. Przez to jeszcze bardziej spochmurniała. Chciała uciec, i zamierzała to zrobić. Tylko gdzie? Przecież szuka jej policja, nie dadzą jej spokoju jak ją znajdą. Teraz najważniejsze jest wrócić do domu, postanowiła i rozejrzała się dookoła, ale nikogo w najbliższym otoczeniu nie było. Zeskoczyła z drzewa i ruszyła przez krzaki w stronę domu. Na szczęście to nie było daleko. Kiedy już wyszła z parku, przeszła przez ulicę, ale nie tą samą na której stał samochód którym przyjechała, a następnie weszła między zabudowania. Szła szybkim krokiem i po pięciu minutach była już na miejscu. Odetchnęła głęboko, otarła łzy i weszła do domu, drzwi były otwarte. Usłyszała chrzęst w kuchni i zrozumiała, że babcia jest w środku.
- Cześć babciu. – powiedziała i stojąc w drzwiach. Miała włosy upięte w koka który teraz w połowie się rozleciał, tusz rozmazany od płaczu, a w ręce trzymała buty. Miała ich już dość, ciężko jej się w nich chodziło, więc w połowie drogi zdjęła je. Ku jej zdziwieniu z kuchni nie wyszła tylko babcia.
- Alicja?! – krzyknęli jej rodzice jednocześnie.
- Oj tam, dopiero 18. – dziewczyna uśmiechnęła się, złapała Ada za rękę i razem poszli na spacer.
Po drodze postanowili także odwiedzić Agatę i pójść do parku.
- Okey, 10 minut minęło. – powiedziała Alicja.
- Wcale nie. Nie minęło nawet pięć minut. – odrzekł Alex.
- Zabraliście mi telefon, a nie mam zegarka, więc nie wiem która godzina. Według mnie już minęło 10 min. Odpowiadaj. – uśmiechnęła się niewinnie, ale patrzyła na niego uważnie.
- A czemu cię to interesuje?
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
- A co zrobisz jeśli nie odpowiem?
- To też nie jest to na co czekam.
- Przestań. – Alex stracił cierpliwość i przyspieszył.
- Odpowiedz. – powiedziała z uporem.
- Nie.
- Dlaczego?
- Odczep się.
- Nie. Chcę uzyskać odpowiedź. – wyjęła notes i długopis z kieszeni. – Słucham. – Samochód zjechał na pobocze i zatrzymał się gwałtownie. Aleksander wysiadł i już miał zamiar otworzyć drzwi Alicji i kazać jej wysiąść, ale ona przewidziała jego zamiary i naciskając guzik, zablokowała drzwi. Mrugnęła do niego kiedy szarpał się z drzwiami. W końcu zrezygnował wkurzony, ale zamiast wrócić na miejsce kierowcy podszedł do barierki, która odgradzała pobocze drogi od ogromnego urwiska. Chłopak popatrzył w dół na rozbijające się o skały, morskie fale. Słońce właśnie zachodziło, a widok był niesamowity. Chmury ułożyły się kolorowymi warstwami nad horyzontem, od jasnożółtego, przez róż do ciemnego fioletu. Alicja otworzyła drzwi i miała zamiar pójść do Aleksa, ale Mery złapała ją za rękę.
- Wiesz co robisz? – zapytała.
- Zaufaj mi. – uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku chłopaka. Znad morza wiał chłodny wiatr, a ponieważ ona była tylko w bluzce na ramiączkach, zrobiło jej się zimno. Wykorzystała to na swoją korzyść, bo Aleksander zamiast gniewać się nad nią, oddał jej swoją bluzę. Stali razem wpatrując się w zachód słońca. Nie wiedziała czy ma zacząć rozmowę, czy lepiej żeby on to zrobił. Dylemat jednak się rozwiązał gdy usłyszała jego słowa.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Tak wiem, już mówiłeś. – odrzekła. – Ale chyba nie powinnam była cię do tego zmuszać.
- Nie. W porządku. Podziwiam twoje zdeterminowanie. – czyżby na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu? – Następnym razem będę pamiętał, że trzeba lepiej chronić swoich tajemnic przed Tobą.
- Zapytałam cię o prostą rzecz. Dlaczego tak szybko się denerwujesz? Mogłeś skłamać, a ja dałabym ci spokój.
- Ale byś nie uwierzyła w to kłamstwo.
- Ale uzyskałabym odpowiedź.
- Hah czyli trzeba kłamać, żebyś się odczepiła?
- Nie, trzeba mówić prawdę, wtedy nie będziesz musiał nic ukrywać. A ja nie będę się czepiać.
- Nie zawsze da się powiedzieć prawdę.
- Fakt. Czasem trzeba kłamać, mimo iż nie powinno się, ale to już od ciebie zależy kogo okłamiesz. – spojrzał na nią pytająco. – Jeśli mówisz prawdę to nie tylko niektórym osobom, ponieważ mogą wygadać twój sekret. Mówisz wszystkim, albo nikomu.
- Ty już wiesz prawda? – zapytał wprost Alex.
- Wiem. – uśmiechnęła się. – Ale moim zdaniem to nie jest powód żeby kłamać. – zarzuciła mu na plecy bluzę, poklepała go po ramieniu i dodała: - Tak naprawdę to nie było mi zimno. – odwróciła się i wsiadła do auta. On też to zrobił i po chwili samochód ruszył. Naomi, która przyglądała się całej sytuacji z pobliskiego drzewa, wzbiła się w powietrze a potem zanurkowała w dół urwiska. Tuż nad wodą rozłożyła skrzydła, by nie dotknąć wody i usiadła na skale na której była wyryta wielka litera ‘A’. Przyjrzała się pionowej skale przed sobą, a potem odwróciła się w prawo, odliczyła trzy machnięcia skrzydłami i bez namysłu uderzyła w skałę, skręcając gwałtownie w lewo. Nic się jej jednak nie stało, pojawiła się na pustkowiu. Wokół była tylko popękana i wyschnięta ziemia. Naomi nie rozglądała się, tylko runęła do przodu najszybciej jak się dało. Po chwili na horyzoncie ukazała się wieża strażnicza i czubki wysokich drzew Narui. Kilka machnięć skrzydłami i już będzie na miejscu. Minęła bramę Allei, potem Bener, ale gdy doleciała do bramy Cahim, na drodze stanęły jej trzy złote anioły.
- No witam Pannę Naomi, może pokazałabyś się nam w swoim prawdziwym wcieleniu? - odrzekł anioł stojący pośrodku. Kruk obrócił się dwa razy, a dookoła niego posypały się pióra, które zaczynały natychmiast układać się w czarną suknię, z tyłu ciągnęła się ona po ziemi, natomiast z przodu sięgała jedynie nad kolano. W wirze płomieni i piór zaczęła pojawiać się kobieta. Miała włosy czarne jak smoła, na nich błyszczał srebrny diadem. Na prawej ręce miała mnóstwo czarnych i srebrnych bransoletek, które brzęczały przy każdym jej ruchu. Suknia była przypasowana do szczupłej sylwetki właścicielki, nie miała ramiączek. Włosy spięte były w długi do pasa warkocz, kilka tylko kosmyków plątało się po twarzy dziewczyny, twarzy, która wyrażała złość. Podkreślone na czarno, niebieskie oczy z długimi rzęsami, były skierowane w stronę aniołów. Mocno czerwone usta były wygięte w grymasie złości. Kiedy już pióra latające wokół do końca spłonęły, nastała cisza.
- Czego tu chcecie? – pierwsza odezwała się Naomi.
- Wiesz czego. Chcemy wojny. – powiedział ten sam anioł co wcześniej. Był niższy od reszty towarzyszy, ale najbardziej niebezpieczny. Na plecach miał dwa skrzyżowane miecze, w rękawie długiego białego płaszcza-sztylet, a na udach miał przymocowane dwa rewolwery. Reszta miała tylko po dwa miecze. Ptasie oko bogini wyłapało wszystkie słabości całej trójki. Dziewczyna po lewej miała kiedyś złamane skrzydło, widać jak cały czas nim lekko porusza. Natomiast chłopak po prawej jest leworęczny, łatwiej jej będzie pozbawić go mieczy. Jednakże najpierw zaatakuje lider, który utyka lekko na lewą nogę. Łuk, przelecieć nad nimi strzelając, mieczem dobić, wymyśliła w głowie plan. Nigdy jednak nie został wprowadzony w życie, bo anioły złapały ją w metalową, ale giętką sieć, podobnej do siatki na motyle. Cały czas ją zagadywali, ponieważ czekali na przybycie sieci, którą sprowadzili za pomocą telekinezy. Naomi wyczarowała ogień, ale oni to przewidzieli, sieć była metalowa, czyli ognioodporna.
- Wojny? Dobrze. – rzekła i zmieniła się w małą czarną kobrę, wokół wzniosło się tornado piór, które uniemożliwiło aniołom, dostrzeżenie w którym kierunku uciekła Naomi. Ona zaś znowu powróciwszy do postaci ptaka, ominęła bramę Cahim i pofrunęła w stronę wieży strażniczej, na której świecił się wielki lampion, ponieważ przed sekundą zaszło słońce i zaczynało się robić ciemno.
- O której godzinie mamy wizytę? – zapytała Marie, kiedy dojechali pod szpital.
- 18.30 – odpowiedział Aleksander.
- Okey, mamy jeszcze 15 minut. To co? Kto idzie ze mną na kawę?
- Nie ma na tyle czasu. – powiedziała Ali podnosząc głowę znad książki, którą wzięła ze sobą żeby nie nudzić się podczas gdy Mery będzie u lekarza.
- A właśnie że jest. – upierała się Mery i wyszła z samochodu.
Przeszła przez ulicę i zajrzała przez okno do kawiarni, żeby sprawdzić czy jest duża kolejka. Nagle rzuciła jej się w oczy znajoma osoba. Sięgnęła po telefon, udając, że ktoś do niej zadzwonił, żeby nie wyjść na wariatkę, bo chwilę potem pędem popędziła do auta. Gdy wsiadła zatrzasnęła drzwi i jęknęła, bo robiąc to nadwyrężyła skręcony nadgarstek.
- Co się stało? – spytała Alicja beznamiętnie zamykając książkę.
- Nie zgadniesz kogo widziałam w tej kawiarni! – uśmiechnęła się szeroko. – Adriana i Elizę!
- Razem? – Alicja oniemiała. Nie mogła uwierzyć, że jej chłopak zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką i na odwrót. A może tylko się pocieszają po jej porwaniu? Chyba nie warto wyciągać pochopnych wniosków, trzeba to samemu sprawdzić. – Idę tam.
- Co taka zdziwiona? Myślałam, że już nie kochasz Adriana.
- Nie prawda. – powiedziała i wysiadła z samochodu.
- Co z Kacprem? – spytała Mery, ale Alicja nie odpowiedziała. Zatrzasnęła drzwi i przebiegła na drugą stronę ulicy. Było już ciemno i zimno, więc nie zaglądała przez okno tylko od razu weszła do środka. Dzwonek nad wejściem zabrzęczał gdy otworzyła drzwi, rozejrzała się dookoła i jej wzrok spoczął na całującej się parze na końcu sali. Siedzieli na kanapie obok siebie przytuleni, Ali nie miała zamiaru psuć im zabawy, po prostu patrzyła nie mogąc uwierzyć, że to prawda. Po chwili zauważyła ją Eliza, wstała szybko, poprawiła fryzurę i zaczęła się przeciskać, żeby wyjść zza stolika. Alicja była tak wściekła na koleżankę, a równocześnie tak bardzo smutna, że nie chciała, żeby ktokolwiek ją widział, a tym bardziej z nią rozmawiał. Wyszła szybko z kawiarni, zanim jeszcze Eliza wstała, przebiegła przez ulicę, ale nie wsiadła do samochodu, ominęła go i weszła do parku. Za sobą usłyszała trzask zamykanych drzwi samochodowych, ale nie oglądała się. Poszła w stronę dobrze jej znanego wielkiego dębu, który rósł na środku parku. Było jej zimno, lekka skórzana kurtka nie była dobrym pomysłem, jednak Alicja nie przejmowała się tym, weszła na drzewo jak to robiła, gdy była mała. Rozłożyste gałęzie tworzyły coś w rodzaju tunelu, liście jeszcze nie pospadały i było ciemno, więc była pewna, że z dołu jej nie widać. Przez liściasty tunel biegła pozioma gałąź, usiadła na niej i oparła się o pień. Podciągnęła kolana i schowała w nich głowę. Z oczu pociekły jej łzy. Nie reagowała gdy ją wołali, nie słuchała nawet. Odruchowo sięgnęła do kieszeni po telefon i słuchawki, ale zapomniała, że przecież tego nie ma. Przez to jeszcze bardziej spochmurniała. Chciała uciec, i zamierzała to zrobić. Tylko gdzie? Przecież szuka jej policja, nie dadzą jej spokoju jak ją znajdą. Teraz najważniejsze jest wrócić do domu, postanowiła i rozejrzała się dookoła, ale nikogo w najbliższym otoczeniu nie było. Zeskoczyła z drzewa i ruszyła przez krzaki w stronę domu. Na szczęście to nie było daleko. Kiedy już wyszła z parku, przeszła przez ulicę, ale nie tą samą na której stał samochód którym przyjechała, a następnie weszła między zabudowania. Szła szybkim krokiem i po pięciu minutach była już na miejscu. Odetchnęła głęboko, otarła łzy i weszła do domu, drzwi były otwarte. Usłyszała chrzęst w kuchni i zrozumiała, że babcia jest w środku.
- Cześć babciu. – powiedziała i stojąc w drzwiach. Miała włosy upięte w koka który teraz w połowie się rozleciał, tusz rozmazany od płaczu, a w ręce trzymała buty. Miała ich już dość, ciężko jej się w nich chodziło, więc w połowie drogi zdjęła je. Ku jej zdziwieniu z kuchni nie wyszła tylko babcia.
- Alicja?! – krzyknęli jej rodzice jednocześnie.
Kiedy następny rozdział ? Świetnie piszesz, naprawdę :3
OdpowiedzUsuńdziękuję :D myślę, że następny gdzieś tak za tydzień ;) no chyba że uda mi się wcześniej napisać xD
OdpowiedzUsuńCałe dnie czekałam na kolejny rozdział i się doczekałam. Super XD
OdpowiedzUsuń