sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 1

 Adrian machał strzałą do i tak już zirytowanej Alicji, która była cała mokra i wściekła. Naprawdę wściekła! Zazwyczaj nie umiała się na niego gniewać, był taki przystojny i uroczy. Jego oczy świeciły jak płomienie-chociaż były brązowe- kiedy był w dobrym nastroju, czyli praktycznie cały czas. Jego uśmiech sprawiał że dziewczyny zaraz rzucały się, żeby go przynajmniej dotknąć. Mógł mieć każdą dziewczynę, a wybrał Alicję. Ona jako jedna z niewielu nie kochała go za wygląd, tylko za to jaki był. Wbrew pozorom grzeszył inteligencją. Znał odpowiedź na każde pytanie. Na początku Ali myślała że pod tymi czarnymi jak smoła włosami zaczesanymi na bok i zakrytymi fullcapem nie ma nic, miło zaskoczyło ją to, że tak nie było. Odkryła prawdę, gdy dostała pałę z francuskiego i nauczycielka rozkazała Adrianowi udzielić jej korepetycji. Oprócz tego, że jest mądry odkryła też, że jest zabawny i miły. Korepetycje nic nie pomogły, bo już na pierwszym spotkaniu zaczął ją podrywać, a ona w końcu uległa prośbom i została jego dziewczyną. Następnego dnia cała szkoła wiedziała już, że są parą. Poziom popularności Alicji gwałtownie wtedy wzrósł. Reszta chłopaków zaczęła ją zauważać, ale nie tylko dlatego, że była dziewczyną Adriana. Zmieniła swój styl, teraz nie ubierała się już w zwykłe białe bluzki z kołnierzykiem i spódnice do kolan. Zaczęła nosić glany, krótkie spódniczki, skórzane kurtki itp. Praktycznie zawsze zakładała wszystko czarne. Malowała się codziennie, mimo, że wcześniej uważała, że to głupie. Miała grzywkę na bok , co było sprawką Adriana. Na urodziny zabrał ją do fryzjera. Wtedy też, jej idealnie czarne włosy, straciły wdzięk przez fioletowe i turkusowe pasemka.
 Podobał jej się ten nowy styl. Co prawda nauczyciele się jej czepiali, ale ona tylko mówiła, że babcia się zgodziła, więc siedzieli cicho. Rodzice Alicji pracowali w USA, więc ona mieszkała z babcią i, starszą o rok, siostrą. Babcia często wychodziła do koleżanek z sąsiedztwa, także w domu, siostry mogły robić co chciały… 
 Teraz stała na polance, z łukiem w ręce, patrząc na niego wściekłym wzrokiem. Oprócz jej i Adriana nie było tam nikogo. Żeby dojechać do domu, Ali potrzebowała pół godziny jazdy rowerem. A czemu tu w ogóle przyjechała? Żeby nauczyć tego tłumoka strzelać. Ale on oczywiście musiał wszystko zepsuć. Zamiast słuchać jej poleceń zaczął się z nią drażnić. Ukradł jej łuk i wrzucił do jeziora, wiedział że nie jest głębokie, bo często już tu przyjeżdżał. Kiedy ona przestraszona pobiegła wyłowić łuk, Ad podbiegł od tyłu i popchnął ją, tak, żeby cała zanurzyła się w wodzie. Potem, jak gdyby nigdy nic, wyszedł na brzeg, wziął jedną ze strzał i wpatrywał się, uśmiechnięty, a nawet rozbawiony, w Alicję wychodzącą na brzeg. Tusz jej się rozmazał i wyglądała jak upiór. Była strasznie wściekła.
 - Przesadziłeś Ad! Masz mi przynieść ręcznik, natychmiast! – wrzasnęła.
 - Nie mam –odparł – Zawsze możesz się wytarzać w trawie , lub wyschnąć na słońcu, albo... - roześmiał się – zresztą nieważne.
 Alicja podeszła bliżej i już chciała mu przywalić gdy nieoczekiwanie przerwał jej huk. Niedaleko ich wybuchł fajerwerk. Potem było ich więcej. Pewnie wesele, pomyślała, nie ma co tu dłużej siedzieć.
 - Jadę już.
 - Ale jest dopiero 20. Zwykle wracamy po 22.
 - Wiem, ty sobie możesz wrócić o tej godzinie, ja jadę teraz.
 - Nie! Przepraszam, okey? – powiedział błagalnie
 - Wcale nie okey ! Jestem cała mokra, a nie wyschnę, bo słońce już zachodzi.
 - To przynajmniej obejrzyj ze mną zachód. Proszę?
 Alicja westchnęła bezradnie.
 - Dobra, niech ci będzie. – powiedziała i usiadła na trawie, patrząc prosto na słońce, chowające się za jezioro. Po swojej lewej miała las, a po prawej rozciągało się pole ze zbożem. Za Alicją, równolegle do jeziora szła asfaltowa droga, przy której stały dwa rowery: jej neonowo różowy, w czarne kwiatki i jego czarno-fioletowy.
 - Czemu ci tak zależy na tym żebym została? – zapytała Alicja, wpatrując się we wschodzący księżyc.
 - A czemu miałoby mi nie zależeć? Jesteś moją dziewczyną! Kocham cię i nie chcę żebyś była na mnie zła. Poza tym muszę ci coś powiedzieć. – Ali popatrzyła na niego zaciekawiona.
 - No to mów. Adrian usiadł koło niej i ukrył twarz w dłoniach.
 - To nie jest takie proste. –powiedział. – Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego nie miałem nigdy dziewczyny?
 - Wcześniej nie bardzo mnie to obchodziło. – odparła. Ad spojrzał na nią smutnym wzrokiem, a Alicja aż podskoczyła. Jego oczy… już nie były brązowe, tylko niesamowicie niebieskie.
 - Czemu masz inny kolor oczu? – zapytała przerażona. – Myślałam że nie nosisz soczewek… 

 - Nie noszę, tęczówki stają się niebieskie, gdy się zmieniam.
 - Zmieniasz? – roześmiała się Alicja. – Że niby jesteś jakimś wampirem czy coś? – powiedziała sarkastycznie.
 - Noo… tak jakby… Jestem wilkołakiem. – W tej chwili kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie: Adrian położył się na ziemi, fajerwerki ucichły, a słońce zaszło. Było ciemno i nawet księżyc nic nie pomagał. Alicja słyszała za sobą jęki Adriana. Miała na tyle rozsądku, żeby nie zostawać przy „zmieniającym się w wilkołaka” chłopaku. Stwierdziła, że Ad jest ultra idiotą, i poszła w stronę rowerów. Po drodze zabrała łuk, przewiesiła go przez ramię, a potem podniosła strzały. Zanim wsiadła na rower, obejrzała się na jezioro, ale i tak było za ciemno by cokolwiek zobaczyła. Włączyła, więc latarkę rowerową, włożyła strzały do koszyczka na kierownicy, i nakierowała światło na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział Adrian. Teraz nie było tam nic. Alicja tylko wzruszyła ramionami, wskoczyła na rower i ruszyła w kierunku domu. Nagle coś poruszyło się w krzakach, przy drodze. Ali zatrzymała się trochę przestraszona. Po chwili na ulicę wyskoczył łabędź. Dziewczyna przyjrzała się mu, ale nic dziwnego nie dostrzegła. Gdy już miała zamiar jechać dalej, łabędź odfrunął, ale nie przestraszył się jej, tylko wielkiego czarnego psa, który przebiegł obok roweru Alicji, i skoczył próbując złapać uciekającego ptaka. Nie udało mu się, więc odwrócił się do Ali. Ona, udając, że się nie boi, wsiadła na rower i pędem ruszyła w stronę miasta. Wilk tylko przyjrzał jej się, gdy go mijała, a potem wskoczył w krzaki.

3 komentarze:

  1. Zapowiada się nieźle. Tylko nie zapominaj klikać entera przy dialogach, bo można się pogubić. A! I jeszcze akapity, proszę dawaj akapity. ja jestem osobiście na tym stopniu wyczulona :P Pisz dalej i czekam na kolejny rozdział. Z chęcią dodam cię do tych tam, co czytam :3 Jakby ci się nudziło to wpadaj do mnie. Ja piszę o herosach ( co zapewne nie jest ci obce :D )
    Buziaki, pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń