środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 15


 Hajka :D wreszcie udało mi się to napisać... :P Rozdział 15 ! :D sorry, że taki krótki, następny będzie dłuższy ;D Ym dedykuję to mojej Namezis :P oraz jatoaaa, thx za nominację do Liebster Award :DD miłego czytania życzę :*



___________________________________________________________________
~ Siemka.
~ Naomi?! – odpowiedziała telepatycznie Alicja. ~ Gdzieś ty się podziewała?
~ Nieważne, musimy pogadać. Wyjdź na balkon. – Ali wyszła z łazienki i otworzyła drzwi balkonowe. Do pokoju z wielką gracją wleciał czarny kruk. Myślała, że zaraz gdzieś wyląduje, ale Naomi postanowiła zmienić się z powrotem w człowieka. Ptak podleciał do sufitu, zwrócił się dziobem do podłogi i zanurkował. W tym czasie posypał się deszcz piór, które teraz stworzyły chmurę dymu. Z chmury wyłoniła się dziewczyna. Alicji opadła szczęka. Chciała coś powiedzieć, ale jej się nie udało.
- Tak wiem, że to duży szok, ale postaraj się to szybko ogarnąć, bo mam ci do powiedzenia jeszcze dużo rzeczy. – rzekła Nan i usiadła na kanapie. Założyła nogę na nogę i spojrzała na Marcina stojącego przy drzwiach z ręką na klamce. - Powiedz Łukaszowi żeby na mnie nie czekał. – uśmiechnęła się, a chłopak wyszedł. – Musisz wrócić wcześniej. – zwróciła się do Ali.
- Czekaj. – Ali usiadła obok Naomi. - Po pierwsze: Kim jesteś? Po drugie: Co tu robisz? Po trzecie: Gdzie wrócić?
- Każda Zartezjanka umie zmieniać się w kruka. To dzięki pomocnicy Matki - Blackbird, później ci wytłumaczę. Jestem Naomi i przyszłam, żeby ci powiedzieć, że demony powróciły i musisz wrócić do Zartezu.
- Nie jesteś zbyt dobra w tłumaczeniu. Zacznij od początku.
- Nie ma czasu, tu nie jesteś bezpieczna. Czujesz Alami?
- Czasami, ale teraz nie. – Podświadomie wiedziała o co chodzi. – To ten dziwny spokój, kiedy jestem zła?
- Dokładnie. Wcześniej ta moc była kontrolowana, ale ktoś ją uwolnił i klapa. Teraz za każdym razem gdy się wkurzymy, zmienimy się, tak jak ty przed chwilą.
- To ja się w coś zmieniłam? – zdziwiła się Ali.
- Tak. Nie czułaś tego? – Ali pokręciła głową. – Dziwne. – mruknęła do siebie Nan. – Dobra, nie ważne. Musimy iść.
- Jak? – Alicja pokazała na swoją złamaną nogę. Naomi przesunęła wierzchem dłoni nad gipsem, a potem dotknęła go i ten rozpadł się. Ali widziała dzisiaj tyle zaskakujących rzeczy, że to jej nie zdziwiło.
- Normalnie. Chodź. – wstała i wyciągnęła dłoń. Ali złapała za nią i wstała na jedną nogę. Nan tylko przewróciła oczami. – Przestań się wygłupiać, przecież już nie jest złamana. – I faktycznie, Alicja stanęła i nic ją nie bolało.
- Ale jak…?
- Błagam…! Możemy już iść?! Naprawdę mi się śpieszy. Mamy długą drogę, a ty jeszcze nie umiesz latać. – Alicja już miała się pytać o co chodzi z tym lataniem, ale Naomi nie dała jej dojść do słowa. – Wyczyść swój umysł, skup się i myśl tylko o lataniu.
- Okey, już. – powiedziała Ali. Nie było sensu się sprzeciwiać.
- Zamknij oczy i obróć się. – zrobiła to i strasznie zakręciło jej się w głowie. Upadła na ziemię i rozejrzała się dookoła. Obok niej siedziała Naomi już jako ptak. Spojrzała na siebie i nie mogła uwierzyć. Jej ręce zmieniły się w czarne skrzydła, a zamiast nóg miała wielkie, ostre szpony.
~ W porządku? – spytała Nan telepatycznie. Alicja otworzyła dziób żeby odpowiedzieć, ale wydała z siebie tylko dziwny skrzek.
~ W porządku?! Jestem ptakiem! – krzyknęła w myślach.
~ Oj tam, oj tam. Nie przesadzaj. Możemy lecieć?
~ Co ty ze mną zrobiłaś?! Chcę być znowu człowiekiem!
~ Nie dramatyzuj. Skrzydła w górę i w dół, głowa do przodu, ogon prosto. – Złapała Alicję za skrzydła i wyrzuciła przez okno. Ali leciała bezwładnie w dół, oszołomiona wszystkim co miało przed chwilą miejsce. Patrzyła na Naomi, która przyglądała jej się z barierki balkonu Marcina. Dobra ogranij się dziewczyno, bo jak nie to przywalisz w beton, pomyślała Ali. Zwróciła się dziobem w dół, była już niebezpiecznie blisko ziemi, ale w ostatniej chwili otworzyła skrzydła i pociągnęło ją do góry. Panicznie próbowała utrzymać się w powietrzu, ale nie udało jej się to i spadła na trawę.
~ Musisz jeszcze poćwiczyć – powiedziała Nan i wylądowała obok niezdarnie próbującej się podnieść, Alicji.
~ Ja nie chcę ćwiczyć! Chcę być znów człowiekiem!
~ Ciiii spokojnie. – szepnęła Naomi. ~ Nie chcę, żebyś mi się tu zaczęła wściekać. – Alicji udało się wreszcie wstać. Ogon prosto – jest, głowa do przodu – jest, skrzydła rozdłuż i w górę, powtórzyła sobie polecenia Naomi i ruszyła do przodu. Machnęła skrzydłami i wskoczyła na oparcie ławki, odepchnęła się od niego i znów wzbiła się w górę, dzięki silnym skrzydłom. To nawet nie jest takie trudne, pomyślała. Nagle wiatr zawiał mocniej i zepchnął ją z kursu. Zakręciła się i już miała uderzyć w ziemię, ale złapała ją jakaś dziewczynka. Nie była delikatna, trzymała ją za skrzydło dwoma palcami i obracała nią, przyglądając się.
Co ty robisz?! Zostaw. Znów próbowała mówić, ale była ptakiem. Dziewczynka przestraszyła się, gdy Alicja zaczęła się szarpać i upuściła ją. Te ptaki to jednak mają ciężkie życie, mruknęła do siebie. Strzepnęła z siebie piasek i ponowiła próbę latania.
- Żeby ci się nie wyrwała spod kontroli – powiedział Łukasz i złapał Alicję. Nie spodobało jej się to, więc zatopiła swoje pazury w jego ręce. Syknął z bólu i puścił ją. Ali o dziwo udało się utrzymać w powietrzu. Nan wytrzeszczyła oczy, siedziała teraz w ludzkiej postaci na ławce i przyglądała się zmaganiom Alicji. – Szybko się uczy. – Pochwalił ją Łuki.
- Mi samo zmienienie się zajęło 2 tygodnie, faktycznie coś w niej jest. Możemy już lecieć. – stwierdziła.
- Lecieć? Gdzie?
- Do Zartezu, ciemnoto. Ona nie jest tutaj bezpieczna. – skinęła na Alicję. – Sprawi wam tylko kłopoty. – Chłopak westchnął.
- Pewnie i tak nie mam nic do gadania w tej sprawie.
- Trafna uwaga. – mrugnęła do niego i chwilę później, już w postaci ptaka, usiadła obok Alicji na krawężniku.
~ Gotowa? – Ali spojrzała na nią smutnym wzrokiem.
~ Nie chcę tam lecieć.
~ Boisz się? – Nan popchnęła ją lekko z przyjaznym śmiechem.
~ Spadaj. – odgryzła się Alicja i zrobiła to samo. ~ Nie chodzi o to, że się boję…
~ Tylko o co? – przerwała jej Naomi.
~ Sama nie wiem. To wszystko jest jakieś poplątane, nie mówiąc o tym, że mi nic nie wytłumaczyłaś i nawet nie wiem po co mam tam lecieć.
~ Mogę ci wytłumaczyć jak będziemy w drodze, bo co najmniej godzinę nam zejdzie.
~ A mogę się przynajmniej pożegnać?
~ Przecież ty tam nie lecisz na stałe.
~ Jak to nie?! – krzyknęła. Nan tylko się zaśmiała. ~ To na co my czekamy! – Ali skoczyła do góry i zrobiła koślawy piruet, który zapewne miał być oznaką, że jest gotowa do drogi. Obrót sprawił jednak, że dziewczyna zaczęła przemianę. Zawsze odbywa się to w ten sam sposób, więc po chwili z chmury dymu wyłoniła się Alicja w długiej, czarnej sukience złożonej z piór. W pasie przewiązana była srebrnymi wstążkami, które zdobiły także wykończenie dekoltu. Na szyi pojawił się jej złoty łańcuszek, który zgubiła podczas ‘przeprowadzki’ do bazy. Włosy miała spięte w luźnego koka na samym czubku głowy, a ułożone były w artystycznym nieładzie. Sukienka nie miała rękawów, ani nawet ramiączek, więc zrobiło jej się zimno. Mimo, że świeciło słońce, wiatr był chłodny. Odwróciła się do miejsca w którym przed chwilą siedziała Naomi. Teraz jej tam nie było. Poszukała wzrokiem Łukasza, ale jego też gdzieś wcięło. Nie sądziła, że przemiana trwała długo, więc gdzie oni byli?
 Nie minęła sekunda od rozpoczęcia przemiany Alicji, a tuż obok Łukiego, w ziemię wbiła się płonąca strzała. Chłopak odskoczył szybko i zaczął wypatrywać osoby, która do niego strzeliła. Nan zareagowała od razu. Okrążyła Alicję dwa razy i machnęła skrzydłami. Wydobył się z nich cichy świst i Ali zniknęła. Potem złapała Łukasza za pasek od spodni, uniosła go i poleciała z nim do bazy. Kolejne dwie strzały uderzyły w chodnik pod nimi. Kiedy już była przy drzwiach postawiła chłopaka na ziemi i zmieniła się.
- Schowaj się w środku. – powiedziała.
- Kto do nas strzela?
- To był rozkaz! – krzyknęła, a w jej ręce pojawiła się katana. Następna strzała uderzyła w ścianę obok drzwi, przez które przed chwilą wszedł Łuki. Naomi przesunęła wierzchem dłoni wzdłuż swojego ciała i jej sukienka zaczęła zmieniać się w czarne getry i długą, ciemnoszarą bluzkę na ramiączkach.
- Tak lepiej. – uśmiechnęła się do siebie i złapała miecz dwoma rękami. Stała pod ścianą, co nie byłoby zbyt korzystne w walce, która będzie miała za chwilę miejsce. Chciała się gdzieś przemieścić, ale przed nią wylądowały dwie postacie. Jedną z nich była Niberta, którą najwyraźniej rozbawił widok siostry, bo uśmiechnęła się. Dziwne było to, że uśmiech był radosny i szczery. Co innego druga postać, był to niski anioł, którego Nan spotkała pod bramą Cahim. Na jego twarzy malowała się chęć mordu. Oboje trzymali w rękach złote łuki, ale Naomi nie dostrzegła strzał. Zrozumiałe, że nie miała ich jej siostra, ale anioł nie ma takiej mocy, żeby wyczarować strzałę.
- Gdzie ją schowałaś, siostrzyczko? – spytała Niberta.
- Zabawne. Myślisz, że ci powiem?
- Oczywiście, że tak. Mam przekonujące argumenty. – Tym razem podniosła tylko kącik ust w chytrym uśmiechu.



- Po co oni nas tu w ogóle przywieźli?! – marudziła Eliza krążąc po celi. Po tym jak Alicja się zdenerwowała (mało powiedziane) i wybiegła z sali, Łukasz rozkazał Kacprowi odprowadzić więźniów do tymczasowego więzienia. Pokój miał jedno małe zakratowane okno i dwie prycze na przeciwnych ścianach. Adrian siedział na jednej z nich i próbował uspokoić dziewczynę.
- Przestań się tak przejmować.
- Wiesz co? Zrywam z tobą! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
- Takim zachowaniem nie poprawisz przyjaźni między tobą a Alicją. Wiesz o tym, prawda?
- Trzeba od czegoś zacząć. – warknęła i położyła się na swoim łóżku. Nikt nic więcej nie powiedział, ciszę przerwało dopiero uderzenie w okienne kraty. Potem one wybuchły rozbijając także pół ściany. Wszędzie posypał się gruz. Oboje przyglądali się jak młoda dziewczyna wchodzi do pomieszczenia. Po wybuchu wszystko ucichło i było słychać tylko powolne jednostajne uderzenia obcasów dziewczyny.
- Idziecie ze mną, czy zostajecie tutaj? – zapytała radośnie.
- Ja zostaję. – rzekł Adrian.
- Skoro on zostaje to ja idę. – powiedziała Eli i wstała.
- Świetnie. – rozpromieniła się jeszcze bardziej dziewczyna. – To zapraszam. – wskazała ręką dziurę w ścianie. Eliza podeszła do niej ostrożnie i spojrzała w dół. Do ziemi było około 10 metrów.
- A jak ja mam stąd niby zejść? – zapytała odwracając się, ale gdy tylko to zrobiła poczuła jak dziewczyna ją popycha. Zaczęła spadać i nagle znalazła się w dżungli na szczycie jakiegoś drzewa. Po chwili dołączył do niej Adrian.
- Świetnie! Po prostu świetnie! Nie dość, że utknęłam w środku jakiegoś lasu, to jeszcze z tobą!

2 komentarze:

  1. Rzdział jest świetny! (Jak każdy no ale...)
    Jestem straszliwie ciekawa co będzie dalej itp. itd. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu komentarzy na temat blogów.
    Po prostu czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. łooo, dydyk dla mnie, czuję się zaszczycona i tak dalej!
    gut gut gut eos!! XD

    OdpowiedzUsuń