Tym krótkim rozdziałem żegnam się(na razie) z Wami ;) wyjeżdżam i będę dopiero we wrześniu :D także życzę udanych ostatnich dwóch tygodni wakacji. Paa xD
Obudził ją wystrzał. Wstała szybko i wybiegła z pokoju rozglądając się skąd mógł dobiec ten odgłos. Zeszła na dół i zamarła. W przedpokoju stało dwóch mężczyzn w czarnych garniturach i z pistoletami wymierzonymi, jeden w nią, drugi w zwijającą się z bólu, Agatę leżącą na podłodze.
- Aha, spoko.
- Tak właściwie to nie bardzo. – odezwał się jeden z nich. Z kontekstu wynikało, że Alicja ma poważne kłopoty, ale jego głos dziwnie ją uspokoił. Gdyby nie to, że pewnie przyszedł ją zabić, stwierdziłaby, że jest całkiem przystojny. Potulnie dała sobie związać ręce. – Idziemy. – zakomunikował i wypchnął Alicję z domu. Ta upadła, a potem zaprotestowała:
- Nie! A co z Agatą ?!
- To był zwykły postrzał w udo i wyłącznie w celach obronnych, po za tym John już zadzwonił po karetkę.
- John?
- Tak, mój kolega, idzie za nami, ja jestem Kacper. –spojrzeli na Johna, który rzucił Kacprowi złowrogie spojrzenie. – No co?
John nie odpowiedział, bo wsiadł do samochodu.
- Kapi, szybciej! – krzyknął ktoś ze środka.
- Już! To był Aleksander, nasz kierowca. Dobrze ci radzę, nie wnerwiaj go. – powiedział i wrzucił Ali do samochodu.
Obudził ją wystrzał. Wstała szybko i wybiegła z pokoju rozglądając się skąd mógł dobiec ten odgłos. Zeszła na dół i zamarła. W przedpokoju stało dwóch mężczyzn w czarnych garniturach i z pistoletami wymierzonymi, jeden w nią, drugi w zwijającą się z bólu, Agatę leżącą na podłodze.
- Aha, spoko.
- Tak właściwie to nie bardzo. – odezwał się jeden z nich. Z kontekstu wynikało, że Alicja ma poważne kłopoty, ale jego głos dziwnie ją uspokoił. Gdyby nie to, że pewnie przyszedł ją zabić, stwierdziłaby, że jest całkiem przystojny. Potulnie dała sobie związać ręce. – Idziemy. – zakomunikował i wypchnął Alicję z domu. Ta upadła, a potem zaprotestowała:
- Nie! A co z Agatą ?!
- To był zwykły postrzał w udo i wyłącznie w celach obronnych, po za tym John już zadzwonił po karetkę.
- John?
- Tak, mój kolega, idzie za nami, ja jestem Kacper. –spojrzeli na Johna, który rzucił Kacprowi złowrogie spojrzenie. – No co?
John nie odpowiedział, bo wsiadł do samochodu.
- Kapi, szybciej! – krzyknął ktoś ze środka.
- Już! To był Aleksander, nasz kierowca. Dobrze ci radzę, nie wnerwiaj go. – powiedział i wrzucił Ali do samochodu.
Siedziała z tyłu, obok Kacpra. Tak jak mówił,
Aleksander był kierowcą, wyglądał na trochę wkurzonego, Ali była tylko ciekawa
dlaczego? Przecież to tylko porwanie 15-latki, chyba dla nich to norma. Z
przemyśleń wyrwała ją jej ulubiona piosenka, która właśnie zaczęła lecieć w
radiu. Znała ją na pamięć, więc zaczęła śpiewać. Najpierw po cichu, aż w końcu
wrzeszczała na cały samochód.
- Kurde, Kapi ! Weź ją ucisz! – krzyknął Alex.
- Przecież próbuję! Tylko, że ta mała zaraza mnie gryzie. Wyłącz radio! – John wyłączył radio, lecz Ali ciągle śpiewała.
- Jak to gryzie ? Przecież śpiewa. – powiedział John. – Ślicznotko? Mam ci włożyć skarpetę do ust, czy się sama zamkniesz? – Alicja ucichła.
- Obejdzie się bez skarpet. A tak swoją drogą… Daleko jeszcze ??
- Tak. – rzekł Kacper.
- A jak daleko?
- Bardzo daleko.
- To znaczy?
- To znaczy, że bardzo daleko.
- Kurde, Kapi ! Weź ją ucisz! – krzyknął Alex.
- Przecież próbuję! Tylko, że ta mała zaraza mnie gryzie. Wyłącz radio! – John wyłączył radio, lecz Ali ciągle śpiewała.
- Jak to gryzie ? Przecież śpiewa. – powiedział John. – Ślicznotko? Mam ci włożyć skarpetę do ust, czy się sama zamkniesz? – Alicja ucichła.
- Obejdzie się bez skarpet. A tak swoją drogą… Daleko jeszcze ??
- Tak. – rzekł Kacper.
- A jak daleko?
- Bardzo daleko.
- To znaczy?
- To znaczy, że bardzo daleko.
- Czyli za
ile będziemy?
- Przestań mi zadawać pytania! Masz być cicho, albo skończysz tak jak twój ukochany wąż! – Ali otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- Co. Zrobiliście. Z. Moją. Bretą!?
- Na razie nic, ale jak nie będziesz współpracować to będziemy zmuszeni ją zabić.
- Aha, spoko. Czyli mam tylko współpracować ? Na razie to nie jest trudne, okey, niech Wam będzie. – Ali udawała, że się przejmuje, wiedziała, iż Breta leży spokojnie w terrarium, w domu i się wygrzewa. Nie daliby rady przenieść takiego węża w trzech. Breta ma ponad 10 m długości i waży ok. 100 kg! To jeden z większych pytonów siatkowych na świecie. Poza tym jeśli nawet mieliby coś jej zrobić, byłoby to trudne. Tak czy inaczej, odważą się i zrobią wszystko, bo najwyraźniej Ali jest im bardzo potrzebna. Zaciekawiło ją to, więc spytała.
- Bycie cierpliwym, to podstawa. – rzekł John. – Poczekasz i wkrótce się dowiesz.
- A nie możecie mi po prostu teraz powiedzieć? Tak byłoby łatwej, szybciej i wszyscy byliby zadowoleni.
- Nie, nie możemy! Ucisz japę, bo mnie wkurzasz! – warknął Alex, a Ali posłuchała rady Kacpra, i przez resztę drogi nie odzywała się.
Alicja usłyszała chrzęst opon na żwirze, a po chwili Aleksander zaciągną ręczny i wysiadł z wozu.
- Wysiadamy?
- Nie. – odpowiedział Kacper.
- Aha, spoko. To czemu stoimy?
- Gdyż Alex musiał iść… do lasu.
- Po co? – nie załapała dziewczyna.
- Kurde, ale ty jesteś upierdliwa. Zamknij się.
- Dobra. Cierpliwość to podstawa… Tak John ?
- Tak jest.
- Okey. – gdy to powiedziała, Alex wrócił i bez słowa ruszył dalej.
Po jakiś 15 minutach niezręcznej ciszy, w końcu dojechali na jakieś stare lotnisko. Samochód stanął koło wielkiego zamkniętego na cztery spusty, hangaru.
- Jesteśmy! – oznajmił John. – Kapi, bierz dziewczynę. My idziemy zapukać.
W wozie została sama Alicja, bo Kacper wysiadł. Pomyślała o ucieczce, ale od razu zrezygnowała. Na pustej przestrzeni, byłaby zbyt łatwym celem.
Po chwili Kapi otworzył drzwi i wyciągnął Alicję za związane ręce. Upadła, więc krzyknął na nią i walnął w głowę.
- Przecież nie sprawiam problemów! Czemu mnie bijesz?! Sam spróbuj wysiąść z samochodu, gdy ktoś cię ciągnie za ręce! – krzyknęła, ale on nadal traktował ją brutalnie.
Obeszli hangar, a potem Alicja zobaczyła Aleksandra i John’a stojących przed czarnymi drzwiami oblepionymi taśmą policyjną.
- Zapowiada się ciekawie… – powiedziała cicho.
- Przestań mi zadawać pytania! Masz być cicho, albo skończysz tak jak twój ukochany wąż! – Ali otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- Co. Zrobiliście. Z. Moją. Bretą!?
- Na razie nic, ale jak nie będziesz współpracować to będziemy zmuszeni ją zabić.
- Aha, spoko. Czyli mam tylko współpracować ? Na razie to nie jest trudne, okey, niech Wam będzie. – Ali udawała, że się przejmuje, wiedziała, iż Breta leży spokojnie w terrarium, w domu i się wygrzewa. Nie daliby rady przenieść takiego węża w trzech. Breta ma ponad 10 m długości i waży ok. 100 kg! To jeden z większych pytonów siatkowych na świecie. Poza tym jeśli nawet mieliby coś jej zrobić, byłoby to trudne. Tak czy inaczej, odważą się i zrobią wszystko, bo najwyraźniej Ali jest im bardzo potrzebna. Zaciekawiło ją to, więc spytała.
- Bycie cierpliwym, to podstawa. – rzekł John. – Poczekasz i wkrótce się dowiesz.
- A nie możecie mi po prostu teraz powiedzieć? Tak byłoby łatwej, szybciej i wszyscy byliby zadowoleni.
- Nie, nie możemy! Ucisz japę, bo mnie wkurzasz! – warknął Alex, a Ali posłuchała rady Kacpra, i przez resztę drogi nie odzywała się.
Alicja usłyszała chrzęst opon na żwirze, a po chwili Aleksander zaciągną ręczny i wysiadł z wozu.
- Wysiadamy?
- Nie. – odpowiedział Kacper.
- Aha, spoko. To czemu stoimy?
- Gdyż Alex musiał iść… do lasu.
- Po co? – nie załapała dziewczyna.
- Kurde, ale ty jesteś upierdliwa. Zamknij się.
- Dobra. Cierpliwość to podstawa… Tak John ?
- Tak jest.
- Okey. – gdy to powiedziała, Alex wrócił i bez słowa ruszył dalej.
Po jakiś 15 minutach niezręcznej ciszy, w końcu dojechali na jakieś stare lotnisko. Samochód stanął koło wielkiego zamkniętego na cztery spusty, hangaru.
- Jesteśmy! – oznajmił John. – Kapi, bierz dziewczynę. My idziemy zapukać.
W wozie została sama Alicja, bo Kacper wysiadł. Pomyślała o ucieczce, ale od razu zrezygnowała. Na pustej przestrzeni, byłaby zbyt łatwym celem.
Po chwili Kapi otworzył drzwi i wyciągnął Alicję za związane ręce. Upadła, więc krzyknął na nią i walnął w głowę.
- Przecież nie sprawiam problemów! Czemu mnie bijesz?! Sam spróbuj wysiąść z samochodu, gdy ktoś cię ciągnie za ręce! – krzyknęła, ale on nadal traktował ją brutalnie.
Obeszli hangar, a potem Alicja zobaczyła Aleksandra i John’a stojących przed czarnymi drzwiami oblepionymi taśmą policyjną.
- Zapowiada się ciekawie… – powiedziała cicho.
'Zapowiada się ciekawie…'
OdpowiedzUsuńNic dodać, nic ująć. Ale ja to się jej dziwie. Ja bym się nie dała tak potulnie wepchnąć do ciężarówki :D
Buziaki, pozdrawiam ; **