Mam nadzieję, że się nie gniewacie, że tak szybko napisałam... :) Miłego czytania :*
________________________________________________________________________
Alicja przyglądała się jak Naomi rozmawia z jakąś dziwną kobietą, która miała skrzydła, ale zupełnie niepodobne do anielskich skrzydeł faceta, który stał obok niej. Czuła, że Nan ma kłopoty, ale wolała się nie ujawniać, przynajmniej na razie. Kilka razy próbowała wyczarować jakąś broń, najlepiej łuk, ale z mizernym skutkiem. Podczas jednej z prób w jej ręce pojawił się płomień. Spanikowała i próbowała go strzepnąć. Dziwne było to, że ogień jej nie poparzył. Postanowiła wejść do środka i stamtąd wziąć broń, a przy okazji poprosić kogoś o pomoc. Drzwiami nie wejdę, pomyślała, zostają okna przez które zapewne się nie przecisnę. Chyba, że… Wpadła na pomysł i zmieniła się w kruka według wcześniejszych wskazań Naomi. Udało jej się za pierwszym razem. Zadowolona z siebie ruszyła na rozeznanie w sprawie znalezienia wejścia do bazy. Długo nie musiała szukać. Przy skrzydle więziennym zauważyła dziurę po wybuchu. Nie zastanawiała się czy to było włamanie, czy co innego, po prostu wleciała do środka, ale zatrzymały ją drzwi, których oczywiście nie otworzy jako ptak. To zmienianie się mnie wykończy! - Marudziła w myślach, ale zrobiła to. Wbrew pozorom magia Zartezu była w miarę prosta. Kolejną przeszkodą okazał się fakt, iż drzwi były zamknięte. Zaczęła w nie walić i wołać, żeby ją wpuścili. Nagle usłyszała głos Łukasza i chrzęst klucza w zamku.
- Co ty tu robi… - Urwał, kiedy otworzył drzwi i zobaczył wyrwę w ścianie. – Coś ty zrobiła?!
- To nie ja. – warknęła tylko. Szturchnęła Łukiego ramieniem, gdy go mijała i pobiegła do sali treningowej. Nie łatwo jest biegać w sukience która sięga do ziemi, więc zatrzymała się i przesunęła wierzchem dłoni nad ubraniem od kolana w dół i dotknęła go tak jak to zrobiła Naomi z jej gipsem. Nic się jednak nie wydarzyło. Warto było spróbować, pomyślała i zaczęła znowu biec. Po chwili z jakiegoś pokoju wyszła Marie i Alicja prawie by na nią wpadła, ale szybko odskoczyła w bok. Dużo to nie dało, bo przewróciła się.
- Co to za kostium? – zapytała na wstępie Rosjanka.
- Mi też miło cię widzieć. – rzekła Ali i wstała strzepując kurz z sukienki. – Masz pożyczyć jakieś ciuchy?
- Myślę, że coś znajdę. – powiedziała Mery i zaprosiła dziewczynę do środka.
- To twój pokój? – spytała Ali, gdy weszła do środka i rozejrzała się. Wielkością był podobny do pokoju Kacpra, ale nie miał okien i miał zdecydowanie więcej mebli. Po lewej stronie od wejścia było dwoje drzwi a między nimi telewizor, tak jak u Kapiego, ale pod TV stała mała, biała, podłużna szafka z drzwiczkami z hartowanego, popękanego szkła, przez co nie było widać co jest w środku. Stał na niej niski, ale długi stroik z czerwonych róż. Na przeciwnej ścianie od drzwi wejściowych w prawym rogu stała ogromna, biała szafa. Była szeroka na pół ściany i sięgała do sufitu. Drzwi szafy to było jedno wielkie lustro. Dalej, na lewo od szafy na ścianie koloru czarnego namalowane zostały białe kwiatki, których łodygi przepięknie plątały się ze sobą. Po prawej stronie natomiast, po środku ściany stał kominek elektryczny, na którym znajdowały się fioletowe, białe i kremowe świeczki. Nad kominkiem znajdował się szary zegar w kształcie zwiniętego smoka, który skrzydłami pokazywał minuty i godziny. Obok kominka po obu stronach znajdowały się takie same szafki jak pod telewizorem. Na nich stały po trzy świeczki, ustawione do największej do najmniejszej, na przemian kolorami. Pośrodku pokoju na czarnych płytkach, przodem do TV stała biała sofa. Przed nią znajdował się niski, okrągły szklany stolik, który stał na ciemnofioletowym puchatym dywanie. W pokoju było ciemno, przez to, że nie było okien, więc Mery zapaliła świeczki.
- Proszę cię, nie zadawaj głupich pytań.
- Niezły nastrój, też chcę mieć taki pokój. – stwierdziła Ali.
- No bo jest twój.
- Przecież mówiłaś…
- Mówiłam, że jest mój?
- Nie. – zaplątała się Alicja.
- No, więc nie jest mój tylko twój. Podoba się?
- Czy się podoba?! Jest zarąbisty! – zachwyciła się Alicja i podeszła do koleżanki. – Ty go dekorowałaś?
- Miałaś nie zadawać głupich pytań. – uśmiechnęła się lekko Marie. Ali przytuliła ją ze śmiechem.
- Dzięki. – Mery odsunęła ją od siebie.
- Nie ma za co. Gdzie się tak śpieszyłaś?
- Co? – nagła zmiana tematu totalnie ją zaskoczyła. – Aa… Biegłam po… - urwała i zdała sobie sprawę, że miała pomóc Naomi, a tymczasem zajmuje się bzdurami. - Muszę lecieć. – powiedziała szybko i sięgnęła po pierwsze lepsze spodnie i bluzkę z szafy. Spodnie okazały się tak naprawdę getrami, a bluzka zwykłym, szarym podkoszulkiem, ale nie miała czasu się przebierać. Wybiegła z pokoju jak błyskawica. Na szczęście nie miała daleko do sali treningowej. Wpadła z hukiem do pomieszczenia i zawołała do mężczyzny za biurkiem.
- Idziesz? – uśmiechnęła się podnosząc dwa łuki ze stolika. Chłopak podszedł do niej z pytającym spojrzeniem i wziął od niej broń. Alicja otworzyła drzwi od drugiego pokoju i zajrzała do środka. Mimo późnej pory sala była pełna ludzi. 10 osób trenowało, a ponad drugie tyle czekało na swoją kolej. Ali ucieszyła się, bo poznała kilku chłopaków z jej ostatniego treningu.
- Ej! Pomożecie mi? Please… - zawołała do nich i próbowała się słodko uśmiechnąć, ale niezbyt jej to wyszło. Już miała wychodzić, bo z min kolesi, którzy tam byli wyczytała, że nici z pomocy. Jednak po chwili usłyszała głos jednego chłopaka.
- Spoko. Co mamy robić?
- Ci co umieją strzelać biorą pukawki i zbiórka na dachu. Zaciśnięta pięść uniesiona do góry to znak żeby strzelać.
- Tak jest, komandorze! – zasalutowała połowa, ale nie było w tym cienia powagi. Śmiejąc się poszli po broń.
- Każdy bierze to czym najlepiej się posługuje i idzie ze mną. – posłuchali jej i po chwili szli już w kierunku wyjścia awaryjnego. Ali podeszła do dwóch chłopaków.
- Cześć. Mogę was o coś poprosić?
- Jasne. I tak nie mamy co robić. – odrzekł jeden z nich, a drugi przytaknął.
- Idźcie pod drzwi wejściowe i czekajcie na znak.
- Jaki znak? – dała im dwa szare urządzenia, które zwinęła z sali treningowej.
- Wyślę wam esa na to coś. Powinno zadziałać. Idźcie już. – po powiedzeniu tego przyspieszyła, a oni równie szybko poszli w przeciwną stronę.
Dotarła na miejsce tuż po zachodzie słońca. Ustawiła swoich ludzi tak, aby otoczyli wejście, przy którym teraz trwała walka. Zerkała co chwila na dach, by upewnić się czy strzelcy będą gotowi. Czekała na odpowiedni moment by wtrącić się do walki. Na razie nie było takiej potrzeby, ponieważ Naomi dawała sobie świetnie radę. Pomyślała, że warto trochę zmęczyć przeciwnika, a dopiero potem atakować, wtedy ma się większe szanse. Zaskoczył ją fakt, że Łukasz wpadł na ten sam pomysł co ona i wysłał kilku facetów, którzy dołączyli się do Alicji. Po dwudziestu minutach czekania postanowiła wejść w pole widzenia przeciwnika. Wyjęła telefon ( Ali - młody złodziejaszek :D ), który ukradła Marcinowi jak była w jego pokoju, i wysłała wiadomość do chłopaków za drzwiami: „Dziewczyna z kataną ma wejść do środka za 4 minuty. Nie wcześniej.” Powinni zrozumieć, pomyślała.
- Może już wystarczy?! – krzyknęła do dziewczyn i anioła. Wszyscy popatrzyli na nią ze zdziwieniem, może tylko oprócz Naomi, która krzyknęła:
- Co ty robisz?! Porąbało cię?! – i skoczyła, żeby ją osłaniać. – Jesteś najbardziej nieodpowiedzialną osobą jaką znam.
- Spójrz dyskretnie na dach. – szepnęła do niej Ali. – Masz wejść do środka, ogarniasz?
- Nie będziesz mi rozkazywać. – warknęła cicho Nan.
- Mam plan i masz mi go nie psuć.
- No nareszcie! – powiedziała Niberta podchodząc do Alicji i Naomi. – Miło, że się wreszcie pokazałaś.
- Wejdź na górę i stamtąd atakuj.
- Ona ma skrzy… - Nan nie zdążyła dokończyć, bo musiała odbić atak Niberty. Ali uchyliła się przed ciosem anioła i podwinęła mu nogę. Zachwiał się, ale nie przewrócił.
- Nie ważne, masz zrobić co powiedziałam. – Alicja wykorzystała przerwę w walce, którą uzyskała po kopnięciu anioła w splot słoneczny i zmieniła się w kruka. Złapała Naomi za bluzkę i przerzuciła ją nad Nibertą. Wykorzystała moment w którym akurat uchylała się od ciosu Nan. Blackbird postanowiła zaufać Ali i pobiegła do drzwi, które otworzyli przed nią dwaj mężczyźni. Po tym jak dziewczyna już wbiegła wyszli na zewnątrz, zatrzasnęli drzwi i naładowali karabiny. Alicja uśmiechnęła się i zrobiła szybki obrót, żeby znów być człowiekiem. Zignorowała fakt, że znów jest w sukience. Chmura dymu pozwoliła jej się trochę wycofać, a gdy już opadła, dziewczyna podniosła do góry pięść i na wrogów spadł deszcz pocisków i strzał. Wzięła swój łuk i skoncentrowała całą swoją uwagę na tworzeniu ognistej strzały. Po chwili pożałowała jednak tego, bo Niberta roztrzaskała jej łuk na kawałki swoim mieczem.
- Koniec zabawy! – krzyknęła i oplotła się skrzydłami, poczym zniknęła. Ali rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła też śladu po aniele.
- Damn it! A już ich mieliśmy.
~ Zapomniałam ci powiedzieć, że ona umie się teleportować… - Ali usłyszała w głowie głos Naomi. Odwróciła się i popatrzyła na dach. Oczywiście stała tam Nan, ale nie sama. Nóż do gardła przykładał jej anioł. Za to demonica stała obok z wyrazem triumfu na twarzy i pyszniła się tym. Zleciała na dół i stanęła naprzeciwko Alicji.
- Puść ją. – syknęła Ali.
- Najpierw musisz się poddać.
~ Nie rób tego! – krzyknęła w jej myślach Naomi.
- Dobrze. – Powiedziała, uklękła na jedno kolano i wyciągnęła ręce przed siebie, jakby chciała, żeby ją skuto kajdanami. – Ale masz dotrzymać słowa.
- W rzeczy samej. – pstryknęła palcami i anioł gwałtownie odsunął się od Naomi. Odległość między nią a Nibertą wynosiła zaledwie kilkadziesiąt centymetrów, gdy Ali wysłała telepatyczną wiadomość do Nan, mówiącą, że czas atakować. Skupiła się jak najbardziej mogła i udało jej się wyczarować łuk. Wystarczyło tylko, że pociągnęła rękę do tyłu i już miała naciągniętą strzałę, gotową do posłania na przeciwnika. Gdyby przeciwnik nie zniknął.
- Nie no znowu?! – wstała i ściągnęła strzałę z łuku. Naomi usiadła jej na ramieniu w postaci kruka.
~ Im szybciej znajdziemy się w Zartezie tym lepiej.
- Masz rację. – odpowiedziała na głos. Wzięła telefon, otworzyła ‘notatki’ i napisała: „ Dzięki wszystkim za pomoc, nie chcę wam więcej przeszkadzać, więc się zmywam. Bye ;) ~ Alisza ”. Postawiła telefon na ziemi, zrobiła szybką przemianę i pofrunęła za Nan do lasu.
Lawirowały między drzewami, a Naomi opowiadała Alicji całą historię Zartezu. Ali powoli zaczynała rozumieć o co chodzi.
~ Oni porwali Adriana i Elizę. – powiedziała na koniec.
________________________________________________________________________
Alicja przyglądała się jak Naomi rozmawia z jakąś dziwną kobietą, która miała skrzydła, ale zupełnie niepodobne do anielskich skrzydeł faceta, który stał obok niej. Czuła, że Nan ma kłopoty, ale wolała się nie ujawniać, przynajmniej na razie. Kilka razy próbowała wyczarować jakąś broń, najlepiej łuk, ale z mizernym skutkiem. Podczas jednej z prób w jej ręce pojawił się płomień. Spanikowała i próbowała go strzepnąć. Dziwne było to, że ogień jej nie poparzył. Postanowiła wejść do środka i stamtąd wziąć broń, a przy okazji poprosić kogoś o pomoc. Drzwiami nie wejdę, pomyślała, zostają okna przez które zapewne się nie przecisnę. Chyba, że… Wpadła na pomysł i zmieniła się w kruka według wcześniejszych wskazań Naomi. Udało jej się za pierwszym razem. Zadowolona z siebie ruszyła na rozeznanie w sprawie znalezienia wejścia do bazy. Długo nie musiała szukać. Przy skrzydle więziennym zauważyła dziurę po wybuchu. Nie zastanawiała się czy to było włamanie, czy co innego, po prostu wleciała do środka, ale zatrzymały ją drzwi, których oczywiście nie otworzy jako ptak. To zmienianie się mnie wykończy! - Marudziła w myślach, ale zrobiła to. Wbrew pozorom magia Zartezu była w miarę prosta. Kolejną przeszkodą okazał się fakt, iż drzwi były zamknięte. Zaczęła w nie walić i wołać, żeby ją wpuścili. Nagle usłyszała głos Łukasza i chrzęst klucza w zamku.
- Co ty tu robi… - Urwał, kiedy otworzył drzwi i zobaczył wyrwę w ścianie. – Coś ty zrobiła?!
- To nie ja. – warknęła tylko. Szturchnęła Łukiego ramieniem, gdy go mijała i pobiegła do sali treningowej. Nie łatwo jest biegać w sukience która sięga do ziemi, więc zatrzymała się i przesunęła wierzchem dłoni nad ubraniem od kolana w dół i dotknęła go tak jak to zrobiła Naomi z jej gipsem. Nic się jednak nie wydarzyło. Warto było spróbować, pomyślała i zaczęła znowu biec. Po chwili z jakiegoś pokoju wyszła Marie i Alicja prawie by na nią wpadła, ale szybko odskoczyła w bok. Dużo to nie dało, bo przewróciła się.
- Co to za kostium? – zapytała na wstępie Rosjanka.
- Mi też miło cię widzieć. – rzekła Ali i wstała strzepując kurz z sukienki. – Masz pożyczyć jakieś ciuchy?
- Myślę, że coś znajdę. – powiedziała Mery i zaprosiła dziewczynę do środka.
- To twój pokój? – spytała Ali, gdy weszła do środka i rozejrzała się. Wielkością był podobny do pokoju Kacpra, ale nie miał okien i miał zdecydowanie więcej mebli. Po lewej stronie od wejścia było dwoje drzwi a między nimi telewizor, tak jak u Kapiego, ale pod TV stała mała, biała, podłużna szafka z drzwiczkami z hartowanego, popękanego szkła, przez co nie było widać co jest w środku. Stał na niej niski, ale długi stroik z czerwonych róż. Na przeciwnej ścianie od drzwi wejściowych w prawym rogu stała ogromna, biała szafa. Była szeroka na pół ściany i sięgała do sufitu. Drzwi szafy to było jedno wielkie lustro. Dalej, na lewo od szafy na ścianie koloru czarnego namalowane zostały białe kwiatki, których łodygi przepięknie plątały się ze sobą. Po prawej stronie natomiast, po środku ściany stał kominek elektryczny, na którym znajdowały się fioletowe, białe i kremowe świeczki. Nad kominkiem znajdował się szary zegar w kształcie zwiniętego smoka, który skrzydłami pokazywał minuty i godziny. Obok kominka po obu stronach znajdowały się takie same szafki jak pod telewizorem. Na nich stały po trzy świeczki, ustawione do największej do najmniejszej, na przemian kolorami. Pośrodku pokoju na czarnych płytkach, przodem do TV stała biała sofa. Przed nią znajdował się niski, okrągły szklany stolik, który stał na ciemnofioletowym puchatym dywanie. W pokoju było ciemno, przez to, że nie było okien, więc Mery zapaliła świeczki.
- Proszę cię, nie zadawaj głupich pytań.
- Niezły nastrój, też chcę mieć taki pokój. – stwierdziła Ali.
- No bo jest twój.
- Przecież mówiłaś…
- Mówiłam, że jest mój?
- Nie. – zaplątała się Alicja.
- No, więc nie jest mój tylko twój. Podoba się?
- Czy się podoba?! Jest zarąbisty! – zachwyciła się Alicja i podeszła do koleżanki. – Ty go dekorowałaś?
- Miałaś nie zadawać głupich pytań. – uśmiechnęła się lekko Marie. Ali przytuliła ją ze śmiechem.
- Dzięki. – Mery odsunęła ją od siebie.
- Nie ma za co. Gdzie się tak śpieszyłaś?
- Co? – nagła zmiana tematu totalnie ją zaskoczyła. – Aa… Biegłam po… - urwała i zdała sobie sprawę, że miała pomóc Naomi, a tymczasem zajmuje się bzdurami. - Muszę lecieć. – powiedziała szybko i sięgnęła po pierwsze lepsze spodnie i bluzkę z szafy. Spodnie okazały się tak naprawdę getrami, a bluzka zwykłym, szarym podkoszulkiem, ale nie miała czasu się przebierać. Wybiegła z pokoju jak błyskawica. Na szczęście nie miała daleko do sali treningowej. Wpadła z hukiem do pomieszczenia i zawołała do mężczyzny za biurkiem.
- Idziesz? – uśmiechnęła się podnosząc dwa łuki ze stolika. Chłopak podszedł do niej z pytającym spojrzeniem i wziął od niej broń. Alicja otworzyła drzwi od drugiego pokoju i zajrzała do środka. Mimo późnej pory sala była pełna ludzi. 10 osób trenowało, a ponad drugie tyle czekało na swoją kolej. Ali ucieszyła się, bo poznała kilku chłopaków z jej ostatniego treningu.
- Ej! Pomożecie mi? Please… - zawołała do nich i próbowała się słodko uśmiechnąć, ale niezbyt jej to wyszło. Już miała wychodzić, bo z min kolesi, którzy tam byli wyczytała, że nici z pomocy. Jednak po chwili usłyszała głos jednego chłopaka.
- Spoko. Co mamy robić?
- Ci co umieją strzelać biorą pukawki i zbiórka na dachu. Zaciśnięta pięść uniesiona do góry to znak żeby strzelać.
- Tak jest, komandorze! – zasalutowała połowa, ale nie było w tym cienia powagi. Śmiejąc się poszli po broń.
- Każdy bierze to czym najlepiej się posługuje i idzie ze mną. – posłuchali jej i po chwili szli już w kierunku wyjścia awaryjnego. Ali podeszła do dwóch chłopaków.
- Cześć. Mogę was o coś poprosić?
- Jasne. I tak nie mamy co robić. – odrzekł jeden z nich, a drugi przytaknął.
- Idźcie pod drzwi wejściowe i czekajcie na znak.
- Jaki znak? – dała im dwa szare urządzenia, które zwinęła z sali treningowej.
- Wyślę wam esa na to coś. Powinno zadziałać. Idźcie już. – po powiedzeniu tego przyspieszyła, a oni równie szybko poszli w przeciwną stronę.
Dotarła na miejsce tuż po zachodzie słońca. Ustawiła swoich ludzi tak, aby otoczyli wejście, przy którym teraz trwała walka. Zerkała co chwila na dach, by upewnić się czy strzelcy będą gotowi. Czekała na odpowiedni moment by wtrącić się do walki. Na razie nie było takiej potrzeby, ponieważ Naomi dawała sobie świetnie radę. Pomyślała, że warto trochę zmęczyć przeciwnika, a dopiero potem atakować, wtedy ma się większe szanse. Zaskoczył ją fakt, że Łukasz wpadł na ten sam pomysł co ona i wysłał kilku facetów, którzy dołączyli się do Alicji. Po dwudziestu minutach czekania postanowiła wejść w pole widzenia przeciwnika. Wyjęła telefon ( Ali - młody złodziejaszek :D ), który ukradła Marcinowi jak była w jego pokoju, i wysłała wiadomość do chłopaków za drzwiami: „Dziewczyna z kataną ma wejść do środka za 4 minuty. Nie wcześniej.” Powinni zrozumieć, pomyślała.
- Może już wystarczy?! – krzyknęła do dziewczyn i anioła. Wszyscy popatrzyli na nią ze zdziwieniem, może tylko oprócz Naomi, która krzyknęła:
- Co ty robisz?! Porąbało cię?! – i skoczyła, żeby ją osłaniać. – Jesteś najbardziej nieodpowiedzialną osobą jaką znam.
- Spójrz dyskretnie na dach. – szepnęła do niej Ali. – Masz wejść do środka, ogarniasz?
- Nie będziesz mi rozkazywać. – warknęła cicho Nan.
- Mam plan i masz mi go nie psuć.
- No nareszcie! – powiedziała Niberta podchodząc do Alicji i Naomi. – Miło, że się wreszcie pokazałaś.
- Wejdź na górę i stamtąd atakuj.
- Ona ma skrzy… - Nan nie zdążyła dokończyć, bo musiała odbić atak Niberty. Ali uchyliła się przed ciosem anioła i podwinęła mu nogę. Zachwiał się, ale nie przewrócił.
- Nie ważne, masz zrobić co powiedziałam. – Alicja wykorzystała przerwę w walce, którą uzyskała po kopnięciu anioła w splot słoneczny i zmieniła się w kruka. Złapała Naomi za bluzkę i przerzuciła ją nad Nibertą. Wykorzystała moment w którym akurat uchylała się od ciosu Nan. Blackbird postanowiła zaufać Ali i pobiegła do drzwi, które otworzyli przed nią dwaj mężczyźni. Po tym jak dziewczyna już wbiegła wyszli na zewnątrz, zatrzasnęli drzwi i naładowali karabiny. Alicja uśmiechnęła się i zrobiła szybki obrót, żeby znów być człowiekiem. Zignorowała fakt, że znów jest w sukience. Chmura dymu pozwoliła jej się trochę wycofać, a gdy już opadła, dziewczyna podniosła do góry pięść i na wrogów spadł deszcz pocisków i strzał. Wzięła swój łuk i skoncentrowała całą swoją uwagę na tworzeniu ognistej strzały. Po chwili pożałowała jednak tego, bo Niberta roztrzaskała jej łuk na kawałki swoim mieczem.
- Koniec zabawy! – krzyknęła i oplotła się skrzydłami, poczym zniknęła. Ali rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła też śladu po aniele.
- Damn it! A już ich mieliśmy.
~ Zapomniałam ci powiedzieć, że ona umie się teleportować… - Ali usłyszała w głowie głos Naomi. Odwróciła się i popatrzyła na dach. Oczywiście stała tam Nan, ale nie sama. Nóż do gardła przykładał jej anioł. Za to demonica stała obok z wyrazem triumfu na twarzy i pyszniła się tym. Zleciała na dół i stanęła naprzeciwko Alicji.
- Puść ją. – syknęła Ali.
- Najpierw musisz się poddać.
~ Nie rób tego! – krzyknęła w jej myślach Naomi.
- Dobrze. – Powiedziała, uklękła na jedno kolano i wyciągnęła ręce przed siebie, jakby chciała, żeby ją skuto kajdanami. – Ale masz dotrzymać słowa.
- W rzeczy samej. – pstryknęła palcami i anioł gwałtownie odsunął się od Naomi. Odległość między nią a Nibertą wynosiła zaledwie kilkadziesiąt centymetrów, gdy Ali wysłała telepatyczną wiadomość do Nan, mówiącą, że czas atakować. Skupiła się jak najbardziej mogła i udało jej się wyczarować łuk. Wystarczyło tylko, że pociągnęła rękę do tyłu i już miała naciągniętą strzałę, gotową do posłania na przeciwnika. Gdyby przeciwnik nie zniknął.
- Nie no znowu?! – wstała i ściągnęła strzałę z łuku. Naomi usiadła jej na ramieniu w postaci kruka.
~ Im szybciej znajdziemy się w Zartezie tym lepiej.
- Masz rację. – odpowiedziała na głos. Wzięła telefon, otworzyła ‘notatki’ i napisała: „ Dzięki wszystkim za pomoc, nie chcę wam więcej przeszkadzać, więc się zmywam. Bye ;) ~ Alisza ”. Postawiła telefon na ziemi, zrobiła szybką przemianę i pofrunęła za Nan do lasu.
Lawirowały między drzewami, a Naomi opowiadała Alicji całą historię Zartezu. Ali powoli zaczynała rozumieć o co chodzi.
~ Oni porwali Adriana i Elizę. – powiedziała na koniec.
~ Dobrze im
tak. – dziewczyna zbytnio się nie przejęła.
~ Nie bądź
nieczuła. Wiem, że ci na nich zależy.
~ Przestało mi na nich zależeć jak mnie zdradzili. – nie wiedziała, że to możliwe u ptaka, ale do oczu naszły jej łzy. ~ I to oboje…
~ Jestem pewna, że jest jakieś racjonalne wyjaśnienie.
~ Nie wydaje mi się. – wreszcie wyleciały z lasu.
~ Stąd już niedaleko do urwiska.
~ Dokąd?! – przestraszyła się Ali.
~ Tam. – Nan pokazała dziobem miejsce, w którym Alicja obserwowała wczoraj zachód słońca razem z Alexem. Zdała sobie wtedy sprawę, że od dwóch dni nie spała. To wyjaśnia moje zmęczenie, pomyślała. Naomi usiadła na barierce, a Ali zrobiła to samo i spojrzała w dół na spienione może.
~ I gdzie teraz? – zapytała.
~ Na dół. – odpowiedziała Nan i zanurkowała w przepaść. Ali zrobiła to samo.
- Gdzie my jesteśmy? – zapytał Adrian wchodząc trochę wyżej i rozglądając się dookoła z czubka drzewa.
- Ameryka Południowa, dokładniej dżungla Amazońska. - Eli spojrzała na wschód. – Musimy iść w na wschód, w kierunku Brazylii.
- Czemu tam?
- Bo tam będzie jakaś cywilizacja przynajmniej. – prychnęła i zaczęła zginać i przeplatać między sobą gałęzie, żeby zrobić prowizoryczny dach.
- Co ty robisz?
- Jesteśmy w lesie deszczowym, geniuszu. Po pierwsze wilgoć, po drugie niebezpieczne zwierzęta, które są wszędzie, po trzecie palące słońce.
- A może przejdziemy się trochę? – zaproponował Ad.
- Mam dość twojej głupoty, więc się zamknij z łaski swojej. – warknęła Eliza. – Dzięki twojej ‘nadprzyrodzonej mocy’… – zrobiła przerwę w robieniu koszyczka z liści, żeby zrobić cudzysłów manualny. – Może uda nam się przeżyć do jutra.
- A co jeśli przylecą po nas?
- Na serio wierzysz, że po nas wrócą? – zapytała retorycznie. Adrian odezwał się dopiero po kilkunastu minutach później.
- Ładne. – pochwalił wyrób Elizy.
- Dzięki. – powiedziała i położyła koszyczek w rozgałęzieniu między trzema gałęziami. Zerwała kilka lian przy pomocy scyzoryka Adriana i zawiązała koszyk tak żeby nie spadł. – Zerwij kilka tych dużych liści, tylko uważaj żebyś nie spadł. Ad powoli poszedł do gałęzi na której zostało jeszcze trochę liści, bo te które były bliżej już zerwali. Zerknął w dół i o mało nie zemdlał patrząc jak daleko jest do ziemi. Nigdy nie miał lęku wysokości, ale tego się wystraszył. Zebrał liście, które były większe od jego głowy i podał je Elizie. Dziewczyna przygotowała coś w rodzaju lejka, łączącego się także z dachem, który zrobiła wcześniej.
- Po co to?
- Dzięki temu rano będziemy mieć pełny koszyk wody. O ile on nie przecieka. – popatrzyła na Adriana, ale chłopak miał na twarzy wyraz niezrozumienia. – Dżizas… ty na serio jesteś taki głupi czy tylko udajesz? – nie odpowiedział, więc zaczęła mu tłumaczyć. – Przez różnicę temperatur, które będą w nocy i rano powstanie rosa, która spłynie dzięki lejkowi, nie nam na głowy tylko do koszyka. Tak samo jeśli zaczęłoby padać, woda spłynie tam. Dwie pieczenie na jednym ogniu, my nie będziemy mokrzy i będziemy mieć co pić. Gorzej z jedzeniem… Oglądałeś jakieś programy w TV na temat przetrwania?
- Kiedyś tam może i tak. – odrzekł i usiadł.
- Musimy jeść dużo białka… Czyli niezbyt dobre rzeczy.
- Po co białko?
- Nie do edukowany debil. – mruknęła sama do siebie.
- Co?
- Białko jest jedną z podstawowych rzeczy w organizmie. Po za tym nie wiem jakie pierwiastki zawiera tutaj deszczówka, czy jest całkiem destylowana, nie wiem. Jeśli coś zawiera to dobrze, ale jak ma żelazo to dużo nie będziemy mogli dużo pić.
- Czemu?
- O Boże… Nadmiar żelaza powoduje różne choroby, m.in. cukrzycę i takie tam, pewnie i tak nie zrozumiesz. Dieta wysokobiałkowa sprawi, że będziemy mogli przyswoić więcej żelaza.
- Dzięki Wikipedio. – Eliza się wkurzyła przez to, że ją tak nazwał.
- Nie jestem Wikipedią! To, że wiem więcej od ciebie nie znaczy, że wiem wszystko.
- Właśnie, że znaczy. – zaśmiał się chłopak.
- Nie. – warknęła Eli, która właśnie skończyła zbierać liście, usiadła i zaczęła pleść drugi koszyk.
- A czego nie wiesz, na przykład?
- Nie wiem jak mamy się stąd wydostać. – posmutniała.
- Jakoś damy radę. – powiedział Adrian, przysunął się do niej i objął ją ramieniem.
~ Przestało mi na nich zależeć jak mnie zdradzili. – nie wiedziała, że to możliwe u ptaka, ale do oczu naszły jej łzy. ~ I to oboje…
~ Jestem pewna, że jest jakieś racjonalne wyjaśnienie.
~ Nie wydaje mi się. – wreszcie wyleciały z lasu.
~ Stąd już niedaleko do urwiska.
~ Dokąd?! – przestraszyła się Ali.
~ Tam. – Nan pokazała dziobem miejsce, w którym Alicja obserwowała wczoraj zachód słońca razem z Alexem. Zdała sobie wtedy sprawę, że od dwóch dni nie spała. To wyjaśnia moje zmęczenie, pomyślała. Naomi usiadła na barierce, a Ali zrobiła to samo i spojrzała w dół na spienione może.
~ I gdzie teraz? – zapytała.
~ Na dół. – odpowiedziała Nan i zanurkowała w przepaść. Ali zrobiła to samo.
- Gdzie my jesteśmy? – zapytał Adrian wchodząc trochę wyżej i rozglądając się dookoła z czubka drzewa.
- Ameryka Południowa, dokładniej dżungla Amazońska. - Eli spojrzała na wschód. – Musimy iść w na wschód, w kierunku Brazylii.
- Czemu tam?
- Bo tam będzie jakaś cywilizacja przynajmniej. – prychnęła i zaczęła zginać i przeplatać między sobą gałęzie, żeby zrobić prowizoryczny dach.
- Co ty robisz?
- Jesteśmy w lesie deszczowym, geniuszu. Po pierwsze wilgoć, po drugie niebezpieczne zwierzęta, które są wszędzie, po trzecie palące słońce.
- A może przejdziemy się trochę? – zaproponował Ad.
- Mam dość twojej głupoty, więc się zamknij z łaski swojej. – warknęła Eliza. – Dzięki twojej ‘nadprzyrodzonej mocy’… – zrobiła przerwę w robieniu koszyczka z liści, żeby zrobić cudzysłów manualny. – Może uda nam się przeżyć do jutra.
- A co jeśli przylecą po nas?
- Na serio wierzysz, że po nas wrócą? – zapytała retorycznie. Adrian odezwał się dopiero po kilkunastu minutach później.
- Ładne. – pochwalił wyrób Elizy.
- Dzięki. – powiedziała i położyła koszyczek w rozgałęzieniu między trzema gałęziami. Zerwała kilka lian przy pomocy scyzoryka Adriana i zawiązała koszyk tak żeby nie spadł. – Zerwij kilka tych dużych liści, tylko uważaj żebyś nie spadł. Ad powoli poszedł do gałęzi na której zostało jeszcze trochę liści, bo te które były bliżej już zerwali. Zerknął w dół i o mało nie zemdlał patrząc jak daleko jest do ziemi. Nigdy nie miał lęku wysokości, ale tego się wystraszył. Zebrał liście, które były większe od jego głowy i podał je Elizie. Dziewczyna przygotowała coś w rodzaju lejka, łączącego się także z dachem, który zrobiła wcześniej.
- Po co to?
- Dzięki temu rano będziemy mieć pełny koszyk wody. O ile on nie przecieka. – popatrzyła na Adriana, ale chłopak miał na twarzy wyraz niezrozumienia. – Dżizas… ty na serio jesteś taki głupi czy tylko udajesz? – nie odpowiedział, więc zaczęła mu tłumaczyć. – Przez różnicę temperatur, które będą w nocy i rano powstanie rosa, która spłynie dzięki lejkowi, nie nam na głowy tylko do koszyka. Tak samo jeśli zaczęłoby padać, woda spłynie tam. Dwie pieczenie na jednym ogniu, my nie będziemy mokrzy i będziemy mieć co pić. Gorzej z jedzeniem… Oglądałeś jakieś programy w TV na temat przetrwania?
- Kiedyś tam może i tak. – odrzekł i usiadł.
- Musimy jeść dużo białka… Czyli niezbyt dobre rzeczy.
- Po co białko?
- Nie do edukowany debil. – mruknęła sama do siebie.
- Co?
- Białko jest jedną z podstawowych rzeczy w organizmie. Po za tym nie wiem jakie pierwiastki zawiera tutaj deszczówka, czy jest całkiem destylowana, nie wiem. Jeśli coś zawiera to dobrze, ale jak ma żelazo to dużo nie będziemy mogli dużo pić.
- Czemu?
- O Boże… Nadmiar żelaza powoduje różne choroby, m.in. cukrzycę i takie tam, pewnie i tak nie zrozumiesz. Dieta wysokobiałkowa sprawi, że będziemy mogli przyswoić więcej żelaza.
- Dzięki Wikipedio. – Eliza się wkurzyła przez to, że ją tak nazwał.
- Nie jestem Wikipedią! To, że wiem więcej od ciebie nie znaczy, że wiem wszystko.
- Właśnie, że znaczy. – zaśmiał się chłopak.
- Nie. – warknęła Eli, która właśnie skończyła zbierać liście, usiadła i zaczęła pleść drugi koszyk.
- A czego nie wiesz, na przykład?
- Nie wiem jak mamy się stąd wydostać. – posmutniała.
- Jakoś damy radę. – powiedział Adrian, przysunął się do niej i objął ją ramieniem.
Koffam twojego bloga, koffam jak go piszesz, jednym słowem supcio ;3 ^-^
OdpowiedzUsuńMasz fajną tematykę bloga. I umiesz pisać . Blog jest PER-FECT
OdpowiedzUsuńNie przeczytałam wszystkiego tylko troche przeczytałam, ale podoba mi się i wygląd też jest fajny :)
OdpowiedzUsuńps. fajny tytuł :)
http://bellatrixilord.blogspot.com/ http://natropiepottera.bloog.pl/ moje dwa blogi
jestem z zapytaj :)
ciekawie piszesz :) oby tak dalej :*
OdpowiedzUsuńzapraszam na mojego bloga :)
http://fashon-.manifo.com/