Jechała
wśród domków jednorodzinnych, po pustej ulicy. Wokół nie było nikogo, oprócz
staruszki z rudym kotem na smyczy, stojącej przed ogromną niebieską willą.
Alicji wydawało się, że staruszka bardzo uważnie ją obserwuje, kiedy ją minęła.
Lecz gdy się odwróciła, rudy kot, i jego właścicielka zniknęli.
- O Boże! Czy chociaż raz nie mogę mieć normalnego dnia ?! - krzyknęła, i prawie zderzyłaby się z czarnym samochodem, stojącym przed jej domem. – Tylko nie to… - westchnęła ponuro i weszła do domu.
W środku było biało od dymu papierosowego i nie wiadomo jakiego jeszcze… Alicja przepchała się przez tłum ludzi stojących na przedpokoju. Głównie były to całujące się pary. Minęła je, więc dosyć szybko i weszła do kuchni, było tyle osób, że nawet nie dostrzegła schodów na górne piętro, które były w przedpokoju, ani drzwi do salonu, znajdujących się naprzeciwko.
Ali musiała bardzo wytężyć wzrok, żeby znaleźć swoją siostrę, wiedziała, że na pewno jest w kuchni. Zawsze jak robi imprezy to pilnuje lodówki, żeby goście nie zjedli owoców babci. Babcia Katarzyna ma 86 lat i obsesję na punkcie liczb. Na przykład: gdy kupuje winogrona, uważnie liczy każde ziarnko, a na swoim ogromnym, słomianym kapeluszu, z którym się nigdy nie rozstaje (z wyjątkiem spania) przypięte ma równo 75 kwiatków, a już nie wspominając o czerwonej torebce w czarne paski (których jest 180). Alicja już dobrze zna wszystko z jej ubioru, bo zawsze ubiera się w to samo, ale lepiej tego nie opisywać, bo można traumy dostać. Po prostu, gdy ktoś się pyta o ubiór babci, Alicja tylko mówi „nie przypominaj…”.
Tak, więc jedzenie jest dokładnie policzone i nie może ono zniknąć, bo inaczej jest dziki szał i wysyłki do sklepu o czwartej rano(o tej godzinie wstaje babcia), by dokupić jedzenia.
Według przewidywań Alicji, Agata i jej dwie przyjaciółki siedziały przy lodówce, obgadując wszystkich dookoła.
- O Boże! Czy chociaż raz nie mogę mieć normalnego dnia ?! - krzyknęła, i prawie zderzyłaby się z czarnym samochodem, stojącym przed jej domem. – Tylko nie to… - westchnęła ponuro i weszła do domu.
W środku było biało od dymu papierosowego i nie wiadomo jakiego jeszcze… Alicja przepchała się przez tłum ludzi stojących na przedpokoju. Głównie były to całujące się pary. Minęła je, więc dosyć szybko i weszła do kuchni, było tyle osób, że nawet nie dostrzegła schodów na górne piętro, które były w przedpokoju, ani drzwi do salonu, znajdujących się naprzeciwko.
Ali musiała bardzo wytężyć wzrok, żeby znaleźć swoją siostrę, wiedziała, że na pewno jest w kuchni. Zawsze jak robi imprezy to pilnuje lodówki, żeby goście nie zjedli owoców babci. Babcia Katarzyna ma 86 lat i obsesję na punkcie liczb. Na przykład: gdy kupuje winogrona, uważnie liczy każde ziarnko, a na swoim ogromnym, słomianym kapeluszu, z którym się nigdy nie rozstaje (z wyjątkiem spania) przypięte ma równo 75 kwiatków, a już nie wspominając o czerwonej torebce w czarne paski (których jest 180). Alicja już dobrze zna wszystko z jej ubioru, bo zawsze ubiera się w to samo, ale lepiej tego nie opisywać, bo można traumy dostać. Po prostu, gdy ktoś się pyta o ubiór babci, Alicja tylko mówi „nie przypominaj…”.
Tak, więc jedzenie jest dokładnie policzone i nie może ono zniknąć, bo inaczej jest dziki szał i wysyłki do sklepu o czwartej rano(o tej godzinie wstaje babcia), by dokupić jedzenia.
Według przewidywań Alicji, Agata i jej dwie przyjaciółki siedziały przy lodówce, obgadując wszystkich dookoła.
-Cześć,
piękna. – zagadnął Alicję jakiś, nawalony chłopak. Ona tylko kopnęła go, gdy
ten próbował przygwoździć ją do ściany i pocałować, i uciekła do siostry.
- Znowu impreza?! – krzyknęła z wyrzutem, ale i tak miała obawy co do tego czy Aga usłyszała, bo muzyka była strasznie głośna.
- Co?
- Pytam: Znowu impreza ?
- Jak widać.
Ali prychnęła i pobiegła do swojego pokoju. Miała mały kłopot z przejściem przez drzwi, bo tarasował je Mateusz, całujący się z jakąś dziewczyną. Podeszła więc do niego i postukała go w ramię, odchrząknęła.
- Czy ty przypadkiem nie chodzisz z Agatą? – Mati przestał całować, ale nadal trzymał dziewczynę w objęciach.
- Chodzę, a co?
- Chodzisz z Agatą?! Ty idioto! – powiedziała obrażona dziewczyna, walnęła go ”z liścia” i uciekła.
- Znowu impreza?! – krzyknęła z wyrzutem, ale i tak miała obawy co do tego czy Aga usłyszała, bo muzyka była strasznie głośna.
- Co?
- Pytam: Znowu impreza ?
- Jak widać.
Ali prychnęła i pobiegła do swojego pokoju. Miała mały kłopot z przejściem przez drzwi, bo tarasował je Mateusz, całujący się z jakąś dziewczyną. Podeszła więc do niego i postukała go w ramię, odchrząknęła.
- Czy ty przypadkiem nie chodzisz z Agatą? – Mati przestał całować, ale nadal trzymał dziewczynę w objęciach.
- Chodzę, a co?
- Chodzisz z Agatą?! Ty idioto! – powiedziała obrażona dziewczyna, walnęła go ”z liścia” i uciekła.
- Ej!
Wracaj. Natalia! To nie tak jak myślisz! – krzyknął Mateusz i ruszył za nią.
Jeszcze tylko na chwilę odwrócił się do Alicji. - Nie powiesz nic Adze, no
nie??
- Nie, jak dasz mi 20 zeta.
- Nie, jak dasz mi 20 zeta.
- Dobra,
jutro, nara! – powiedział i pobiegł, dogonić Natalię.
Alicja już miała wejść do pokoju gdy usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się i zobaczyła niebieskooką blondynkę, ubraną w łososiowo-czarną sukienkę, przewiązaną paskiem.
- Eliza! – ucieszyła się Ali i przytuliła przyjaciółkę. – Co tam u ciebie? Dawno się nie widziałyśmy, opowiadaj!
- Wszystko po kolei, na początek zrobię naszą ulubioną kawę i wszystko ci opowiem. – uspokoiła Eliza.
- Nie będziesz mi tu cytować reklam! Właź, siadaj i opowiadaj! – mówiąc to, otworzyła drzwi do swojego pokoju i ruchem ręki zaprosiła przyjaciółkę do środka.
Eliza podeszła do krzesła przy biurku i usiadła, a Ali stanęła obok.
- Ładne obrazki, nowe?
- Tak, dzisiaj rano rysowałam. – uśmiechnęła się Alicja i złapała za złote serduszko, zawieszone na cieniutkim łańcuszku, na szyi.
- Piękne – powiedziała zachwycona Eliza. – Powinnaś wykorzystać swój talent.
- Dzięki, ale rysowanie to tylko takie hobby. – odrzekła i zaczęła zbierać porozrzucane rysunki.
Przyjaciółka złapała jeden, zanim został sprzątnięty i pokazała go koleżance.
- Co to?
- Adrian – powiedziała i zaczęła się śmiać, ale gdy zobaczyła zdziwiony wzrok Elizy, stłumiła go i z trudem wydusiła: - Dzisiaj mi powiedział, że jest wilkołakiem.
- Dlaczego się śmiejesz? Wilkołaki istnieją!
- Aha, jasne. Tak samo jak olbrzymy, anioły, demony, wampiry i tajemnicze pasiaste spodnie na szelkach, które straszą w Himalajach.
- To wszystko istnieje! No może oprócz tych spodni…
- Dobra, nie ważne, nie chcę cię wyganiać, ale dzisiaj jestem padnięta, jutro się spotkamy i na spokojnie pogadamy. Okey?
- Jasne, rozumiem. No to bye, do jutra. – rzekła Eliza i wyszła z pokoju.
Alicja rzuciła się na łóżko i od razu zasnęła, nie miała nawet siły przebrać się w piżamę, zasnęła w tym co miała na sobie, czyli: krótkich dżinsowych spodenkach i czarnej koszulce na ramiączkach.
Wybaczcie, że taki krótki ;) prawdziwa akcja zacznie się dopiero od trzeciego rozdziału ;D
Alicja już miała wejść do pokoju gdy usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się i zobaczyła niebieskooką blondynkę, ubraną w łososiowo-czarną sukienkę, przewiązaną paskiem.
- Eliza! – ucieszyła się Ali i przytuliła przyjaciółkę. – Co tam u ciebie? Dawno się nie widziałyśmy, opowiadaj!
- Wszystko po kolei, na początek zrobię naszą ulubioną kawę i wszystko ci opowiem. – uspokoiła Eliza.
- Nie będziesz mi tu cytować reklam! Właź, siadaj i opowiadaj! – mówiąc to, otworzyła drzwi do swojego pokoju i ruchem ręki zaprosiła przyjaciółkę do środka.
Eliza podeszła do krzesła przy biurku i usiadła, a Ali stanęła obok.
- Ładne obrazki, nowe?
- Tak, dzisiaj rano rysowałam. – uśmiechnęła się Alicja i złapała za złote serduszko, zawieszone na cieniutkim łańcuszku, na szyi.
- Piękne – powiedziała zachwycona Eliza. – Powinnaś wykorzystać swój talent.
- Dzięki, ale rysowanie to tylko takie hobby. – odrzekła i zaczęła zbierać porozrzucane rysunki.
Przyjaciółka złapała jeden, zanim został sprzątnięty i pokazała go koleżance.
- Co to?
- Adrian – powiedziała i zaczęła się śmiać, ale gdy zobaczyła zdziwiony wzrok Elizy, stłumiła go i z trudem wydusiła: - Dzisiaj mi powiedział, że jest wilkołakiem.
- Dlaczego się śmiejesz? Wilkołaki istnieją!
- Aha, jasne. Tak samo jak olbrzymy, anioły, demony, wampiry i tajemnicze pasiaste spodnie na szelkach, które straszą w Himalajach.
- To wszystko istnieje! No może oprócz tych spodni…
- Dobra, nie ważne, nie chcę cię wyganiać, ale dzisiaj jestem padnięta, jutro się spotkamy i na spokojnie pogadamy. Okey?
- Jasne, rozumiem. No to bye, do jutra. – rzekła Eliza i wyszła z pokoju.
Alicja rzuciła się na łóżko i od razu zasnęła, nie miała nawet siły przebrać się w piżamę, zasnęła w tym co miała na sobie, czyli: krótkich dżinsowych spodenkach i czarnej koszulce na ramiączkach.
Wybaczcie, że taki krótki ;) prawdziwa akcja zacznie się dopiero od trzeciego rozdziału ;D
Ciekawy (czyt. Super) rozdział.
OdpowiedzUsuńdziękuję :D
UsuńFajne to twoje opowiadanie . Pisz dalej . czekam :D
OdpowiedzUsuń