Rozdział 12 ! :D udało mi się napisać wcześniej niż zamierzałam , więc jestem zadowolona xD i Mam nadzieję że wy też ^^ Mam nadzieję, że nie ma żadnych literówek, jeśli są to bardzo przepraszam ;) Zreguły piszę nocą i mogę się pomylić xD coś jeszcze...? A! Pamiętajcie że bardzo się cieszę z każdego komentarza xD Ogólnie dziękuję że jesteście :D
_______________________________________________________
- Co wy tu robicie? – Wydusiła dziewczyna.
- Po tym jak cię porwali, zaczęliśmy się martwić i zdecydowaliśmy przyjechać. – odrzekł ojciec.
- Martwić?! Martwić?! Całe lata siedzicie w tej porąbanej Ameryce i nawet się do mnie i Agi nie odzywacie, a tu nagle coś się dzieje, więc trzeba przyjechać?! – wzburzyła się Ali.
- Alicjo… - zdziwiła się babcia. Ale Alicja tylko rzuciła buty na podłogę, wskoczyła po schodach na górę i zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju. Przekręciła klucz, a potem rzuciła się na łóżko. Leżała przez chwilę, a potem przypomniało jej się coś. Popatrzyła na terrarium które było wstawione w ścianę na prawo od jej łóżka.
- Breta! – Ucieszyła się na widok swojego pytona. Otworzyła klatkę i pogłaskała węża. – Mam nadzieję, ze cię nie głodzili. – podeszła do pudełka obok terrarium, wyjęła jedną z myszy, które tam mieszkały i wrzuciła do Brety. Zamknęła drzwi, żeby mysz nie uciekła. Nie znosiła nic nie robienia, więc wzięła swój szkicownik, ołówek, gumkę, usiadła na łóżku i zaczęła rysować.
Zmęczona Naomi stanęła przed bramą wejściową do miasta. Obejrzała się w lewo i w prawo, ale zobaczyła tylko mur ciągnący się około trzech kilometrów w jedną i drugą stronę. Właściwie to nie było bramy, tylko mały tunel wydrążony w murze. Wrota nie były potrzebne, ponieważ każdy blackbird umiał się zmieniać w kruka. Przeleciała więc przez tunel, który był w połowie muru i znalazła się w Zaran. Zartez to był świat, natomiast miasto miało inną nazwę.
Stumetrowe drzewa Narui, które rosły wzdłuż wewnętrznej strony muru i ledwie go przewyższały, nocą wyglądały pięknie. Naomi stanęła obok jednego z nich już w ludzkiej postaci, oparła się o nie i odetchnęła z ulgą. Magia chroniła miasto i żaden anioł nie mógł się do niego dostać. Nareszcie była bezpieczna. Gdy już odpoczęła chwilkę po wyczerpującej podróży, zaczęła iść w kierunku pałacu. Nie było innych domów, wszyscy mieszkali w pałacu. Było ich tylko siedem, nie było potrzeby żeby mieszkały oddzielnie. Szła przez piękny dziedziniec, po żwirowej ścieżce. Wzdłuż niej, po obu stronach, rosły żywopłoty powycinane w różne postacie. Za żywymi pomnikami były głębokie stawy, z prawie przeźroczystą wodą, która teraz, w ciemności, wydawała się czarna. W jednym stawie pływały aligatory, a w drugim różnego rodzaju ryby. Doszła do fontanny, która była usytuowana w połowie drogi do pałacu. Rzeźba na fontannie przedstawiała kruka z uniesionymi do góry, rozłożonymi skrzydłami, pomiędzy którymi była magiczna nigdy niegasnąca, ognista kula. Przyjrzała się spadającej wodzie, zawsze ją to uspakajało. Zamknęła oczy i odpłynęła myślami od rzeczywistości.
- Wszystko w porządku? – Odezwał się ktoś za jej plecami, a ona drgnęła zaskoczona. Skarciła się w duchu za to, powinna być ostrożniejsza. Odwróciła się i zobaczyła młodą dziewczynę ubraną w zwiewną fioletową sukienkę, przewiązaną w pasie dwoma różnokolorowymi sznurkami. Była w jej wieku, czyli miała 28 lat, ale ona była wychowywana w świecie aniołów, nie, tak jak Naomi, w świecie ludzi.
- Tak, jasne. Spotkałam aniołów po drodze. – Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę pałacu. Dziewczyna zrobiła to samo.
- I jak?
- Próbowali mnie złapać. – Dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Idioci. Zartezjanek nie da się złapać.
- Najwyraźniej o tym nie wiedzą. – Naomi także się zaśmiała. Szły razem chichocząc i opowiadając sobie różne historie, gdy nagle ku nim wybiegła starsza kobieta. Runęła na kolana przed Naomi ciężko oddychając i wydusiła.
- Martwiłyśmy się o ciebie, Pani. – ruchem ręki nakazała kobiecie wstać.
- Possan, leć do kuchni i powiedz, żeby szykowali kolację. – zwróciła się do dziewczyny w jej wieku, która już zmieniła się w kruka i poleciała do pałacu. - Ja idę do siostry. –W biegu zmieniła się w ptaka. Wleciała przez ogromne wrota, a potem krętymi korytarzami dotarła do pokoju swojej siostry, Niberty. Pokój ten znajdował się na szczycie jednej z trzech wież pałacowych. Gdy Naomi weszła, od razu rzuciła się na siostrę. Przygwoździła ją do ściany, wyczarowała nóż i przyłożyła siostrze do gardła.
- Ostatnie słowa, które wypowiedział do nas ojciec, tuż przed tym jak zginął?
- Porąbało cię?! – Krzyknęła Niberta.
- Odpowiedz!
- Nie pamiętam takich rzeczy! – Naomi zamknęła oczy. Nie wiedziała co robić.
- Gdybyś mogła mieć dziecko… Jakbyś je nazwała? – Zadała drugie pytanie.
_______________________________________________________
- Co wy tu robicie? – Wydusiła dziewczyna.
- Po tym jak cię porwali, zaczęliśmy się martwić i zdecydowaliśmy przyjechać. – odrzekł ojciec.
- Martwić?! Martwić?! Całe lata siedzicie w tej porąbanej Ameryce i nawet się do mnie i Agi nie odzywacie, a tu nagle coś się dzieje, więc trzeba przyjechać?! – wzburzyła się Ali.
- Alicjo… - zdziwiła się babcia. Ale Alicja tylko rzuciła buty na podłogę, wskoczyła po schodach na górę i zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju. Przekręciła klucz, a potem rzuciła się na łóżko. Leżała przez chwilę, a potem przypomniało jej się coś. Popatrzyła na terrarium które było wstawione w ścianę na prawo od jej łóżka.
- Breta! – Ucieszyła się na widok swojego pytona. Otworzyła klatkę i pogłaskała węża. – Mam nadzieję, ze cię nie głodzili. – podeszła do pudełka obok terrarium, wyjęła jedną z myszy, które tam mieszkały i wrzuciła do Brety. Zamknęła drzwi, żeby mysz nie uciekła. Nie znosiła nic nie robienia, więc wzięła swój szkicownik, ołówek, gumkę, usiadła na łóżku i zaczęła rysować.
Zmęczona Naomi stanęła przed bramą wejściową do miasta. Obejrzała się w lewo i w prawo, ale zobaczyła tylko mur ciągnący się około trzech kilometrów w jedną i drugą stronę. Właściwie to nie było bramy, tylko mały tunel wydrążony w murze. Wrota nie były potrzebne, ponieważ każdy blackbird umiał się zmieniać w kruka. Przeleciała więc przez tunel, który był w połowie muru i znalazła się w Zaran. Zartez to był świat, natomiast miasto miało inną nazwę.
Stumetrowe drzewa Narui, które rosły wzdłuż wewnętrznej strony muru i ledwie go przewyższały, nocą wyglądały pięknie. Naomi stanęła obok jednego z nich już w ludzkiej postaci, oparła się o nie i odetchnęła z ulgą. Magia chroniła miasto i żaden anioł nie mógł się do niego dostać. Nareszcie była bezpieczna. Gdy już odpoczęła chwilkę po wyczerpującej podróży, zaczęła iść w kierunku pałacu. Nie było innych domów, wszyscy mieszkali w pałacu. Było ich tylko siedem, nie było potrzeby żeby mieszkały oddzielnie. Szła przez piękny dziedziniec, po żwirowej ścieżce. Wzdłuż niej, po obu stronach, rosły żywopłoty powycinane w różne postacie. Za żywymi pomnikami były głębokie stawy, z prawie przeźroczystą wodą, która teraz, w ciemności, wydawała się czarna. W jednym stawie pływały aligatory, a w drugim różnego rodzaju ryby. Doszła do fontanny, która była usytuowana w połowie drogi do pałacu. Rzeźba na fontannie przedstawiała kruka z uniesionymi do góry, rozłożonymi skrzydłami, pomiędzy którymi była magiczna nigdy niegasnąca, ognista kula. Przyjrzała się spadającej wodzie, zawsze ją to uspakajało. Zamknęła oczy i odpłynęła myślami od rzeczywistości.
- Wszystko w porządku? – Odezwał się ktoś za jej plecami, a ona drgnęła zaskoczona. Skarciła się w duchu za to, powinna być ostrożniejsza. Odwróciła się i zobaczyła młodą dziewczynę ubraną w zwiewną fioletową sukienkę, przewiązaną w pasie dwoma różnokolorowymi sznurkami. Była w jej wieku, czyli miała 28 lat, ale ona była wychowywana w świecie aniołów, nie, tak jak Naomi, w świecie ludzi.
- Tak, jasne. Spotkałam aniołów po drodze. – Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę pałacu. Dziewczyna zrobiła to samo.
- I jak?
- Próbowali mnie złapać. – Dziewczyna zaczęła się śmiać.
- Idioci. Zartezjanek nie da się złapać.
- Najwyraźniej o tym nie wiedzą. – Naomi także się zaśmiała. Szły razem chichocząc i opowiadając sobie różne historie, gdy nagle ku nim wybiegła starsza kobieta. Runęła na kolana przed Naomi ciężko oddychając i wydusiła.
- Martwiłyśmy się o ciebie, Pani. – ruchem ręki nakazała kobiecie wstać.
- Possan, leć do kuchni i powiedz, żeby szykowali kolację. – zwróciła się do dziewczyny w jej wieku, która już zmieniła się w kruka i poleciała do pałacu. - Ja idę do siostry. –W biegu zmieniła się w ptaka. Wleciała przez ogromne wrota, a potem krętymi korytarzami dotarła do pokoju swojej siostry, Niberty. Pokój ten znajdował się na szczycie jednej z trzech wież pałacowych. Gdy Naomi weszła, od razu rzuciła się na siostrę. Przygwoździła ją do ściany, wyczarowała nóż i przyłożyła siostrze do gardła.
- Ostatnie słowa, które wypowiedział do nas ojciec, tuż przed tym jak zginął?
- Porąbało cię?! – Krzyknęła Niberta.
- Odpowiedz!
- Nie pamiętam takich rzeczy! – Naomi zamknęła oczy. Nie wiedziała co robić.
- Gdybyś mogła mieć dziecko… Jakbyś je nazwała? – Zadała drugie pytanie.
- Nie mogę
mieć dzieci, zawsze byłam pogodzona z takim losem. – Naomi szybkim ruchem ręki
przecięła gardło swojej siostry, a ta upadła na ziemię. Magiczna osłona
zniknęła, a na podłodze nie leżała już Niberta tylko anioł. Popatrzyła z odrazą
na ciało, machnęła ręką nad nim i zniknęło, tak samo jak nóż w jej ręce.
Dziewczyna rozejrzała się po pokoju, ale nic się w nim nie zmieniło. Łóżko
stało tam gdzie zawsze, szafa obok niego była otwarta, na toaletce na
przeciwnej ścianie też nic się nie zmieniło, odkąd była tu rano. Wyszła na
balkon i spojrzała na dół. Księżyc w Zartezie nie świecił, a ogród nie był
podświetlany, więc nie było widać nic, oprócz błyszczącej fontanny z krukiem.
Zastanawiała się gdzie może być Niberta, i jakim sposobem anioł dostał się do
ich miasta? Przeskoczyła przez barierkę i rzuciła się w ciemność.
- Jest tam. – Powiedział Alex, patrząc w okno domu Alicji.
- Przecież wiem. – Odrzekła Mery przebierająca się na tylnym siedzeniu w samochodzie. Po chwili wyszła do Aleksa w czarnym obcisłym stroju.
- Wyglądasz ym… Pociągająco w tym twoim stroju ninja. – Po powiedzeniu tego, Mery podcięła mu nogę i przewrócił się.
- Coś jeszcze? – Uśmiechnęła się, założyła kaptur i przeskoczyła przez płot. Okno do pokoju Alicji było od strony ogrodu, więc Marie okrążyła dom i wskoczyła na brzozę która tam rosła. Głupota sadzić drzewo zaraz obok domu, pomyślała Mery kiedy już była na wysokości okna do pokoju Alicji. Miała farta, bo było otwarte. Skoczyła i złapała się parapetu, a potem weszła do środka.
- Marie?! Co ty tu robisz? – Zaskoczona Alicja wstała z łóżka, przez co szkicownik spadł na ziemię.
- A jak myślisz? Bierz sobie co tam chcesz i wracamy do bazy.
- Nie ma opcji. Zostaję.
- Nie ma czasu na kłótnie. Idziemy. – Złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła do okna. – Zawołaj Naomi, pomoże ci zejść na dół.
- Nie. Spadaj. – Ali próbowała się uwolnić, ale Mery trzymała mocno. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Obie znieruchomiały.
- Alicjo! To do ciebie! – Usłyszała głos z dołu. Marie puściła ją, a ta wybiegła z pokoju i zeskoczyła ze schodów obok których stała jej babcia.
- Kto to? – Zapytała, ale po otworzeniu drzwi wszystko stało się jasne. Przed wejściem stał Adrian i Eliza. Już chcieli się przywitać, ale Ali zamknęła im drzwi przed nosem i zamknęła je na klucz. Potem wróciła do swojego pokoju.
- Dobra, jedziemy. – Powiedziała do Marie, która siedziała na jej łóżku i przeglądała rysunki ze szkicownika. Wstała gdy usłyszała słowa Alicji i ciągle trzymając szkicownik w ręce, wyskoczyła przez okno. Złapała się pnia drzewa i wyciągnęła rękę do Ali, która stała w oknie, niepewnie patrząc to w dół, to na Mery.
- No chodź. – Pospieszyła ją.
Alicja skoczyła i złapała Marie za rękę. Noga którą stanęła na gałęzi ześlizgnęła się z niej i Ali runęła w dół, a Mery puściła ją , bojąc się, że sama może spaść.
Adrian siedział na schodach przed wejściem do domu Alicji razem z Elizą. Nagle usłyszeli krzyk i zerwali się na równe nogi.
- Alicja. – Powiedzieli jednocześnie i pobiegli za dom. Eliza była lepszą biegaczką, ale niestety nerwy miała słabe. Pierwsza dobiegła na miejsce zdarzenia i od razu zemdlała. Ad nie wiedział do której dziewczyny podejść najpierw. Rozejrzał się dookoła, bo wydawało mu się że coś słyszał, ale niczego dziwnego nie zauważył. Zdecydował najpierw podejść do Alicji, ale gdy się odwrócił ona… Zniknęła. Tak się zamieszał i wściekł jednocześnie, że zaczął się zmieniać. Zawył jak pies i po chwili sam się nim stał. Zaaferowana rodzina Alicji dopiero teraz dotarła do ogrodu i zamarła w drzwiach. Zobaczyli nieprzytomną Elizę nad którą stał ogromny wilk. Ojciec Alicji przegonił go i wziął Elizę na ręce. Kiedy już wszyscy weszli do domu i zamknęli drzwi, zza krzaków wyszła Marie podtrzymując ledwie żywą Alicję. Zaprowadziła ją do samochodu i kręcąc głową do Aleksa, rozkazała mu jechać. Alicja czuła się okropnie, wszystko ją bolało i nie mogła ruszać lewą nogą. W głowie tak jej się kręciło, że co chwile traciła przytomność.
- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to jest twarz zaskoczonej Marie. Ile razy mam wam jeszcze powtarzać?! – Krzyczała Alicja z łóżka w pokoju Kacpra. Niedawno się obudziła, a zaraz po tym przyszła cała zgraja ludzi, żeby zadawać pytania. Jej noga była w gipsie, na prawym nadgarstku miała opatrunek, tak samo jak na czole, nie wiedziała ile czasu minęło od wypadku, ale sądziła, że sporo, bo za oknem słońce było już wysoko. Miała dość tych wszystkich osób, które tu stały, było ich chyba z dwadzieścia, w tym Łukasz i Kacper. W pewnym momencie przyszła też Mery. Kilka osób ją zaczepiło, ale ona szła prosto do Alicji, nie zwracając na nich uwagi.
- Jak się czujesz?
- W porządku. Weź im powiedz żeby sobie poszli. – odpowiedziała Ali.
- Nie interesuje cię czy cię zabiją czy nie?
- Co?!
- Jest tam. – Powiedział Alex, patrząc w okno domu Alicji.
- Przecież wiem. – Odrzekła Mery przebierająca się na tylnym siedzeniu w samochodzie. Po chwili wyszła do Aleksa w czarnym obcisłym stroju.
- Wyglądasz ym… Pociągająco w tym twoim stroju ninja. – Po powiedzeniu tego, Mery podcięła mu nogę i przewrócił się.
- Coś jeszcze? – Uśmiechnęła się, założyła kaptur i przeskoczyła przez płot. Okno do pokoju Alicji było od strony ogrodu, więc Marie okrążyła dom i wskoczyła na brzozę która tam rosła. Głupota sadzić drzewo zaraz obok domu, pomyślała Mery kiedy już była na wysokości okna do pokoju Alicji. Miała farta, bo było otwarte. Skoczyła i złapała się parapetu, a potem weszła do środka.
- Marie?! Co ty tu robisz? – Zaskoczona Alicja wstała z łóżka, przez co szkicownik spadł na ziemię.
- A jak myślisz? Bierz sobie co tam chcesz i wracamy do bazy.
- Nie ma opcji. Zostaję.
- Nie ma czasu na kłótnie. Idziemy. – Złapała dziewczynę za rękę i pociągnęła do okna. – Zawołaj Naomi, pomoże ci zejść na dół.
- Nie. Spadaj. – Ali próbowała się uwolnić, ale Mery trzymała mocno. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Obie znieruchomiały.
- Alicjo! To do ciebie! – Usłyszała głos z dołu. Marie puściła ją, a ta wybiegła z pokoju i zeskoczyła ze schodów obok których stała jej babcia.
- Kto to? – Zapytała, ale po otworzeniu drzwi wszystko stało się jasne. Przed wejściem stał Adrian i Eliza. Już chcieli się przywitać, ale Ali zamknęła im drzwi przed nosem i zamknęła je na klucz. Potem wróciła do swojego pokoju.
- Dobra, jedziemy. – Powiedziała do Marie, która siedziała na jej łóżku i przeglądała rysunki ze szkicownika. Wstała gdy usłyszała słowa Alicji i ciągle trzymając szkicownik w ręce, wyskoczyła przez okno. Złapała się pnia drzewa i wyciągnęła rękę do Ali, która stała w oknie, niepewnie patrząc to w dół, to na Mery.
- No chodź. – Pospieszyła ją.
Alicja skoczyła i złapała Marie za rękę. Noga którą stanęła na gałęzi ześlizgnęła się z niej i Ali runęła w dół, a Mery puściła ją , bojąc się, że sama może spaść.
Adrian siedział na schodach przed wejściem do domu Alicji razem z Elizą. Nagle usłyszeli krzyk i zerwali się na równe nogi.
- Alicja. – Powiedzieli jednocześnie i pobiegli za dom. Eliza była lepszą biegaczką, ale niestety nerwy miała słabe. Pierwsza dobiegła na miejsce zdarzenia i od razu zemdlała. Ad nie wiedział do której dziewczyny podejść najpierw. Rozejrzał się dookoła, bo wydawało mu się że coś słyszał, ale niczego dziwnego nie zauważył. Zdecydował najpierw podejść do Alicji, ale gdy się odwrócił ona… Zniknęła. Tak się zamieszał i wściekł jednocześnie, że zaczął się zmieniać. Zawył jak pies i po chwili sam się nim stał. Zaaferowana rodzina Alicji dopiero teraz dotarła do ogrodu i zamarła w drzwiach. Zobaczyli nieprzytomną Elizę nad którą stał ogromny wilk. Ojciec Alicji przegonił go i wziął Elizę na ręce. Kiedy już wszyscy weszli do domu i zamknęli drzwi, zza krzaków wyszła Marie podtrzymując ledwie żywą Alicję. Zaprowadziła ją do samochodu i kręcąc głową do Aleksa, rozkazała mu jechać. Alicja czuła się okropnie, wszystko ją bolało i nie mogła ruszać lewą nogą. W głowie tak jej się kręciło, że co chwile traciła przytomność.
- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to jest twarz zaskoczonej Marie. Ile razy mam wam jeszcze powtarzać?! – Krzyczała Alicja z łóżka w pokoju Kacpra. Niedawno się obudziła, a zaraz po tym przyszła cała zgraja ludzi, żeby zadawać pytania. Jej noga była w gipsie, na prawym nadgarstku miała opatrunek, tak samo jak na czole, nie wiedziała ile czasu minęło od wypadku, ale sądziła, że sporo, bo za oknem słońce było już wysoko. Miała dość tych wszystkich osób, które tu stały, było ich chyba z dwadzieścia, w tym Łukasz i Kacper. W pewnym momencie przyszła też Mery. Kilka osób ją zaczepiło, ale ona szła prosto do Alicji, nie zwracając na nich uwagi.
- Jak się czujesz?
- W porządku. Weź im powiedz żeby sobie poszli. – odpowiedziała Ali.
- Nie interesuje cię czy cię zabiją czy nie?
- Co?!
- Przez
twoją ucieczkę nasz organizacja jest w niebezpieczeństwie. Wiesz co by się
stało gdyby cię policja złapała? – spytała Mery.
- Byłby problem…
- No właśnie. Także przystopuj trochę z wkurzaniem nas, okey? – Ali uśmiechnęła się i skinęła głową. – Dobra ludzie! Dajcie jej trochę spokoju co? Nie róbmy problemu tam gdzie go nie ma, nic się nie stało przecież. – wszystkie głowy popatrzyły w jej stronę.
- Nie dyskutujemy o tej małej. Łukasz dał nam nową misję.
- To czemu ciągle tu jesteście?! – krzyknęła Marie tak głośno, że wszyscy wyszli od razu, bez zastanowienia. – Współczuję ci mała. Masakra z tymi facetami. – powiedziała gdy już zamknęły się drzwi pokoju.
- Co ja mam teraz robić?
- Pojedziesz z Aleksem i Kacprem do Niemiec zareklamować naszą firmę.
- Do Niemiec?! Ale ja nie umiem mówić po niemiecku.
- Wystarczy jak umiesz angielski. Nie wiem o co będzie chodziło w tej misji, przed wyjazdem jeszcze Łukasz da ci znać o co chodzi. Teraz muszę iść, a ty odpocznij. – puściła jej oczko i wyszła.
Alicja sięgnęła po książkę.
- Kolejny dziwny dzień. – mruknęła do siebie i uśmiechnęła się. Zaczęła czytać, ale przeszkodził jej Kacper. Wszedł do pokoju i usiadł obok niej. Dotknął lekko jej policzka i powiedział:
- Martwiłem się o ciebie…
Ali odepchnęła jego rękę.
- Nie dotykaj mnie.
- Dlaczego? Myślałem, że mnie lubisz.
- Lubię, ale to nie oznacza, że możesz sobie pozwalać. Idź sobie.
- Nie. – Zaprotestował.
- Tak. Jak możesz mnie podrywać, wiedząc że mam chłopaka?! Jesteś okropny. – Ali chciała wstać, ale za bardzo kręciło się jej w głowie.
- Z tego co wiem to on cię zdradza.
Alicji napłynęły do oczu łzy. Bolesne wspomnienie… Jak mógł?!
- Wynoś się!
- Jak już to ty się wynoś. To jest mój pokój. – Alicja nie zważając na ból zrzuciła nogi z łóżka. Podparła się i wstała, ale od razu upadła z powrotem na łóżko. Skrzywiła się z bólu. Myślała o tym jak dobrze by było gdyby miała kule i nagle stało się coś niespodziewanego… One się pojawiły w jej rękach…
Podniosła się i przyjrzała im. Były prawdziwe, ale jak….? Postanowiła później się nad tym zastanowić. Chciała wyjść z twarzą z sytuacji w której się znalazła, więc wstała i wyszła z pokoju, zostawiając za sobą zaskoczonego Kacpra. Schowała się w łazience i zamknęła drzwi na klucz. Usiadła na podłodze i zaczęła płakać.
- Byłby problem…
- No właśnie. Także przystopuj trochę z wkurzaniem nas, okey? – Ali uśmiechnęła się i skinęła głową. – Dobra ludzie! Dajcie jej trochę spokoju co? Nie róbmy problemu tam gdzie go nie ma, nic się nie stało przecież. – wszystkie głowy popatrzyły w jej stronę.
- Nie dyskutujemy o tej małej. Łukasz dał nam nową misję.
- To czemu ciągle tu jesteście?! – krzyknęła Marie tak głośno, że wszyscy wyszli od razu, bez zastanowienia. – Współczuję ci mała. Masakra z tymi facetami. – powiedziała gdy już zamknęły się drzwi pokoju.
- Co ja mam teraz robić?
- Pojedziesz z Aleksem i Kacprem do Niemiec zareklamować naszą firmę.
- Do Niemiec?! Ale ja nie umiem mówić po niemiecku.
- Wystarczy jak umiesz angielski. Nie wiem o co będzie chodziło w tej misji, przed wyjazdem jeszcze Łukasz da ci znać o co chodzi. Teraz muszę iść, a ty odpocznij. – puściła jej oczko i wyszła.
Alicja sięgnęła po książkę.
- Kolejny dziwny dzień. – mruknęła do siebie i uśmiechnęła się. Zaczęła czytać, ale przeszkodził jej Kacper. Wszedł do pokoju i usiadł obok niej. Dotknął lekko jej policzka i powiedział:
- Martwiłem się o ciebie…
Ali odepchnęła jego rękę.
- Nie dotykaj mnie.
- Dlaczego? Myślałem, że mnie lubisz.
- Lubię, ale to nie oznacza, że możesz sobie pozwalać. Idź sobie.
- Nie. – Zaprotestował.
- Tak. Jak możesz mnie podrywać, wiedząc że mam chłopaka?! Jesteś okropny. – Ali chciała wstać, ale za bardzo kręciło się jej w głowie.
- Z tego co wiem to on cię zdradza.
Alicji napłynęły do oczu łzy. Bolesne wspomnienie… Jak mógł?!
- Wynoś się!
- Jak już to ty się wynoś. To jest mój pokój. – Alicja nie zważając na ból zrzuciła nogi z łóżka. Podparła się i wstała, ale od razu upadła z powrotem na łóżko. Skrzywiła się z bólu. Myślała o tym jak dobrze by było gdyby miała kule i nagle stało się coś niespodziewanego… One się pojawiły w jej rękach…
Podniosła się i przyjrzała im. Były prawdziwe, ale jak….? Postanowiła później się nad tym zastanowić. Chciała wyjść z twarzą z sytuacji w której się znalazła, więc wstała i wyszła z pokoju, zostawiając za sobą zaskoczonego Kacpra. Schowała się w łazience i zamknęła drzwi na klucz. Usiadła na podłodze i zaczęła płakać.
Epickie :3
OdpowiedzUsuńKoffam to <<3
OdpowiedzUsuń