poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 9



- Serio? Dziki?? – zapytała zaskoczona Alicja. – Jesteście zabójcami, do cholery! Płaci się wam, żebyście zabijali ludzi, a wy się przejmujecie jakimiś durnymi dzikami?! Weźcie wyjmijcie swoje pukawki, raz, dwa i po krzyku.
- Gdyby to było takie proste to byśmy to zrobili –odrzekł Marcin. – Nie jesteśmy idiotami.
- No nie wiem. – mruknęła pod nosem. Na szczęście jej nie usłyszał. – To… Dlaczego to nie jest takie proste?
- Te zwierzaki są z hodowli naszego szurniętego grabarza Zbycha – oznajmił Kacper. – Coś tam z nimi eksperymentował one napromieniowały, zmutowały, czy coś, a potem uciekły do lasu. Nie mogliśmy ich wyłapać, było ich za dużo. Najdziwniejsze jest to, że w spotkaniu z metalem one rosną.
- Aha, spoko. – podsumowała Alicja. – Ale przecież dziki to z natury są płochliwe, nie?
- Nie, jeśli żyją od urodzenia w niewoli.
- To co zrobicie?
- Nie mam pojęcia. Bokiem nie przejedziemy, za gęsty las. Innej drogi nie ma. Jest tylko jedna prowadząca do naszej bazy. W sumie można, by przemyśleć zrobienie drugiej… Zaproponuję to Łukiemu jak wrócimy. Idę do tych z pierwszego samochodu, może oni mają jakiś plan. Wy zostańcie tu i róbta co chceta. – powiedział Kacper i ruszył do przodu.
- Zdarzało się to wam kiedyś wcześniej? – spytała Alicja.
- Nie. Jeszcze nigdy. – odpowiedział John.
 Dziwne… Pomyślała.
- A skąd macie pewność, że to nie są zwykłe dziki?
- Uciekłyby po usłyszeniu samochodu.
- Długo jeszcze? – do rozmowy dołączyła Marie. Wysiadła z samochodu i popatrzyła na stado zwierząt stojących na drodze. Wyglądała przez chwilę jakby gorączkowo myślała co zrobić, a potem wpadła na pomysł. Alicja uważnie ją obserwowała i nawet nie zauważyła, jak zwierzęta uciekły. – Możemy ruszać. – powiedziała Mery i wsiadła z powrotem do auta.
- Ja naprawdę nigdy nie będę miała normalnego dnia. – rzekła Alicja, gdy tylko zdołała odzyskać zdolność mówienia.
- Normalność jest nudna – stwierdził Marcin i wsiadł do samochodu. Ali zrobiła to samo, a po kilku minutach przyszedł też Kacper i mogli kontynuować podróż.


- Można? – zapytał Nataniel, pukając do drzwi, które otworzyły się same po chwili.
- Oczywiście. – odpowiedział Łukasz.
- Coś lepiej?
- Można tak powiedzieć, ale kiedy to przejdzie?
- Nie mam pojęcia. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tego typu zatruciem.
- Zdziwiłbym się gdyby tak było, ale nie ważne. Jesteś pewien, że on będzie wiedział?
- Panie Łukaszu, proszę mnie nie pytać o takie rzeczy. Jestem lekarzem, a nie specjalistą od sił nadprzyrodzonych. Za to on jest. I, chociaż nie mam pewności, powinien wiedzieć.
- A co jeśli tak nie jest?
- W takim wypadku będzie pan musiał wrócić do miejsca gdzie pana otruli, co, jak sądzę, nie będzie łatwe.
- Mimo, iż pan nie wie o co chodzi, jest pan naprawdę przewidujący. – powiedział z uznaniem Łukasz.
- Dziękuję. A teraz do rzeczy… Przyszedłem tutaj, ponieważ kazali mi złożyć panu raport o przebiegu akcji. – podał Łukaszowi fioletową teczkę.
- Dziękuję Natanielu. Możesz odejść. – lekarz skinął głową i wyszedł.
- Nowa droga…? To wcale nie głupi pomysł. – rzekł Łuki czytając raport. – Tylko, że nie mamy funduszy. Trzeba trochę rozreklamować naszą firmę, a to oznacza kolejną misję na którą nie mogę puścić zawodowych morderców. Jednak to był dobry pomysł, żeby zatrudnić Alicję. – powiedział sam do siebie.



- Mery…? – zapytała Alicja, przerywając długą niezręczną ciszę, podczas jazdy samochodem.
- Tak?
- Jak to zrobiłaś? No wiesz, z tymi dzikami?
- Nie twoja sprawa. – ucięła Marie.
- Owszem. Nie moja. Byłam po prostu ciekawa, ale nie chcesz to nie mów. – fuknęła Alicja i zaczęła się przyglądać budynkom w mieście przez które właśnie przejeżdżali.
 Wkrótce dojechali do dość sporego budynku. Obok były dwa ogrodzone korty tenisowe. Jeden z nich był pusty, a na drugim John grał z jakimś chłopakiem, który miał na sobie krótkie białe szorty, niebieską bluzkę z jakimiś napisami i związane gumką, długie, kręcone, brązowe włosy. Ali wyszła z samochodu tuż po jego zatrzymaniu i pobiegła na kort. Grała kiedyś w tenisa, ale nie była zbyt dobra w tą grę. Chłopak, czyli najprawdopodobniej Piotrek, pomachał do Alicji. Ona odwdzięczyła mu się tym samym i zawołała, żeby przyszedł do niej. On zrobił to bez wahania, nie było powodów, żeby nie zaufać temu pięknemu aniołkowi. Ona zaczęła z nim rozmawiać, a w tym czasie reszta grupy przygotowała sprzęt i czekała w budynku. Zadaniem Alicji było zaciągnięcie koleżki do środka, można go było zwyczajnie złapać, ale nie chciało im się męczyć, a dziewczynie to pasowało, bo miała co robić. Poszło bez problemowo, na przesłuchanie jej nie wpuścili, ale po ok. 10 minutach było po wszystkim. Podczas czekania rozmawiała z Naomi. Nic ciekawego, ta ‘misja’ stwierdziła Alicja. Kiedy wszyscy zaczęli wychodzić, Alicja podeszła do Kacpra i spytała się czy wszystko wporzo.
- Jasne. Strasznie nudno było. Powiedział wszystko bez problemów, ale oczywiście tego co najważniejsze nie wiedział.
- To znaczy czego?
- John! – Kapi zbył pytanie Alicji.
- What?
- Jedziesz z nami. Mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia – spojrzał na Alicję, ale ta nie zauważyła.
- Okey – odpowiedział John i poszedł w kierunku samochodu.
- John to nie po polsku Jan?
- Tak. A czemu pytasz?
- No… to czemu nie mówicie na Johna Jan?
- Bo nie lubi. Jakbyś go tak nazwała to pewnie by cię stłukł. Ostatnio Alex się z nim droczył i wylądował ze złamaną ręką na stosie kradzionych homarów.
- Heh ciekawie. – Uśmiechnęła się dziewczyna. – A wracając do dzisiejszego poranka…
- Nie rozmawiajmy o tym, dobrze?
- Dlaczego? – dziewczyna zatrzymała się i wygięła w bok głowę w geście zapytania. – Ja tu się zbieram przez ostatnie 20 min, żeby zacząć rozmowę, a ty uciekasz od tematu?!
- Uuuu wpadka! – zaśmiali się jednocześnie Marcin i John, którzy opierali się o samochód i przyglądali całej sytuacji. Kacper nie przejął się nimi tylko popatrzył na Alicję.
- Nie ważne. Jedźmy już. – rzekła i ruszyła szybkim krokiem do samochodu. Idąc zauważyła, że wszyscy się na nią patrzą, nawet Mery podniosła wzrok znad książki, którą czytała na miejscu pasażera w samochodzie.
- Macie jakiś problem?! – krzyknęła wkurzona, wsiadła do samochodu i trzasnęła drzwiami.
- Rasstraivat'? – spytała Mery po rosyjsku.
- Co? – rzuciła wściekle.
- Wkurzona? – wytłumaczyła Marie.
- Trochę.
- Niektórzy chłopcy nie są zbytnio inteligentni, ale trzeba z tym żyć. – uśmiechnęła się Mery. – uciekamy im?
- Że co? – zapytała oniemiała Alicja. Mery kojarzyła się jej z kimś kto niczym się nie przejmuje, ale nie jest też zbytnio zabawny, więc zaproponowanie takiego żartu przez nią było dziwne.
- Oj jeszcze mnie nie znasz. – zaczęła się śmiać dziewczyna i zerknęła przez okno na rozmawiających chłopaków, nie patrzyli się na nie, więc zaczęła przeciskać się na miejsce kierowcy. Gdy już to zrobiła, powiedziała: - Lepiej zapnij pasy. – Ali zrobiła to. A samochód ruszył z piskiem opon. Zerknęła do tyłu i zobaczyła zdziwione twarze trójki facetów. Marie wyjechała na główną ulicę, bez problemu.
- Gdzie jedziemy?
- A gdzie być chciała? O! Już wiem. Ciekawe czy Adrian tam będzie. – zerknęła na oniemiałą Alicję.
- Co to, to nie! Nie chcę go spotkać.
- Dziwna jesteś, ale okey. To jedziemy do twojej szkoły. Słyszałaś, że ubłagałam Łukiego, aby cię powrotem puścił do szkoły?
- Nie chcę wracać.
- Wiem, też bym nie chciała, ale lepiej dla ciebie będzie jak wrócisz. – po powiedzeniu tego zapadła niezręczna cisza, którą przerwał dopiero fakt, że dojechały na miejsce. Obydwie wyszły i zobaczyły piękne jezioro po którym pływały trzy łabędzie i mnóstwo kaczek. Było około czternastej, więc było ciepło i przyjemnie. Słońce mocno przygrzewało, więc zdjęły kurtki i poszły w kierunku głazu, który stał na środku polanki. – Piękne miejsce. – zachwyciła się Marie.
- Tak, wiem. Szczególnie o tej porze roku, gdy dojrzewa pszenica. – Nagle usłyszały trzask załadowywanego karabinu.
- A któż to się wreszcie pojawił bez obstawy? Hm..?– powiedział chrapliwy męski głos. 
 Odwróciły się i zobaczyły niskiego czarnowłosego mężczyznę. Alicja go nie znała, ale nie miała wątpliwości, że Mery tak.

1 komentarz:

  1. Iście żadko cię komentuję, dlatego robię to teraz kiedy jestem chora. Rozdział suoer podobnie jak poprzednie. Czytam cię odrazu jak coś dodasz, ale mój fajny komputer każe mi zachować od groma cierpliwości jeśli chodz o kompentarze itp. Właśnie czekałam aż napiszesz coś o Adrianie XD
    Tak więc, rozdział super, pisz szybko kolejny. A jak gdyby kiedyś ci się nudziło... to ja też piszę.

    OdpowiedzUsuń