poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 10



Siemka :D tym razem nie musicie długo czekać na następny rozdział ponieważ już jest!! jeah xD miłego czytania  ^^




____________________________________

- Kto to jest? – szepnęła Alicja.
- Nie ma czasu, ja ci powiem masz biec do samochodu, jasne?
- Chcę pomóc. – zaprotestowała.
- Bez dyskusji. W bagażniku.
- Co w bagażniku?
- Co to za pogaduszki?! – warknął zbliżający się facet. Odległość między nimi wynosiła około 4 metrów, kiedy Mery dała znak. Ali skoczyła do tyłu i schowała się za głazem. Usłyszała strzał, ale niecelny. Zerknęła co robi mężczyzna, ale on podszedł i uderzył Mery, Alicją się nie przejmował.
Szybko więc ruszyła w kierunku zarośli. Usłyszała krzyk Marie, lecz nie odwróciła się, wskoczyła w zboże i biegła jak najszybciej mogła, z butami w ręce, ponieważ w szpilkach się nie dało. Nagle potknęła się i upadła prosto w kałużę błota, nie przejęła się tym, wstała szybko i już chwilę potem była na ulicy. Już trochę spokojniej, podbiegła do samochodu. Zanim otworzyła bagażnik zerknęła jeszcze co się dzieje przy skale. Mery klękała z opuszczoną głową, a facet stał nad nią i krzyczał coś, czego z tej odległości, Alicja, nie mogła usłyszeć.
- Szybciej Alicjo. – pospieszała się.
Samochód nie był zamknięty, bez trudu otworzyła bagażnik, a potem prawie zemdlała, ponieważ zobaczyła co jest w środku. Przejechała ręką po pięknym, profesjonalnym czarnym łuku, złapała go i naciągnęła sprawdzając siłę naciągu. Jeszcze nigdy nie miała w ręce tak cudownej rzeczy. Nagły krzyk wyrwał ją z zachwytu nową bronią. Zarzuciła na ramię kołczan i wyjęła jedną ze strzał. Gdy podeszła już wystarczająco blisko, co zrobiła bez trudu ponieważ facet był głośno i nie zwracał uwagi na nic innego niż Marie, naciągnęła strzałę na łuk i wycelowała. Ogarnęła ją panika, przecież nie strzeli do człowieka… Weź się w garść, zmusiła się, przecież to jest wróg Mery, zobacz co jej zrobił. Popatrzyła na koleżankę, która podniosła lekko głowę i uśmiechnęła się, co spowodowało, że z ust poleciała jej stróżka krwi. Na twarzy miała liczne rany od cięcia nożem, niezbyt głębokie ale zawsze, a na rękach miała mnóstwo siniaków. Zdenerwowanie wypędziło z Alicji niepewność.
- Gadaj! Kim ona jest?! – kopnął Mery w brzuch. Dziewczyna wypluła krew i rzuciła mu podłe spojrzenie.
- Zgadnij. – odpowiedziała ledwie łapiąc oddech po uderzeniu. Alicja odchrząknęła, a koleś odwrócił się natychmiast i stanął oko w oko z naciągniętym łukiem. Ali zamknęła oczy i puściła strzałę.



Kacper i Marcin szli wzdłuż drogi w kierunku bazy.
- Jak myślisz, gdzie pojechały? – zapytał Marcin.
- Nie mam pojęcia, ale trochę przeholowały.
- Też tak sądzę. Myślisz, że Mery nic nie będzie?
- Mery? Nie, coś ty. Niby czemu miałoby jej się coś stać? Bardziej martwię się o Alicję. –rzekł Kacper.
- Jeśli chodzi o Marie, to przecież szuka jej ten debil, Albert.
- No w sumie tak, ale nie sądzę żeby ją znalazł tak szybko.
- Nie wiem, może masz rację. A wracając do Alicji… -zaczął Marcin, ale Kapi od razu mu przerwał.
- Nie mam zamiaru z tobą o niej rozmawiać.
- A co? Co jest ze mną nie tak, że akurat nie możesz?
- Nie ważne.
- Nie dziwię się, że Ali się na ciebie obraziła. – mruknął Marcin.
- Wiesz co? Jak tak bardzo lubisz Alicję, to leć jej szukać! A nie będziesz tutaj ze mną czas marnował!
- A czemu ty nie chcesz pójść jej szukać?
- Po co? Przecież jest na mnie zła.
- Jeżeli zawsze będziesz dawał sobie spokój, gdy dziewczyna jest zła, nigdy nie znajdziesz sobie tej jedynej. Każda dziewczyna się wścieka, ale to nie znaczy, że cię nie kocha. Powścieka się, podenerwuje i przestanie, one już takie są.
- Głupi jesteś.
- I właśnie tym stwierdzeniem udowodniłeś swoją głupotę.
- Daj mi spokój.
- Dobrze, i tak miałem iść jej szukać. Nara.
 Kacper spojrzał na oddalającego się w drugą stronę Marcina. Zastanawiał się nad tym co powiedział. Czy to ma w ogóle jakiś sens? Być może, ale i tak nie chciał przyznać się do swojej wady. Od dziecka był uczony, że nic nie jest warte uwagi, że nie powinien się niczym przejmować, a gdy są jakieś trudności, to po prostu trzeba odpuścić. Nie wiedział co robić, więc poszedł za Marcinem. Zanim jednak go dogonił, zadzwonił do Łukasza.
- Jak misja?
- Bez problemu. Tylko dziewczyny uciekły.
- Co?!
- Wzięły samochód i pojechały. Nie wiem gdzie. John pojechał z chłopakami do bazy drugim samochodem. Ja i Marcin zostaliśmy i kierujemy się w stronę kryjówki. To znaczy… teraz aktualnie idziemy szukać dziewczyn, ponieważ…
- Samochód stoi przy tej polanie gdzie Alicja chodziła strzelać z łuku. To znaczy ten samochód, którymi uciekły.
- Dzięki.
- Spoko, a jeśli chodzi o informacje które mieliście zdobyć? – Kacper spochmurniał.
- Nic nowego się nie dowiedzieliśmy. – Łukasz westchnął ciężko.
- Dobrze. Idzie ich szukać, wyślę po was kogoś z samochodem.
- Dzięki. To cześć.
- Pa. – Kapi schował telefon do kieszeni i przyspieszył, żeby dogonić Marcina.
- Są tam gdzie chcesz iść. – powiedział gdy wreszcie doszedł do niego.
- Co tu robisz? Nie miałeś przypadkiem iść do bazy?
- Stwierdziłem, że masz rację. Nie wolno odpuszczać. – Marcin tylko się uśmiechnął i szli dalej w milczeniu.



Alicja nadal miała przed oczami obraz upadającego na ziemię mężczyzny, jego pusty wzrok i ręce przy miejscu w którym utkwiła strzała. Siedziała w samochodzie i patrzyła tępo przed siebie, nawet nie pamiętała jak się tam znalazła. Po chwili na miejscu kierowcy usiadła Mery.
- Nie miał przy sobie nic ciekawego. Tylko jakiś sztylet, kto tego jeszcze używa? – zapytała ironicznie – No i ten karabin, żadnych dokumentów, ani pieniędzy. Dziwne, nie uważasz? – popatrzyła na Alicję która nawet nie drgnęła. – Nie przejmuj się tym. Dobrze zrobiłaś. – zrobiła krótką przerwę, a potem dodała. – Dziękuję.  – Ali z niedowierzaniem spojrzała na nią. – Gdyby nie ty to pewnie już bym nie żyła.
- Nie… niema za co. – wydukała Alicja. – Jedziemy już?
- A umiesz prowadzić?
- Ja??
- No ty. Ja nie mam czucia w ręce i nie mogę prowadzić.
- Tzn kiedyś tata mnie uczył jeździć, ale to było jakieś, nie wiem, pięć lat temu?
- Wystarczy, chodź. – obie wstały i zamieniły się miejscami. – Jak coś to będę ci mówić co robić.
 Odpaliła auto i już zamierzała ruszać, gdy nagle obok podjechał inny samochód, w którym kierowcą był John.
- Witam miłe panie, czy zechciałybyście pojechać z nami?
- Tak, tak, tak! Zdecydowanie tak. Chodź Mery. – Alicja odwróciła się do koleżanki, która siedziała w bezruchu z odchyloną do tyłu głową. Oczy miała zamknięte. Ciężko oddychała i to tylko dowodziło temu że jeszcze żyje. – Mery? – złapała ją za ramię i potrząsnęła. – Pomóżcie jej! – krzyknęła, chociaż Marcin już podchodził do drzwi z zamiarem wyciągnięcia jej z auta.
- Kacper, weź pomóż. – powiedział Marcin, Kapi szybko podbiegł i razem położyli Marie na tylnym siedzeniu.
- Kacper prowadzi ten samochód, Ali jedzie z nim, będzie pilnować, żeby Mery nie spadła, a ja i Marcin jedziemy tym autem. – powiedział John, który w ogóle nie wysiadł z samochodu. Wszyscy się z nim zgodzili i zrobili o co prosił. Po chwili ruszyli do bazy.
- Ali… - zaczął Kacper.
- Nie ważne. – zbyła go. A on speszony nic więcej nie powiedział.
 Dopiero godzinę później, jak już dojechali pomógł jej i Mery wysiąść. Marie przebudziła się mniej więcej w połowie drogi, ale nic nie mówiła.
 Później okazało się, że Mery ma skręcony nadgarstek, więc Łukasz kazał Alicji iść z nią do lekarza, a przez to, że Ali nie umiała prowadzić, kierowcą został Alex.
- Wszystko w porządku? – zapytała Alicja, gdy już byli w drodze do szpitala.
- Można tak powiedzieć. Czemu nie mogliśmy iść do Nataniela?
- Bo Nat nie miał odpowiednich rzeczy, żeby zrobić gips. – odpowiedział Aleksander.
- Wystarczyłby zwykły opatrunek czy coś.
- Dobrze wiem, że nie znasz się na medycynie, więc się nie mieszaj, okey? Powiedzieli, że mamy jechać to jedziemy, koniec kropka.
- Wiem, że mi pewnie nie odpowiesz, ale… - zaczęła Alicja – Dlaczego tak łatwo się denerwujesz? – Alex pomyślał chwilę nad odpowiedzią.
- To nie twoja sprawa.
- Oh my God, gdyby to była moja sprawa to bym się chyba nie pytała, nie?
- Pewnie nie.
- Nie wkurzaj go, proszę. – szepnęła Marie. Alicja jednak nie posłuchała jej.
- Masz 10 minut na to żeby przypomnieć sobie odpowiedź na pytanie które zadałam, koniec kropka. – zażądała Ali takim tonem, że aż się wszyscy zdziwili. Alex już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale Ali przerwała mu mówiąc „nie”. Chłopak tylko machnął ręką, wiedział, że za 10 minut będą już na miejscu, a nie miał zamiaru opuszczać auta.

1 komentarz: